Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

ZABIERACZ: KSIĘGA DRUGA. PROLOG

ZABIERACZ: KSIĘGA DRUGA.

 

PROLOG

 

Nie każdy jest oczekiwanym. Dotyczy to przecież ich wszystkich, ponieważ: są tylko sobą, istniejąc jednoznacznie: będąc znanymi jako powroty. Zarówno kolejne, jak i w pierwszej linii, powinny przecież cieszyć. Kiedy jednak staje się to bezpodstawnym: jak powyżej... wcale nie musi dotyczyć przerażenia.

 

Tomek ich nienawidził. Nie dlatego, że bezpodstawnie odwracając jego uwagę, skupiały ją na rzeczywistości: niemo tkwiącej wokół niego, jakby oczekując, iż zostanie zauważona, aby ją docenić. Było tak dlatego, iż życie zwyczajnych oprychów, sprawiało wrażenie otwarcia wrót piekieł, dając im ku temu sposobność, aby pałętać się po jego rewirze, siejąc wokół nikczemność ich własnych postępowań. Dlatego uznał, że jest zwyczajnie wkurwiony. Nie tyle widokiem równo ułożonej zawartości kartonowej teczki, co znaczącą ją treścią. Opatrzona w przesiąknięty stęchlizną zapach kartonu, wydawała mu się bardziej przesiąknięta papierosowym dymem, niż papier w jej wnętrzu atramentem. Niezbyt opasła, pożółkła, Policyjna teka: zawierająca zaledwie kilkanaście kartek. Nic ponadto. A mimo wszystko, sam Komendant wręczył mu ją z takim entuzjazmem, jakby w ten sposób chciał odcisnąć rewers jego odznaki, przez klatkę piersiową, na plecach: uznając to za priorytetowo ważne. W myślach dziękując Najwyższemu, że z powodu jego niewygasłego pracoholizmu, jego służbowa broń, jak na ironię: raczyła samoistnie nie wypalić, postanowił przyjąć dyspozycję, stanowczym spojrzeniem oddelegowującą go w stronę drzwi gabinetu. Nie pozostało mu nic więcej, jak tylko słuchać niosącego się po obszernym holu kroków, niosących go do miejsca, stanowiącego epicentrum jego działania. Było nim jego służbowe, zadbane jak własne, biurko.

 

Krystaliczna czerń, gościła w oknach gabinetu, pomimo starczego blasku sfatygowanej jak całe wyposażenie, lampki. Bezwiednie siorbiąc obrzydliwie zimną, zasadniczo dostatecznie mocną, aby wprawić w taneczny krok zwłoki na prosektoryjnym stole, kawę. Robił to już machinalnie. Czytał, obracał, odkładał, brał następną. Co więcej? Chciał właściwie ustalić, zaczytany w dokumentacji. Pięć zaginięć, ta sama data, miejscowość, możliwy czas nastąpienia... niby, to jakoś " dziwne ", jednak: kiedy jest się zwyczajnym Policjantem, takim zwykłym Śledczym Wydziału Kryminalnego, to, co Człowieka szokuje, innych: napawa zdumieniem. Widniało ono w zeznaniach świadków, potwierdzających powrót jednej z zaginionych do domu: o poranku, następnego dnia, jakby cała misterna tajemniczość całego zajścia, postanowiła się na nią obrazić, zbywając swoją obecnością. Uznał ją za szablonową, podnosząc zmrożony przemijaniem jego dobrowolnych nadgodzin, kubek. Przełykając kolejny łyk parszywego trunku, uznał, że wzrok odmawia mu posłuszeństwa, niczym piasek zapomnianej plaży, zmywany kolejnymi falami. Stuk fajansowego kubka o drewno blatu biurka, zdawał się anonsować niniejszy akapit, który jak obszerny, stanowił coś, czemu każdy gliniarz nie pozostaje obojętny: uzyskując punkt zaczepienia, dający mu możliwość prowadzenia sprawy, niczym niesienia blasku naftowej lampy, pośród labiryntu błędnej ciemności. Tego właśnie chciał dokonać, usiłując go zrozumieć.

 

Okłamała wszystkich. Rodziców, jak zwykle robiących z niej ofiarę podłej codzienności. Lekarzy, wiedzących lepiej od niej, że nie jest możliwym, jakby dlatego, że pokazują kurczowo na podświetlony tablicową lampą negatyw. Policję tylko dlatego, że sami ją spytali. Zwyczajnie: czegokolwiek nie wie, a jak to się stało?: poprostu także. Nie musiała. Dlatego, sumienie nakazało jej wyznanie prawdy, w którą i tak mogli nie wierzyć. Zwłaszcza słysząc, że kiedy wróciła do domu: już dokładnie tak było. Co ponadto?.. Zasadniczo: mogli znaleźć wiele ciekawych eksponatów, drwiących oczywistością. Którykolwiek ze zwierzaków, nie gustuje przecież w wyjadaniu metalowych rupieci, z ogniskowego popiołu. Co ją zatem z tym łączy?: zeznała, że nic. Doskonale wiedząc, że nie mogą operować jej ręki, uznanej przez lekarzy za sprawną, pomimo, jak widnieje w szpitalnym wypisie: " operowanej w sposób prymitywny ", celem pozyskania materiału porównawczego. Leżąc obecnie w ciemnościach, chciała jedynie, aby mrok pozwolił wszystkim o tym zapomnieć, jak o niej samej: stającej się nieprzeniknioną czernią, wykraczającą poza granice pojmowania ich świadomości.

 

Chcieliby chyba, aby dźwięk dzwonka, odwiecznie tkwiącego na ścianie wokół drzwi wejściowych, pozwolił im zaznać spokoju. Jako trzy, zupełnie nie związane ze sobą rodziny, mieli przecież do tego zupełne prawo. A jedynym, co im przeczyło, uzasadnione niewiedzą, było brutalne widnienie realizmu, spowijające fakt, iż każda z ich córek: kiedykolwiek już nie wróci. Może, tak jest dla nich lepiej, ponieważ: gdyby o tym wiedzieli, zapewne, nie miałby kto ich oczekiwać...

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania