Poprzednie części: Terapia grupowa część 1
Terapia grupowa część 6
Historia Matyldy (z serii Za kulisami)
Za oknem rozpadał się deszcz. Sprawił, że w ciszy jaka zapanowała w pokoju, słychać było uderzenia pojedynczych kropel stukających o parapet, a przejeżdżające samochody dołożyły szeleszczący akompaniament.
Całość w Zeszycie piątym mojej książki Opowiadania z zakładką :)
Komentarze (18)
"I faktycznie nie trwało to długo, ale mówię tylko o mieszkaniu katem." - kątem
"Po dwóch tygodniach ktoś polecił mamie maleńką dziuple na Kopernika." - dziuplę?
A dalej. Wow. Ale historia. Popłynąłem.
W ogóle, to śniło mi się dziś (ostatnio śnią mi się opowijskie klimaty), że trzeba było się chować w jakiejś piwnicy. A Ty mówiłaś, żeby ściany i drzwi ochlapywać cementem, to wtedy będzie wyglądała na uzywaną/starą i ten co szuka, nie znajdzie. I chowalem się oraz kielnią po sobie rozrzucałem bród.
Noo, taka dygresja, ale kurde... Tu też była jakby piwniczka.
Ciekawe.
Brawo K.K.
Błędy już skoryguję po pracy, dzięki
Czytałam od końca i dotarłam tutaj i powiem Ci, że to jest wielka pochwała, usłyszeć, że tekst gdzieś tak utkwił w podświadomości, że coś się o nim śniło. Kurde, wzruszyłeś mnie :)
Dziękuję i pozdrawiam :)
poprawione, dziękuję :)
KarolaKorman, noo, kurde... Było jak mówię, K. K. Ostatnio to już drugi przypadek taki u mnie.
KarolaKorman, kłaniam się.
Canulas, miłego dnia, muszę lecieć, do wieczora :)
Wzruszające do głębi. Lubię historie opowiedziane prostymi słowami. Takie najbardziej łapią za serce. Tylko gdzie opieka społeczna była? Bo Matylda była chyba nie pełnoletnia? Czy coś przegapiłam?---- 5
Tak, Matylda właśnie skończyła szesnaście lat i pełnoletnia nie jest, ale nie dopuszczała do siebie nikogo, nikomu nie otwierała, zamknęła się we własnym świecie.
Pytaj o wszystko, będę odpowiadać na każde pytanie.
Dziękuję, że dalej czytasz i komentujesz.
Pozdrawiam :)
KarolaKorman ok ok. Tak tylko się zastanawiałam. Porywasz swoim pisaniem. :)
„– Wtedy zaproponował mi pracę w barze, na kuchni – odparła, ślimtając. „ - co to jest ślimatajac ? Czy to jakaś literówka, czy jakies słowo z żargonu ?
No dobra przeczytałem. I powiem działo się, mimo że akcja płynęła dość smętnie ( to nie zarzut), jednak jej nurt, zwierzenia Matyldy porywają czytającego i chce czy nie chce, musi w pewnym momencie zacząć patrzeć oczami tej dziewczyny.
Pomijając jej trudne losy, które trzepią uczuciami, że te padają jak przejrzałe owoce, rozbijając sie o twardą glebę niemocy, to pocieszający jest fakt, że Matylda wciąż jest tak pozytywnie nastawiona do świata.
Wiesz, że to moje pierwsze tego typu opowiadanie, które czytając dobrnąłem tak daleko?
Zawsze zniechęcało mnie w takich historiach takie jednobiegunowe nastawienie, ma być zle, trzeba tylko płakać, a tu jest „ ta woda” wymieszana gorąca z zimną w taki sposób, że czasem czuje sie, uderzenia ciepła, czasem zimna i nigdy nie jest letnio. Takie wannowe porównanie przyszło mi do głowy, bo tez lubie byczyć sie długo w wodzie, jak Matylda, dla relaksu, dla rozpuszczenia stresów i zmęczenia.
Dłuższa chyba, ale i najciekawsza cześć tej serii.
Pozdrawiam
,,ślimtać
strona główna Śląsko Godka ślimtać
ślimtać - płakać, ślinić'' - Ja nie ze śląska, ale blisko i tak mi się napisało, a skoro już mi się napisało, to wyjaśniam
Powiem Ci, Maurycy, że mnie pocieszyłeś komentarzem. Ta część była tą, którą obawiałam się wstawiać, że zanudzi czytelnika. Zwłaszcza, że końcówka sugeruje, że to nie koniec jej opowieści. Cieszę się, że tak udało mi się Cię przekonać do tej młodej dziewczyny, byś ją przeczytał i pochwalił, a nie marudził. Dziękuję :)
Pozdrawiam serdecznie :)
Oki Karola tera wiem co to” ślimtac „ choć nie wiem, to już zostawię Twojej ocenie, czy takie słowo powinno być użyte w narracji? Jest takie słowo w polskim słowniku? Moim zdaniem nie, ja sie tam zatrzymałem na dobre kilka minut, próbując je rozszyfrować, a takich mi podobnych może być wiecej. Nie łudzę sie już, że jestem wyjątkowy :)
No to teraz byłem trochę upierdliwie życzliwy :) Rozważ jeszcze to.
A o opowiadanie, jeśli dalsze części są tak napisane nie musisz sie martwić, bo jest super git! Nie nudzi to najważniejsze.
Maurycy, masz rację, nie powinno być takiego słowa w narracji. Już to zmieniam, dziękuję :)
Smutne zwierzenia Matyldy. Takie bieguny przyciągają się i pewnie dlatego przyjaźnią się. Tak poza Matylda miała charakter, po śmierci mamy potrafiła stawić się właścicielowi.
Mówią, że takie szybkie wejście w dorosłość wzmacnia, albo idzie w inną stronę. Matylda mimo trudności radziła sobie.
Pozdrawiam serdecznie
To prawda. Nie mając wyboru, musi młody człowiek przeskoczyć pewien etap i radzić sobie na własną rękę. Staje się dorosłym, czy tego chce, czy nie.
Dziękuję, pasjo. Pozdrawiam :)
Problemy z sobą nie biorą się z próżni.
Pozdrawiam i kolejną część zostawiam na wieczór.
„Za oknem rozpadał się deszcz. Sprawił, że w ciszy jaka zapanowała w pokoju, słychać było uderzenia pojedynczych kropel stukających o parapet, a przejeżdżające samochody dołożyły szeleszczący akompaniament” – najpierw tworzysz tło, bardzo ładnie, uwielbiam dźwięk kropel na parapecie :)
„a tata rozśmieszał i mówił wtedy, że śmieję się tak szeroko, że mogłabym szparagi jeść w poprzek” :))
„Mówiła, że świat też jest wielki i trzeba na nim żyć. Bym stworzyła sobie własną enklawę, w której będę się dobrze czuła i ignorowała innych, ale im nie dokuczała. Tak też zrobiłam. Byłam enklawą i nie dopuszczałam do siebie nikogo. Wracając do domu czułam się, jakbym wypuszczała zbierane przez cały dzień powietrze” – tu się zatrzymałam, bo bardzo ładnie ujęte, ale cała opowieść czyta się niezwykle przyjemnie, taka spokojna narracja, a kawał życia opowiedziany w ujmujący sposób
„Twierdziła, że kobiety stroją się nie dla facetów, ale po to, żeby wkurzyć koleżanki” – haha, coś w tym jest ;)
„Była zadowolona ze swojego wyglądu. Z tej radości dała mi pięć dych i pożyczyła dobrej zabawy” – szczęśliwi ludzi są hojniejsi, to podobno zostało udowodnione ;D
„nie piła niczego, nad czym nie miałam kontroli choćby przez moment” – słyszałam tę radę pierdyliard razy w życiu i faktycznie bałam się prochów w piciu gdziekolwiek nie poszłam
„Byłam zdziwiona, kiedy usłyszałam męski głos, a jeszcze bardziej, jak powiedział mi, że dzwoni na ostatni wybierany numer i chce powiedzieć, że właścicielka telefonu wpadła pod samochód” – o Boże! Karolcia! Tak spokojnie gaworzysz a tu nagle jeb miedzy oczy, zaskoczonam.
Matko Kochana, umarła ta kobita :(((
„Czasem leżałam na boku, jak w łóżku, a czasem na wznak. Zanurzałam się tak, żeby uszy mieć pod wodą i nasłuchiwałam stłumionego (.....) Na koniec rozmowy podszedł do mnie, zagarnął mi włosy za ucho i stwierdził, że jakoś się dogadamy” – cały ten fragment, jej samotność po śmierci matki, cała ta sytuacji i to jak ją przedstawiłaś łapie za serce bardzo mocno. A potem ten facet i ona taka sama na świecie, ehhh... Kolega od frytek mógłby przyjść :( Moze i był, ale nie otwierała. Ehhh....
„ Usiadła na skrzynce, zakasała spódnicę i obieraczką w kształcie litery Y zaczęła robić sobie pedicure. Patrzyłam spod grzywki, jak wióry pożółkłej skóry spadają na podłogę, fruną na półkę z sałatą albo wpadają do wiadra z obranymi przeze mnie ziemniakami. Już wtedy wiedziałam, że nic tam nie zjem” – zwymiotuje... :D O fuuuuuuuuuj.
„– Posłuchaj kiedyś ,,Billie Joen’’ Jacksona” – o Boże, ja też pisałam o tej piosence w Cmyku!, haha!
Karolcia, nie wyciagałam fragmentów więcej, bo zaczytalam się po same uszy. Wspaniała historia, tak bardzo mi szkoda tej dziewczynki :(
Duże pięć gwiazd wciskam i przesyłam pozdrowienia :)
Ritho, i tutaj pięknie dziękuję za poświęcony czas i refleksje
Cieszę się bardzo, że dalej czytasz
Zostawiaj komentarze, bo ciekawa jestem Twojego zdania :)
Pozdrawiam :)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania