Nowy wróg część 7. Star Wars

Na widok zbliżającej się generał, Pike pospiesznie zakończył zdanie i zasalutował. Treeke obejrzał się i przygaszonym uśmiechem przywitał mistrzynię. Widać było w jego oczach, że nie czuł się najlepiej.

— Treeke — zaczęła Asaro — czy mogłabym z tobą porozmawiać? Na… osobności? — Popatrzyła na klona a żołnierz skinął głową i oddalił się od dwójki Jedi.

Chłopak wyczuwał co jego mistrzyni chodzi po głowie. Spodziewał się, że w końcu będą musieli porozmawiać o tym co się wydarzyło. Musiał przyznać, że czekał na ten moment od chwili gdy więżąca mistrzów Zakonu kapsuła została zdetonowana wrzucając pojmanych w objęcia śmierci.

— Chodź za mną — powiedziała kobieta.

Opuścili razem sterówkę i udali się do wind. Zjechali na niższe piętra statku a szarowłosa poprowadziła go przez korytarze Venatora. Po drodze mijali salutujących im żołnierzy, grupy droidów oraz innych członków załogi. Gdzieś z oddali dobiegały dźwięki dokonywanych napraw, odbijające się od gładkich ścian długich tuneli. Grube podeszwy skórzanych butów Treeke zastukały na metalowej kratce w podłodze a powiew zimnego powietrza z pobliskiego kanału wentylacyjnego zmierzwił jego włosy. Chłopak uważnie przyglądał się idącej przed nim szarej postaci. Skupił się i spróbował przeczytać emocje towarzyszące mistrzyni. Zdawało mu się, że poczuł smutek. Czyżby ten sam smutek który towarzyszył i jemu?

— Nie próbuj brnąć dalej — usłyszał kiedy ponowił próbę wdarcia się do umysłu kobiety.

Jedi stanęła i rzuciła mu ukradkowe spojrzenie. Ledwo dostrzegł jej zielone oczy spod grubego kaptura. Skarcił się w duchu gdyż nie powinien był próbować takich sztuczek na mistrzyni.

Szli jeszcze przez chwilę aż dotarli do większego pomieszczenia. Był to jeden z bocznych hangarów wewnątrz którego panował względny spokój. Jedynie kilku żołnierzy przechodziło pomiędzy nielicznymi statkami i czołgami. Reszta sprzętu była ukryta na niższych piętrach krążownika a większa część myśliwców znajdywała się w głównym hangarze.

— Dlaczego tu jesteśmy? — spytał Padawan.

— Chciałam ci coś pokazać — odpowiedziała tajemniczo.

Po tych słowach wyciągnęła rękę w stronę stojącego pod ścianą terminala. Kolorowe guziki przyciśnięte niewidzialną siłą zaczęły migotać a pomieszczenie wypełnił dźwięk hydrauliki głównych gródź. Żelazne drzwi rozsunęły się ukazując obraz błękitnawej planety. Treeke widział jak jego mistrzyni od razu skierowała kroki do głównego wylotu. „Dlaczego wybrała to miejsce?” myślał podążając za mistrzynią.

Kiedy znaleźli się tuż pod samym wylotem Asaro odwróciła się w stronę chłopaka i ze skrzyżowanymi nogami usiadła na zimnej podłodze. Skinieniem ręki zaznaczyła, że chce aby i on spoczął naprzeciwko niej. Wykonał polecenie i usiadł na posadzce, odrzucając poły swojej peleryny do tyłu.

Asaro milczała. Przestrzeń dookoła nich wypełniało tylko cichutkie bzyczenie oddzielającego ich od kosmicznej próżni pola siłowego.

— Popatrz na tę planetę — powiedziała kobieta niespodziewanie. Treeke zawiesił swoje brązowe oczy na kulistym kształcie. — Co czujesz?

— Co mam czuć? To planeta!

— Co czujesz? — powtórzyła pytanie.

Musiała wyczuć towarzyszącą mu mieszankę emocji. Skupił się na moment.

— Niczego tam nie ma — odpowiedział z irytacją. — Ta planeta jest martwa. Nie trudno to stwierdzić.

— Nic nie jest tak martwe jak mogłoby się wydawać.

— Nie możesz zaprzeczyć, że mistrzyni Harso oraz mistrz Carven są martwi! Są martwi jak tylko martwy może być a to wszystko przez gry tych przeklętych Terian!

Zobaczył spoglądające na niego spod kaptura oczy. Od razu pożałował swoich słów. Dawał ponieść się emocjom a to nie należało do drogi Jedi.

— Przepraszam — wybełkotał.

— Przeprosiny nic nie znaczą jeśli nie są szczere. Wiem co czujesz i mi nie możesz zarzucić bycia tylko klonem…

— Nie powiedziałem tego! To wszystko interpretacja Tarkina!

— Admirała…

— Wszystko jedno! — Treeke zerwał się na równe nogi.

Doskonale wiedział, że musi panować nad swoimi emocjami jednak nie potrafił przekonać się co do właściwości wyznawanych zasad. Przecież te emocje dawały mu potęgę. Emocje stanowiły życiową energię dla wszystkich procesów pozwalających mu funkcjonować. Dlaczego miałby się ich wyzbyć?

— Usiądź proszę — powiedziała Asaro a chłopak wyczuł że i jego mistrzyni nie było łatwo.

Ten fakt natychmiast zmienił jego nastawienie. Mistrzyni miała rację. Ona nie była klonem i doskonale wiedziała co chłopak czuje. Pomyślał, że może nawet więcej. Przecież była bardziej doświadczona i obeznana z mocą. Udowodniła to chociażby parę minut temu kiedy próbował czytać jej emocje. Bez większego wysiłku rozpoznała jego nieudolne próby.

Posłusznie usiadł naprzeciwko mistrzyni, położył ręce na kolanach i głośno wypuścił powietrze. Kiedy spojrzał na kobietę ta była wpatrzona w migoczący na ciemnym tle glob.

— Co czujesz? — ponownie zapytała. Treeke skupił się. Starał się przelać myśli na powierzchnię skalistej planety. Starał się stać jednością ze wszystkim co się na niej znajdywało.

— Wiatr — powiedział po chwili. Mógłby przysiąc że poczuł delikatne podmuchy na własnych policzkach. — Chłód — Seria mrowień przeszła po jego plecach. — Samotność.

— Co jeszcze?

— Nie ma nic więcej. To opuszczony glob!

— Co jeszcze? — bardziej stanowczym tonem odezwała się Asaro.

— Nic więcej…

— Skup się! — Kobieta złapała go za rękę. Ujęła dłoń chłopaka w swoje dłonie i zamknęła oczy.

Przestrzeń zdawała się zawirować. Treeke nie był już pewien czy siedzi na pokładzie statku. Wydawało mu się że przemierza otchłań kosmosu otoczony przez zimną pustkę. Jego umysł produkował coraz to nowsze obrazy. W końcu pod nogami poczuł stabilny grunt. Stał na przezroczystym moście otoczony przez czerń. Jego mistrzyni stała naprzeciwko. Jej szare włosy falowały unoszone nieznaną siłą. Za jej plecami chłopak zobaczył kształt Venatora.

— Odwróć się — poleciła a on wykonał żądanie. Przed jego oczami jaśniał niebieskawy kształt Marae 3. — Nadal nic nie czujesz?

— Czuję… tam… tam jest życie…

— Nic nie jest tak martwe jak się wydaje.

— Czuję… życie. Kwitnące pomimo tak trudnych warunków. Brak wody, mało światła a jednak jest tam życie. Oraz…

— Oraz?

— Śmierć. — Przed oczami chłopaka zamigotały obrazy z planety.

Pod skalistym podłożem zobaczył biały szkielet jakiegoś większego stworzenia.

— Widzisz, śmierć występuje wszędzie. Tak samo i życie. Nic nie jest tak naprawdę martwe.

— A co z mistrzynią Harso i mistrzem Carvenem?

— Jeśli będziesz słuchał uważnie będziesz stanie usłyszeć ich głosy.

— Niczego nie słyszę — Asaro wyczuła zawód w jego głosie.

— Nie jest to proste ale nie znaczy to, że nie należy próbować.

Treeke otworzył oczy. Ku swojemu zdziwieniu zauważył, że przez moment dosłownie lewitował nad posadzką statku. Wytrącony z równowagi upadł na zimną podłogę. Jego mistrzyni powoli opuściła się i usiadła naprzeciwko niego.

— Co to wszystko znaczy? Jak mam to odbierać.

— Chciałam ci pokazać, że nie zawsze wszystko jest takie, jak byśmy chcieli. Są też rzeczy na które po prostu nie mamy wpływu. — Treeke opuścił wzrok. — Ale przede wszystkim chciałam ci pokazać, że dla mocy nie ma rzeczy niemożliwych.

— Jak mam radzić sobie z takimi ludźmi jak admirał Tarkin?

— Świat jest pełen podobnych istot — weselszym tonem odezwała się Asaro. — A jak ja sobie radziłam z Valkirią?

— Nie radziłaś sobie — zaśmiał się chłopak.

— Widzisz, każdy daje się ponieść emocjom. Nie znaczy to jednak, że mają one przejąć kontrolę nad twoimi czynami.

Treeke zamyślił się na chwilę. Był pod wrażeniem tego, co pokazała mu mistrzyni. Potrzebował takiej rozmowy gdyż sam nie był w stanie uwięzić wylewających się z jego umysłu myśli.

— Asaro? — spytał niepewnie.

— Tak, Treeke?

— Kiedy dałem się pokierować moim emocjom czułem jakby… jakby potęgę. Siłę płynącą z moich instynktów. Wydawało mi się, że dzięki tej sile mogę pokonać wszystkie trudności.

— Emocje są potężne ale oferowana przez nie potęga jest chwilowa. Żeby ją utrzymać trzeba nieustannie karmić swoje instynkty coraz wyraźniejszymi doznaniami. To jest trochę jak z płynięciem rwącą rzeką. Jeśli nurt jest silny aż chce się płynąć razem z nim. Na końcu jednak można trafić na potężny wodospad.

— A co jeśli na takowy się nie trafi?

— Wtedy, ciągle zyskując na prędkości w końcu rozbijesz się o jeden z brzegów, zwykle orientując się za późno o nadciągającym zagrożeniu.

— Jak ty radzisz sobie z tymi emocjami — wypalił chłopak w stronę mistrzyni. Kobieta spojrzała w jego oczy a Treeke mógł przysiąc, że przez chwilę zobaczył w nich zupełnie inną postać.

— Zanim przyszłam na mostek wstąpiłam do swojej kajuty po jedną rzecz. — Sięgnęła ręką do pasa i odpięła od niego matową rękojeść miecza świetlnego. — Ten miecz…

— Generał Erhetia! Proszę się zgłosić — dobiegł ich głos z komunikatora. Asaro z wyciągniętą przed siebie ręką głośno wypuściła powietrze.

— Wygląda na to, że będziemy musieli tę rozmowę dokończyć kiedy indziej — powiedziała z nutką zawodu i przyłożyła komunikator do ust. — Asaro Erhetia. O co chodzi?

— Mówi Tarkin. Mamy komunikat o ataku teriańskiej floty na jeden z naszych układów.

— Tak szybko? — spytała raczej samej siebie. — Dobrze, już idziemy. Ja i dowódca Fadar.

Zakończyła połączenie i spojrzała na Treeke. Jej oczy przejrzały umysł chłopaka i zobaczyły zawód z powodu niedokończonej rozmowy. Nie mogła na to jednak w tym momencie nic poradzić. Razem czym prędzej pobiegli w stronę sterówki.

Średnia ocena: 4.2  Głosów: 5

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (7)

  • TheRebelliousOne dwa lata temu
    Kiedy mu powiedziała, że chce pogadać na osobności, mój wredny umysł powędrował tam, gdzie nie powinien... XD A tak całkiem serio to kolejny ciekawy odcinek i na pewno nie zasłużył na oceny poniżej 4. Dobra lekcja dla młodego, fajnie ją przedstawiłaś. Szkoda jednak, że tak brutalnie im przerwano... Ode mnie 5. Dobrze jest poczytać Twoje opowiadania i nie myśleć o tym gównie w USA...

    Pozdrawiam ciepło :)
  • Pontàrú dwa lata temu
    USA is going down hard XD
  • TheRebelliousOne dwa lata temu
    Oby nie... upadek Ameryki to najgorsze, co mogłoby spotkać świat. Ale to nie miejsce na takie dyskusje XD
  • Pontàrú dwa lata temu
    Ja tam nie wiem. Cały internet już i tak może płynąć przez Chiny, które przez to zyskują ogromną kontrolę więc może nastąpi zaraz jakieś przetasowanie na tronie ;)
  • TheRebelliousOne dwa lata temu
    Pontàrú La La La La La, nie słucham Cię, idę pisać dalsze rozdziały "Tylko on, ona i motocykl"! XD
  • Cin rok temu
    Plusik za rozmowy o mocy i śmierci zawsze lubiłam te rozmowy mistrz i uczeń w gwiezdnych wojnach.
    "— Świat jest pełen podobnych istot — weselszym tonem odezwała się Asaro. — A jak ja sobie radziłam z Valkirią?
    — Nie radziłaś sobie — zaśmiał się chłopak.
    — Widzisz, każdy daje się ponieść emocjom. Nie znaczy to jednak, że mają one przejąć kontrolę nad twoimi czynami." - według mnie świetny dialog.

    Chyba należę do nie licznych grona czytelników, którzy lubią takie przegadane rozdział i te chwile wytchnienia pomiędzy akcją.
  • Pontàrú rok temu
    Uważam te chwile wytchnienia za równie ważne co akcje o ile nie ważniejsze. W dialogach można przekazać kim są bohaterowie i rozbudować świat także zgadzam się, też lubię przegadane rozdziały. Pozdrawiam :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania