Nowy wróg część 13. Star Wars

Projekt współtworzony z użytkownikiem: Kapelusznik.

~ ~ ~ ~ ~ ~

 

Wciągnęła ciepłe powietrze w płuca. Jej uszy przepełniał szum wiatru i śpiewy licznego ptactwa zamieszkującego planetę. Niebo przybierało pomarańczowego zabarwienia, współgrając z powoli wschodzącym słońcem, którego blask coraz skuteczniej zakłócał nikłe światła wciąż tlących się gwiazd. Na nieboskłonie oprócz brzasku widniał również okrągły kształt skalistego, szarego księżyca, leniwie kryjącego swoje wdzięki za rozpościerającym się na horyzoncie, pokrytym śniegiem pasmem gór.

Asaro poprawiła się na gałęzi drzewa i pewniej oparła plecy o gruby, wiekowy pień. Poczuła przyjemny zapach rozgrzewanej wczesnymi promieniami słońca suchej kory oraz jak złote smugi powoli zaczynają muskać jej twarz. Wpiła palce w miękki mech pokrywający solidny odrost i podkuliła nogi. Planeta Poporo była niezamieszkałym, dzikim światem tętniącym życiem, znajdującym się tuż na granicy terytorium Republiki i Królestwa Terian. Znajdywała się daleko od wszelkich utartych szlaków nadprzestrzennych i przez ostatnie trzy dni stanowiła oazę dla dokonujących na jej powierzchni napraw wojsk.

Stan floty po ostatniej bitwie był tragiczny. W momencie wchodzenia na orbitę oba potężne Venatory przypominały raczej martwą powłokę niegdyś potężnych statków niż faktyczne dumne krążowniki należące do Armii Republiki. Cztery ocalałe lekkie Arquitesy znajdywały się w lepszym stanie i potrzebne prace zapewniające im powrót do normalnego funkcjonowania zostały już zakończone.

Asaro rozejrzała się dookoła. W oddali dostrzegła płynącą leniwym strumieniem rzekę, wpadającą w sam środek dżunglowego lasu i znikającą pod gęstą, zieloną koroną. Wydawało jej się, że jest w stanie usłyszeć najmniejszą zamieszkującą wodę istotę. Wyczuwała potęgę okalającego planetę życia i chłonęła zamieszkujący glob spokój. Dopiero na Poporo poczuła jak opuszczają ją negatywne emocje związane z ostatnio odbytymi bataliami. Dopiero tu poczuła że jest z dala od zgiełku wojny.

Wróciła myślami do swojego ucznia. Za wszelką cenę nie chciała zostawiać go samego tak jak uczyniła to podczas pierwszych napraw w układzie Marae. Jednak pomimo prób chłopak nie miał zamiaru się do niej odezwać. Ostatnie dni wolał przesiadywać z członkami oddziału operacyjnego Skorolle i tylko za pośrednictwem kapitana Pike’a Asaro uzyskiwała jakiekolwiek informacje na temat Padawana. Doskonale zdawała sobie sprawę, że podobnie jak i ją, chłopaka od dłuższego czasu trawiła spowijająca galaktykę ciemność. Jak jednak mogła mu pomóc skoro sama nie była sobie w stanie z tym mrokiem poradzić.

— No właśnie? Jak chcesz mu niby pomóc? — usłyszała swój własny głos. Podniosła wzrok a jej zielone oczy dostrzegły siedzącą na gałęzi, ubraną w czarną szatę postać. Potrząsnęła głową odpędzając kolejną projekcję jej własnego umysłu.

— Nie, nie, nie… — zaśmiała się postać — mnie się nie da tak łatwo pozbyć. Najlepszym wyjściem jest mnie po prostu zaakceptować. — Poprawiła ułożenie na konarze i spojrzała Asaro prosto w oczy.

— Czego tym razem chcesz? — Jedi postanowiła spróbować wdać się w rozmowę z wytworem własnej wyobraźni.

— Tego samego co i ty. Zniszczenia admirała Adama Terrama.

— Ja nie chcę go zniszczyć…

— Tak, tak, ty chcesz tylko zakończyć tę wojnę — ironicznym tonem przerwała postać. — Już ja dobrze wiem czego ty chcesz.

— Czy zatem i ja nie powinnam wiedzieć czego ty chcesz? — spytała Asaro.

— Ależ wiesz. Ja żądam jedynie oddania się mojej potędze. Obie doskonale wiemy że skorzystała byś z mojej oferty.

— Kim ty w ogóle jesteś?

— Jestem twoim uosobieniem Ciemnej Strony — nieznajoma rzekła to tonem jakby miało to być oczywiste. — Jestem z tobą tu i teraz ale i byłam na Marae oraz w każdym momencie kiedy czułaś złość. Jak długo jeszcze zajmie ci zrozumienie, że nie jestem twoim wrogiem?

Asaro próbowała dostrzec ukrytą pod czarnym kapturem twarz mary. Wzdrygnęła się kiedy pod grubym materiałem zobaczyła siebie samą ale z oczami przepełnionymi furią. Podniosła się i zabalansowała na grubej gałęzi.

— Zawsze ci odmawiałam i tym razem również będę w stanie powiedzieć nie! — wykrzyknęła. Projekcja również wstała, położyła ręce na biodrach i zaśmiała się gardłowo.

— A teraz co robisz? Krzyczysz na mnie jakbym miała się wystraszyć? Zdajesz sobie sprawę że twoje negatywne emocje jedynie mnie napędzają? — Ponownie powietrze wypełnił mroczny śmiech. — Popatrz co mogę dzięki tobie uczynić!

Postać klasnęła w dłonie a wschodzące na niebie słońce zniknęło. Dookoła panował mrok a na czarnym niebie nie było widać ani jednej gwiazdy. Silne podmuchy wiatru zaczęły targać koroną wiekowego, ogromnego drzewa, zmuszając Asaro do złapania równowagi na kołyszącej się gałęzi. Kiedy Jedi ponownie spojrzała na mroczną rozmówczynię ta stała z wyciągniętą w stronę wojowniczki ręką.

— Przyłącz się do mnie — powiedziała melodyjnym i mrocznym głosem. — Przecież wiesz, że razem będziemy w stanie odnieść sukces…

— Nigdy!

Zielone ostrze pojawiło się w dłoni Asaro, zmierzając wprost na czarną projekcję. Niski dźwięk zderzających się kling otoczył kobiety kiedy broń rycerza Jedi napotkała opór ze strony krwawego ostrza dzierżonego przez projekcję. Szarowłosa zobaczyła wpełzający na twarz przeciwniczki uśmiech. Spróbowała ponowić atak, tym razem zaczynając uderzenie z drugiej strony, jednak i tym razem została powstrzymana. Sięgnęła po drugi z mieczy i wściekle rzuciła się na postać w czarnej szacie. Uosobienie Ciemnej Strony z łatwością parowało każdy jej cios, przesuwając się coraz dalej po kołysanej wiatrem gałęzi. Asaro postanowiła wykonać skok i zaatakować mroczną wersję siebie od góry. Kiedy była w powietrzu mroczna postać szybkim ruchem przesunęła się w stronę pnia drzewa. Kiedy Jedi wylądowała, poczuła mocny uchwyt lodowatej ręki przeciwniczki. Z furią wykonała półobrót celując w ramię ducha. Wizja odskoczyła w ostatniej chwili uważnie obserwując ruchy rycerza.

— Prawda jest taka, że już jesteś moja! — szyderczym tonem powiedziała postać po czym szybkim cięciem odseparowała grubą gałąź od reszty drzewa.

Asaro poczuła jak znika oparcie pod jej stopami. Spadała co chwila ocierając się lub obijając o sterczące odrosty. W ostatnim momencie wyhamowała upadek za pomocą mocy i wylądowała miękko na grubej, wilgotnej ściółce tropikalnego lasu deszczowego. Słońce znów jasno świeciło a ciepłe promienie przebijały się przez gęste korony drzew. Zruszone jej upadkiem gałęzie wciąż delikatnie drgały, raz po raz zrzucając grube krople nagromadzonej na nich wody.

Asaro zamknęła oczy, położyła się na miękkim leśnym posłaniu i wypuściła powietrze z płuc. Na prawym przedramieniu migała zielona kontrolka komunikatora, informująca o nadchodzącym połączeniu.

 

*

 

— Cieszę się że zdecydowała się pani w końcu odebrać. — Tymi słowami skomentował powrót Asaro na statek admirał Tarkin. — Widzę że prędkość reakcji to podstawa? — Asaro tylko wzruszyła ramionami zirytowana cynizmem wojskowego.

— Możemy sobie oszczędzić tych cennych uwag? Wydawało mi się że się panu śpieszyło — warknęła gniewnie.

— Istotnie. Otrzymaliśmy nowe dane od wywiadu według których możemy określić następny cel ataku królestwa. Jest nim układ Yaltin a dokładniej księżyc jego szóstej planety.

Admirał wyświetlił plany układu gwiazdowego. Dookoła holograficznej planety stali wszyscy dowódcy pozostałych jednostek tego co pozostało ze startowej floty: kapitan drugiego z Venatrów Leonard Tennecy oraz kapitanowie lekkich krążowników: Talis Tancerville, Jasmin Perné oraz Melania Kutłow. Oprócz nich w centrum sterowania znajdywał się również Treeke oraz kapitan Pike.

— Księżyc Yaltin-6b to jedna z większych w tym rejonie stacji paliw. Zdobycie go umożliwiłoby wrogowi szybkie tankowanie i dobre miejsce na naprawę floty. Glob stanowi zatem idealne wrota prowadzące do zaprzyjaźnionych z Republiką systemów. Mieszkańcy posiadają własną gwardię obrony planetarnej i dzięki niej będziemy w stanie stawić opór teriańskim wojskom — wyjaśniał sytuację admirał Tarkin. — Skontaktowałem się z gubernatorem planety i dostałem informację o stanie ich floty. Zadeklarował dwadzieścia lekkich okrętów gotowych do działania wraz z niewielkimi siłami myśliwców.

— Takie siły są znaczącym wsparciem jednak nasze główne krążowniki są w opłakanym stanie — odezwał się Talis Tancerville.

— Muszę się zgodzić — dodał Leonard Tennecy. — Podczas ostatnich dni dokonaliśmy wielu napraw jednak niewystarczających. Bez solidnej obrony nasza flota nie będzie w stanie powstrzymać głównego ataku Terian.

— Zgadza się i właśnie dlatego dostaniemy posiłki ze strony Republiki.

— Dostaniemy posiłki? — z niedowierzaniem przerwał Treeke. — A myślałem że już w ogóle się o nas nie troszczą — żachnął się.

— Pańska ignorancja i nieobycie z taktyką wojenną nie powinno być powodem do tak nagłych zaskoczeń — skomentował Tarkin. — Republika nigdy nie porzuca swoich jednostek a wsparcia udziela zgodnie z przyjętą taktyką. W obecnej sytuacji mamy szansę zaatakować z zaskoczenia i ze względu na duże szanse powodzenia misji, jest w stanie wysłać nam dodatkowe wsparcie. Może pan nie być świadomym tego faktu ale ta bitwa może być przełomem w całej kampanii. Zyskaliśmy okazję na rozbicie głównej floty wroga a z przyczyn których wyjaśnienie zajęłoby mi zbyt dużo czasu może to doprowadzić do znacznego osłabienia przeciwnika.

— Górnolotne słowa! Co takiego mogłoby spowodować że Terianie nagle staną się słabsi? Poproszą o wsparcie od Separatystów i wrócą do swojej potęgi.

— Z tym że Terianie już nie do końca są zadowoleni z sojuszu z Separatystami. Taka współpraca wynika jedynie z chwilowej potrzeby i znając ich kulturę mogę śmiało powiedzieć, że nie będą zadowoleni z tak wielkiego wpływu Separatystów na ich terytorium — dobitnie powiedział Tarkin. — Jak już mówiłem, są to pewne powody których po prostu nie jest pan w stanie zrozumieć.

— Nie zakładałabym również stuprocentowej poprawności pana przypuszczeń — Asaro postanowiła ruszyć uczniowi z pomocą. Admirał jedynie westchnął ciężko.

— Nie zmienia to jednak podstawowego faktu. Dostajemy wsparcie i mamy szansę wygrać następną batalię, co, jak się na pewno pani ze mną zgodzi, będzie znaczącym ulepszeniem naszych dotychczasowych osiągnięć — zakończył cynicznie. Asaro przez chwilę myślała nad jakąś kąśliwą uwagą ale ostatecznie musiała przyznać mężczyźnie rację.

— Kiedy mają przybyć posiłki? — kapitan Kutłow postanowiła skupić uwagę na głównym celu misji.

— Według danych mogą być tuż przed samym przybyciem Terian do układu. Przybędą na tyle szybko że zdążą wesprzeć nas w zabezpieczeniu całego układu.

— A można by trochę opóźnić ich przybycie? — niespodziewanie spytała Asaro. Oczy wszystkich zgromadzonych zwrócone były na nią.

— Proszę o rozwinięcie myśli — powiedział admirał Tarkin.

— Co jeśli użylibyśmy ataku z zaskoczenia?

Asaro zbliżyła się do panelu sterującego i zmieniła wyświetlany obraz. Przed zgromadzonymi zajaśniała sygnatura gazowego giganta Yaltin-6 otoczonego pięknym, szerokim pierścieniem oraz dziesiątkami księżyców.

— Moglibyśmy użyć tej samej strategii którą zastosowali Terianie podczas egzekucji. Umieścilibyśmy statki niedaleko orbity księżyca, tak by mogły się ukryć pośród skalnych odłamków pierścieni samej planety. W morzu tak wielu elementów będziemy praktycznie niemożliwi do wykrycia pozwalając wrogowi na zatrzaśnięcie naszej pułapki.

— Obawiam się że ich statki będą w stanie wykryć nas mimo wszystko.

— Chyba że wyłączymy nasze systemy — odezwał się kapitan Tancerville. Asaro wskazała na mężczyznę ręką.

— Dokładnie! Podczas naszego pierwszego starcia z królestwem wyłączyli oni swoje systemy i ukryli się pod maską promieniowania gwiazdy. Teraz my możemy powtórzyć manewr wykorzystując słabsze promieniowanie Yaltin-6 połączone z dużą liczbą kosmicznego gruzu, co zapewni nam wystarczające maskowanie. Pozwolimy wrogiej flocie na zbliżenie się do systemu i wtedy ujawnimy swoją obecność. Dodatkowo kiedy już rozpocznie się bitwa z nadprzestrzeni wyjdą posiłki i w ten sposób zamkniemy wroga.

— Muszę przyznać, że taki plan ma szanse powodzenia — skomentował admirał Tarkin. — Proponuję jednak przygotować się również na bardziej negatywne scenariusze. Istnieje szansa, że podczas bitwy teriańskie wojska przedostanie się na powierzchnię. Proponuję zatem aby wesprzeć obronę planetarną częścią naszych wojsk. Sugerowałbym pozostawienie na powierzchni pięciu tysięcy żołnierzy wraz z częścią myśliwców.

— Rozsądne podejście — powiedziała Asaro. Rozejrzała się po pozostałych zebranych, czekając czy aby któryś z pozostałych kapitanów nie ma czegoś do dodania. Zgromadzeni wymienili między sobą zgodne spojrzenia, akceptując tym samym zaproponowany przez Jedi plan ataku.

— Ile czasu zajmie nam dotarcie do systemu Yaltin? — spytała Asaro.

— Powinniśmy tam dotrzeć w mniej niż godzinę, nie licząc startu i opuszczenia układu Poporo — odpowiedział Tarkin.

— Dobrze. Czy uznajemy spotkanie za zakończone? — Brak odpowiedzi potraktowała jako zgodę. — Dziękuję zatem za wysłuchanie. Niech wszyscy udadzą się do swoich statków. Opuszczamy Poporo w trybie natychmiastowym. Nastawić kurs na układ Yaltin!

 

*

 

Grawitacja asteroidy do której zacumowany był Venator była znikoma i Asaro zaledwie raz na jakiś czas musiała odbijać się od posadzki krążownika. Lewitowała wpatrzona w krążący dookoła planety księżyc należący do Republiki. Pomarańczowy obraz gazowego giganta wdzierał się przez trójkątne okna nadając wnętrzu rdzawego blasku i stanowiąc jedyne źródło światła wewnątrz ciemnego statku. Podjęli decyzję o wyłączeniu wszystkich zbędnych systemów pozostawiając aktywne jedynie systemy podtrzymywania życia oraz część funkcji skrzydła szpitalnego, w którym wciąż znajdywali się ranni.

Asaro poczuła obecność swojego Padawana postanowiła jednak nie zaczynać rozmowy. Ostatnio próbowała wyjść z inicjatywą i nie skończyło się to dobrze.

— Naprawdę sądzisz że to dobry pomysł? — usłyszała głos chłopaka.

— Jest to najlepsze wyjście — zabrzmiała chłodno.

—Wykorzystujemy ich własną taktykę. Boję się że mogą się tego spodziewać.

— Niepotrzebnie. Nawet jeśli i tak nie będą wiedzieć o ataku nadchodzącym z nadprzestrzeni. Mają nas w końcu za nieumiejących wymyślić sensownej strategii wariatów, którzy bez żadnych oporów stanęliby przeciwko ich armii nawet w obliczu „pewnej przegranej” — ostatnie słowa wypowiedziała z cynicznym przekąsem. — Nawet mają trochę racji — uśmiechnęła się pod nosem. Delikatnie odepchnęła się ręką od ściany krążownika i odwróciła w stronę Treeke, wyhamowując rotację przy użyciu mocy.

— Chciałem raz jeszcze przeprosić za swoje zachowanie — odezwał się po chwili milczenia chłopak. — Powinienem był zaakceptować wyciągniętą w moją stronę pomocną dłoń. — Asaro uśmiechnęła się rozumiejąc szczere intencje bruneta.

— Oboje przechodzimy przez piekło tej wojny — powiedziała uspokajająco. — A teraz w końcu mamy możliwość odpłacenia się admirałowi Terramowi za szkody których dokonał. Jego flota upadnie pod naszą potęgą i wtedy w końcu zrozumie że nigdy nie byliśmy tak słabi jak sobie to wyobrażał.

— Twój entuzjazm jest pocieszający… — Treeke zatrzymał na chwilę swoją wypowiedź — ale i trochę przerażający.

— Cóż, mam dość gier Adama Terrama. Sam widziałeś jak destrukcyjne są jego słowa. Nie mam zamiaru pozwolić mu wygrać tej wojny i sprawię że zapłaci za wszystkie wyrządzone szkody — głos Asaro przejawiał oznaki gniewu. — Razem, ty i ja w końcu jesteśmy w stanie zatrzymać jego flotę i spowodować że ukorzy się przed naszą potęgą!

— Mistrzyni ja…

— Nie ma się czego obawiać. Poza tym sam widziałeś że nasze konwencjonalne podejście przestało działać. Czas spróbować innych metod.

— Rada Jedi raczej nie będzie…

— Rada Jedi jest na Curuscant dziesiątki parseków stąd, niezdolna do podjęcia decyzji mogących zakończyć tę wojnę. Chyba czas najwyższy wziąć sprawy w nasze ręce. Jesteś ze mną czy nie? — obrzuciła Padawana agresywnym spojrzeniem.

— Oczywiście że jestem z tobą, mistrzyni! — entuzjastycznie odparł chłopak pozwalając by fala emocji wypełniła jego serce.

— A więc razem ze mną poprowadzisz nas ku zwycięstwu! — niemalże wykrzyknęła Asaro, przyciągając tym samym uwagę znajdujących się w sterówce żołnierzy i samego admirała Tarkina. Treeke spojrzał na podekscytowaną mentorkę z lekkim niepokojem, postanowił jednak nie psuć wiszącego w powietrzu pozytywnego nastawienia do nadciągającej bitwy. Leniwym ruchem oddryfował od Asaro zbliżając się do trójkątnych okien krążownika. Szarowłosa jeszcze przez chwilę śledziła go wzrokiem by następnie spojrzeć w kąt sterówki.

W rogu pomieszczenia, opatulona czarną szatą stała postać, uważnie przyglądająca się wojowniczce swoimi zielonymi oczami. Asaro odepchnęła się mocą i skierowała w stronę mrocznej mary. Zatrzymała się tuż przed nią a zjawa wyciągnęła w jej stronę rękę. Jedi pewnie ją uścisnęła a na twarzy nieznajomej pojawił się złośliwy uśmiech.

— Oj zobaczysz — odezwała się mara identycznym co Asaro głosem — nie pożałujesz tej decyzji. Adam już przegrał to starcie.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (2)

  • TheRebelliousOne 9 miesięcy temu
    No witam! :D
    No proszę, kolejna walka Asaro z pokusą Ciemnej Strony, na którą coś czuję, że jednak przejdzie... choć mogę się mylić, nie wiem. Uwag nie mam, gdyż błędów nie widzę, może tylko używanie słowa "zniszczyć" zamiast "zabić", ale to już takie moje czepianie się :P Coś też czuję, że Admirał Tarkin w końcu się doigra... Tak czy inaczej, zostawiam zasłużone 5.

    Pozdrawiam ciepło :)
  • Pontàrú 9 miesięcy temu
    Dzięki za wizytę. Staram się ruszyć z kopyta z tekstami po tak długiej nieobecności, hehe

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania