Nowy wróg część 10. Star Wars

— W obecnej sytuacji… — mężczyzna postawił krótką pauzę — zakończyliśmy działania w systemie Reker. Terianie zajęli planetę, wyganiając nasze wojska z układu. Jest to jak na razie największa porażka całej kampanii.

Thirs patrzyła z przerażeniem na wyświetlane przed przemawiającym kanclerzem dane. W budynku Senatu Republiki ogłaszano właśnie efekty działań na wszystkich frontach galaktycznej wojny a wiadomości oznajmiały zarówno o zwycięstwach jak i o wspomnianych przed chwilą porażkach. Zebrani senatorowie wwiercali się spojrzeniami szukając choćby odrobiny informacji na temat rodzinnej planety. Z pozoru mogli zgrywać twardych i niczym niewzruszonych polityków, jednak Thirs doskonale wiedziała, że każda ze zgromadzonych w pomieszczeniu dusz, siedzi właścicielowi na ramieniu.

Brunetka spojrzała na siedzącego obok twi’leka, przeciągającego leniwie palcem po ekranie holopadu. Sekcja przeznaczona dla Qish odbyła się na początku przemówienia a brak negatywnych informacji zniechęcił niebieskoskórego do dalszego wsłuchiwania się w ciągnące się wiekami słowa starszego już kanclerza.

Ponownie rozejrzała się po pomieszczeniu. Nie wiedziała co ze sobą zrobić. Przystanęła z nogi na nogę, szukając jakiegokolwiek bodźca, który zmieniłby panujący stan rzeczy. Nie chciała tu dłużej być a jednocześnie pragnęła brać udział w obradach. Bała się zdobywać nowe informacje na temat działań wojennych Terian a jednocześnie za wszelką cenę starała się dowiedzieć czegokolwiek o Asaro. Utkwiona w przestrzeni paradoksu raz po raz siadała i wstawała tylko po to by zrobić krótki spacer po okrągłym balkonie.

Siedzący obok Sheeq zdawał się nie przejmować zachowaniem towarzyszki. Już raz spytał się senatorki dlaczego jest taka niespokojna ale w odpowiedzi otrzymał tylko krótki komunikat, że kobieta stresuje się wydarzeniami mającymi miejsce gdzieś między terytorium Huttów i Separatystów dokładniej znanym jako królestwo Terian. W głębi duszy rozumiał Thirs. Chociaż sam nie zdobył nigdy tak oddanego przyjaciela doskonale widział jak silną relacją powiązane są obie kobiety.

Burza oklasków wypełniła salę kiedy Sheev Palpatine zakończył przemowę, w ostatniej jej części komentując siłę i skuteczność republikańskiej armii, wpływając na co słabsze umysły, nieobeznanych z tematem taktyk, wojen i militari senatorów. Thirs jednak wiedziała ile tak naprawdę znaczą te słowa. Były to puste nadzieje na ukazanie Republiki jako silniejszej strony, ciągnącego się już dwa lata konfliktu, trawiącego galaktykę. Tak prosta propaganda na nią nie działała.

Szybkim ruchem poprawiła pofałdowane rękawy białej sukni, odrzuciła falowane włosy, sięgnęła po leżącą na siedzisku torebkę i żwawym krokiem opuściła balkon. Wysokie obcasy stukały o podłogę nadając rytmu jej żywiołowemu marszowi. Widziała jeszcze jak zaskoczony nagłym poderwaniem brunetki Sheeq w pośpiechu podkurczył wyciągnięte nogi, przepuszczając towarzyszkę do drzwi.

Kiedy znalazła się na środku korytarza wyściełanego czerwonym dywanem i rozświetlonego mlecznym światłem cylindrycznych lamp, otworzyła niewielką, zawieszoną przez ramię torebkę i wyciągnęła z niej okrągłe urządzenie. Wybrała odpowiednie połączenie i położyła holoprzekaźnik na otwartej dłoni. Błękitne kółko zawisło nad komunikatorem, oznaczając nawiązywanie połączenia ze wskazanym adresem. Po chwili kształt zniknął a nad dłonią senatorki pojawił się niebieski napis „brak sygnału”.

Thirs cicho westchnęła i schowała urządzenie z powrotem do torebki. Odwróciła głowę i spojrzała na oddzielające ją od sali obrad metalowe, szare drzwi. Znów tkwiła w niezdecydowaniu a fioletowa szata istoty paradoksu zdawała się ocierać o jej ciało, zachęcając do poddania się jej nielogicznej sile. Postawiła niepewny krok na przód, przybliżając się w stronę drzwi. Po chwili jednak odstawiła nogę, znów wracając na czerwony dywan.

W końcu udało jej się jednak przemówić sobie samej do rozsądku. Była w końcu senatorem a senator ma obowiązek brania udziału w obradach. Szare drzwi rozsunęły się, wpuszczając brunetkę na okrągły balkon. Usiadła naprzeciwko twi’leka a jej spojrzenie spotkało się ze spojrzeniem towarzysza.

— Czy wszystko w porządku? — spytał Sheeq a jego wzrok zdradzał lekkie zaniepokojenie.

— Tak, musiałam tylko wyjść do łazienki.

— Martwisz się o Asaro? — Wypowiedź senatora bardziej przypominała twierdzenie niż pytanie. Brunetka tylko przytaknęła skinieniem głowy.

Resztę obrad spędzili w kompletnej ciszy.

 

*

 

Dwa metalowe kawałki obudowy statku, klucz francuski, śrubokręt i pudełko pełne wierteł wisiały nad płytą hangaru należącego do okrętu flagowego, noszącego dumną nazwę „Niepowstrzymany”. Piątka żołnierzy w białych pancerzach przyglądała się symulowanemu w tenże sposób polu bitwy. Zaraz za lewitującymi przedmiotami stał siedemnastolatek w długiej, brązowej szacie, z lekko wyciągniętą do przodu ręką.

— Ha, dowódco, i mówisz, że dałeś radę całej tej piątce?! — zaśmiał się klon, z niewielkimi symbolami piorunów namalowanych na trzymanym w dłoni hełmie.

— Poczekaj na koniec opowieści — odpowiedział młody Jedi. — Jak się nie mylę był to pewnie jeden z elitarnych składów królestwa. Takich statków nie widzi się na co dzień.

— Przed chwilą mówiłeś, że były to zwykłe teriańskie myśliwce — skomentował stojący obok adresata wypowiedzi inny klon.

— No wiesz, Shad, zawsze można trochę podkoloryzować. Tak czy inaczej, oto nadchodzę ja!

Do pokracznych modeli statków dołączył nowy, podłużny obiekt, ustawiając się na przedzie wrogiej formacji.

— Nie wiedziałem, że statki Jedi przypominają miecze świetlne. Jakiś nowy model?

— Ha-ha, bardzo śmieszne, Lifted. Lepiej patrz uważnie. Jak sam znalazłbyś się w tej sytuacji na pewno zmykał byś ile sił w silnikach. Ja natomiast… — Machnął ręką a ciemna rękojeść miecza świetlnego ruszyła na lewitujące miniaturki wrogich statków. Broń wykonała ostry zakręt zmuszając pozostałe statki do ustąpienia jej drogi. Nagle pomieszczenie wypełnił zielony błysk i jeden z metalowych kawałków upadł na ziemie przecięty na pół. Chwilę później drugi.

— Radzę nie przecinać klucza — przerwał przedstawienie Lifted. Prowadzący symulację Treeke wyciągnął rękę a wspomniane narzędzie uderzyło klona w naramiennik wywołując śmiech u pozostałych widzów.

— Zestrzelony — powiedział brunet kiedy klucz z brzdękiem upadł na podłogę.

Wrócił do wizualizacji. Sprawnym ruchem dłoni wprawił rękojeść własnego miecza w ruch wirowy próbując naśladować trajektorię własnego statku podczas bitwy nad planetą Reker.

— Wyłączyłem stabilizatory by zwiększyć swoją manewrowość. Tylko w ten sposób mogłem uniknąć morderczego ostrzału wroga. Zdezorientowani Terianie widząc taki obrót sprawy — zaśmiał się na stworzoną grę słowną — pozwolił mi zdjąć ostatnie dwa statki szybkimi, czystymi strzałami.

Całość zakończyła się kiedy śrubokręt i pudełko z wiertłami opadły na ziemię a podłużny statek wylądował bezpiecznie w hangarze przy pasku właściciela. Krótkie oklaski otoczyły młokosa.

— To ostatnie mogę potwierdzić — odezwał się Lightning. — Na własne oczy widziałem ten manewr.

— Czy takie wyłączanie stabilizatorów nie jest czasem niebezpieczne? — spytał milczący dotąd Pi.

— Wojna jest niebezpieczna. Czego jeszcze oczekujesz? — zaśmiał się Lifted.

Ze zgromadzonych tylko jedna postać zachowywała względną powagę. Był to kapitan Pike, który raz po raz ukradkowo rozglądał się po hangarze. Treeke wiedział o co chciałby najpewniej zapytać żołnierz.

— Generał Erhetia jest na zewnątrz — odpowiedział na niezadane przez klona pytanie. — Powiedziała, że potrzebuje trochę spokoju. Nie życzyła sobie by ktoś jej przeszkadzał.

— Z całym szacunkiem dowódco, ale myślę że może przydałaby się pani generał rozmowa. Z tego co widziałem nie była w najlepszym stanie po ostatniej bitwie. Ta kolejna porażka może być również problematyczna.

Treeke nagle spoważniał i obrzucił kapitana niejednoznacznym i jednocześnie dość agresywnym spojrzeniem.

— Nie tylko dla Asaro taka porażka może być problematyczna — powiedział dość chłodno.

— Rozumiem, dowódco…

— Asaro nie jest jedynym Jedi na tym statku.

— Tak, rozumiem…

—Ale jeśli życzy sobie pobyć przez jakiś czas w samotności to ja mam zamiar to uszanować. — Jego wzrok świdrował oczy klona. — Poza tym… — Treeke zmienił trochę ton. — ja potrzebuję kogoś z kim mogę porozmawiać a ostatnio nawet nie mam możliwości choć chwili spędzić z mistrzynią. Poprzednim razem gdy mieliśmy poważniejszą rozmowę musieliśmy ją przerwać aby lecieć do systemu Reker.

Pike wyczuł gorycz w głosie chłopaka. Zobaczył, że młokos faktycznie potrzebuje jakiegoś autorytetu lub chociaż odrobiny kogoś, kogo mógłby nazwać przyjacielem, żeby odnaleźć się w tej wojnie. Jakby nie patrzeć, nadal był dzieckiem.

— Przepraszam, sir — przerwał chwilę milczenia Pike.

— Nie… to ja przepraszam. — Znów zebranych otoczyło milczenie. — Hej, pomoże mi ktoś przy naprawie statku? — troszeczkę weselszym tonem spytał Padawan.

— Już lecę. Nawet klucz już mam! — zaśmiał się Lifted i podniósł metalowy przedmiot leżący u jego stóp.

Po chwili czwórka klonów krzątała się przy srebrnej Ecie-2, dokonując pomniejszych reparacji poobijanego statku. Jedynie kapitan Pike opuścił zgromadzonych i skierował swoje kroki na mostek.

Po pewnym czasie Treeke położył się na srebrnym skrzydle myśliwca z rękoma podłożonymi pod głowę. Nie chciał ukrywać, że był dumny ze swojego osiągnięcia. Kiedy Asaro dowie się o jego sukcesie na pewno będzie zadowolona.

— Już pan skończył, dowódco? — usłyszał głos jednego z żołnierzy. Po chwili zobaczył nad sobą postać o fioletowych zdobieniach na pancerzu.

— Nie wydaje mi się, żebyśmy szybko się stąd ruszyli. Potrzebuję chwili odpoczynku.

— Chciałem się tylko zapytać, czy wiesz, dowódco, gdzie jest spawarka?

— A na co ci spawarka?! — wykrzyknął chłopak.

Energicznym ruchem wstał i zeskoczył z myśliwca. Jego wzrok podążył za wyciągniętą ręką klona i spoczął na odstającym kawałku srebrnej blachy. Było to niewielkie przepalenie. Wystarczyło dogiąć metal i przyspawać na złączeniu.

— Shad, lepiej patrz na to!

Treeke wyciągnął rękę przed siebie a niewidzialna siła wyprostowała fragment poszycia statku. Chłopak złapał za długą, oburęczną rękojeść i przycisnął widniejący na niej guzik. Zielone ostrze wysunęło się z uchwytu, wydając przy tym charakterystyczny dźwięk. Brunet skierował szpic miecza na miejsce łączenia blaszanych płytek a stojący obok Shad widział, jak metal rozpuszcza się, zespajając oba elementy. Po chwili do widowiska dołączyli pozostali naprawiający statek.

Kiedy spawanie zostało zakończone, Treeke zgasił miecz i ukłonił się teatralnie za co otrzymał serię oklasków.

— Proponuję zmienić nazwę z Zakonu Jedi na Zakon Spawaczy — zaśmiał się Lifted, rzucając tym razem mniej śmiesznym żartem na co inni spojrzeli się jedynie z lekkim wyrazem politowania.

Po kolejnym przedstawieniu wyreżyserowanym przez młokosa zgromadzeni przy myśliwcu wrócili do dokonywania napraw.

 

*

 

Szum fal rozbijających się o czarne, zlodowacone piaski dopełniał śpiew śnieżnej zawiei. Ciemne, wzburzone wody oceanu, poprzecinane białymi fragmentami oderwanego lodowca tworzyły obraz niekończącej się chłodnej powierzchni a łącząc się z gęstymi chmurami poprzez długą, cieniutką linię horyzontu zamykały otaczającą obserwatora przestrzeń. Przez głośne wycie wiatru ledwie dało się słyszeć, dobiegające jakby z daleka, odgłosy napraw poszycia ciężkiego krążownika oraz mechaniczne odgłosy maszyn rekonstrukcyjnych. Głosów w ogóle nie było słychać. A przynajmniej nie tych fizycznych.

„Porażka. Doprowadziłaś do kolejnej przegranej” usłyszała Asaro. Z zamkniętymi oczami wsłuchiwała się w śpiew fal i chichot wichru. Delikatne płateczki śniegu muskały jej odsłonięte czoło i opadały na zwarte powieki. Ciche stęknięcia aparatury podtrzymującej życie dobiegały spod grubego, wojskowego płaszcza i trafiły do jej uszu poprzez przewodzenie kostne. Czarna maska zasłaniała usta i nos, dostarczając drogocenne powietrze do spragnionych życiodajnego gazu płuc.

Dopiero teraz, kiedy dawka adrenaliny odpuściła a Jedi uspokoiła się po bitwie odczuwała obrażenia batalii. W momencie gdy jedna z rakiet trafiła myśliwiec, wstrząs który nią szarpnął spowodował, że trzymający ją na fotelu pas przetarł jej skórę na prawym ramieniu. Podczas walki z kastelanem Cervorem również na ubraniu ale jak i ciele pojawiły się nowe zadrapania. Lewą stopą, ubraną w gruby, zimowy but, odruchowo potarła odparzenie na prawej łydce. Ślizgi po chrapowatej nawierzchni zawsze kończyły się serią otarć.

Silny podmuch wiatru uderzył ją prosto w twarz, wrzucając pod gruby kaptur świeżą porcję lodowatego śniegu. Nie wzdrygnęła się. Stała na szczycie wydmy z czarnego piasku przykrytego niewielką warstewką śniegu, wsłuchując się w szum przemarzniętych fal. Nawet teraz, gdy zapragnęła być sama, słyszała głosy. Pomimo ogromnej chęci odizolowania się od ludzi nadal nie mogła się pozbyć tak ludzkiej rzeczy jaką była mowa. Czy na pewno jednak chciała odizolować się od ludzi? Nie. Pragnęła uwolnić się od porażki. Czymże jednak była ta porażka? Czyż nie uczuciem dostarczanym przez organizm prosto do mózgu, zasilanym falą emocji których jako Jedi wielokrotnie już obiecała się wyzbyć?

„Złość. Daj się jej ponieść. Co ci szkodzi? Wszyscy dookoła używają emocji a to właśnie czyni ich silniejszymi. Czyż Adam Terram nie jest silniejszy właśnie dzięki emocjom?”

Otworzyła oczy. Otaczała ją biała pustka. Stała kompletnie sama po środku lodowatej zawiei, szukając zrozumienia lub wsparcia w pustym świecie. Pomimo iż tak pilnie potrzebowała kontaktu z bratnią duszą, ciągle uciekała przed spotkaniami ze wszystkimi stanowiącymi dla niej wsparcie. Przed Treeke, Pike’iem… przed Thirs. Uciekała przed czymś czego sama nie była w stanie zrozumieć.

Poczuła jak piasek osunął jej się spod nóg i jak powoli zjeżdża po oblodzonym stoku. Podeszwy jej butów zatrzymały się na płaskiej, czarnej plaży grzęznąc w niewydeptanym białym puchu. Nie oponowała. Nie było z resztą po co. Przez tak długi czas zdążyła się już nauczyć, że wszelkie bohaterstwo czy próby życia według światłych wartości są bezlitośnie deptane przez panujący system. Cóż dało jej bycie bohaterką w ostatniej bitwie? Poświęciła życie republikańskich żołnierzy dla atakowanego systemu, tylko po to by nic nie osiągnąć. Stoczyła pojedynek, którego nie była nawet w stanie zakończyć a dodatkowo nie miała sił by uratować wszystkich, uwięzionych na umierającym statku ludzi. W jakim świetle ją to stawiało?

Jedi byli obrońcami pokoju a ona odkąd ukończyła trening jedyne co robiła to walczyła w imię wolności. Stała się symbolem wojny tak samo jak i reszta członków Zakonu. Czy starając się pozostać w równowadze można w ogóle dopuścić do zakończenia konfliktu?

— Oczywiście że nie — Dobiegł ją głos znikąd. Przestrzeń wypełniała fuzja bieli śniegu i kry oraz czerni piasku i fal.

— Nie? — spytała, kierując wypowiedź do grzmiących wód.

— Zdecydowanie nie. Pomyśl logicznie — zażądał żeński głos. — Wszyscy z którymi przyszło ci pracować, kierowali się emocjami. Admirał Tarkin, Valkiria Hemnan, matriarhini Kazito i nawet twój Padawan. Ta lista jest nieskończona…

— Nie uważam, że znalazłaś za dobre przykłady — głos Jedi z trudem wydobywał się spod czarnej maski tlenowej. Białe kawałki śniegu wpadały wprost do jej oczu.

— Cóż, nie mówię, że są idealne. Mówię, że wspomniane osoby kierowały się emocjami i nadal to robią. Ich życie jest kolorowe. Nie muszą powstrzymywać się przed używaniem emocji gdyż doskonale wiedzą, że są one niczym innym jak ubarwieniem szarej rzeczywistości.

— Emocje prowadzą do gniewu a gniew do nienawiści.

— A nienawiść do cierpienia? Proszę cię, czy Adam Terram teraz cierpi?

— Na pewno nie kierował się gniewem.

— Ale to nie ma znaczenia! — głos się zaśmiał.

Przed Jedi pojawił się ciemny kształt. Postać w długiej, czarnej szacie stała za białą zasłoną wirującego na wietrze śniegu.

— Przecież wiesz, że nic nie jest takie dwukolorowe. Za każdym razem mamy do czynienia z jakimś spektrum szarości — powiedziała Asaro.

— Aby być naprawdę potężnym trzeba w końcu wybrać. Nie podejmując decyzji skazujesz się na wybór innych.

— A jeśli nikt nie podejmie decyzji?

— Umrzemy ze stagnacji.

Wiatr zamruczał, ciskając mrocznymi ziarenkami piasku wprost w rozwarte oczy Jedi. Asaro zawsze starała się mieć jasny obraz rzeczywistości. Teraz jednak jedyne co widziała to ciemne drobinki zapełniające otaczającą ją rzeczywistość; czarne plamy na białym tle.

— Nie boisz się? — odezwała się nieznajoma.

— Nie jesteś prawdziwa.

— Ale mnie widzisz? Czyż nie jestem zatem prawdziwa?

— To ja cię kreuję. — Wiatr skowyczał a obie postacie otaczały coraz grubsze płatki śniegu. Szum fal zaczął jakby się oddalać a przenikliwy ziąb wnikał głęboko pod poły wojskowego płaszcza.

Przestrzeń zajaśniała czerwonym blaskiem gdy w dłoni nieznajomej rozbłysło szkarłatne ostrze.

— To też kreujesz? — Asaro nie odpowiedziała. Widziała jak czarna postać bierze zamach i jak krwawa klinga zbliża się w jej stronę. Nawet nie drgnęła.

Przed zielonymi oczami było tylko morze i śnieg. Odłamki lodowca dryfowały unoszone, targanymi wiatrem, falami. Lodowaty podmuch pocałował twarz Asaro śniegiem i drobnymi ziarenkami piasku.

„Tym razem ci się udało” usłyszała w głowie. „Ale doskonale wiem, że jesteś na skraju swoich możliwości”.

— Zimno tu — powiedziała Asaro sama do siebie, całkowicie ignorując towarzyszący głos, i odwróciła się plecami do wiatru i szalejących, zmrożonych wód.

Średnia ocena: 4.7  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (2)

  • TheRebelliousOne ponad rok temu
    „Złość. Daj się jej ponieść. Co ci szkodzi? Wszyscy dookoła używają emocji a to właśnie czyni ich silniejszymi. Czyż Adam Terram nie jest silniejszy właśnie dzięki emocjom?” - ten fragment zapachniał mi Anakinem. Czyżby Asaro miała podążyć jego drogą?! Uuu, ciekawie... Daję 5, bo rozdział dobry, a błędów brak.

    Pozdrawiam ciepło :)
  • Pontàrú ponad rok temu
    Nie miałem na celu tworzyć drugiego Anakina. Po prostu wielu jedi było kuszonych ciemną stroną mocy.
    Cieszę się, że się podobało i nie ukrywam, że odcinek sprawił mi wiele frajdy (zwłaszcza ta czarno-biała część o Asaro)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania