Nowy wróg część 14. Star Wars

Projekt współtworzony z użytkownikiem: Kapelusznik.

~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~

 

Asaro uważnie obserwowała wychodzące z nadprzestrzeni statki Terian. Ich siły zmniejszyły się od czasu ostatniego spotkania, co jednak nie zmieniało faktu, że w obecnym stanie bez wsparcia flota Republiki nie miałaby w starciu z wrogiem najmniejszych szans. Dwa Venatory i cztery lekkie krążowniki to za mało by mierzyć się z przeszło trzydziestoma okrętami nieprzyjaciela.

— Kiedy wychodzimy z ukrycia? — usłyszała za plecami głos Padawana. Asaro delikatnie odepchnęła się od okna tak by obrócić się w stronę ucznia.

— Najpierw poczekamy na posiłki.

— Czy w tym czasie Terianie nie zdołają dotrzeć na planetę? Kiedy dokładnie ma przybyć pomoc?

— O to właśnie chodzi. Armia wroga ma zdołać dotrzeć na planetę. Gdybyśmy zaatakowali od razu jaki cel miałby Adam Terram w desancie swoich wojsk?

— Jeżeli pozwolimy na lądowanie zdoła zaatakować część ludzi tutejszego gubernatora — z narastającą w głosie irytacją powiedział Treeke.

— Jeżeli rozpocznie się desant Terianie sami zwiążą swoje siły — zaczęła wyjaśniać Asaro. — Kiedy przybędą nasze posiłki wróg zda sobie sprawę, że ta walka będzie znacznie trudniejsza od tej przewidywanej. W tym wypadku najprawdopodobniej zdecydują się zawrócić wojska a powrót armii z powierzchni księżyca da nam potrzebny na operację czas.

Wroga flota zbliżyła się już znacznie do granicy atmosfery Yaltin-6b. Asaro widziała jak statki zmniejszają prędkość. Prawdopodobnie admirał Terram nawiązał połączenie z gubernatorem, informując go o dostępnych opcjach. Jedi miała nadzieję, że dowodzący stacją paliwową Wezuwiusz Kopen nie wyda obmyślonego przez Republikę planu. Wstrzymała oddech kiedy statki Terian już dłuższą chwilę znajdywały się na orbicie księżyca. Głośno wypuściła powietrze dopiero kiedy zobaczyła podchodzące do lądowania wrogie jednostki.

— Desant się rozpoczął — poinformował pozbawionym emocji głosem admirał Tarkin.

— Dobrze — odpowiedziała stojąca do mężczyzny tyłem Asaro.

— To kiedy mają przybyć te posiłki? — z lekką paniką spytał Treeke.

— Pozwolimy wrogowi na zdobycie pewności siebie. Niech jego wojska z niewielkimi problemami wylądują na powierzchni. W końcu, nie ma się co okłamywać, gwardia obronna nie będzie stanowić dla Terrama wielkiego zagrożenia.

Jedi odwróciła się w stronę ucznia a na jej twarzy widniał złośliwy uśmiech. Treeke po raz pierwszy zobaczył podobny wyraz na twarzy mentorki. Nie wiedział jak się zachować. Z jednej strony wydawało mu się że Asaro w końcu go posłuchała i zdecydowała się na drastyczniejsze kroki w stosunku do ich obecnego wroga, z drugiej jednak z tyłu głowy cały czas wołały do niego zakonne wartości wpajane do umysłu każdego adepta od dziecięcych lat. Ponownie spojrzał na lekko unoszącą się nad podłogą statku kobietę, znów wpatrzoną w stacjonującą na orbicie flotę.

— Niczego się nie spodziewają — zaśmiała się cicho. — Nie są świadomi tego, że w pierścieniach planety kryje się nasza armia. Tylko popatrz na nich! Nieświadomi zagrożenia!

Kiedy Asaro skończyła mówić usłyszała głos gubernatora. Odwróciła się i spojrzała w stronę okrągłego holostołu. Ze względu na to, że większość systemów Venatora była wyłączona nie zobaczyła niebieskiej, holograficznej postaci mężczyzny a jedynie poważną twarz admirała Tarkina rozmawiającego z sojusznikiem.

— Dziękuję za informację. Zaczynamy operację. — Tymi słowami pożegnał się Wilhuff i odciągnął przekaźnik od ust. — Wróg wylądował i rozpoczął wyładowywanie wojsk. Na powierzchni zaczęła się bitwa — powiedział w kierunku Asaro. Kiedy skończył Jedi wyjrzała przez okno a sześć kształtów wyszło z nadprzestrzeni i śmiało ruszyło w kierunku wrogiej floty. Terianie zauważyli zdarzenie a stacjonujące na orbicie okręty zmieniły formację.

— Tylko sześć jednostek? — ze zdziwieniem spytał Treeke.

— Nie byle jakie sześć jednostek — z uśmiechem odpowiedziała Asaro. — Dwa Venatory i cztery Arquintesy. Dokładnie te same z którymi rozprawili się podczas ostatniej bitwy.

— Chcesz żeby pomyśleli że to my?

— Na chwilę może zadziałać. Z resztą popatrz, już widać efekty.

Treeke wyjrzał przez okno i zobaczył jak flota Terian zmienia ustawienie okrętów. Siły przeciwnika zdecydowały się na przyjęcie formacji obronnej, wysuwając lekkie krążowniki o mniejszym zasięgu na przednie linie, tak by osłaniały dwa potężne statki: separatystycznego Providence’a oraz teriańskiego Behemota. Nawet z tej odległości dało się zauważyć potężne baterie dział kierowane w stronę nowoprzybyłych okrętów.

— Przygotować bombowce! — wydała rozkaz Asaro. — Jak tylko wyjdziemy z ukrycia mają ruszyć na powierzchnię i zbombardować wrogie transportowce. Odetniemy im odwrót!

Zobaczyła jak admirał rozsyła odpowiednie rozkazy. Słyszała startujące systemy Venatora. Poczuła jak generatory sztucznej grawitacji wracają do normy i jak jej stopy ponownie pewnie stoją na ziemi. Lampy na pokładzie zajaśniały a nad holostołem pojawił się obraz pola bitwy. „Trzy, dwa, jeden” odliczała Asaro w myślach.

Na tle czerni kosmosu jeden za drugim zaczynały się pojawiać kolejne sygnatury statków Republiki. W obecnej chwili z głównymi siłami królestwa Terian mierzyło się sześć Venatorów osłanianych przez dwanaście lekkich krążowników. Asaro miała nadzieję, że choć na moment udało jej się zaskoczyć wroga i zmylić go tym krótkim manewrem.

Poczuła jak podłoga statku zadrżała kiedy silniki maszyny powróciły do pełnej sprawności. Trójkątne kształty wyłoniły się z bezpiecznego ukrycia i teraz w pełnej mocy pędziły w stronę okrętów wroga. Przez rozwarte klapy hangarów, statek opuszczała chmara bombowców, kierując się prosto na powierzchnię księżyca. Jedi widziała również jak myśliwce pozostawione na powierzchni księżyca dołączają do bitwy, wspierając gwardię planetarną.

Kontrolka na komunikatorze zamigotała. Asaro podniosła urządzenie do ust.

— Mówi generał Erhetia. Wyszliśmy z ukrycia.

— Doskonale, moja flota już podjęła walkę z siłami desantowymi — odpowiedział jej głos gubernatora Wezuwiusza Kopena.

— Dajecie radę? — dopytała.

— Jednostki naziemne podjęły walkę. Nasze działa przeciwlotnicze starają się zapewnić ochronę przez statkami wroga.

— Spróbujcie zniszczyć jak najwięcej transportowców. Wysłaliśmy do was bombowce. Jeśli dobrze pójdzie uda nam się uwięzić na planecie część wojsk.

— Tak jest, pani generał!

Połączenie zostało zakończone a Asaro wróciła do obserwowania obrazu pola bitwy, błyskającego setkami strzałów. Przez trójkątne szyby ujrzała zmierzającą w ich stronę chmarę myśliwców. Widać było że element zaskoczenie podziałał dokładnie tak jak zaplanowali.

Przysłoniła oczy ręką kiedy pierwsze gazowe pociski uderzyły w bariery mostku. Odwróciła się od walczących i podeszła do stojącego przy stole admirała Tarkina.

— Jak sytuacja?

— Wygląda dobrze. Manewr z ukryciem podziałał i obecnie wróg próbuje przegrupować okręty. Terianie wyraźnie nie wiedzieli co planujemy i w końcu zyskaliśmy przewagę.

— Ile potrwa zanim ogarną sytuację i będą w stanie stawiać skuteczny opór?

— Krążownik Behemot oraz separatystyczny Providence uformowały szyk niepozwalający naszym Venatrorom zbliżyć się na niską orbitę.

— Już są w stanie zatrzymać nasze statki?! — ze zdziwieniem spytała Asaro. W tym momencie jasny blask rozświetlił sterówkę okrętu, kiedy seria rakiet uderzyła w jeden z nowoprzybyłych lekkich krążowników. Wrak Arquintesa otoczony płomieniami zaczął dryfować niesiony siłą odrzutu, zmuszając stojące na jego drodze pozostałe jednostki do zmiany kursu.

Asaro w milczeniu przyglądała się obrazowi zniszczenia jaki rodził się na jej oczach. Wroga flota, choć mniejsza niż w poprzednich bitwach, dzielnie stawiała opór armii Republiki. Chmary myśliwców mieszały się ze sobą w morderczym tańcu a krążowniki tonęły w morzu pocisków.

— Jakie rozkazy pani generał? — spytał Tarkin.

— Nie przerywać ostrzału. Postarajcie się odsłonić dostęp do statku admirała Terrama. Zniszczenie go byłoby znacznym ułatwieniem w tej wojnie.

— Terianie dobrze go chronią. Obawiam się że Behemot leży poza naszym zasięgiem — odpowiedział mężczyzna, spoglądając na wyświetlane nad holostołem pole walki.

Asaro mruknęła gniewnie. Nie cieszyła jej ta informacja. Obecna bitwa i sukces ataku z zaskoczenia nie satysfakcjonowały jej potrzeby zemszczenia się na Adamie Terramie. W obecnej sytuacji zapomniała kompletnie o obowiązujących jej w Zakonie zasadach i całym sercem chciała w końcu pokazać szyderczemu dowódcy że i ona, niepozorna, niegdyś świętobliwa Jedi, też jest w stanie zadać poważne straty.

— Skierujcie okręty bliżej głównej walki. Zamkniemy wroga z dwóch stron. Proszę przekazać tę wiadomość do pozostałych statków.

— Dobrze, pani generał — mruknął Tarkin.

 

*

 

Wezuwiusz Kopen patrzył na wyświetlane, holograficzne pole bitwy. Jego gwardia obronna poniosła duże straty i nie była w stanie skutecznie przeciwstawiać się sile ognia teriańskich okrętów. Dodatkowo wspomagane przez żołnierzy republiki wojska również napotykały problemy w walce z przybyłymi na powierzchnię jednostkami wroga. Odgłosy trwającej pod murami miasta bitwy było słychać nawet tutaj – we wnętrzu siedziby gwardii księżyca Yaltin-6b.

— Nie będziemy w stanie ich zatrzymać — odezwał się jeden ze zgromadzonych przy stole mężczyzn. — Mamy zbyt mało sił.

— Czy wiemy kiedy przedrą się przez mury miasta? — spytał Wezuwiusz.

— Dzięki działom przeciwlotniczym Terianie nie są w stanie zapewnić swoim oddziałom wystarczającej osłony z powietrza. Dodatkowo nalot Republiki uziemił znaczną część z ich transportowców. Jeżeli podejmą próbę ratowania żołnierzy możliwe że zdecydują się wysłać w tym celu któryś z krążowników.

— Możemy się zatem spodziewać większej jednostki w naszej atmosferze?

— Póki co nie. Na orbicie panuje impas. Republika nie jest w stanie przełamać obrony a my nie jesteśmy w stanie powtrzymać wrogich żołnierzy. Istnieje szansa, że jeśli Terianie zajmą któreś z naszych miast zyskają kartę przetargową do wypędzenia Republiki z układu. Z tego co wiemy są w stanie bronić się jeszcze przez długi czas, pozwalający im na zajęcie potrzebnych lokacji.

Gubernator spojrzał na obraz pola bitwy i na niewielkie postacie niebieskich, holograficznych żołnierzy biegających nad blatem stołu.

— Czy jeśli zwiększymy nasze siły naziemne a wróg nie zdoła zdobyć cennych terenów możemy założyć że spróbuje ucieczki?

— Bez szans na powodzenie ataku naziemnego Terianie i Separatyści z pewnością porzucą plan zajęcia układu, nawet kosztem pozostawienia tu swoich ludzi.

— Dobrze, skontaktuję się w takim razie z generał Erhetią i zobaczę czy są w stanie udzielić nam wsparcia.

Wszyscy zebrani poczuli jak ziemia pod ich nogami zadrżała. W oknie widać było potężną kolumnę ognia wyrzucającą w górę ogromne ilości pyłu oraz gruzu. Obradujący musieli złapać się krawędzi stołu aby utrzymać się na nogach. Kamienne odłamki z impetem uderzyły w okno, rozbijając grubą szybę i wpuszczając do wnętrza sali szarawy proch.

— Co to do cholery było?! — wrzasnął Wezuwiusz.

— Najbliższe z dział przeciwlotniczych… — zanim mężczyzna skończył mówić kolejny strzał poruszył ziemią. Zebrani widzieli czerwony pocisk zmierzający w stronę powierzchni księżyca i uderzający w kolejną z rozstawionych dookoła stolicy konstrukcji obronnych.

— Skontaktować mnie z generał Erhetią! Natychmiast!

 

*

 

Asaro dumnie obserwowała jak jej Venatror ostrzeliwuje jednostki wroga. Próbowała zbliżyć się do krążownika dowodzenia przeciwnika, ten jednak rozpoznał zamiary Jedi i skutecznie odpierał ataki. Teriańska flota tonęła w deszczu kolorowych pocisków a chmary myśliwców ścierały się w walce próbując osłaniać większe okręty lub atakować odsłonięte części krążowników.

Ponownie błysk wypełnił sterówkę kiedy tym razem jedna z separatystycznych fregat eksplodowała od trafienia prosto w reaktor. Rozerwane szczątki statku wypełniły pole bitwy a metalowe fragmenty zaczęły uderzać o poszycia pobliskich jednostek. Asaro widziała jak kilka myśliwców, zarówno Republiki jak i Terian, rozbiło się o kosmiczny gruz, ginąc w kulach ognia.

— Zwiększyli ostrzał na nas — odezwał się Admirał Tarkin.

— Musieli już rozpoznać że nasze statki są znacznie bardziej osłabione niż te nowoprzybyłe — odpowiedziała Asaro i skierowała spojrzenie w stronę mrocznego Behemota. Wydawało jej się że jest w stanie wyczuć obecność Adama Terrama. Oczami wyobraźni widziała jak admirał wydaje polecenia swojej załodze i jak rzuca ukradkowe spojrzenia w stronę napierającego na niego Venatora.

— Admirale, proszę wziąć główny okręt Terian na cel — powiedziała po chwili milczenia Asaro.

— Jak już mówiłem, nadal jesteśmy poza zasięgiem — lekko znużonym głosem powiedział Tarkin. — Nawet rakiety ich nie dosięgną.

— Proszę zatem wystrzelić salwę w stronę najbliższego statku będącego w zasięgu. — Mężczyzna skinął głową i wydał odpowiednie polecenia.

— Asaro, co kombinujesz? — spytał stojący obok żołnierza Treeke. Jego mistrzyni jednak najwyraźniej nie zamierzała mu odpowiedzieć. Podeszła jedynie do okna i wlepiła zielone oczy w czarną sygnaturę statku. Kosmiczną pustkę przecięła seria rakiet wycelowana w pobliski lekki krążownik. Asaro skupiła się i uniosła rękę. Jedna z torped oderwała się od grupy zmieniając trajektorię. Treeke przyglądał się poczynaniom mistrzyni próbując zgadnąć jej zamiary. Samotna rakieta niesiona nieznaną siłą sprawnie unikała innych jednostek, manewrując płynnie między walczącymi statkami. Pocisk leciał wprost na okna mostku krążownika Behemot. Przez krótki moment Jedi poczuła uderzenie niepokoju które ogarnęło załogę zanim rakieta rozbiła się o tarcze energetyczną okrętu.

Asaro zaśmiała się gardłowo i oparła ręce na biodrach. Mroczny uśmiech rozświetlił jej twarz kiedy odwróciła się w stronę Padawana. Treeke nie wiedział co sądzić o zachowaniu mistrzyni. Mimo tego, iż sam pragnął w końcu użyć pełnej potęgi oferowanej przez moc to jednak nie opuszczało go uczucie, że jest wojownikiem pokoju a nie żołnierzem. Kiedy spojrzał w oczy szarowłosej nie zobaczył jednak sprawiedliwej strażniczki pokoju ale wojowniczkę gotową by pójść wrzucić się w wir walki.

— Czy trochę nie przesadzamy? — spytał uczeń.

— Ależ skądże! Terianie są właśnie spychani z dala od bezpiecznej przestrzeni pozwalającej im na wejście w nadprzestrzeń. Nie minie dużo czasu a ich generatory osłon upadną, pozostawiając wszystkich walczących w imieniu królestwa zamkniętych w metalowej puszce!

— Tak ale to nie…

— Pani generał, mamy wiadomości z księżyca — przerwał mu admirał Tarkin. — Część statków wroga przeprowadziło ostrzał na systemy obronne. Gubernator melduje że stracili wszystkie działa przeciwlotnicze. Ponadto mają zbyt mało ludzi żeby odeprzeć wroga.

— Niech walczą dalej. Trzymamy Terian zamkniętych na orbicie. Ich żołnierze mogą robić cokolwiek ale nie powstrzymają nas przed zniszczeniem wrogiej floty!

— To nie do końca prawda — Tarkin wyprostował sylwetkę i odszedł od holostołu zmierzając w stronę szarowłosej Jedi. Stanął tuż przed nią, przewyższając wojowniczkę o głowę.

— Jeżeli Terianie zdobędą któreś z miast albo samą stację paliwową, zyskają przewagę. Będą mogli od nas zażądać opuszczenia systemu poprzez zagrożenie zniszczeniem miasta lub mordem cywili.

Asaro przez ułamek sekundy miała ochotę zaprotestować, lecz kiedy przypomniała sobie do czego zdolny był Adam Terram zrozumiała że admirał mógł mieć rację.

— Co zatem pan sugeruje? — warknęła niezadowolona z informacji Asaro.

— Powinniśmy wysłać kogoś na powierzchnię. Część naszych ludzi mogłaby się przedostać i spróbować wesprzeć walczących na ziemi.

Jedi popatrzyła na hologram i przymrużyła oczy. W obecnej sytuacji udało im się zamknąć flotę wroga i przekierowanie części wojsk na powierzchnię mogło okazać się dla układu zbawienne.

— Dobrze, ja polecę — powiedziała szarowłosa. — Zabiorę wszystkich niepotrzebnych na statku żołnierzy i spróbujemy dostać się na powierzchnię planety.

— Przypilnuję floty wroga żeby nie zdobyła okazji żeby nam uciec — odpowiedział Tarkin. Asaro skinęła głową i uścisnęła rękę żołnierza.

— Niech moc będzie z wami — powiedziała.

 

*

 

Kapitan Talis Tancerville stał w centrum dowodzenia lekkiego krążownika. Gwałtownie pociągną za stery, zmuszając sporawą maszynę do wykonania ostrego zakrętu, tym samym unikając nadciągającego ostrzału. Jedynie część rakiet zdołała dosięgnąć osłon okrętu.

— Generatory na skraju wytrzymałości! — zakrzyknął ktoś z załogi.

— Przekierujcie moc na lewą burtę! Przygotować wyrzutnie rakiet i czekać na potwierdzenie celu. Skupić ogień na niszczycielu królestwa! — wykrzykiwał rozkazy Kapitan. Seria strzałów przeszła po dachu sterówki kiedy grupa myśliwców droidów przeleciała tuż nad krążownikiem.

— Dank farrik! — zawarczał kapitan. — Jasmin! Może trochę pomocy?

— Uspokój się Talis, nic się nie dzieje — odpowiedział głos kapitan Perné w komunikatorze. — Zostawili was. Wycofaj okręt i spróbuj zresetować generatory. Będziemy was ubezpieczać.

— Dziękuję.

Kapitan Tancerville złapał za stery i skierował jednostkę na tyły linii Republiki. Kiedy przelatywał obok drugiego z Arquintensów na krótki moment zobaczył skupioną na walce Jasmin Perné - młodą brunetkę od jakiegoś czasu szybko pnącą się po szczeblach kariery wojskowej. Musiał przyznać przed samym sobą że gdyby nie był żonaty z pewnością próbowałby swoich sił z wojowniczą pięknością.

— Kapitanie, wykryto nieokreślony wzrost energii na pokładzie przeciwnika.

— Szykują działa. Pełna moc osłon na rufę, zmniejszyć ciąg silników! — Talis nie mógł pozwolić by celny strzał przebił energetyczną barierę a działające w pełnej mocy silniki ułatwiły zadanie rozsadzenia statku.

— To jedna z Lanc królestwa! Wygląda na to że nie celują do nas…

— Nie do nas? To do kogo?!

— Szlag by to, straciliśmy osłony! — w komunikatorze Talis usłyszał głos Jasmin.

— O nie…

Statek wroga oddał potężny strzała a światło pędzącej przez kosmos energii na sekundę oślepiło całą załogę. Kiedy Talis ponownie otworzył oczy nie ujrzał już wspaniałego krążownika dowodzonego przez kapitan Jasmin Perné. Zamiast tego przed jego oczami pojawił się osmalony kadłub okrętu z całkowicie rozerwanym dziobem. Kosmiczny trup cały czas zmierzał w stronę wrogiej formacji bojowej a krążowniki Terian leniwie usuwały się z jego drogi. Mężczyzna jeszcze przez chwilę obserwował jak stalowa konstrukcja znika z jego pola widzenia, ginąc w odmętach kosmicznej batalii.

 

*

 

Gubernator spojrzał w niebo przez lornetkę. Na szarawym tle widać było rozbłyski towarzyszące wymianie strzałów przez potężne krążowniki. Przekierował spojrzenie na kamienne pustkowia znajdujące się przed miastem. Zamiast rzadko rozmieszczonych kęp powysychanych krzaków, niewielkich pokrytych mchem obszarów oraz miniaturowych lasków kosodrzewiny zobaczył ścierające się wojska. W powietrzu cały czas unosiły się drobinki pyłu powstałego w wyniku potężnych eksplozji, towarzyszących ostrzałowi przeprowadzonemu przez wroga.

Mężczyzna ponownie spojrzał w niebo. Tym razem udało mu się dostrzec coś więcej. Na szarym tle, coraz wyraźniej widać było chmarę zmierzających na powierzchnię księżyca kanonierek.

Odetchnął w duchu. Nadchodziło wsparcie Republiki.

Średnia ocena: 4.8  Głosów: 6

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (5)

  • Narrator 8 miesięcy temu
    Fajne! Uwielbiam fantastykę, ponieważ nie trzeba sobie łamać głowy kto pokrywa koszta za wszystkie te wojny, skąd biorą się ochotnicy idący na pewną śmierć, albo co się później dzieje z tymi okaleczonymi, bez rąk, nóg, oczu, czy jeszcze coś czują, a jeśli tak, to jak potworne musi być ich życie.

    „z lekką paniką spytał Treeke” — jak panika to nie może być lekka (wzajemna sprzeczność). Powinno być:
    „panicznym głosem spytał Treeke”
    albo coś w tym rodzaju.

    Daję pięć i pozdrawiam :)
  • Pontàrú 8 miesięcy temu
    Miło widzieć nowe twarze. Nie mogę się jednak do końca zgodzić z wypowiedzią odnoszącą się do fantastyki. Wydawało mi się że wiele powieści fantastycznych porusza problem okaleczonych na wojnie żołnierzy a także przekazuje skąd bierze się armia. W świecie Gwiezdnych Wojen wielokrotnie pokazywane było na przykład jak traktowane są klony czyli typowi żołnierze a w zasadzie pozbawieni obywatelstwa niewolnicy w służbie armii republiki.
    Co do paniki to też wydaje mi się że może być "lekka" panika. W końcu niektórzy będą biegać z przerażenia i krzyczeć a inni odczują jedynie nieprzyjemne uczucie niepokoju. Ja przynajmniej tak to widzę.
    Dzięki za odwiedziny i pozdrawiam :)
  • Vespera 8 miesięcy temu
    Jest taki cykl fantasy Cienie Pojętnych, on fajnie porusza te wszystkie kwestie, o których wspominasz, no i dużo militarnych space oper też dotyka tych tematów. Starsze książki high fantasy i autorzy bardziej współcześnie piszący w tym nurcie, jak na przykład Tad Williams, faktycznie się w to nie zagłębiają. Oba te nurty mają swój urok.
  • Pontàrú 8 miesięcy temu
    Vespera, dzięki za rekomendacje. Może będę musiał po coś sięgnąć :)
  • Vespera 8 miesięcy temu
    Pontàrú jak coś to jestem do usług, przeczytało się trochę tej fantastyki. Jakbyś poszukiwał np. czegoś podobnego do czegoś innego, to mogę być w stanie pomóc.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania