Na czterech kółkach do szczęścia 10 .
Minęły kolejne dwa lata. Tuż po dobrze zdanej maturze Miłosz miał złożyć dokumenty na Politechnikę Warszawską. Jednak tego nie zrobił. Ewa, która była jego miłością jeszcze z czasów gimnazjum, zostawiła go z dnia na dzień. Oświadczyła zdumionemu chłopakowi, że nie chce już z nim być.
Chłopak się załamał. Nie potrafił pogodzić się z tym, że został przez nią oszukany i porzucony. Mieli przecież tyle wspólnych planów na przyszłość.
Zamknął się w swoim pokoju i nie wychodził z niego przez dwa dni. Po tym czasie zaniepokojony ojciec poszedł do niego na górę. Drzwi były jednak zamknięte na klucz. Krzysztof pukał i prosił, żeby syn otworzył, ale zza drzwi nie dobiegał żaden odzew. Postanowił zdemontować zamek. Kiedy jednak poszedł na dół po narzędzia, Miłosz w końcu otworzył. Gdy Krzysztof wrócił, chłopak siedział na podłodze z głową schowaną między kolanami.
– Miłosz, co jest? – ojciec przykucnął przy synu.
– Nic – wymamrotał nastolatek, nie podnosząc głowy.
– Przecież widzę.
– Nic mi nie jest, daj mi spokój. Wyjdź, tato.
– Nie wyjdę, dopóki nie powiesz, co się dzieje. Synu, chcę ci pomóc.
– Nikt mi nie może pomóc! – krzyknął rozpaczliwie. – Nikt, rozumiesz?
– Zrozumiem, jak powiesz, o co chodzi.
Miłosz podniósł głowę. Jego twarz była spuchnięta od płaczu, a oczy zaczerwienione i podpuchnięte . Spojrzał na ojca, a ten mocno go przytulił. Chłopak wtulił się w Krzysztofa i łkając, wykrztusił:
– Zostawiła mnie, tato. Rzuciła dla innego, a ja ją tak kocham. Dlaczego?
– Ewa odeszła? – zapytał spokojnie ojciec.
– Tak. Dlaczego mi to zrobiła?
– Synu, musisz przez to przejść. Nie pytaj dlaczego. Widać nie było wam pisane iść wspólną drogą. Życie niestety nie jest łatwe i często rzuca kłody pod nogi.
Też miałem trudne momenty, też byłem załamany. Miałem wtedy tylko dziewiętnaście lat, byłem ledwie rok starszy od ciebie. Ale potem poznałem twoją mamę i postanowiłem już nigdy nie wracać do złych wspomnień. Zacząłem żyć na nowo.
– Co takiego zrobiłeś, tato? – Miłosz już nie płakał. Zainteresowało go to, co powiedział ojciec.
– Spędziłem trzy lata w zakładzie karnym. To było gorsze niż to, że rzuciła mnie dziewczyna.
– Nigdy nam o tym nie mówiłeś…
– Nie, bo nie chciałem do tego wracać. Zawiodłem wtedy kilka osób, które we mnie wierzyły. Zawiodłem babcię, dziadka, młodszego brata i zawiodłem się sam na sobie.
Nie byłem dobrym synem ani bratem, przysparzałem tylko problemów. Ale pobyt w więzieniu dużo mnie nauczył.
Ciebie rzuciła Ewa. Jesteś młodym, fajnym chłopakiem. Poznasz jeszcze inną dziewczynę. Życie stoi przed tobą otworem, tylko musisz je dobrze wykorzystać.
Nie wiedzieli, że pod niedomkniętymi drzwiami stał Michał. Słyszał całą rozmowę, ale nie wchodził, bo nie chciał im przerywać. Teraz jednak zapukał, zapytał, czy może dołączyć, i usiadł przy nich na podłodze.
– Słyszałem – powiedział cicho. Objął ojca, a drugą rękę wyciągnął do brata. – Mnie też rzuciła dziewczyna, nie jesteś sam – skierował te słowa do Miłosza.
– Miałeś dziewczynę? – zapytał go zdumiony ojciec. – Nic nigdy o niej nie wspominałeś.
– Bo nie byłem pewny, jak ta znajomość się potoczy. Spotykaliśmy się na uczelni, po zajęciach. Ale widocznie nie byłem jej przeznaczony. Zostawiła mnie dla kolegi z czwartego roku.
– I co? Tak spokojnie o tym mówisz? – odezwał się Miłosz. – Tak, jakby nic się nie stało?
– Bo się nie stało – Michał wzruszył ramionami. – Na razie skupię się na nauce, a kiedyś się zobaczy. A może nie będzie już żadnej dziewczyny?
– A kto będzie? – Krzysztof spojrzał na syna uważnie.
– No nie bój się, tato, nie jestem gejem i nie będę. Faceci interesują mnie jako koledzy, tylko i wyłącznie
– To dobrze, synu. Skoro już wszystko obgadaliśmy, to ja idę do mamy. A wy może byście zeszli na dół coś zjeść? Miłosz, podobno od dwóch dni nic nie miałeś w ustach, mama się zamartwia.
– Zaraz, tato. Pogadam jeszcze chwilę z Michałem i zejdziemy do was.
Kiedy zostali sami, Miłosz zapytał:
– Ty tak na poważnie nie chcesz teraz dziewczyny?
– No co ty, pewnie że chcę! Ale jak nie ta, to będzie inna. Brachu, nie jesteśmy tacy najgorsi. Zobaczysz, jeszcze będzie tak, że jednego dnia ożenimy się z jakimiś fajnymi laskami.
Miłosz uśmiechnął się i podniósł z podłogi.
– Chyba jednak pójdę coś zjeść.
– Ja też – Michał dał bratu szturchańca w bok.
Obaj zgodnie weszli do kuchni, gdzie na stole czekał już na nich podgrzany obiad.
Znów minęło sporo czasu. Michał był na czwartym roku medycyny, a Miłosz na drugim – studiował swoją wymarzoną inżynierię lądową na politechnice. Miłosz miał dwadzieścia jeden lat, a Michał prawie dwadzieścia cztery. Anna nie mogła pojąć, kiedy ten czas tak uciekł. Sama wciąż czuła się młoda, a miała już dwóch dorosłych synów. Obaj nie tylko dobrze się uczyli, zdając wszystkie egzaminy i zaliczając kolokwia, ale też pracowali dorywczo. Chcieli mieć własne pieniądze i odciążyć rodziców.
W Polsce od kilku lat rozwijał się już internet i telefonia komórkowa. Chłopaki za zarobione pieniądze sprawili sobie telefony, sami opłacali abonament i wspólnie kupili komputer, z którego zgodnie korzystali. Wykorzystywali go głównie do nauki, ale także do komunikowania się ze znajomymi na Gadu-Gadu czy Skype.
Pewnego dnia Miłosz, siedząc akurat przy komputerze, zauważył na ekranie powiadomienie o nowej wiadomości na GG. Otworzył okno czatu i przeczytał:
– Hej, jak się masz?
– Dobrze – odpisał. – A ty? Kim jesteś?
– Nie wygłupiaj się, Adam – nadeszła odpowiedź.
– Nie jestem Adam, tylko Miłosz.
Nastała cisza, a po chwili pojawiła się nowa wiadomość:
– Ojej, przepraszam, pomyliłam się.
– Jesteś dziewczyną? – zapytał.
– Tak, mam na imię Kalina.
– Ładnie. A skąd jesteś?
Okazało się, że Kalina mieszka w Warszawie, studiuje na uniwersytecie i ma dwadzieścia dwa lata. Niewiele myśląc, Miłosz zaproponował spotkanie w realu, a ona przyjęła propozycję. Umówili się kilka dni później przy dworcu Śródmieście.
Dziewczyna od razu go rozpoznała, ponieważ wcześniej wysłał jej swoje zdjęcie. Była zaskoczona, że jest taki wysoki – sama sięgała mu zalezwie do ramienia.
Okazała się ładną, naturalną szatynką o długich, prostych włosach. Przyszła bez makijażu, ubrana normalnie, bez zbędnego szpanu. Spodobała mu się od pierwszej chwili – zresztą on jej też.
Zaczęli się spotykać i dopiero wtedy wyjawiła mu prawdę. Nie było żadnego Adama. Napisała do pierwszego z brzegu numeru, bo zwyczajnie się nudziła, i tak oto trafiła na przystojnego blondyna. Śmiali się z tego oboje i dziękowali losowi, że nie przerwali wtedy tej rozmowy.
Michał również był zakochany – w koleżance z roku. Często spotykali się we czworo, bracia ze swoimi dziewczynami. Razem chodzili do kina, aż w końcu przedstawili partnerki rodzicom. Przy tym zapoznaniu obecni byli również dziadkowie i babcie.
Dziewczyny zrobiły na wszystkich bardzo dobre wrażenie. Rodziców cieszyło, że synowie powoli układają sobie życie.
A życie jednemu z braci ułożyło się szybciej, niż ktokolwiek przypuszczał – Kalina zaszła w ciążę. Nie miała rodziców, wychowywała ją babcia, która jednak zmarła, zostawiając jej w spadku mieszkanie w Warszawie.
Nie miała też rodzeństwa, a jedynie ciotkę ze strony nieżyjącej mamy, z którą niestety nie utrzymywała kontaktu.
Narzeczeni wzięli szybki ślub cywilny, ponieważ oboje nie chcieli przysięgać w kościele, po czym Miłosz przeprowadził się do żony. Kilka miesięcy później młodzi zostali rodzicami ślicznej dziewczynki. Mała dostała na imię Anna – po obu babciach, bo mama Kaliny też nosiła to imię. Maleńka Anusia szybko przesłoniła wszystkim cały świat.
Tymczasem Michał kończył studia. Po sześciu latach nauki miał wreszcie zostać lekarzem i otrzymać prawo do wykonywania zawodu. Czekały go jeszcze ostatnie zaliczenia i egzaminy końcowe, ale wiedział, że sobie poradzi. Nie zmienił swoich planów – cały czas powtarzał, że zrobi specjalizację z ortopedii. Jego narzeczona, Alicja, chciała natomiast zostać pediatrą. Wszystko układało się dokładnie tak, jak tego pragnęli.
Po ślubie Michała i Alicji oraz ich wyprowadzce na swoje, dom w Otwocku utonął w ciszy. Dzieci wpadały w odwiedziny, ale żyły już własnym życiem i własnymi sprawami. Tylko mała Ania zostawała czasem u dziadków na kilka dni, umilając wszystkim domownikom czas swoim radosnym szczebiotem. Na razie nie mieli więcej wnuków, ale Miłosz zapowiedział, że jeszcze „wyczaruje” dla nich wnuka.
Michał z Alą poświęcili się całkowicie pracy i dalszej nauce, planując zrobienie dodatkowych specjalizacji.
Anna i Krzysztof byli szczęśliwi, że mimo różnych przeszkód i zawirowań losu wytrwali ze sobą już ponad trzydzieści lat. Kochali się i szanowali tak samo jak wtedy, gdy ona miała osiemnaście lat, a Krzysztof dwadzieścia dwa. To był piękny czas, a życie obdarowało ich najwspanialej, jak mogło.
Anna przytuliła się do męża, a on pogładził ją po lekko siwiejących włosach.
– Kochanie, dziękuję ci – powiedział cicho i pocałował ją czule.
– Ja tobie bardziej, mój drogi – wtuliła się w jego ramiona. – Gdybyś wtedy nie zwrócił na mnie uwagi, nie wiem, czy dzisiaj bym tu siedziała. Tchnąłeś we mnie nowe życie... a potem daliśmy je kolejnemu pokoleniu. Kocham cię, Krzysiu.
– Ja ciebie bardziej – uśmiechnął się Krzysztof, mocniej ją obejmując.
W oknach domu w Otwocku powoli zapalały się wieczorne światła, rozświetlając ciszę, która już niedługo znów miała wypełnić się śmiechem ich dzieci i wnuków. Byli u siebie, bezpieczni i po prostu szczęśliwi.
Koniec .
Komentarze (2)
Witaj
Piękne życie.
Witaj . Dziękuję i pozdrawiam .
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania