Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

ZABIERACZ. PROLOG ( opowiadanie gore )

ZABIERACZ

 

PROLOG

 

Większość, zupełnie zwyczajnych ludzi, nie wyobraża sobie, że zostaną pozbawieni czegokolwiek: zwłaszcza wówczas, gdy uznają to za własność przynależną im, z przyczyn, których, najczęściej:.. sami nie są w stanie jasno, jednoznacznie sprecyzować. Co jednak wstrząśnie ich osobowościami, w stopniu umożliwiającym im pojęcie, że nie wszystko uważane przez nich samych, za ich samych siebie: zawsze, a przynajmniej: stanowiąc jednolitą całość... należy do nich?..

 

Ile z mrocznych, wiejskich wieczorów, można nazwać dostatecznie nawiedzonymi, aby z przyczyn czysto paranormalnych: przestały wzbudzać odrazę?: nabytą, jakby ideą własnego istnienia ku temu, zwyczajną... nudą?: wie zapewne każdy, borykający się z tym na codzień, rdzenny mieszkaniec. Ona, z tego powodu: pogrążona w odmętach nieświadomości, usiłowała odnaleźć zrozumienie, zawieszając wzrok w ścianie płomieni, z zamierzenia: mających dawać jej ku temu zarówno obecny wieczór, jak i resztę dzisiejszej nocy. Jako rodowita Warszawianka, nie wyobrażała sobie, jak musi wyglądać, gdy blask stałby się taflą, uświadamiającą jej, z jakiego powodu entuzjazm ku poznaniu jej imienia, nie pozwala znaleźć momentu, na spokojne zebranie myśli. Zatem, jako niby zupełnie zwyczajna Aśka, postanowiła, według niej: aż nazbyt zwyczochraną czupryną, będącą uprzednio szykownie upiętą fryzurą, skutecznie zniechęcić pozostałych. Niestety. Zupełnie bezskutecznie, ponieważ mimo, iż postanowiła spędzić czas ze swoją kuzynką i ich przyjaciółkami, kierowane do szczupłej, wysokiej blondynki: tematy kolejnych rozmów, zdawały się nie zaznać spokoju... co najmniej do świtu. Postanowiła nie sprawiać wrażenia knąbrnej, odpowiadając zawsze, gdy zwrócono się do niej, nawet wówczas, gdy rozglądając się wokół, objęła ramionami swój pokaźnych rozmiarów biust, czując, iż mimowolne, elektryczne uczucie strachu, przechodząc przez całe jej ciało, zaczęło jakby zasilać irracjonalne spekulacje, a przecież:.. był to tylko zwyczajny, opuszczony od ponad wieku, przeciętny, wiejski cmentarz. Znajdując się za granicą, wyznaczoną linią drzew zagajnika, uważanego za starszy od samej wsi, tkwił w jego mroku, jakby usiłując przemawiać szeptem pobliskiego strumienia. Jej wielkie, brązowe oczy, odbijając migoczący blask płomieni, zdradziły wyrwanie jej umysłu z przerywnika, będącego klepnięciem w ramię. Wzdrygając się, niemal wstała na równe nogi, dostrzegając obok swojego policzka, rozpromienioną kolejnym, oczywiście " nie za mocnym " piwem, twarz jej kuzynki, która zerkając na nią z udawaną, uroczą powagą, kontynuowała uprzednio podjęty wątek:

 

- ... bo właśnie na tym to polega, że on tak może cię, wiesz: " zabierać ". - co stwierdziwszy, cmoknęła Aśkę w policzek - i... nie chodzi o to, że jej, o: najpierw zabrałby bluzę, a następnie... cóż... - zauważywszy, przytuliła kuzynkę, niepostrzeżenie ujmując jej spore piersi i podnosząc je ku górze.

 

Pomimo gromkiego wybuchu śmiechu, odpychając od siebie Kamilę, zaczęła poprawiać swój biust w staniku, nie mogąc jednocześnie nie zaspokoić własnej dociekliwości:

 

- Kamilko. O czym Ty właściwie pierniczysz?: moja ukochana, wcześniej trzeźwa Upiorzyco?!. - co skwitowała wskazaniem palcem na kuzynkę, jasno dającym odczuć, iż za kolejny żart: przestanie być miłą wobec niej osobą.

 

- No jak co?: seksowna Blondyno... przecież mówię, że o Zabieraczu. Więc... nie wiem: masz coś przeciwko może?.. - spytała ją udając konserwatywną Kamila.

 

- Alee... co?.. - spytała ją Aśka, zupełnie nie zauważając, że pozostałe trzy dziewczyny, przyglądają im się, trwając w niemym oczekiwaniu.

 

- Ehh... - westchnęła Kamila, z rezygnacją zwieszając głowę - więc: jeszcze raz... Bo zobacz:.. sąsiadka mówiła mi, że w tej... wiosce, zanim zabito ją ostatnią dechą, zakazano pewnego... hmm... obrzędu?.. jakiegoś rytuału?.. sama nie wiem, jednak: chodziło o to, że można przywołać, wiesz: " coś ", co odda Ci wszystkie kosztowności, z którymi zostali pochowani na tym cmentarzu ludzie, od kiedy powstał pierwszy z grobów, aż do ostatniego pochówku... Jednak... rozumiesz:.. " nie za darmo "..

 

- Kamila! Co Ty pierniczysz?! - spytała ją już zupełnie poważnie Aśka - chcesz mi wmówić, że mam się zacząć puszczać, żeby piwsko ci się nie skończyło?! Czy jak?!

 

- Nie, nie. Słuchaj, laska - rozpoczęła uspokajającym tonem Kamila, obejmując ją konsternacyjnie - tu nie chodzi o drobne na piwo, w zamian za " drobną uprzejmość ".. bo ten, kuźwa, sama nie wiem: duch?:. nie zabiera na " miły odpoczynek z tyłu samochodu ".. a... podobno: kawałki ciała. No, sąsiadka powiedziała, że strzępy... jednak!: to już chyba ckliwa dramaturgia...

 

- Że?!: Co?!. - wykrzyknęła zszokowana Aśka - do handlu organami mnie namawiasz?!: czy jak ci odwaliło?!.

 

- Dalej nie jarzysz... - Kamila aż klepnęła się z rezygnacją, własną dłonią, z długimi, delikatnymi palcami i paznokciami pomalowanymi na czarno, w twarz - jak to, rozumiesz: " wywołasz ":. zawsze, gdy Cię spotka: zabierze Ci kawałek ciała. Nie wiem:.. wytnie, odgryzie... mniejsza z tym. Tak będzie, aż nie weźmiesz w dłoń ostatniej kosztowności, którą znajdziesz... z tego powodu, możesz... zostać istną Jubilerką, jednak... zanim to nastąpi:.. coś, może, dosłownie:.. rozerwać cię na strzępy... co gorsza:.. wiesz: zupełnie... nie odrazu.

 

- Dobra... - westchnęła Aśka, zbywając ją wzgardliwym machnięciem dłonią - to możemy, ten, no... " wywoływać ": żebyś miała zajęcie, pozwalające ci przestać usiłować mnie przestraszyć, żebym zaczęła piszczeć, jak dekadę młodsza...

 

- Więc, Dwudziecho... kopiesz pierwsza. - co stwierdzając, klepnęła ją w plecy, jakby dla nadania złudnej otuchy, Kamila.

 

- Co?!; Jak?!. Gdzie kopię?!. - spytała zdezorientowana zaskoczeniem Aśka.

 

- Może... zaraz zemdlejesz... - zaczęła z miną niewiniątka Kamila - jednak... najpierw, musimy " dotknąć drzewa, które nie pozwala mu zostać ".. a tak się składa, że... to żadne z tych tutaj. Boo... tym " drzewem ": jest wieko trumny, o:.. w tamym grobie, a co gorsza:.. spoczywa na jego dnie, więc... tak, wiesz: " dzisiaj ":. jakbyś była uprzejmą...

 

- Kamila. - rozpoczęła uspokajającym tonem Aśka - czy ty mi właśnie powiedziałaś, że mam rozkopać grób, aż do wieka trumny:.. rękoma?!: jasna brunetko?!.

 

- Szczerze?.. - spytała Kamila, chociaż z wyrazem twarzy niewiniątka, jednak: nie sprawiając wrażenia chcącej kłamać - Noo... tak. Dokładnie. I musimy w pięć, jak tu jesteśmy: zdążyć do świtu, więc:.. możee... tak, wiesz:.. " nał! "..

 

Aśka nawet nie zdawała sobie sprawy, jak mimowolne przerażenie, podświadomie ją szokując, rozwarło jej oczy, zastygając wszelkie słowa w jej bezwolnie rozwartych, miękkich ustach, pozwalając jedynie na bezgłośnie, potwierdzające skinienie głową.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (1)

  • il cuore godzinę temu

    Dywizy już schematem?
    Dużo wyrazów a tak mało treści w nich 🐝🐸

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania