Nowy wróg część 16. Star Wars

Projekt współtworzony z użytkownikiem: Kapelusznik.

Na dole opowiadania znajdują się dwa linki do muzyki stworzonej właśnie dla tej serii. Życzę miłego słuchania :)

~ ~ ~ ~ ~ ~

 

Na szczycie trójstopniowych schodów stała kobieta ubrana w elegancką, czarną suknię, a ramiona zakrywała delikatna, zwiewna chusta. Falowane brązowe włosy spięte były z tyłu w kok za pomocą złotej szpilki, ozdobionej krótkimi, wiszącymi z jej czubka łańcuszkami. Na szyi senatorki wisiał, również złoty, naszyjnik z prostą okrągłą zawieszką. Kobieta uważnie przeczesywała zgromadzone pod budynkiem tłumy istot. Rozpoznawała polityków z którymi niegdyś współpracowała i za każdym razem kiedy jeden z nich przechodził obok niej witali się krótko, najczęściej zwyczajnym skinieniem.

Thirs spojrzała na zegarek i wykrzywiła usta w niezadowoleniu. Znów rzuciła okiem na wchodzące do budynku istoty. Szklane, dwuskrzydłowe drzwi stały otworem a czatujący po obu stronach gwardziści prosili o okazanie dokumentów oraz zaproszenia. Całość scenerii przykrywał delikatny blask oświetlających budynek oraz okalające go chodniki lamp.

Senatorka rozpoznała podchodzący do lądowania czerwony śmigacz z otwartym kokpitem oraz siedzące w nich postacie. Widziała jak ubrany w czarny garnitur twi’lek pospiesznie opuszcza pojazd i jak przez ramie wykrzykuje coś do swojego pilota oraz kapitana ochrony.

Thirs poprawiła dłonią delikatne zagniecenia na sukni powstałe przez czas który spędziła na oczekiwaniu na towarzysza. Kiedy niebieskoskóry mężczyzna w końcu do niej podbiegł obrzuciła go poirytowanym spojrzeniem.

— Spóźniłeś się… — jej wzrok spotkał się ze wzrokiem twi’leka — znowu.

— Daj spokój — zaśmiał się senator. — Takie spóźnienie to nic wielkiego!

— Dwadzieścia minut to nic wielkiego?

— Naprawdę będziesz się o takie rzeczy złościć? Dajże spokój — odparł mężczyzna nie tracąc humoru. Thirs przyłożyła dłoń do czoła i pokiwała w dezaprobacie.

— Sheeq, owszem, dwadzieścia minut to nic wielkiego. Pomnóż to przez dwadzieścia razy i nagle okaże się jaka jest prawda. Dlaczego nigdy nie możesz być na czas?

— Skoro „nigdy” nie jestem na czas, to mogłaś się już przyzwyczaić.

— Nie muszę ci chyba przypominać jak ważne są te rozmowy. Musimy wywrzeć dobre wrażenie na senatorze Porulisie.

— Doskonale wiem jak ważne są te rozmowy… w zasadzie to dlaczego ty uważasz je za takie ważne. Nie sądzisz jednak że nie potrzebny nam ten cały zachód?

— Omawialiśmy to już, prawda?

— Eh — westchnął twi’lek — tak, wiem, jak dobrze pójdzie możliwe że zyskamy umowę handlową i wsparcie militarne z jego układu.

— Nie chodzi o wsparcie militarne. Jak ty mnie słuchasz? — zirytowanym głosem powiedziała Thirs na dźwięk którego pogodny uśmiech na moment zszedł z twarzy przyjaciela. — Do czasu odbudowy stolicy i systemów obrony przeciwlotniczej potrzebujemy choć trochę ochrony przed piratami i kto wie czym jeszcze. Zwłaszcza teraz gdy mamy zawiązać umowę handlową.

— Dobrze już dobrze — twi’lek wykonał dłońmi obronny gest. — Może powinniśmy zatem wejść do środka, zamiast tak tu sterczeć? — zaproponował wskazując otwarte drzwi.

Thirs obróciła się w stronę wejścia i zaczęła zmierzać w jego stronę. Stojący na straży wartownik poprosił dwójkę senatorów o okazanie dokumentów oraz zaproszenia.

— Układ Qish — mruknął służbista pod nosem i oddał pobrane dowody tożsamości.

Po przekroczeniu progu senatorowie znaleźli się na korytarzu, przyozdobionym czerwonym dywanem. Podobnie jak i na zewnątrz budynku tutaj również otaczało ich może, ubranych w eleganckie stroje istot. Thirs nie oglądając się na towarzysza ruszyła przed siebie w stronę pokaźnego portalu ze szczytu którego zwieszona była bordowa, gruba kotara. Rozchyliła materiał a jej oczom ukazała się obszerna sala z wysokim sufitem. Ze sklepienia zwisały cienkie stalowe linki sięgające niemalże samej podłogi, na końcu których wisiały ramy z obrazami. W niektórych miejscach porozstawiane były również niewielkie białe ścianki, dzielące pomieszczenie na mniejsze sekcje, również z pozawieszanymi na nich dziełami sztuki. Na środku hali stał okrągły pomnik którego kształtu nie sposób było opisać a tryskająca z jego boków woda delikatnie marszczyła nieskazitelnie czystą powierzchnię zamontowanego wokół rzeźby kamiennego basenu.

— Wow — usłyszała Thirs za plecami. — Ostrzegałaś że galeria może być ogromna ale tego się nie spodziewałem.

— Nie trudno się było domyśleć. To nie pierwszy wernisaż na który zaproszony został senator Porulis a jego wkład w dofinansowanie…

— Patrz tam! — brutalnie przerwał jej Sheeq. — Mają dzieła Eeriusa Oqvani! Uwielbiam jego pejzaże pustyń!

— A od kiedy to się interesujesz qishańską sztuką? — spytała Thirs splatając ręce i delikatnie przechylając głowę.

— Nie żebym się zaraz interesował… powiedziałbym że raczej doceniam jego rękę do rysowania krajobrazów. Widziałaś któreś z jego dzieł?

— Chyba nie miałam okazji…

— Chodź! Może mają „Pustynne Trawy”! Musisz zobaczyć ten obraz.

Sheeq złapał towarzyszkę za rękę i pociągnął w stronę części wystawy poświęconej dziełom związanym z naturą. Thirs musiała przyznać, że większość z zawieszonych na białych ścianach obrazów faktycznie zachwycała, a oglądający niekiedy miał wrażenie, jakby to on sam znajdywał się w przedstawianej scenerii. Większość z prac Eeriusa Oqvani poświęcona była przyrodzie Qish jednak znalazło się również parę awangardowych podejść do tematyki natury. Senatorka przechodziła między niekiedy monstrualnymi pejzażami aż w końcu jeden z nich przyciągnął jej spojrzenie.

Przed nią rozciągał się szeroki obraz przedstawiający dżunglę. Wąskie słupy światła przebijały się przez gęste korony ogromnych drzew a zieleń liści zdawała się wyciekać z obrazu i oplątywać oglądającego. Pomiędzy porośniętymi pniami widniały nitki pnączy oraz zwieszające się z gałęzi błękitne kwiaty. Thirs tylko raz w życiu widziała je na żywo, a było to dzień przed jej odlotem na Curuscant, kiedy to została mianowana senatorką w Senacie Galaktyki. Na pożegnanie dumna rodzina zorganizowała uroczysty obiad a qortyzery, bo taką nazwę nosiły kwiaty, stanowiły dodatek kompozycyjny do wysokich szklanek wypełnionych orzeźwiającym affilagiem.

— Widzę że pani spojrzenie przyciągnęły „Qishańskie Pasy Zieleni” — Thirs podskoczyła usłyszawszy niski głos za swoimi plecami. Kiedy się odwróciła zobaczyła postać siwego mężczyzny na oko mogącego liczyć sześćdziesiąt lat.

— Senator Hiuyet Porulis… — próbowała opanować nagłą reakcję brunetka. — Thirs Anusmi — wyciągnęła rękę i przywitała się z rozmówcą.

— Widzę, że bardzo wciągnęła panią nowa wystawa — zaśmiał się i zakaszlał siwiec. Z kieszeni wyciągnął chustkę w kratę i przetarł nią usta. — Proszę wybaczyć, wiek już nie ten. Odzywają się lata pracy w zapylonych pomieszczeniach — westchnął.

— Nie miałam pojęcia że pracował Pan w podobnych warunkach.

— Ojciec ganiał mnie po swojej firmie. To dzięki niemu zostałem politykiem. On skutecznie pokazał mi że firma produkująca farby to nie szczyt moich marzeń — ponownie zaśmiał się mężczyzna. — A gdzie pani towarzysz?

— Jest tuż za mną… — Thirs odwróciła się ale jej spojrzenie nigdzie nie mogło natrafić na choćby najmniejszy ślad Sheeqa. — To znaczy był tu przed chwilą…

— Proszę się nie martwić — machnął ręką Hiuyet. — Jestem przekonany że pochłonęła go sztuka, podobnie z resztą jak panią. Usiądziemy? — wskazał stojącą przed szerokim obrazem ławę. Brunetka skorzystała z propozycji i spoczęła na przykrytym miękką poduszką meblu. Po raz kolejny wlepiła oczy w żywą zieleń niesamowitego pejzażu.

— Była tam pani kiedyś? — spytał senator. Thirs z lekkim ociąganiem oderwała wzrok od dzieła sztuki i spojrzała na mężczyznę.

— W jakim sensie?

— Czy była pani w pasach zieleni? Jak mniemam pochodzi pani z Qish?

— Tak, to moja rodzinna planeta, jednak niestety w samych pasach nigdy nie byłam. Jest to obszar raczej chroniony.

— Ach, rozumiem. Na szczęście możemy zobaczyć choć fragmentarycznie jak wygląda tamtejsza przyroda. Nie wątpię że zobaczyć taki obraz na żywo jest jednak tysiąc razy lepiej — postawił krótką pauzę. — No, czas najwyższy przejść do tematu właściwego naszego spotkania. Muszę przyznać że przygotowane przez panią raporty dają spore szanse na zawiązanie umowy.

— Byłabym niezmiernie wdzięczna. Po ostatniej bitwie stolica cały czas jest w odbudowie a dodatkowe siły zostały przeznaczone na pozbycie się pozostałych na Qish jednostek wroga. Wobec tego mamy znacznie zmniejszoną czujność w innych raiqeetach… to znaczy sektorach.

— Thirs, tu jesteś! A ja cię wszędzie szukałem! — Na dźwięk tych słów senatorka zamknęła oczy a siedzący obok siwiec zdawał się usłyszeć zgrzytnięcie jej zębów. — Nie uwierzysz, mają tu same największe dzieła Eeriusa! Oficjalnie „Szczeliny Doliny Labiryntu” zyskują miano mojego ulubionego obrazu!

— Widzę że mamy tu prawdziwego pasjonata qishańskiej twórczości — zaśmiał się siedzący obok brunetki mężczyzna a chwilę później zakaszlał.

— Nie powiedziałbym że aż tak wielkiego pasjonata. Doceniam prace Oqvani. Niemożliwe jest oprzeć się ich realizmowi.

— Trudno mi się z panem nie zgodzić. Podoba mi się pana podejście. Też kiedyś byłem tak żywiołowy.

— Korzystam z życia póki budzę się bez bolących stawów i innych nieprzyjemnych oznak.

Thirs z przerażeniem spojrzała na Sheeqa. Jego nonszalancja odebrała jej oddech. W jednej chwili pomyślała, że to już koniec wszelkich umów. Towarzysz bezmyślnie zrujnował dobrze prowadzoną rozmowę i odebrał jakąkolwiek możliwość podpisania dokumentów. Kiedy jednak przerzuciła wzrok na starszego senatora nie zobaczyła w nim złości czy choćby najmniejszej irytacji. Zamiast tego mężczyzna zaśmiał się głośno.

— Już dawno nie spotkałem nikogo z tak radosnym podejściem do życia. Aż szkoda że ten garnitur taki czarny i poważny.

— Zastanawiałem się nad jakimś innym ale moja asystentka powiedziała że różowy raczej średnio będzie pasował do niebieskiej skóry.

— Oj tu chyba miała rację — zachichotał Hiuyet.

— Sheeq, przedstawiam ci senatora Porulisa — przerwała Thirs sama nie do końca będąc zdecydowaną czy ma zabić towarzysza wzrokiem czy poczekać i obrzucić go paroma epitetami po zakończeniu rozmów.

— Senator Porulis? — Twi’lek momentalnie spoważniał a odcień jego skóry zdawał się przybrać jaśniejszą barwę. Jego oczy powędrowały w stronę przyjaciółki ale senator odpowiedziała mu jedynie niejasnym gestem.

— Miło mi pana poznać, senatorze?

— Sheeq… Quizet. Przepraszam… ja myślałem że pan…

— Oj nie przejmuj się młodzieńcze. Doskonale rozumiem takich jak ty. No to na czym stanęło? — spytał radośnie ponownie kierując spojrzenie na Thirs.

— Rozmawialiśmy o wsparciu jeśli chodzi o obronę przed… — zatrzymała się słysząc narastające brzdęknięcia. Obróciła się z irytacją w stronę źródła dźwięku i zobaczyła, stojącego na podium mirialanina. Uderzał on w regularnych odstępach widelcem o wysoki kieliszek jakiegoś trunku skupiając przy tym uwagę zebranych dookoła ludzi odwiedzających wystawę.

— Cieszę się niezmiernie mogąc otworzyć tę wspaniałą galerię. Nie byłoby to jednak możliwe, gdyby nie ogromna pomoc ze strony wspaniałomyślnego i wielce szczodrego senatora Hiuyeta Porulisa! — Salę wypełniły oklaski.

— Oho, chyba muszę panią opuścić — powiedział siwiec, wstał z zajmowanego miejsca i skierował swoje kroki w stronę przemawiającego, otoczony gromkim wiwatem.

— Dziękujemy za przeznaczone na rzecz rozbudowy galerii dotacje i jest mi niezmiernie miło poinformować, że senator Porulis zostaje mianowany ambasadorem naszego nowego muzeum sztuki! — Tłum ponownie zawrzał a halę przepełnił tętent oklasków.

Thirs westchnęła cicho i oparła głowę na rękach, wlepiając wzrok w rozpościerającą się przed nią dżunglową panoramę. Rozmowy nie szły tak jak sobie to wymarzyła. Owszem, znajdowała się na dobrej drodze jednak zawsze ktoś zdołał jej przeszkodzić. Najpierw ignorancki Sheeq, teraz jakieś toasty, już miała tego dosyć. Nie słuchała słów przemawiającego a już kompletnie straciła zainteresowanie kiedy to sam senator Porulis rozpoczął wystąpienie.

— Hej, wszystko w porządku? — spytał twi’lek i usiadł obok kobiety.

— A jak myślisz?

— Według mnie rozmowy przebiegają raczej dobrze — odpowiedział i wyszczerzył zęby w uśmiechu. Thirs jedynie przewróciła oczami. Spróbowała wyłapać kolejne słowa przemawiających polityków, kulturoznawców i reszty osób z artystycznego świata.

— Mamy jeszcze jedną dobrą informację — kontynuował przemowę mirialanin — a ta informacja może zachęci was do odwiedzenia części galerii poświęconej sztuce militarnej, gdyż przed sekundą dowiedziałem się, że nasza wspaniała armia pokonała bestialskie wojska niejakich Terian w bitwie w układzie Yaltin! Wielkie brawa dla dzielnych walczących. Pokażmy im, jak bardzo jesteśmy wdzięczni za ich poświęcenie!

Znów rozbrzmiały oklaski jednak już nieco mniej donośne. Nie wszyscy zgromadzeni podzielali to samo zdanie o wspaniałości republikańskiego wojska i o właściwości trwającej galaktycznej wojny. Nie to jednak przyciągnęło uwagę Thirs.

— Czy to nie Asaro prowadziła walki z Terianami? — spytał Sheeq kiedy wiwatujący tłum przycichł.

— Tak, to ona — żywszym głosem odpowiedziała senator.

— Nie miałaś z nią kontaktu od tak dawna. To chyba dobrze że w końcu mamy jakieś wieści?

— I to jakie! Ostatnio w holonecie krążyły tylko informacje o porażkach. Razem z tobą oglądałam przecież transmisję na żywo z pierwszej batalii. Asaro musi się niezmiernie cieszyć z osiągniętej wygranej zwłaszcza po tym jak okropnie potraktował ją ten admirał bez serca! — głos Thirs był coraz bardziej podekscytowany. — Przecież to może być przełom w tej wojnie! Terianie w końcu zobaczyli, że nie można z nami zadzierać! Nie mogę sobie wyobrazić jak musi się teraz czuć Asaro, skoro udało jej się uratować całą planetę przed koszmarnym zagrożeniem! — Przez moment brunetka zapomniała o głównym celu dzisiejszego spotkania z senatorem sąsiedniego układu a jej myśli wirowały jedynie wokół przyjaciółki.

— Mogę jedynie próbować sobie wyobrazić te emocje — skomentował Sheeq.

 

*

 

Asaro stała w milczeniu przed szklanym zbiornikiem wypełnionym baktą. W jego wnętrzu, podłączony do aparatury zapewniającej tlen wisiał nieprzytomny mężczyzna. Jego twarz nosiła liczne ślady zadrapań i okaleczeń, nie to jednak było główną przyczyną koszmarnego stanu. Podczas zderzenia z wrogim krążownikiem kosmiczna próżnia wypełniła statek a różnica ciśnień zabiła niemalże całą załogę. Zawieszony w leczącej cieczy mężczyzna jedynie w górnych partiach ciała przypominał człowieka. Prawa noga została poważnie okaleczona, a w niektórych miejscach przebijała się biel kości. Lewa natomiast kończyła się na wysokości kolana a czerwieniejący opatrunek delikatnie odwiązywał się od poszarpanej skóry. Również i przy lewym barku brakowało kończyny. Jedynie prawa ręka oraz większość tułowia wydawała się nie mieć poważnych obrażeń, jednak wystawiona na radiację skóra straciła dawną barwę.

Jedi spojrzała na znajdujący się obok zbiornika ekran. U góry widniał napis „Talis Tancerville” a poniżej znajdywała się tabela z różnymi parametrami. Puls był słaby a ciśnienie tętnicze niskie ze względu na duże ubytki we krwi. Reakcja na bodźce również była ograniczona i jedynie mózg zachował w zasadzie całkowitą sprawność. Z raportu medycznego wynikało, że ktoś lub coś musiało zasłonić górne partie ciała mężczyzny i tylko dlatego udało mu się przeżyć. Na samym dole ekranu widniała informacja że stan zdrowia kapitana jest ciężki, ale stabilny.

Asaro położyła dłoń na szklanej obudowie cylindrycznego zbiornika. Liczne szramy na jej skórze tworzyły niewielkie szlaki zaschniętej krwi, ciągnące się od śródręcza aż po ramiona wojowniczki. Zielone oczy wpatrzone były w pozbawioną wyrazu twarz mężczyzny, walczącego o życie. Jedi przypomniała sobie raport przekazany jej przez droida medycznego. Pomimo wszelkich starań wiele wskazywało na to, że stan pacjenta może pogorszyć się w każdym momencie.

Usłyszała dźwięk rozsuwanych drzwi. Nie znalazła jednak siły aby się odwrócić.

— Pani generał, już czas — dobiegł ją poważny głos żołnierza. Stała jeszcze przez chwilę z dłonią przyłożoną do zbiornika by następnie powoli odciągnąć ją od szklanej ściany i z wolna skierować się w stronę klona.

Przemierzali razem wąskie korytarze okrętu medycznego, zmierzając w stronę stojącego na płycie lądowiska transportowca. Asaro po raz ostatni rzuciła okiem w stronę dzielących ją od nieprzytomnego mężczyzny drzwi, zanim metalowy właz zamknął ją we wnętrzu statku. Usłyszała dźwięk silników i po chwili poczuła jak jednostka opuściła barierę energetyczną chroniącą kosmiczny szpital. Wraz z oddalającym się transportowcem czuła jak traci połączenie z kapitanem i jak jego energia w Mocy blaknie.

Statek wylądował a gdy właz ponownie się otworzył, oczom Asaro ukazało się wnętrze krążownika. Przez wciąż rozwarte klapy chroniące główny hangar zobaczyła jak jednostka szpitalna oddala się by następnie skoczyć w nadprzestrzeń.

Bez słowa Jedi opuściła płytę lądowiska i skierowała się w stronę wind. Po krótkiej podróży dotarła w końcu do przeznaczonej dla niej kajuty. Niczym nie różniła się ona od tej którą miała na krążowniku „Niepowstrzymany”. We wnętrzu znalazła to samo twarde łóżko i te same szare ściany. Na posłaniu jednak zobaczyła pewien nowy obiekt. Podeszła bliżej i odpakowała materiałowe zawiniątko.

— Tyle udało nam się odzyskać z wraku, pani generał — usłyszała za sobą głos. Nie odwróciła się w stronę przybysza. W Mocy rozpoznała że u wejścia stoi kapitan Pike. — Nasi ludzie przeszukali wszystkie dostępne miejsca.

Jedi pogrzebała chwilę w szarym worku a jej dłoń zatrzymała się ostatecznie na podłużnym, ciężkim przedmiocie. Wysunęła rękę a w niej trzymała srebrną rękojeść miecza świetlnego, przybrudzoną nieco czarną spalenizną. Obróciła broń tak żeby znaleźć włącznik.

— Jak rozumiem to nie jeden z pani mieczy? — spytał Pike. Asaro jedynie zakołysała srebrną rękojeścią w dłoni i odłożyła ją do tobołka. Odwróciła się w stronę klona. Nie musiała nic mówić. Jej oczy wyrażały więcej niż ktokolwiek był w stanie w tej chwili przekazać. Kapitan pospiesznie zasalutował i opuścił pomieszczenie. Wojowniczka poczekała chwilę aż kroki na korytarzu ucichną po czym usiadła na łóżku. Wzięła kilka głębokich oddechów a każdy następny stawał się coraz trudniejszy. Zrozumiała że emocje znów biorą górę i jak po chwili nie potrafi powstrzymać napływających do oczu łez. Poczuła jak jej mięśnie momentalnie kurczą się i rozluźniają wtrącając ciało w chwilowe spazmy. Schowała twarz w dłoniach i pozwoliła by raz jeszcze lęk i żal ogarnęły jej umysł, podczas gdy nienawistne myśli zatruwały próbującą powrócić harmonię.

----------------------

Linki:

Główny motyw muzyczny Adama Terrama:

https://www.youtube.com/watch?v=UxYBoKqcw6s

 

Bitewny motyw muzyczny Asaro:

https://www.youtube.com/watch?v=vaq0TjjDCkw

Średnia ocena: 4.7  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (2)

  • TheRebelliousOne 8 miesięcy temu
    To Ty już nawet muzykę robisz do swoich opowiadań? Cholera, to jest imponujące, prawdę mówiąc. Sam odcinek taki jak zawsze: bardzo dobre opisy, dialogi również na plus... no i znów powraca kwestia Asaro i jej powolnej drogi na Ciemną Stronę Mocy. Naprawdę, świetnie to przedstawiasz w postaci takich powolnych kroków, które mówią, że nie za szybko, ale może kiedyś skończy jak pewien Jedi, który... nie widzi lepszej pozycji XD Za odcinek oczywiście leci 5, choć gdybym mógł, dałbym więcej za fakt, że komponujesz do opowiadania własną muzę.

    Pozdrawiam ciepło :)
  • Pontàrú 8 miesięcy temu
    Dzięki za odwiedziny. Próbuję swoich sił nie tylko w pisaniu ale i w muzyce i mam szczerą nadzieję że choć fragmentarycznie dołączone do opowiadania utwory Ci się spodobały a może nawet uchwyciły klimat :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania