Nowy wróg część 12. Star Wars

Trójkątny kształt przemieszczał się z prędkością nadświetlną. Ponadszarpywane płyty poszycia odstawały na boki sprawiając wrażenie kolczastego, jednak bardzo zwiewnego pancerza. Uszkodzenia statku były duże i skrawki materiału okrywającego okręt drżały podczas gdy statek podróżował w odcięciu od świata normalnego, zamknięty w tunelu nadprzestrzennym. Niebieskobiałe, wirujące tło wdzierało się, do wnętrza powstrzymanego przez Terian Venatora „Niepowstrzymany”, przez okna, wloty hangarów i liczne wyrwy w zewnętrznym pancerzu.

Szarowłosa postać przyglądała się tańczącej plątaninie kolorów, widocznej z okna centrum dowodzenia statku. Skrzyżowane na piersi, pokaleczone w ostatnich bojach ręce powoli unosiły się i opadały w rytm spokojnego oddechu. Niebieskawe tło migotało w szkłach oczu wojowniczki, ukrywając niknący w nich blask. Błękitne refleksy, odbijanego od srebrnych rękojeści mieczy świetlnych światła, formowały nieregularne kształty na metalowej podłodze statku, połyskując dookoła wysokich, szarych butów.

Asaro przenikał ziąb - uczucie wewnętrznej pustki. Wraz z ostatnim wybuchem emocji uleciała cała jej wewnętrzna energia. Pielęgnowana od dawna nienawiść objawiła się w całej swej postaci i w ułamku sekundy stała się dla kobiety całym światem. Przez ten krótki okres czuła jakby mogła wszystko; nic nie stało jej na przeszkodzie. Nie mogła pogodzić się z faktem, że właśnie to uczucie uczyniło ją najsłabszą istotą we wszechświecie.

Jedi usłyszała zmierzające w jej stronę kroki. Zacisnęła pięści tylko po to by po raz wtóry uświadomić sobie, że przejawia kolejne oznaki bezsilności.

— Generał Erhetio? — Rozpoznała głos admirała Tarkina. Leniwie oderwała wzrok od wirujących kształtów i odwróciła się w stronę mężczyzny. Jej ruch był powolny a kiedy stanęła twarzą w twarz z żołnierzem uświadomiła sobie, że nie jest w stanie podnieść na niego wzroku. — Skontaktowałem się z Curuscant. W obecnej sytuacji zalecają nam przenieść się do jednego z układów znajdujących się tuż na obrzeżu terytorium Terian. Obecny stan floty uniemożliwia nam przeprowadzenie jakichkolwiek dalszych operacji. Brakuje nam zaopatrzenia oraz profesjonalnej naprawy uszkodzeń. — Asaro nie odezwała się ani słowem oraz w żaden sposób nie potwierdziła admirałowi, że przekazana informacja do niej dotarła, na co mężczyzna zareagował jedynie skromnym, pobłażliwym uśmiechem. — Sugerowałbym niezamieszkałą planetę w układzie Poporo. Znajduje się ona w ekosferze oraz atmosfera nadaje się do oddychania. W razie potrzeby będziemy mogli lądować i czekać na dalsze instrukcje. — Tym razem Asaro drgnęła. Spojrzała admirałowi w oczy i opuściła ręce wzdłuż tułowia.

— Dobrze, a więc układ Poporo.

Admirał skinął głową, odwrócił się i postąpił krok naprzód. Zatrzymał się jednak i przekrzywił głowę z powrotem w stronę Jedi.

— Z całym szacunkiem, nie chcę mieszać się w politykę Zakonu — zaczął a w jego głosie nie było niepewności — ale sugerowałbym porozmawiać z dowódcą Fadarem.

Po tych słowach odszedł od wojowniczki, kierując się w stronę holostołu. Asaro jeszcze chwilę podążała za nim wzrokiem by po chwili przerzucić spojrzenie na półokrągłe drzwi windy. Ponownie skrzyżowała ręce na piersi i odwróciła się w stronę okien. „Co admirał mógł wiedzieć o sprawach Jedi” myślała. „Przecież próbowałam rozmawiać z Treeke jednak bez skutku”. Przypomniała sobie jak ostatnio potraktował ją Padawan, kiedy to próbowała mu pomóc. Chłopak najwyraźniej tej pomocy nie chciał, więc czemu miałaby teraz z nim rozmawiać?

Znowu spojrzała w stronę drzwi, przy których tym razem stało dwóch techników, którzy właśnie skończyli przeglądanie uszkodzonych w sterówce komponentów. Białe diody nad wejściem zwiastowały nadejście dźwigu. Asaro przygryzała dolną wargę kiedy półokrągłe drzwi rozsunęły się wpuszczając rozmawiających mężczyzn do środka.

— Jak myślisz, ile jeszcze to wszystko potrwa? — spytał jeden pracownik drugiego.

— W takim stanie ten statek nie zniesie kolejnej większej bitwy. Moim zdaniem powinni nas niedługo wycofać… — urwał w pół zdania kiedy w wąskiej szparze między zasuwającymi się drzwiami pojawiły się czyjeś palce. Mechanizm zatrzymał się na chwilę, by następnie ponownie rozewrzeć wejście do ruchomego pomieszczenia. Obaj pracownicy natychmiast się wyprostowali, widząc kto w siada razem z nimi do windy.

— Pani genrał… — powiedział jeden i zatrzymał się nie mogąc wymyślić dalszego ciągu swojej wypowiedzi. Szarowłosa jednak nie odpowiedziała. Stanęła przed dwójką techników i odwróciła się do nich plecami. Drzwi dźwigu zamknęły się a winda zaczęła zmierzać ku niższym kondygnacjom.

 

*

 

Srebrny myśliwiec typu Eta-2 Actis stał na płycie lądowiska otoczony innymi jednostkami armii Republiki. Wewnątrz hangaru słychać było odgłosy napraw, dźwięki silników wózków serwisowych, szuranie grubych rur po podłodze oraz szum przelewanego do statków paliwa. Pomimo iż ostatnia bitwa była krótka i poniosła za sobą najmniejsze jak dotąd straty, pilotów i mechaników wciąż czekały prace konserwacyjne i naprawcze. Na polecenie admirała wszystkie jednostki miały być gotowe do następnego starcia tak szybko jak to możliwe i pomimo ogłoszenia wycofania się z terenu wojennego, można się było spodziewać rychłego powrotu do działań wojennych.

Przed srebrnym statkiem stał, otoczony przez przechodzących po płycie lądowiska mechaników i żołnierzy, Treeke. Jego brązowe oczy wlepione były w myśliwiec. Nie patrzył jednak na jednostkę w zwyczajny sposób. Wcześniej Eta była dla niego wspaniałym elementem Zakonnego życia a latanie nieoderwanie barwnym fragmentem szarej rzeczywistości. Ilekroć chłopak mógł znaleźć się w kokpicie czuł jakby nie było dla niego granic. Pędzenie z zawrotną szybkością po polu bitwy, ryzykowne manewry, gwałtowne operacje i ewolucje sprawiały, że czuł się szczęśliwy. Teraz jednak nie patrzył na maszynę w ten sposób. Zamiast tego widział narzędzie; broń – Srebrną Śmierć. Statek wyprodukowany przez firmy żerujące na wojnie i cierpieniu, jednostkę której jedynym celem było eliminowanie wroga. Kimże jednak jest statek bez pilota? Czy blaster bez dzierżącej go dłoni jest w stanie spełniać to do czego został stworzony? Czy narzędzie bez właściciela mogło samoistnie działać? Oczywiście, że nie. To on sam, wspaniały wojownik Zakonu Jedi nadawał temu narzędziu znaczenie i to on decydował do czego zostanie użyte.

Jego ręka powędrowała pod połę szaty i chwyciła za długą, czarną rękojeść miecza. Wyciągnięty spod peleryny obiekt doskonale dopasowywał się do uchwytu bruneta. Zielone ostrze zabłysło a szmaragdowe refleksy zamigotały na srebrnym poszyciu statku. Treeke wziął szeroki zamach i skierował rozpędzoną klingę prosto w narzędzie zniszczenia i powód jego własnego cierpienia. Nienawidził tego, co jeszcze przed chwilą tak bardzo kochał. Z jego piersi wydobył się wrzask kiedy zielona klinga zbliżała się do myśliwca.

Nagle niewidzialna siła zatrzymała seledynowe ostrze tuż przed samym poszyciem maszyny. Treeke warknął gniewnie, próbując pokonać nieznaną siłę i z całej siły naciskał na czarną rękojeść miecza. Niespodziewanie silne szarpnięcie wyrwało mu broń z ręki a podłużny kształt poszybował przez hangar z ogromną prędkością, zatrzymując się w końcu w pewnym uścisku wychodzącej z windy kobiety.

— Natychmiast oddaj mój miecz! — warknął Treeke kiedy jego mistrzyni powolnym krokiem zaczęła zbliżać się w jego stronę. — Oddaj mój miecz — warknął ponownie.

— Tylko po to byś zniszczył własność armii Republiki? — spytała Asaro nadając głosowi nieco cynicznej barwy.

— Nienawidzę tego statku! Nienawidzę tej wojny!

— Zniszczenie myśliwca ci nie pomoże…

— Nie obchodzi mnie to! — głos chłopaka się załamał. Asaro bała się przyznać ale jeszcze nigdy nie widziała swojego ucznia w tak okropnym stanie.

— Treeke, proszę cię, porozmawiajmy…

— Nie chcę teraz rozmawiać!

— Nie możesz pielęgnować w sobie tej złości…

— Nie pielęgnuję jej! — przerywał każde zdanie kobiety chłopak.

— Skąd się bierze zatem ta nienawiść — Asaro poczuła jak i jej głos zaczyna przybierać coraz bardziej emocjonalny ton. Nie mogła jednak dać się ponieść. Musiała pomóc swojemu uczniowi.

— Mówiłem już! Nienawidzę tego statku, tej wojny i… — przerwał niespodziewanie.

— I samego siebie — dokończyła za niego mistrzyni.

Treeke momentalnie spochmurniał. Asaro trafiła dokładnie w to, co chciał powiedzieć. W głębi duszy doskonale wiedział, że mentorka stara się mu pomóc.

— Proszę cię, porozmawiajmy. — Szarowłosa stanęła przy swoim uczniu. — Doskonale rozumiem co cię trapi i nie chcę zostawić cię samego… znowu — dodała po chwili. Brunet spojrzał jej w oczy spokojniejszym już wzrokiem. Wojowniczka wyciągnęła w jego stronę rękę a Treeke odebrał swoją broń i ponownie przymocował ją do uchwytu przy pasku spodni. — W obecnej chwili wycofujemy się z terenu wojennego. Czekamy na decyzję Republiki co dalej robić. Możliwe że będziemy wycofywać się z wojny kompletnie — starała się dodać uczniowi otuchy choć sama nie do końca wierzyła w te słowa.

— Ja… ja przepraszam… Po prostu ten admirał…

— Absolutnie rozumiem. Nie możemy jednak dać się wciągać w jego sztuczki. Zauważ że w tym przypadku mamy do czynienia z wojną totalną. Walczymy nie tylko na polu bitwy ale i na polu psychiki i o ile na jakość dostępnego sprzętu i na zaopatrzenie nie mamy większego wpływu tak bez przeszkód możemy wpływać na zasoby naszego umysłu. Musimy pokazać, że nie poddajemy się na żadnym froncie.

Chłopak spojrzał na Asaro i się uśmiechnął. Szarowłosa poczuła że jej słowa faktycznie trafiają do ucznia i cieszyła się, że jest mu w końcu w stanie pomóc. Odwzajemniła uśmiech kiedy zobaczyła jak wyraz twarzy Padawana się zmienia. Ponownie zobaczyła towarzyszącą mu złość. Niespodziewanie Treeke postąpił krok do tyłu odsuwając się od kobiety jak oparzony.

— Zaraz, dlaczego mam w to wierzyć?

— O czym ty mówisz? — spytała zdezorientowana Asaro.

— Mówisz o odporności psychicznej i o wewnętrznej walce podczas gdy sama nie potrafiłaś oprzeć się towarzyszącym ci emocjom? Dlaczego mam wierzyć w to co powiedziałaś i dlaczego w ogóle mam zaufać komuś kto własną postawą nie pokazuje przywiązania do tego co mówi? — Słowa ucznia przebijały serce szarowłosej. — To ty zaczęłaś dusić admirała Terrama pod wpływem własnych emocji!

— Treeke, posłuchaj…

— Nie mam zamiaru! A na pewno nie ciebie!

Asaro ponownie poczuła gotujące się w niej uczucia. Uderzała ją buta własnego ucznia. Krew wrzała a kierowane złością myśli kazały łapać za miecze. Całe jej ciało krzyczało i wzywało do odpowiedzi na nieodpowiednie zachowanie ucznia.

Szarowłosa głośno westchnęła.

— Masz rację — odezwała się cicho.

— Co? — spytał wyraźnie zbity z tropu jednak wciąż buzujący ze złości Treeke.

— Zgadzam się z tym co powiedziałeś. Jaki w końcu masz ze mnie przykład? Sama dałam się wciągnąć w tę grę i teraz udaję że potrafię ci pomóc.

— Asaro, ja… to nie tak — Treeke wyczuł towarzyszącą mentorce złość. Dlaczego tym razem się jej nie poddała? Czyżby jednak się pomylił? Czyżby pochopnie osądził swoją mistrzynię? Momentalnie poczuł się okropnie. Odrzucił dobrowolnie wyciągniętą w jego stronę rękę. Mało tego, nie tylko odtrącił ale i przypalił rozgrzanym kawałkiem stali. Jak może oczekiwać pomocy, kiedy sam nie jest w stanie nad sobą zapanować. Ten krótki moment kiedy jego mistrzyni okiełznała emocje, stał się dla niego czymś co przebiło ścianę beznadziei i zatracenia.

— Dobrze więc… — powiedziała cicho Asaro. — Jak będziesz mnie potrzebował to wiesz gdzie mnie znaleźć.

Powoli odwróciła się od ucznia i zaczęła zmierzać w stronę wyjścia z hangaru. Tym razem to Treeke nie wiedział jak ją zatrzymać. Stał w milczeniu obserwując jak kobieta znika pomiędzy przechodzącymi żołnierzami by w końcu zniknąć za metalowymi drzwiami.

Padawan ponownie spojrzał na swój statek. Jego twarz wygięła się w zdegustowaniu kiedy maszyna przywołała wspomnienia sprzed ostatniej bitwy oraz niedawno odbytą rozmowę z admirałem Adamem Terramem. Chłopak głośno westchnął i usiadł na srebrnym skrzydle. Rozejrzał się po burzliwym hangarze, obserwując trwające w nim prace. Gdzieś w oddali zobaczył żywo gestykulującego Lifteda i stojącego obok niego Shada, który bawił się swoim nożem, obracając wibroostrze pomiędzy palcami. Przez chwilę zastanawiał się czy nie podejść do towarzyszy jednak ostatecznie odrzucił pomysł. Potrzebował chwilę odpocząć i w samotności przemyśleć co robić w obecnej sytuacji. Musiał przyznać, że już dawno nie czuł się tak zagubiony.

Średnia ocena: 4.7  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (2)

  • Hello there... :D
    Znowu dostajemy fragment, w którym Asaro powoli, ale skutecznie ulega Ciemnej Stronie Mocy. Podoba mi się rozwój tej postaci i chętnie się przekonam czy ulegnie... czy nie... Kłótnia z Treeke'iem? Również zajebista. Wygląda na to, że Padawan również ma "swoje za uszami", że się tak wyrażę. Niby się uspokoili na końcu, ale jednak to ich starcie mogło się skończyć znacznie gorzej. Czas pokaże jak dalej potoczą się ich perypetie. Po raz kolejny świetne opisy pozwalające wczuć się w świat Star Wars. Mogę zrobić tylko jedno: dać 5.

    Pozdrawiam ciepło :)
  • Pontàrú rok temu
    Dzięki za odwiedziny. Ostatnio mam trochę zgon na opowi hehe... Pracuję i formatuję "starego przyjaciela" i to zabiera mi masę czasu. Myślę że wrócę dopiero po świętach a najgorzej to pod koniec styczni :( ...

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania