Poprzednie częściMaria część 1  Maria część 2  Maria część 3  

Maria część 4

Maria jak najszybciej rozstała z Gasparem, który na początku przypadkowego spotkania poprosił ją, żeby zwracała się do niego po polsku i używała polskiego imienia tak jak jego matka. Zaraz za drzwiami kawiarni, a zarazem baru Galateria II Gabbiano przy Via Benedetto Castelli próbowała wyrzucić z głowy myśli o Kacprze, lecz one do niej z dwojoną siłą wracały. Pragnęła ze wszystkich sił pozbyć się wizji o nowym znajomym i szybszego bicia serca w jego obecności i najlepszym rozwiązaniem do osiągnięcia tego, wydała się jej twórcza praca. Najszybciej jak mogła, wróciła do domu przy Via Leone Leoni, zostawiła, właściwie porzuciła zakupy w kuchni na stole i nie tracąc ani chwili czasu na przebieranie się, wkroczyła do pracowni. Usiadła na brudnym stołku stojącym przy kole garncarskim i po niezwykle szybkim nałożeniu na niego kilku kilogramów gliny, wprowadziła je w ruch. Ręce przyłożyła do chłodniej masy i zaczęła formować coś okrągłego. Dość często, chcąc, by glina była plastyczna, zanurzała dłonie w naczyniu z wodą, tylko tym razem nic jej nie wychodziło.

 

Błoto powstałe z połączenia gliny z wodą chlapało jak zawsze dookoła w nieprzewidywalnym do końca kierunku. Gdyby była ubrana do pracy i miałaby na sobie fartuch, a na głowie przyłbicę, która chroniłaby jej twarz i oczy nic by się złego nie działo. Niestety w przypływie uniesienia, zapomniała o osłonie i w trakcie tworzenia była cała ochlapana. Najbardziej w tym starciu ucierpiała jej nowa czerwona sukienką, o najmodniejszym w tym sezonie kroju i do tego niezwykle droga. Szykując się do wyjścia do miasta, nie potrafiła wyjaśnić, dlaczego ją na siebie włożyła. Kupowała ją z zamiarem, pokazania się w niej na przyjęciu u przyjaciółki, jakie miało odbyć się w najbliższą sobotę. Kiedy uświadomiła sobie, że jednego dnia zniszczyła ciuch za sześćset euro, przeraziła się. Prawdopodobnie przez wrodzoną dbałość o swoje rzeczy, a drogie szczególnie, ponieważ przed przyjazdem do Włoch nie było ją na nie stać. Zakupy robiła w sklepach z odzieżą używaną i zawsze cieszyła się, gdy coś fajnego udało jej się trafić. Teraz nie musiała tego robić, stać ją było na noszenie markowych kreacji i z drugiej strony nie wypadało, by wyglądała jak łachmaniarka. Nie tylko przed potencjalnymi klientami musiała prezentować się jak artystka, lecz teki wizerunek kreowała wśród znajomych. Kiedy przyjechała do Menaggio, w mieście nie widać było nowoczesnych rzeźb. Jedynie kilka zabytkowych przypominało o istnieniu sławnej włoskiej szkoły, kształcącej mistrzów rzeźbiarstwa. Obecnie prawie nic z dawnego ducha wydobywania z kamienia ukrytych tak kształtów nie przetrwało i Maria swoimi umiejętnościami wypełniła powstałą lukę. Nieświadomie bez wcześniejszego planowania i zupełnie przypadkowo stała się kontynuatorką tworzenia w kamieniu. Teraz jej prace ozdabiały place, skwery i przydomowe ogrody nie tylko w całej Europie. Rzeźbiła w granicie, marmurze i piaskowcu, a nawet w bazalcie z doskonałym skutkiem dzieła cieszyły oczy patrzące na nie.

 

Kacper, po odejściu Marii, jeszcze długi czas siedział przy stoliku i rozmyślał. Przypadkowym obserwatorom wydawało się, że podziwia z tarasu tak jak inni goście panoramę jeziora Como. Jednak jego myśli krążyły wokół swojej rozmówczyni, której fizycznie nie było, lecz duchowo pozostała. Spędzili ze sobą zaledwie kilkanaście minut, przeznaczając je na swobodną wymianę zdań. On niewiele z tego, co mówili, zapamiętał. Dziwnym trafem w jego głowie nie pozostał żaden ślad po słowach, tylko mózg zarejestrował same obrazy i teraz mu je odtwarzał. Poczynając od przypadkowego niefortunnego spotkania przy stoisku z rybami. Poprzez folder turystyczny, który porwał silny podmuch wiatru. Najbardziej emocjonalnie odczuł jej obecność, gdy zgodziła się i zajęła zaproponowane miejsce przy jego stoliku.

 

Pierwsze co rzuciło mu się w oczy, były jej długie do ramion białe włosy. Gdyby była, znacznie starsza pomyślałby, że są siwe, lecz u około trzydziestoletniej kobiety było to niemożliwe. Jedynym wytłumaczeniem musiało być ich pomalowanie i to zaledwie dzień albo dwa przed ich spotkaniem. Inaczej z pewnością przy skórze zauważyłby minimalne odrosty. Oczy miała podobne, również wyjątkowo jasne. Jakby i one kolorytem dostosowały się do włosów. Zastanawiał się, czy przypadkiem to, co widzi, nie jest efektem szkieł kontaktowych. Tylko czy komuś opłacałoby się je produkować, gdyby nie mógł sprzedać ich więcej niż kilka par. Czerwona suknia o modnym fasonie akcentowała jej szczupłą sylwetkę, spore piersi i niezwykle zgrabne nogi. Gdyby jej dłonie były wypielęgnowane z palcami zakończonymi długimi paznokciami, pomyślałby, że ma do czynienia z przedstawicielką klasy wyższej, bogatą wdową czy rozwódką, albo utrzymanką jakiegoś nadzianego gościa. Mieszkając w Stanach, często spotykał na przyjęciach takie panie, szczególnie były dla nadzianych biznesmenów niebezpieczne, gdy polowały na nowego męża. Kobiety te potrafiły rozciągnąć wielką sieć, by zdobyć, to co chciały. On mógł przy nich czuć się bezpiecznie, ponieważ żadna nie chciała związać się z ubogim pisarzem, którego musiałaby utrzymywać, w czasie gdy on zajęty byłby pisaniem niesprzedawalnej książki.

 

Maria miała spracowane dłonie, niczym pracownica fizyczna dziewiętnastowiecznej fabryki, gdzie coś takiego jak rękawice robocze nie istniało. Uścisk dłoni miała niezwykle silny i mało dłoni mu nie sprasowała, gdy ujął ją w uścisku. Nagle przypomniał sobie kadr z filmu, którego akcja toczyła się we Francji za czasów króla słońce. Tam wszyscy arystokraci całowali w dłoń damy, które wyciągały do nich prawe ręce w podobny sposób, w jaki zrobiła to Polka. Czyżby do ich kraju ten zwyczaj dotarł dopiero teraz?, zastanawiał się i sięgnął pamięcią do wspomnień mamy. Ona kilkakrotnie podczas kłótni wypominała ojcu, że nie potrafi zachować się jak dżentelmen i pocałować kobiety w rękę.

 

Odegnał od siebie wszystkie wizje Marii i wspomnienia z domu rodzinnego. Poprosił obsługującą jego stolik kelnerkę w średnim wieku o rachunek. Pani wyciągnęła z kieszeni fartuszka kelnerskiego niewielki terminal i zapytała tak jak innych gości.

 

- Kartą, czy gotówką?

 

- Karta – odpowiedział i zadał pytanie – czy dobrze zna pani Menaggio?

 

- Mieszkam tu od urodzenia – odpowiedziała podczas wręczania wydrukowanego przez terminal paragonu.

 

- Czy może polecić mi pani dobry i niewielki pensjonat, w którym mógłbym zatrzymać się na kilka dni?

 

- Moi znajomi wynajmują po przystępnej cenie pokoje w Villa Senagra przy Via Per Loveno. Bardzo łatwo tam trafić, po wyjściu z lokalu odwróci się pan plecami do jeziora, skieruje się w prawo i prosto.

 

Kacper zrobił dokładnie, tak jak radziła kobieta i doszedł do wskazanego niewysokiego budynku znajdującego się z lewej strony ulicy, do którego prowadziło kilka kamiennych schodków. Wejście było zagrodzone dwoma wymurowanymi słupkami z dopasowanych kamieni, a między nimi była zamontowana metalowa furtka z kutego żelaza. Bramka była zamknięta i musiał powiadomić właścicieli, żeby ją otworzyli. Domofon znajdował się po lewej stronie i z niego korzystał tak jak inni przyszli goście. Przed sezonem turystycznym wolnych pokoi było sporo i po powiedzeniu o celu swojej wizyty, usłyszał sygnał otwarcia zamka. Dostał kilka propozycji pokoi do wynajęcia i związanymi z nimi cenami. Różnice były niewielkie, wiec zadeklarował chęć zajęcia jakiegoś z oknami skierowanymi na południe. Kiedy dokonał procedury meldunkowej i obejrzał pokój, poszedł na miejski parking po samochód, w którego bagażniku znajdowała się jego walizka.

 

Kiedy się rozpakował, postanowił nigdzie nie wychodzić i dobrze wypocząć do następnego dnia, w ten prosty sposób chciał pozbyć się różnic czasowych. Ciepły prysznic przed snem nie tylko obmył jego spocone ciało, to jeszcze wymasował obolałe od wielogodzinnego siedzenia mięśnie. Powiadomił mailowo wydawcę gdzie jest i zasnął, jak tylko przyłożył głowę do poduszki. Przyśniła mu się Maria, która chodziła w pełnym słońcu po łące pełnej polnych kwiatów. Dookoła siebie słyszał szum skrzydeł owadów i po chwili poczuł cudowny aromat unoszący się nad wysoką trawą. Zapach był delikatny i stale się zmieniał, podobnie jak Marysia. Włosy jej z białych przemieniły się w kolor dojrzałej pszenicy i lśniły odbitym blaskiem w promieniach słońca jak lustro. Sukienka z szarej i znoszonej, zachowując swój krój, stała się śnieżnobiała. Oślepiające światło dochodzące od kobiety było tak intensywne, że zmusiło go do przymknięcia oczu. Niesamowity hałas dobiegający z oddali wyrwał go ze snu, a słowa – signore, non rispondete al telefono e il vostro editore chiama il telefono fisso e dice che la questione è urgente – sprowadziły go do tu i teraz.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • pasja tydzień temu
    Dwa obrazy nakreślające spotkanie. Kobiecy i męski. Maria rzuciła się w wir swojej pracy tak jakby próbowała zapomnieć Kacpra. On natomiast spokojnie zasnął śniąc o spotkanej kobiecie. Czy tych dwoje są dla siebie przeznaczeniem?
    Spokojnie prowadzisz akcję i ciekawie.
    Pozdrawiam

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania