Upadły Anioł - Rozdział 13

Spodziewałem się pułapki, walki w deszczu, hektolitrów przelanej przeze mnie krwi, omdleniu po ciężkiej walce, a tu... Dźwięk palącego się kominka, w tle przygrywała " W grocie Króla Gór", chyba jedynego znanego mi utworu z tego gatunku muzycznego. Dookoła na kamiennych ścianach wisiały podobizny tego czegoś, odzianego w różne stroje, rozpoznałem szkocki kilt, na innym odzienie dawnych sędziów z przesadzonymi perukami i tak dalej. Nie potrafiłem, zliczyć ile tego wisiało i jak daleko sięgała grota.

— Musisz wybaczyć, mi drogi przyjacielu... — Nie wiedziałem, kiedy przyszedł i ską. — Tak cię będę nazywać, to całe panowanie, bywa uciążliwe w dłuższej dyskusji, Wybacz ten mały, aczkolwiek przesadzony podstęp. — Monstrum zdjęło płaszcz i w spokoju zajęło miejsce na wygodnym, skórzanym fotelu. — W twoim wzroku widzę jedno słowo, które na pewno ciśnie się do twej czaszki. Potwór, poczwara, "to coś". Ale czym jest ta potworność? Kim jest naprawdę potwór? To osoba, która wzbudza strach swoim wyglądem? Czyż więc stara kobieta z ogromnymi pryszczami może być potworem, mimo dobrotliwego charakteru? Czy młoda dziewczyna po wypadku bywa poczwarom? Czy może jest nim seryjny morderca dzieci albo wielokrotny gwałciciel? Cóż wpływa na taki osąd? Wygląd? Czyny? Jedno i drugie? Niejako nazywając potworem pokrzywdzoną przez los dziewczynę, stawiacie ją na równi z naprawdę szalonymi przestępcami... Ach wybacz, rozmyślania same cisną się na usta. Me miano... Przepraszam, ten zwrot już dawno wyszedł z użycia, moje imię to Thirío i mimo wyglądu nie mam nic wspólnego z pogańskimi stworami, lubujących się w ludzkich ofiarach. Może i nie wyglądam, ale jestem uczniem najlepszego oraz najmniej kulturalnego anielskiego kowala. — Chwycił za stojący dzbanek z parującą cieczą, po czym nalał ją do dwóch, zdobionych filiżanek. — Ach napój bogów... Nie żadne gazowane ścieki, nie parujące błoto zwane kawą, a herbata. Ta akurat pochodzi z pewnego kraju, gdzie nawet mają specjalną ceremonię, trwającą kilka godzin. Zapraszam, nie krępuj się. Mistrz zdążył wyjaśnić mi wszelkie zawiłości twojego problemu, choć wyjaśnił, jest tu zbyt wielką przesadą. Użył jednego zdania napisanego w runach i to na gnomie... Nawet nie papieru, tylko czapki mikrusa... Przepocona, ubrudzona... Eh... — Pokręcił głową i napił się herbaty. — Przejdźmy jednak do sedna, skoro uprzejmości mamy za sobą. Zrobienie artefaktu może okazać się długotrwałym procesem...

— Jan mówił, że nie będzie z tym problemu. — Usiadłem powoli na drugim fotelu, oczekując pułapki.

— Nie nazwałbym tego problemem... W porównaniu do innych kowali, anielska sztuka tworzenia oparta jest na tej boskiej. Mówiąc kolokwialnie, to sztuka zrobienia czegoś z niczego. — Z gracją odstawił filiżankę i splótłszy dłonie, spojrzał na mnie. — Kluczem nie jest materiał ani proces obróbki, to energia, a właściwie jej kategoria, rzutują na cały proces. Stworzenie artefaktu wymaga pozytywnej many i nie mam tu na myśli rozumowania w stylu dzieci kwiatów. Są trzy zabarwienia, jak ja to nazywam. Pozytywne, neutralne i negatywne. Mówiąc prościej: anielska, demoniczna i czysta. Jak sam możesz zauważyć nie każde stworzenie, czy też istota zbiera tak samo manę. Istoty cienia nie "trawią" świętej mocy, ponieważ ich to zabiję, a te po stronie skrzydlatych przez pobieranie mrocznej upadają, zmieniając się na zawsze. Neutralną za to mają wszyscy, nawet ludzie, choć z niej nie mogą skorzystać, przynajmniej większość. Po samym moim wyglądzie można orzec, że należę do grona tych z cieni, tak jakby wszelkie brzydkie rzeczy były złe... Jest to bardzo duża generalizacja, ale na wzgląd braku czasu, zostawmy to. A przecież, zapomniałem o najważniejszej sprawie... Powiedz mi, czy istnieją stworzenia, które nie potrzebowały tak zwanego skuszenia, by być po złej stronie? '

— Czy to ważne? Nie sądzę, by był czas na takie rozmowy... — W każdej chwili mogłem stać się świrem, z ledwością nawet teraz powstrzymywałem ilość głosów, w większości błagań i pojękiwań, a ten dziwoląg chce rozmawiać o filozofii.

— Zapewniam, że tak.

— Nie wiem, chciałbym zaprzeczyć, Widziałem tylko upadłe dusze pod postaciami wampirów, wilkołaków i innych podobnych. Jednak sam aktualnie jestem w stanie, którego nie potrafię pojąć. Byłbym głupcem, gdybym opierał się tylko na tym, co ja wiem. Może i mam ciało po części człowiecze, ale nie jestem idiotą, jak oni, myśląc, że są panami świata. Wszystkich prawd nie da się odgadnąć, nawet z nieprzeciętnym intelektem, czy rozumem.

— Wyśmienita odpowiedź — Zaśmiał się, klekocząc głośno. — No cóż, przyjacielu, przeszedłeś moje małe próby.

— Próby? — Tym razem ja spojrzałem na niego badawczo.

— Wśród mroków tego świata masz niezbyt dobrą opinię, archaniele Urielu. Nazywają cię Siewcą Śmierci, aniołem czarnej kosy. Kimś, kto rzuca się na oślep pomiędzy zastępy wrogów. Zarozumiały, próżny i pełen narcyzmu.— Wstał powoli z fotelu i zaczął obserwować tańczący ogień w kominku. — Gdy usłyszałem komu, mam pomagać, napełniłem się obawą i zwątpieniem. Dlaczego miałbym pomagać tępemu neandertalczykowi z manią wielkości i niepohamowanym ego? Widać to, co mówią o danej osobie, nie zawsze bywa prawdą, cudowne rozczarowanie. Wrócę jednak do poprzedniego zagadnienia, jak zwykle idę dalej, rozszerzając rozmowę o kolejne wątki. Musisz mi, przyjacielu przerywać inaczej świat zdąży się zmienić tak, że go nie poznamy. Więc tak jak anioły rodzą się pełne światła, tak istnieją istoty mroku i cienia, powstające w sposób normalny, przeważnie w czasie prokreacji. Bliżej im do typowych zwierząt, bestii, opierających się na prymitywnych instynktach. jednak pośród nich są również wyjątki. Kreatury budzące lęk, przerażenie, nawet wśród swoich pobratymców. Nie wiadomo, jak, nie wiadomo, gdzie. Wyłoniły się znikąd. Zdolne do szybkiej adaptacji, z możliwością ewolucji do istot rozumnych. Takim czymś jestem ja. Brak rodziców, brak opiekunów, wątpię też, czy Bóg miał z tym coś wspólnego. To długa historia pełna okrucieństwa i hektolitrów krwi demonów i innych mieszkańców piekła. Na całe szczęście nie trafiłem na ludzi, jednak wiele mrocznych istot odesłałem w chwilowy niebyt. Wraz z rozumną ewolucją odkryłem przyswajalność wszelkiej magii. Nie musiałem bać się świętej ziemi, cytaty z Biblii też mi wiele nie robiło. Pewien ksiądz najadł się wtedy wiele strachu, choć miał szczęście, że tylko tego. Po co ci to mówię? Otóż to proste. — Odwrócił głowę w stronę swojego obrazu i westchnął głośno. — Jeśli mamy współpracować, wole powiedzieć ci prawdę. Zrobisz z tym, co zechcesz. Dżentelmen ma swój honor. Ta opowieść ma też inny cel. Mogę władać świętą magią, lecz ciało je magazynuje tylko kilka dni, stąd muszę zgromadzić ją od nowa. Przeważnie używam neutralnej albo mrocznej, więc nie mam jej prawie w ogóle.

— Ile?

— Około tygodnia, może więcej.

Nie odpowiedziałem mu, doznałem lekkiego rozczarowania. Jan mówił o szybkiej i prostej sprawie, nie zapowiadało się na to. Pożegnałem nowego "przyjaciela" i opuściłem jaskinie. Na zewnątrz okazało się, że nie byłem daleko od miasta. Stwór musiał posiadać naprawdę rozległą wiedzę w dziedzinie magii, że zdołał wznieść taką barierę. Jak zwykle dostałem szybką nadzieję, tylko po to, by znowu wrócić na dół. Nagły ból zaczął rozsadzać mi głowę, niemal słyszałem powracający śmiech. Musiałem odpocząć, trzeba będzie znaleźć pokój. Zacząłem schodzić powoli w dół góry.

Następne częściUpadły Anioł - Rozdział 14

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania