Nowy wróg część 11. Star Wars

Projekt współtworzony z użytkownikiem: Kapelusznik

~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~

 

— Jesteście pewni? — Admirał Tarkin zadał pytanie wyświetlanej przed nim postaci w wojskowym mundurze.

— Tak, wszystkie dane wskazują na to, że Terianie przygotowują się do kolejnego ataku.

— Ehh, układ Vatok… — wetchnął szef floty. — Dawni sojusznicy naszego wroga. Ciekawy ruch z ich strony. Na pewno będą mieli pewne opory przed bezpośrednią bitwą — „może da się to jakoś wykorzystać” dodał w myślach. — Dziękuję za informacje. Postaramy się dotrzeć na miejsce najszybciej jak się da.

— A jak wygląda sytuacja z waszym statkiem?

— Większość uszkodzeń naprawiona. Udało nam się zabezpieczyć wszystkie zdehermetyzowane miejsca i dodatkowo podciągnąć wydajność głównego reaktora. Teraz możemy zdecydowanie szybciej reagować na impuls elektromagnetyczny, z którego jak dobrze wiemy lubią korzystać Terianie. Według wstępnych szacunków zyskaliśmy dwadzieścia procent na szybkości powrotu do pełnej funkcjonalności.

— Dobrze to słyszeć. W takim razie nie traćcie czasu i życzę powodzenia w nadciągającym starciu.

— Patrząc na stan floty… — Wilhuff wyjrzał przez okno i spojrzał w jasne niebo planety Marae. Gdzieś tam na orbicie znajdował się drugi Venator oraz cztery lekkie krążowniki — to przyda nam się.

Rozmówca z kwaśnym uśmiechem skinął głową na potwierdzenie usłyszanej wiadomości po czym zakończył połączenie. Otoczony ciszą admirał rozejrzał się po niemalże pustej sterówce. Większość osób pilotujących krążownik przebywała w miejscu gdzie mogli odpocząć przed wylotem. Sam wydał im taki rozkaz gdyż, jak słusznie się z resztą spodziewał, Terianie nie zaprzestaną na podbiciu jednego systemu. Teraz pierwszy raz od początku kampanii Republika dysponowała danymi, które pozwalają dotrzeć im do okupowanego systemu zanim wroga flota zaatakuje.

Wilhuff zastanawiał się przez moment jak też wyglądać będzie ta bitwa. Jego wieloletnie doświadczenie mówiło mu, że walczenie z dawnym sprzymierzeńcem, szczególnie jeśli łączyły obie strony pewne specyficzne więzi jak braterstwo lub religia, nie zawsze należy do prostych a już na pewno pozostawia wiele blizn. W najlepszym przypadku taki stan rzeczy doprowadzi do zmniejszenia intensywności walk. W najgorszym, rozpocznie brutalną masakrę przykrytą szkarłatnym płaszczem sączącej się, z opanowanych żądzą zwycięstwa stron, nienawiści.

Przerwał rozmyślania i skierował swoje kroki do komunikatora pokładowego. Pewnym ruchem chwycił mikrofon urządzenia i wydał polecenie, które dźwięcznie rozeszło się po korytarzach krążownika, wypełniając statek silnym głosem mężczyzny.

— Wszyscy dowódcy eskadr i technicy proszeni są o pojawienie się na mostku. Szykujemy się do odlotu. Kapitan — ukradkiem spojrzał na leżący obok holopad — PK-4372 proszony o natychmiastowy kontakt.

Po chwili w pomieszczeniu zaczęło przybywać ludzi. Dźwięki rozsuwanych drzwi wind jak i uruchamianych komputerów i systemów sterowania otaczały admirała. Tarkin wziął głęboki wdech i rozejrzał się po przybywających w sterówce ludziach. Czuł w powietrzu woń kolejnej batalii.

 

*

 

Otaczały ją płatki śniegu. Malusieńkie drobinki przelatywały między jej rozpostartymi palcami. Wykonała delikatny ruch dłonią a biały pył zmienił kierunek lotu, wirując dookoła postaci w grubym, wojskowym płaszczu. Z zamkniętymi oczami kobieta wykonała piruet na jednej nodze a srebrna smuga podążała za jej ruchami. Poczuła jak czubek buta zapada się w miękkim, czarnym piasku. Wzięła głęboki wdech, zaciągając się dostarczanym przez maskę powietrzem i wyciągnęła obie ręce przed siebie. Płatki śniegu wystrzeliły uderzając o zbocze wydmy i doprowadzając do powstania niewielkiej lawinki.

— Równowaga — powtarzała na głos kobieta. Zawsze słyszała to jedno słowo. Równowaga miała być tym co zapewni jej siłę. Równowaga miała być potęgą każdego Jedi.

Stanęła pewniej na obu nogach i skupiła się na przebijającym jej powieki świetle. Nie widziała a wyczuwała otaczającą ją przestrzeń: piaskowe osuwisko na którym stała, mroźne powietrze szczypiące ją w twarz, podmuchy wiatru wdzierające się pod kaptur i plączące jej szare włosy, szum fal w oddali. Wzięła zamach prawą ręką otaczając się śnieżnym okręgiem i kierując jego ruchami za pomocą mocy. Biała wstęga oblatywała ją dookoła, poddając się każdemu ruchowi wojowniczki.

Nagle poczuła, że dzieje się coś niedobrego. Niesiony przez nią śnieg był cięższy niż normalnie. Zaczynał oponować - sprzeciwiać się jej żądaniom. Nieznana siła wytrąciła ją ze stanu równowagi. Piaski zaczęły uciekać jej spod nóg zmuszając do zbalansowania nagłych zmian rękami. Otworzyła oczy. Nie ogarniał jej biały puch. Otaczała ją czarna chmura ostrych ziarenek pokruszonej skały.

Grunt osunął się pod jej nogami a Jedi upadła na stok osuwiska i przeturlała się parę metrów w dół. Zatrzymała się, ostatecznie lądując twarzą w zimnym, czarnym piasku. Czy chciała wstać? Nie była pewna.

Wyczuła czyjąś obecność. Podniosła głowę i położyła się na policzku wypluwając ziarenka piasku.

— Odejdź. Już mówiłam że nie masz tu władzy.

— Przepraszam, pani generał, ale wysłał mnie admirał Tarkin.

Asaro momentalnie podskoczyła stając na równe nogi. Przed jej oczami zobaczyła żołnierza w pancerzu z szaro-zielonymi zdobieniami.

— Pike!? — niemalże krzyknęła. Czuła się kompletnie zaskoczona ale i zażenowana stanem w jakim zobaczył ją kapitan. — Przepraszam, nie wiedziałam że to ty…

— Admirał prosi aby wróciła pani na statek. — Klon postanowił nie dać jej szansy na wygłaszanie dłuższych przeprosin. Zdawał się rozumieć obecną sytuację i Jedi była mu za to niezmiernie wdzięczna. — Dostaliśmy informacje na temat nowego ataku Terian.

— Już atakują? — zapytała wojowniczka strzepując śnieg z płaszcza i kierując kroki w stronę krążownika. Kapitan ruszył za nią.

— Nie tym razem. Dostaliśmy dane od służb wywiadowczych o potencjalnym kolejnym ataku. Tym razem mamy szansę uprzedzić wroga.

— W końcu jakieś dobre informacje! — entuzjastycznie powiedziała Asaro. Szli chwilę w milczeniu a gdyby nie głośne wycie wiatru ich uszu dobiegałby dźwięk skrzypiącego pod podeszwami butów śniegu. Szarowłosa przerwała milczenie.

— Ile dni minęło od naszej ostatniej bitwy? — Zdawała sobie sprawę, że pytanie mogło zostać uznane za nieprofesjonalne ale przez ostatnie godziny, uwielbiała spędzać czas na zewnątrz wojennego okrętu, poddając się rozmyślaniom i próbując przywrócić stan wewnętrznej równowagi.

— Lokalnie, niemalże trzy. W przeliczeniu na czas na Curuscant będą to cztery dni. W zasadzie zaczynamy piąty.

— Rozumiem…

Stanęli przed wysuniętym trapem. Ogromny statek osłonił ich od wiatru. Asaro rozejrzała się ale nie dostrzegła już żadnego robotnika. Zobaczyła jedynie czarne skały na których wylądował Venator a z których mroźne podmuchy wywiały resztki śniegu.

Dwie postacie weszły po metalowym pomoście i stanęły przed grubymi drzwiami prowadzącymi do śluzy powietrznej.

— Z całym szacunkiem, radzę włączyć komunikator. — Klon wskazał palcem na miejsce w którym Jedi miała przypięty swój przekaźnik i wszedł do wnętrza statku przez rozsuwające się drzwi. Z krzywym, niezręcznym uśmiechem, zakrytym przez czarną maskę, Jedi wyciągnęła spod płaszcza wspomniane urządzenie i przywróciła je do funkcjonowania. Zaczynała mieć pretensje do samej siebie za nieodpowiedzialne zachowanie. Była w końcu generałem armii a przez ostatnie dni zachowywała się jak rozpieszczony dzieciak. A Treeke?

„Właśnie, a co z Treeke?” pomyślała.

Zielona lampka zaświeciła się w pomieszczeniu, dając znajdującej się w jej wnętrzu dwójce znak, że powietrze znów nadaje się do oddychania a ciśnienie zostało wyrównane. Metalowe drzwi rozsunęły się a oczom Asaro ukazał się długi korytarz, prowadzący do centralnej części statku, wyposażonej w rzędy wind. Rozpięła płaszcz i odwiesiła urządzenie podtrzymujące życie do przeznaczonej do tego celu, wbudowanej w ścianę tunelu szafki.

We wnętrzu nie słyszała już dźwięków dokonywanych napraw. Przestrzeń wypełniał za to odgłos uruchamianych silników. Jeszcze zanim przebyła całą dzielącą ją od wind drogę poczuła jak siła bezwładności wciska jej stopy w chłodną podłogę. Jej dłoń zatrzymała się na przycisku a żółta lampka potwierdziła wezwanie dźwigu.

— Widziałeś może Treeke? — spytała podczas oczekiwania na przybycie ruchomego pomieszczenia.

— Tak, ostatnimi czasy lubił przebywać w głównym hangarze, często pracując przy swoim myśliwcu. Pochwalił nam się nawet swoimi osiągnięciami podczas ostatniej bitwy.

Asaro zamyśliła się. Nie dała sobie jeszcze szansy dowiedzieć się jak jej uczeń przeżył bitwę. Cieszył ją fakt, że chociaż młokos odnalazł pewną satysfakcję.

— A jak on się czuje? W kontekście… psychicznym? — Wypowiedziane słowa zabolały ją w sercu. Sama powinna była zadać te pytania Padawanowi. Miała przecież tyle czasu a wolała zająć się własnymi sprawami. Jak przez mgłę docierało do niej, że być może i jej uczeń przechodził kryzys.

— Na pierwszy rzut oka w porządku ale… — przerwał mu odgłos otwieranych drzwi dźwigu a zaraz po nim powitania wysiadających z niego ludzi. Pike i Asaro pospiesznie odpowiedzieli na kierowane w ich stronę formułki po czym wsiedli do okrągłego pomieszczenia. Drzwi zamknęły się a pasażerowie poczuli wciskającą ich w podłogę siłę.

— Ale? — Asaro powróciła do wypowiedzi kapitana.

— Nie chcę nic sugerować ale wydaje mi się… — Ponownie przerwał mu odgłos otwieranych drzwi a do wnętrza windy dosiadło się kilku mężczyzn z holopadami w rękach. Jak Asaro zdołała zauważyć wyświetlane były na nich dane techniczne statku. Jej spojrzenie spotkało się ze wzrokiem Pike’a a Jedi wyczuła kierowane w jej stronę pytanie. Uniesieniem dłoni dała mężczyźnie znak żeby nie kontynuował wypowiedzi. Nie chciała by problemy, które dotykają ją oraz jej ucznia stały się motorem napędowym plotek pośród pracowników Venatora.

W końcu dźwig zatrzymał się na ostatnim piętrze a podróżujący opuścili ruchome pomieszczenie i postawili pierwsze kroki w sterówce. Asaro rozejrzała się z nadzieją zobaczenia swojego Padawana. Mina jej zrzedła gdy jej oczy trafiły na nieprzyjemne spojrzenie Wilhuffa Tarkina. W duchu wzruszyła ramionami. Mężczyzna miał całkowite prawo być złym na zachowanie swojej pani generał i nie miała udawać, że jest w tej sytuacji święta. Doskonale zdawała sobie sprawę że zawiniła.

Taka myśl napełniła ją momentalnie gniewem. Nie wiedzieć czemu zaczęła się zastanawiać dlaczego czuje się w ten sposób w towarzystwie admirała. Stojący przed nią głównodowodzący floty nie żył w świetle ograniczającego jego działania kodeksu. Asaro wiedziała, że niejednokrotnie w życiu stawał wobec porażek pożerających życie tysięcy żołnierzy a jednak kontynuował swoją służbę niewzruszony. To on powinien zrozumieć jak tragiczne w istocie było ostatnie starcie.

Po chwili zdała sobie sprawę że ma zaciśnięte pięści. Wzięła głęboki oddech i spróbowała się uspokoić. Cichy szept nienawiści nie opuścił jej jednak a zaszył się jedynie gdzieś w głębi jej podświadomości. Wykonała pewny krok naprzód i stanęła przed przewyższającym ją admirałem.

— Cieszę się, że raczyła się pani pojawić. — Pomimo dobrego maskowania, Asaro wyczuła w głosie mężczyzny ton urazy.

— Ruszajmy już bronić systemu — powiedziała i machnęła ręką, jednocześnie unikając kontaktu wzrokowego. Skupiła się na wyświetlanych na holostole danych. — Jak reszta floty?

— Wszyscy są w pełnej gotowości — odpowiedział mężczyzna i oparł ręce na obudowie urządzenia pochylając się nad błękitnym hologramem. — Poza uszczuplonym zaopatrzeniem jesteśmy w praktycznie pełnej sprawności bojowej.

— Gdzie planują uderzyć Terianie? — Rozmowa przebiegała w sposób bardziej wymuszony niż naturalny. Asaro starała się odciągnąć uwagę Tarkina od jej własnych zachowań. Może i nie potrzebnie? Admirał był z reguły pragmatyczny. Zachowanie głównej generał mogło go zirytować do pewnego stopnia, jednak w chwili obecnej wyraz jego twarzy potwierdzał całkowite skupienie na nadciągającym zadaniu.

— System Vatok a dokładniej planeta Vatok-3. Domyślam się że to pani nic nie mówi? — Asaro pokiwała głową. — Bitwa będzie ciekawa i mamy pewne szanse pomimo znacznie mniejszej liczebności wojska. Oczywiście dotrze do nas również wsparcie z planety. Tamtejszy rząd został poinformowany o naszym przybyciu i o potencjalnym zagrożeniu. Mówiłem że walka będzie ciekawa ze względu na pewne powiązania Terian z mieszkańcami wspomnianej planety. — Asaro popatrzyła na admirała z pytającym wyrazem twarzy. — Przez dziesięciolecia byli sojusznikami. Vatokczycy pomogli im w wojnie z Huttami. Ponadto obie strony mają bardzo podobny system moralny co powoduje że nad wyraz dobrze się rozumieją.

— Jak wpływa to na całą bitwę? — spytała Asaro i przysłoniła oczy ręką, kiedy blask hiperprzestrzeni wpadł przez trójkątne okna a republikańska flota pomknęła z prędkością ponadświetlną.

— Widzę wiele możliwych opcji ale jedna jest pożądana. Ze względu na łączącą obie strony relację walka będzie przytłumiona. Terianie nie będą chcieli zbytnio zaszkodzić dawnym sojusznikom. Z tego względu skupią walkę na jakimś strategicznym punkcie, zmuszając tym samym układ Vatok do szybkiej kapitulacji. W takim wypadku musimy jedynie ochronić potencjalne punkty ich działań. Póki co wyznaczyliśmy stolicę jako najcenniejszy element planety i która tym samym jest zagrożona. Być może przez jej zdobycie wróg zechce zmusić naszego sojusznika do kapitulacji.

— Rozumiem. W tym wypadku nie potrzebujemy dużej floty bo i Terianie nie będą chcieli zbytnio zaszkodzić planecie ze względu na pewien sentyment.

— Sentymentem bym tego nie nazwał. Bardziej uczciwość wobec dawnych braci.

Zapanowała chwila milczenia. Asaro wyjrzała przez okno by popatrzeć na wirujące kształty. Każda nadprzestrzenna podróż wyglądała tak samo. Najpierw obraz wirujących gwiazd a potem utknięcie statku w stanie wyrwanym z rzeczywistości. Doskonałe osiągniecie technologiczne, pozwalające w krótkim czasie z pominięciem niekorzystnych efektów pokonywać ogromne odległości w pustej przestrzeni kosmicznej.

Przypomniało jej się jak pewnego dnia Treeke zamęczał ją opowiadaniem o technicznym aspekcie nadprzestrzennej komunikacji. Padawan z czystej ciekawości przeczytał parę artykułów lub też prac naukowych na ten temat, po czym zalewał swoją mistrzynię opowiadaniami o genialności obecnych systemów. Z całego wywodu Asaro zapamiętała jedynie, że możliwość komunikacji ze światem podczas podróży na szlaku nadprzestrzennym zapewniają im jedynie pewne międzywymiarowe zjawiska lub przynajmniej tak nazwał je wtedy Treeke.

To wspomnienie przywiało kolejne myśli związane z Padawanem. Może powinna skorzystać z okazji i z danej jej chwili spokoju i zamienić z młokosem kilka słów?

Odeszła od stołu, zmierzając w stronę wind.

— Dokąd pani idzie? — dobiegło ją pytanie Tarkina.

— Muszę porozmawiać z Treeke. — Zatrzymała się na chwilę i rzuciła na admirała okiem. Mężczyzna wyprostował się. Na jego twarzy Asaro zdawała się dostrzec niewyraźny zarys zrozumienia a może nawet pewnej aprobaty.

— Dowódca jest w głównym hangarze — dodał admirał za wchodzącą do windy Jedi.

 

*

 

Nacisnął na stery bacznie obserwując wskazania komputera. Ekran poinformował go o zmianie ustawienia ciągu i kierunku strumienia silników. Pociągnął i zobaczył jak system zawiadomił go o odwróceniu głównego przepływu oraz o podkręceniu wspomagania dysz sterujących. Wszystko działało jak należy. Zmienił wyświetlany widok i po kolei zaczął sprawdzać potrzebne do pilotowania podzespoły. System ogrzewania i filtracji powietrza był w normie. Zużycie filtrów na poziomie osiemdziesięciu procent. Jeszcze trochę i będzie je musiał wymienić. Schemat generatorów osłon zajaśniał, przekazując informację o pełnej działalności. Jedynie rzutnik hologramu trochę przerywał i niekiedy z niewiadomych powodów gubił sygnał.

Treeke wyciągnął rękę w kierunku stojącej na płycie lądowiska skrzynki z narzędziami. Przy pomocy mocy odnalazł niewielki śrubokręt. Narzędzie samoistnie opuściło kontener i zawisło w powietrzu. Brunet odsunął fotel i zanurkował pod rękojeściami sterów. Odczekał chwilę, jednak wkrętak nie pojawił się w jego dłoni. Zaskoczony podniósł głowę.

Przy skrzynce z narzędziami stała kobieta, ubrana w ciemnoszarą bluzkę z długim rękawem i dekoltem w kształcie litery V, oraz w długie popielate spodnie, których nogawki ginęły w również szarych, wysokich kozakach. W dłoni trzymała potrzebne mu narzędzie.

— Witaj, Treeke. — powiedziała a na jej twarzy pojawił się nieśmiały uśmiech.

— Witaj, mistrzyni — odpowiedział a jego głos zabrzmiał trochę mniej entuzjastycznie niż planował.

— Przepraszam, że mnie tak długo nie widziałeś.

— Nie ma sprawy. Nie jestem przecież dzieckiem!

— Nie powinnam cię była samego zostawiać.

— Możesz mi w końcu oddać śrubokręt? — głos Treeke napełniła agresywna nuta. Zaraz po tych słowach chłopak wyraźnie się speszył. „Czyli jednak Pike miał rację” pomyślała Asaro wspominając niedawno odbytą w windzie rozmowę. Podeszła do srebrnego myśliwca i wręczyła chłopakowi narzędzie.

— Dziękuję — bąknął i zniknął we wnętrzu kokpitu.

— Miałam się pytać czy wszystko w porządku ale widzę, że chyba nie do końca — powiedziała Jedi. Nie otrzymała żadnej odpowiedzi ze strony ucznia. — Treeke, rozmawiaj ze mną.

— Wszystko jest w porządku — lekko uniesionym głosem odpowiedział chłopak i wynurzył się zza ściany kokpitu.

— Widzę przecież, że nie jest. — Padawan przewrócił oczami i ponownie zniknął pod fotelem statku. Asaro zajrzała do cylindrycznego pomieszczenia. — Musimy porozmawiać. Ja chcę porozmawiać…

— Ale kiedy ja chciałem to ciebie nie było! — wypalił nagle chłopak i rzucił śrubokrętem w stronę skrzynki z pozostałymi narzędziami. Metaliczny zgrzyt na chwilę przerwał jego słowa. — Chciałem pogadać ale nie mogłem.

— Treeke, ja… ja przepraszam. Zajęta byłam własnymi sprawami i kompletnie o tobie…

— Chcę pobyć teraz sam — zażądał chłopak. — Szykujemy się do kolejnej bitwy a ja muszę sprawdzić czy wszystko w statku działa. Nie chcę by drobna awaria wpłynęła na losy całej walki.

Asaro spochmurniała. Nie takiej reakcji się spodziewała. Zdawała sobie sprawę, że jej uczeń mógł być urażony ale nie że zareaguje w tak emocjonalny sposób. Nie wiedziała co ma zrobić: wysłuchać jego prośby czy może ponowić próbę nawiązania rozmowy. Potwierdziły się jej obawy. To co trapiło jej umysł przez ostatnie dni, dopadło również i Treeke. Dodatkowo świadomość niedokończonej pierwszej rozmowy jeszcze bardziej zmroziła jej krew w żyłach. Zaślepiona własnymi sprawami zapomniała o tym, który pomocy potrzebował jeszcze bardziej.

Padawan odwrócił wzrok od mistrzyni, wracając do śledzenia komunikatów zapodawanych mu przez komputer pokładowy. Asaro podniosła rękę i już otworzyła usta żeby coś powiedzieć, kiedy nagle zamarła w bezruchu. Zdała sobie sprawę, że nawet nie wie co chce teraz uczniowi przekazać.

Powoli odwróciła się od pochłoniętego pracami naprawczymi ucznia i udała w stronę wyjścia z hangaru. W tym momencie poczuła się chyba gorzej niż przez ostatnie godziny samotności. Zrozumiała, że nie tylko zawiodła siebie ale i ważną dla niej osobę. Pozwoliła emocjom zasłonić jej umysł i zapaść się we własnych odczuciach, zapominając o tych, którym pomoc jako Jedi obiecywała nieść.

Drzwi wyjściowe otworzyły się, wpuszczając Asaro na znajdujący się w półmroku korytarz. W oddali dostrzegła postać w czarnej szacie.

— Ehh, myślisz się. To nie emocje cię zawiodły — powiedział kobiecy głos. — To niemoc.

— Doskonale wiesz… wiem, że to nieprawda.

— Pomyśl jaką potęgę gwarantuje nienawiść. Poczuj przypływ mocy i daj się jej ponieść. — Nieznana postać postawiła krok do przodu. — Już ci mówiłam. Wszyscy dookoła używają emocji. Nawet twój Padawan.

— Przestań! — krzyknęła Asaro łapiąc się za głowę. Zamknęła oczy próbując pozbyć się nieznanego bytu z wnętrza umysłu. Kiedy ponownie je otworzyła ujrzała swoją własną twarz, otoczoną czarnym kapturem.

— Poddaj się!

— NIE!

Wzięła zamach i wymierzyła zaciśniętą pięścią w metalową ścianę statku. Poczuła ból uderzenia na własnych kościach. Oddychała ciężko, pochylona nad podłogą. Odciągnęła dłoń od boku korytarza i potarła ją drugą ręką. W tym momencie zobaczyła stojącego w drzwiach prowadzących do hangaru Lifteda. Klon wyglądał jakby zatrzymał się w pół kroku.

— Eee… ja tego… zostawiłem coś u Lightninga — powiedział zakłopotany i opuścił korytarz.

Asaro schowała twarz w dłoniach. Nie miała kaptura pod którym mogła by się ukryć, ani szaty chroniącej ją przed oczami reszty świata. Nie miała już niczego co należało do Jedi. Nawet zasad.

 

*

 

Flota Republiki stała na orbicie systemu Vatok-3. Dwa Venatory i cztery Arquitesy w towarzystwie lokalnych statków oczekiwały nadciągającego starcia. W oddali majaczyły wychodzące z nadprzestrzeni statki teriańskich sił z flagowym Behemotem na czele. Dane podawane przez holorzutnik mówiły o prawdopodobnym zestawie sześćdziesięciu wrogich okrętów.

Przy holostole stała Asaro, Wilhuff Tarkin i Pike uważnie obserwując przedstawiane dane. Szarowłosa doskonale wiedziała jak zacznie się ta bitwa. Spodziewała się nadchodzącego ze strony wrogiego admirała połączenia, w którym to wyśmieje armię Republiki, powie im jak to nie mają z nim szans lub rzuci na wpół cynicznym żartem. Asaro nie miała najmniejszej ochoty powtarzać tych nieprowadzących donikąd konwersacji. Po raz pierwszy chciała się nacieszyć zdobytą przewagą.

Niestety jak słusznie założyła nie minęła dłuższa chwila a zgromadzeni dostali informację o nadchodzącej rozmowie.

— Nie — powiedziała momentalnie generał. — Nie mam zamiaru odpowiadać na to połączenie. Wyślijcie tylko potwierdzenie naszej gotowości do ataku i w miarę uprzejmą prośbę wycofania się z systemu. Potem przystępujemy do walki.

— Z całym szacunkiem ale mam tu pewne nowe informacje — odezwał się admirał Tarkin. — Według nich pan Adam Terram pragnie skontaktować się z dowódcą Fadarem.

— Z Treeke?!

— Tak.

Asaro nie wiedziała co powiedzieć. Patrzyła z lekkim wyrazem niedowierzania jak palce admirała przesuwają się po konsoli holostołu i jak po chwili postać siedzącego w kokpicie statku Padawana dołącza do spotkania.

— Dowódco Fadar, admirał Terram pragnie się z panem skontaktować. — Zanim młokos zdążył odpowiedzieć do zgromadzonych dołączyła postać, ubranego w czarny mundur wojskowy, mężczyzny.

— Witam ponownie — słowa wydobywające się z jego ust były silne. — Przyznaję, że to miła odmiana zobaczyć wasze wojska pojawiające się na czas. Może będziecie mieć nawet szansę na zwycięstwo? — postawił krótką pauzę. — Od razu przejdę jednak do meritum. Dowódco Fadar, zaimponował mi pan. — Treeke rozejrzał się niepewnie po wyświetlanych sygnaturach reszty zgromadzonych. — Pańskie umiejętności pilotażu są niesamowite! Jestem pod całkowicie szczerym wrażeniem. — Asaro przewróciła oczami. — Na pewno nie zdajesz sobie sprawy ale wśród moich ludzi został ci nadany przydomek. Od ostatniej bitwy nosisz miano Srebrnej Śmierci! — wrogi admirał wypowiedział te słowa z nieudawanym uznaniem. Asaro z zaintrygowaniem spojrzała na swojego ucznia. Słyszała od kapitana Pike’a, że Treeke pochwalił się pewnymi umiejętnościami, jednak nie spodziewała się takiego pochlebstwa ze strony nieprzyjaciela.

— Dziękuję… admirale Terram — po chwili milczenia odezwał się siedemnastolatek. Jego głos był niepewny, dodatkowo peszony przez uważnie przyglądające się mu oczy Adama.

— Ależ drobiazg. Sam niegdyś byłem asem królestwa a co za tym idzie potrafię rozpoznać prawdziwie dobrego pilota. Kat Nocy, tak mnie nazywali Huttowie i piraci. Jednakże, pragnąłem więcej i porzuciłem kokpit na rzecz admiralskiego tronu. Kto wie, może los i tobie pozwoli zostać prawdziwym dowódcą?

Asaro uważnie przyglądała się sygnaturze wroga. Intuicja podpowiadała jej, że podziękowania to nie jedyny powód tej rozmowy o wątpliwej przyjemności. Próbowała odgadnąć zamiary wroga jednak admirał doskonale ukrywał swoje karty przed jej wzrokiem. Bała się nadciągającego spod rękawa asa.

— Pragnąłbym ci coś pokazać — kontynuował przemowę admirał. Treeke uważnie obserwował jak dłoń wroga zbliża się do miejsca w którym najprawdopodobniej znajdywał się przekaźnik teriańczyka. Po chwili z głośników sterówki Venatora dobiegał żałosny lamet.

— Jak to nie żyje? Zamordowany? Przez kogo?

— Przez Jedi — zgromadzeni usłyszeli nagrany głos Terrama.

— A co ze mną? Co z moją córeczką… Ona… ona już nigdy nie zobaczy ojca… jak… jak mam jej to wytłumaczyć… Reval był wszystkim c-co miałam… — głośny szloch wypełnił przestrzeń. — NIECH REWAL WRÓCI! — zgromadzeni momentalnie podskoczyli na niespodziewany wybuch kobiety. — Niech w-w-wróci…

— Moje najszczersze kondolencje — odezwało się nagranie głosem Adama. — Reval był bohaterem… Jednakże ta śmierć… Jedi nie znają honoru.

Treeke poczuł jak niewidzialna siła wgniata go w fotel. Nie miał pojęcia kim była kobieta, jej córka ani zamordowany ojciec. Przecież on nikogo nie zamordował. O co mogło Adamowi Terramowi chodzić.

Asaro obserwowała zmieniającą się ekspresję wroga. Z jego oczu biła zimna furia i nienawiść. Tyle zła w jednym spojrzeniu przeraziło ją. Zobaczyła jaką mocą emanuje nienawiść w swej najczystszej postaci. Nie była w stanie przewidzieć tego co miało właśnie nadejść.

Widząc reakcję chłopaka, admirał wyłączył nagranie i ponownie skierował swoje słowa w jego stronę.

— Pamiętasz sześć myśliwców które w pojedynkę zestrzeliłeś? Jeden po drugim bez mrugnięcia okiem? Pamiętasz jak zabiłeś piątkę ojców i matek, piątkę pilotów połączonych z rodzinami lub stanowiących rodziny między sobą? Pamiętasz jak zamordowałeś asa królestwa, Revala Ariusa? Tak — głos admirała przybrał szyderczą barwę — zamordowałeś. Jaki to uczciwy wojownik zabija bezbronnego człowieka, w dryfującym wraku bez mocy w silnikach ani w broni? Bez jakiejkolwiek szansy by choć przez chwilę oprzeć się pociskom bezdusznego mordercy? Tylko taki, który jest pozbawiony honoru. Tylko mężczyzna bez wartości, który nawet nie zasługuje na to miano.

Słowa Terrama cięły jak noże. Treeke wyczuwał napływający do jego umysłu żal, niepokój ale i złość. Złość zarówno na własne działania jak i obecne słowa admirała. Z trudem powstrzymywał pojawiające się w kącikach oczy łzy.

— Zabawa się skończyła. Nie przelewasz oleju. Przelewasz krew! Czy zaczynasz rozumieć, karaluchu, czym jest prawdziwa wojna? Czy rozumiesz, jak żałośnie nisko… — Adam niespodziewanie przerwał i złapał się za gardło. Wydawał z siebie nieokreślone dźwięki zupełnie jakby ktoś go dusił. W panującym zamieszaniu Treeke spojrzał na swoją mistrzynię. Szarowłosa stała z wyciągniętą w stronę hologramu dłonią. Jej palce owijały się wokół niewidzialnej szyi.

— ASARO, NIE! — krzyknął z całej siły chłopak. Jego spojrzenie spotkało się ze wzrokiem kobiety. Wojowniczka nagle cofnęła rękę jak oparzona i z przerażeniem spojrzała na wyświetlaną postać wroga. Kątem oka zobaczyła jak hologram jej ucznia znika.

— Ekhe — odchrząknął Adam i obrzucił Asaro nienawistnym wzrokiem. — Tak… wy Jedi i wasza cholerna hipokryzja. Chrzanić te wasze czary! Zaraz doświadczycie prawdziwej potęgi, bez pomocy magicznych sztuczek!

Zanim połączenie zostało zakończone zgromadzeni w sterówce usłyszeli jeszcze tylko niekontrolowany kaszel nieprzyjaciela. Kiedy znów zapanowała cisza Asaro poczuła na sobie wzrok admirała Tarkina i kapitana Pike’a. Nie miała siły się odezwać. Doskonale wiedziała, że właśnie dowiodła swojej bezsilności. Wydawało jej się że nieznana istota przywdziana w czarną szatę stoi tuż za nią i szepcze jej do ucha słowa „a nie mówiłam”.

— Do wszystkich statków — odezwał się Tarkin, cały czas patrząc na Jedi. — Wydaję pozwolenie na opuszczenie hangarów. Rozpoczynamy bitwę.

Asaro nie chciała słuchać dalszych, wydawanych przez admirała poleceń. Poczyniła parę kroków w stronę okna i wyjrzała na rozpościerającą się przed nią przestrzeń pola bitwy. Dziesiątki niewielkich myśliwców opuszczały główny hangar Venatora formując eskadry. Od strony wroga już zaczęły nadlatywać krople morderczego deszczu pocisków a Behemot Terrama prowadził natarcie. Zgromadzone dookoła jednostek Republiki statki Vatokczyków również dołączyły się do batalii. W śród szykujących się do starcia myśliwców Asaro nie dostrzegła jednego: srebrnej Ety-2.

Spojrzała przez ramię w stronę holostołu. Niebieskiemu polu bitwy przyglądał się kapitan Pike, wspierając się na obudowie urządzenia. Admirał Tarkin zajęty był oglądaniem, przyniesionych mu na nośniku, danych. Szparkim krokiem podeszła do stołu i włączyła widok na kamery w hangarze. Jak dobrze przypuszczała srebrny myśliwiec Jedi stał na płycie lądowiska. Czym prędzej udała się w stronę wyjścia ze sterówki. Nagły wstrząs niemalże zwalił ją z nóg. Widocznie znaleźli się w zasięgu głównych dział wroga. Kiedy była tuż przy drzwiach usłyszała wykrzyczane w stronę admirała słowa.

— Wykrywamy wzmożoną aktywność na Behemocie. Możliwe że wróg znowu szykuje się do uruchomienia swojego wielkiego działa!

Momentalnie zawróciła i podeszła z powrotem w stronę holostołu. Zatrzymała się przy urządzeniu i skupiła wzrok na wspomnianym okręcie. Podczas tej wojny zobaczyli już do czego zdolni byli Terianie. Pocisk elektromagnetyczny, puszka z rakietami, kapsuły desantowe. Ich obecne działanie nie mogło oznaczać niczego dobrego.

— Admirale, czy przygotowywać się na kolejny rodzaj broni EMP? — spytał Pike. Tarkin spojrzał na wyświetlany hologram i wykrzywił usta w grymasie niezadowolenia.

— Nie trzeba, kapitanie. Jest tak jak podejrzewałem. Natychmiast przekazać informacje do stolicy! Niech szykują się na ostrzał orbitalny.

— Tak jest!

— Ostrzał orbitalny z jednego działa?

— Nie wiemy czy to je uruchomili. Wykryliśmy wzmożoną aktywność a może to być zarówno działo jak i przygotowywanie baterii orbitalnych. Poza tym, krążownik flagowy ustawił się przodem do planety. — Admirał wskazał na niebieską miniaturkę statku. Asaro przygryzła wargi.

Naraz błysk wpadł przez okna do wnętrza sterówki. Dwójka głównodowodzących natychmiast spojrzała w stronę znikającego w ułamku sekund blasku. Z przerażeniem czworo oczu obserwowało jak sporych rozmiarów pocisk zmierza w kierunku planety. Po chwili na błękitnym globie dało się zauważyć rosnącą czerwoną plamę, gdzie magma przebijała skalne podłoże a rozgrzane do jaskrawych kolorów cząsteczki atmosfery formują złote kręgi.

Szarowłosa nie mogła uwierzyć w to co widziała. Nie zdawała sobie sprawy do jak drastycznych kroków są zdolni Terianie. Przez rozciągającą się do wieczności chwilę widziała dynamiczny obraz chaotycznego zniszczenia, zaściełający powierzchnię planety. Mikroskopijne myśliwce zarówno sojuszników jak i wroga przecinały widniejący przed jej oczami obraz, potęgując poczucie odległości dzielącej ją i osoby najprawdopodobniej doświadczające tragedii. Wydawane przez admirała Tarkina polecenia odbijały się od jej czaszki zamykając Jedi w wyimaginowanej bańce poczucia bezsilności. Po raz kolejny doświadczyła głodu nienawiści.

Stała tak przez kilka, ciągnących się minut, kiedy dotarły do niej w końcu słowa dowodzącego floty. Wilhuff starał się nawiązać kontakt z nieodpowiadającym od dłuższego czasu przedstawicielem układu Vatok.

— Admirał Tarkin do gubernatora Kellita! — Mężczyzna przyciągnął komunikator do ust. Asaro obserwowała jak gorące pierścienie zderzają się z oddalonymi od epicentrum chmurami, niczym fale niosące opadające proch i większe kawałki skał. Potężny fizyczny pocisk uderzył prosto w jedno z wybrzeży oceanu planety Vatok-3. Spod powstałych od impaktu pyłów nie mogła dostrzec momentalnie parujących wód oraz rozchodzących się dalej potężnych fal tsunami.

— To koniec admirale! — wykrzyczał głos z komunikatora. — Nie możemy kontynuować działań wojennych! Nie w obliczu takiego zagrożenia!

— Jesteśmy w stanie zatrzymać opór wroga — odpowiedział ze spokojem godnym podziwu Tarkin. — Flota Republiki wraz z waszymi siłami może powstrzymać ten atak.

— Nie, admirale. Tego co się właśnie wydarzyło nie można powstrzymać. Nie możemy walczyć w obliczu takiej technologii.

— Terianie mogą nie mieć więcej pocisków tego typu…

— Mam dość nic nieznaczących zapewnień Republiki. Proszę uszanować nasz wybór. Oświadczam, że system Vatok-3 w pełni poddaje się woli agresora. Rozkazuję jednocześnie aby wasze siły opuściły układ.

Asaro obserwowała wyraz twarzy Tarkina. Zdawać by się mogło, że jego wyraźne rysy wyrażają tylko jedno – gniew. Po raz kolejny nikt nie wysłuchał słów doświadczonego żołnierza. Nikt nie zechciał choć raz dać mu szansy poprowadzenia działań wedle jego myśli. To że dla mężczyzny czasem cel uświęca środki można było przemilczeć.

— Rozumiem, gubernatorze. Ogłaszam zawieszenie walk i odwrót floty Republiki.

Połączenie zostało zakończone a Wilhuff wydał odpowiednie rozkazy. Asaro widziała przez okna jak ogień zostaje wstrzymany i jak chmary myśliwców kierują się w stronę Venatorów. Nie minęła dłuższa chwila kiedy wszystkie statki znalazły się w hangarach krążowników. Sama bitwa okazała się być bardzo krótka. Jedna konkretna akcja ze strony Terian zakończyła jakąkolwiek dalszą możliwość walki, zmuszając dawniej sojuszniczy układ do natychmiastowej kapitulacji. W atmosferze planety nadal widać było wyraźne ślady po spuszczonym pocisku, w postaci czerniejących, okrągłych chmur oraz ciemnej plamy spalonej ziemi poprzecinanej wstęgami wciąż czerwonawej lawy. Straty widoczne z kosmosu były olbrzymie.

Po obraniu odpowiedniego szyku okręty republiki rozpoczęły opuszczanie systemu Vatok. Krążownik flagowy Niepowstrzymany zbliżał się do kruczoczarnego Behemota. Kiedy oba statki znalazły się równolegle do siebie Asaro wyjrzała przez okno. Po drugiej stronie, oddzielającej ją od lodowatej próżni szyby dostrzegła mostek jednostki nieprzyjaciela a na niej Adama Terrama. Ich spojrzenia spotkały się a Jedi poczuła bijącą z oczu admirała nienawiść. Mężczyzna w wyprostowanej postawie pocierał się ręką po wciąż obolałej szyi nie spuszczając szarowłosej ze wzroku. Nie mogła znieść jego spojrzenia. Nie mogła znieść tego, że dała się ponieść emocjom. Tego, że zostawiła swojego Padawana bez opieki.

Czerń kosmosu wypełnił obraz wirujących gwiazd kiedy krążowniki jeden po drugim znikały w nadprzestrzeni.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (5)

  • TheRebelliousOne ponad rok temu
    No proszę, Asaro jest kuszona przez ciemną stronę mocy... wiem, że starasz się nie tworzyć postaci na podstawie tych kanonicznych, ale naprawdę wyczuwam tu drogę jaką obrał Anakin. Czas pokaże czy Asaro oprze się Ciemnej Stronie czy "stanie się dokładnie tym, co przysięgała zniszczyć"... ;) A więc Republika poniosła porażkę... bardzo ładnie opisana bitwa i następstwa tej klęski. Innymi słowy, podobało mi się i leci 5.

    Pozdrawiam ciepło :)
  • Pontàrú ponad rok temu
    Ehh, no właśnie wiem że taki trochę schemat Anakina ale z drugiej strony wielu Jedi było kuszonych i otrzymywało pomoc ze strony pozostałych członków zakonu. Przypadek Anakina nie był więc odosobniony.
    Dzięki za wizytę i pozdrawiam
  • TheRebelliousOne ponad rok temu
    Jestem pewien, że było ich wielu, ale nie moja wina, że Anakin to pierwsza postać, która przychodzi mi do głowy :P Poza tym, nie ma nic złego w tym motywie ;)
  • Pontàrú ponad rok temu
    TheRebelliousOne, nooo, trochę oklepany, wiem, wiem. Ale mam nadzieję że chociaż reszta historii jest oryginalna
  • TheRebelliousOne ponad rok temu
    Pontàrú Nie mówię, że oklepany. Mi się właśnie podoba takie kuszenie przez Ciemną Stronę :D Historia jest oryginalna, to prawda i nie przeszkadzają mi takie odniesienia do kanonu. Wręcz przeciwnie. Więc głowa do góry, kolego! :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania