Uniwersum Metro 2033: Czarne Diabły cz.1

- Stalkerzy wracają!! – krzyknął ktoś.

Ze zgrzytem zaczęła otwierać się wielkie metalowe drzwi. Trzeba było czekać aż pięć minut aby otworzyły się całkowicie. Do wnętrza schronu weszli dwaj ranni stalkerzy.

- Co się stało? - zapytał Naczelnik - Przecież szliście w ośmiu.

- Dopadł nas Zbigniew, a potem uciekając wpadliśmy do gniazda szablaków…

Zbigniewem przyjęło się nazywać mutanta zamieszkującego dawny gazo port w Świnoujściu. Był to stwór przypominający nieco z sylwetki człowieka ale z nienaturalnie dużą głowom, wyższy prawie dwukrotnie. Jego ciało pokrywały jakieś guzy. Dysponował również nieznaną nikomu siłą mentalną, która prowadzała do utraty przytomności. Dzięki temu mutant podchodził, łamał ofierze kręgosłup i pożerał. Nikt nie wiedział z jakiego stworzenia zmutował. Pojawił się tak po prostu pewnego dnia. Przez pierwsze dni nie atakował ludzi, lecz ostatnio jego zachowanie się zmieniło. Zniszczył kilkanaście karawan idących wybrzeżem morza z Międzyzdroji do Ahlbeck. Szablakami nazywano koto podobne mutanty, które najprawdopodobniej zmutowały z kotów domowych. Były ogromne przypominały wyglądem tygrysa szablo-zębnego pokrytego czymś w rodzaju pancerza hitynowego.

- Wszystko jasne. Idźcie do Doktorka, on was połata - odparł Naczelnik.

Obaj ruszyli korytarzem prosto do lazaretu. Naczelnik poszedł do swojego gabinetu i wezwał Marka.

- Co inne enklawy mają zamiar zrobić aby unieszkodliwić Zbigniewa oraz to gniazdo?

Marek dwa dni wcześniej został wysłany jako posłaniec do reszty frakcji w Świnoujściu aby zawiadomić ich o zagrożeniu znajdującym się w gazo porcie. Oprócz Podziemnego Miasta istniało jeszcze kilka grup takich jak Portowcy, Kościelni, Pogranicznicy, Kanibale. Podziemne Miasto władało terenami leżącymi od Baterii Vinety do Fortu Anioła i Stawa Młyny na zachodzie, bez terenów portu, a na południu do Świnoujścia Przytór, zaś wschodnia granica kończyła się w lesie międzyzdrojskim. Było również jedną z dwóch enklaw, które posiadały broń palną.

- Jakby to Ci powiedzieć… O mało mnie nie zatłukły skurwysyny. Kanibale chcieli zjeść, a Kościelni spalić na stosie…

Naczelnik otworzył usta ze zdumienia. Spojrzał na Marka jak na wariata.

- Mamy umowy z nimi przecież. My kanibalom oddajemy naszych zmarłych

w zamian za nie atakowanie naszych ludzi. A kościelnym dostarczamy żywności, leki i materiały…

- Przerwę Ci. Zmienili się przywódcy w obu grupach. Przestali respektować nasze umowy.

Naczelnik się zamyślił. Przez tą sytuację dochodził mu kolejny kłopot na głowę. Kanibale mimo używania tylko prymitywnej broni byli bardzo zawzięci, zawsze walcząc z nimi ponoszono ciężkie straty. Kontrolowali spory kawałek miasta. Do ich terytoriów należały tereny leżące między dawnym Hotelem ,,Trzy Wyspy”, Parkiem Chopina, portem jachtowym, a ulicą Uzdrowiskową. Mniejszym kłopotem byli Kościelni, którzy kontrolowali znacznie mniejszy teren i mniej niebezpieczny. Na terytorium Kanibali znajdowała się bowiem bardzo duża dżungla w miejscu dawnego parku. Była to największa wylęgarnia mutantów w okolicy. Pokonanie Kanibali zajęło by bardzo dużo czasu i kosztowało wiele istnień. Tylko użycie ciężkiego sprzętu mogło pozwolić na bez stratne zwycięstwo, ale po Ataku ciężki sprzęt stał się praktycznie nie dostępny. Też do końca niewiadomo jakim cudem Świnoujście uniknęło trafienia głowicą bojową. Wielu ludzi twierdziło, że podczas startu z okrętu podwodnego coś poszło nie tak i głowica eksplodowała nad morzem, dlatego właśnie fala termiczna z impulsem elektromagnetycznym nadeszły właśnie stamtąd.

- A co z Pogranicznikami i Portowcami? – zapytał Naczelnik.

- Portowcy, tak samo jak Pogranicznicy chcą abyśmy z nimi podjęli jakieś działania, jutro przyślą posłańców w celu ustalenia konkretów.

- Poślij Ryka po Szramę i Spryciarza muszą mi powiedzieć więcej informacji na temat dzisiejszego ataku.

*

Tymczasem Wojtek siedział w kuchni jako pomoc kucharza. Nazywano go Głąbem, Zjebem, Niedojebkiem przez to, że był mało mówny i wstydliwym człowiekiem, często mylono jego przysposobienie z niepełnosprawnością. Dziwiono się również czemu go nie zabito zaraz po urodzeniu aby mu oszczędzić cierpienia. Obierał właśnie ziemniaki gdy do kuchni wparował Alvaro.

- A Ty wypierdku sarlaka znowu przy garach - zaśmiał się Alvaro.

- Tak, a co… - odpowiedział mu.

Zanim zdążył odpowiedzieć Alvaro chwycił go za włosy i pociągnął za sobą w kierunku latryn. Kiedy tam dotarł wybrał najbardziej uwaloną latrynę oraz próbował włożyć głowę Głąba do muszli.

- Błagam, kurwa nie!!! – krzyczał Wojtek.

- Morda frajerze.

Wojtek niestety był słabszy od Alvara i przez to bardzo szybko jego głowa znalazła się w muszli.

- No bratku koniec naszej zabawy, teraz muszę iść, bo czeka na mnie Ola. Wiesz, która… – zaśmiał się Alvaro.

,, Nienawidzę Cię chuju, obyś długo zdychał ” - mówił sobie w duchu.

Ruszył w kierunku natrysków, które były przy grodzi aby się obmyć z gówna.

,,Jak ja Cię nienawidzę gnoju. Kiedyś utopię to ścierwo w tym gównie…” – mówił sobie w myślach Wojtek.

Doszedł w końcu do natrysków. Chwycił za rączkę i ją przekręcił. Woda poleciała bardzo wąską strużką. Wziął szare mydło, które leżało na małej półce znajdującej się obok. Po umyciu skierował się w stronę lazaretu. Idąc tam, ciągle rozmyślał na różne tematy. Jego myśli kłębiły się głównie w oku Oli, dziewczyny, którą kochał od wielu lat lecz ona miała go głęboko gdzieś. W końcu stanął przed drzwiami lazaretu. Wszedł do środka i zobaczył obydwóch swoich opiekunów siedzących na kozetce. Obaj byli właśnie opatrywani przez Doktorka oraz jego córkę Julię.

- Szrama, Spryciarz!! Co się stało?!!? - zawołał.

Zwyczaj nadawania ksyw był bardzo powszechny w całym

post-apokaliptycznym świecie. We wielu miejscach ksywy wyparły prawdziwe imiona.

- Zbigniew i szablaki… - odparł Szrama.

Szrama będąc bardzo wysokim i dobrze zbudowanym mężczyznom z potężną blizną idącą od prawej skroni przez cały policzek do warg ledwo się mieścił w bardzo małym pomieszczeniu lazaretu. Spryciarz był jego totalnym przeciwieństwem niski, o drobnej budowie często przez obcych kupców był brany za trzynastolatka, a nie czterdziestoletniego faceta. Obaj przyjaźnili się od liceum, razem przeszli bardzo dużo. Tak właściwie, mówiąc, na początku była to paczka złożona z czterech osób w tym samym wieku. Oprócz Szramy, Spryciarza do grupy należeli jeszcze Tygrys i Kurier. Cała czwórka była tego feralnego dnia w porcie wojennym. Moment samego Ataku udało się im wszystkim przeżyć tak samo jak późniejsze rozłamy u dawno nie istniejących Wojskowych. Po roku od Armagedonu reszta udała się do sąsiednich enklaw i tam już pozostała aż po dziś dzień. Cała ekipa znalazła nowy dom w granicach Podziemnego Miasta. Grupa szybko zyskała sympatię ocalonych, stając się przywódcami enklawy. To za czasów ich przywództwa frakcja rozwinęła się bardzo mocno jak na standardy powojennego świata. Utworzono posterunki w świnoujskich fortach, nawiązano współpracę z Portowcami, Pogranicznikami oraz grupami międzyzdrojskimi, zrobiono wykorzystując dwa potężne statki przeprawę przez Świnię przy samym jej ujściu do morza, zdobyto broń palną, uruchomiono dwa transportery stojące wcześniej na terenie należącym do Muzeum Obrony Wybrzeża, odpowiednio wyposażono poszczególne pomieszczenia, poszerzono znacznie terytoria, założono fermę warzyw, owoców oraz hodowlę świń.

Między czasem Tygrys, a właściwie Tomasz Kowalski wziął ślub z Patrycją Nowak. W krótkim czasie, bo zaledwie rok po tym na świat przyszedł ich syn Wojciech. Wydawało by się, że wszystko jest na właściwych torach, lecz pewnego dnia przyszła, a jakże by inaczej wojna. Kanibale zaatakowały Fort Zachodni, a Kościelni kryjówki stalkerów Pograniczników i Portowców. Walki były bardzo krwawe. Kres im położyła pamiętna bitwa o dawny warsztat samochodowy pomiędzy Fortem Anioła, a Fortem Zachodnim. Właśnie w tej bitwie zginął Tygrys trafiony zatrutą strzałką oraz prawie czterdziestu innych, Kurier zaginął, Kanibale i Kościelni stracili swoich przywódców wraz z nimi prawie jedną trzecią populacji swoich enklaw. Po tej bitwie członkowie frakcji stwierdzili, że wybiorą swoich przedstawicieli, którzy rozpoczną rokowania pokojowe, bo jak tak dalej pójdzie to wybiją się co do jednego. Tydzień później doszło do rozmów. Ustalono umowy, które obowiązywały do dzisiaj. Wybrano również nowych przywódców Podziemnego Miasta, tym samym odsuwając pozostałych przy życiu Szramę i Spryciarza od władzy. Rządzącymi zostali Marian Tytkiewicz zwany później ,,Naczelnikiem” oraz jego żona Marika. Miesiąc po tych wydarzeniach znaleziono martwą Patrycję. Podejrzewano samobójstwo. Sekcja zwłok potwierdziła to, lecz wykazała również, że przed śmiercią została brutalnie zgwałcona. Sprawcy nigdy nie udało się odnaleźć i z czasem o tej sprawie zapomniano. Szrama oraz Spryciarz podjęli decyzję wówczas o przygarnięciu osieroconego Wojciecha.

- Hej Wojtek – uśmiechnęła się Julia.

Była rok młodsza od niego, średniego wzrostu i przeciętnej urody, lecz jej

usposobienie do ludzi szybko wzbudzało sympatię drugiej osoby.

- Hej Julia.

- Co taki smutny? Znowu on? – spytał Spryciarz

- Tak…

- Gdyby nie to, że jest bachorem Naczelnika, dostał by już dawno wpierdol od nas.

- Siadaj – powiedział Doktorek, mówiąc to wskazał jedno z krzeseł stojących obok stołu.

Wojtek usiadł we wskazanym miejscu.

- Julia zaraz poda kompot. Nakryje do stołu. Zjemy, pogadamy sobie trochę. Tylko najpierw dokończę opatrywać Twoich wujków.

Dziewczyna wzięła duży kolorowy obrus z szafy znajdującej się w prywatnym pomieszczeniu lekarza, bardzo szybko nakryła stół oraz przyniosła zastawę wraz z jedzeniem. Tym czasem Doktorek dokończył opatrywanie stalkerów.

- No Panowie do stołu – powiedział lekarz.

To nie był ich pierwszy taki obiad u Doktorka. Około pięciu lat temu uratowali życie Julii, zabijając stado młodych Szablaków, które ją zaatakowało. Od tamtej pory jej ojciec zapraszał całą trójkę co tydzień w niedziele.

- Jakieś nowe wieści ze świata? – zapytał lekarz.

- Zbigniew się panoszy doktorze tylko takie. Rozwalił kolejną karawanę, a szablaki dopełniły jego dzieła… Straciliśmy sześciu ludzi, a Ci z karawany wszyscy zdechli… Dodatkowo wracając przypadkiem wpadliśmy im do gniazda. O mały włos aby nas rozszarpały - powiedział Szrama.

Doktor otworzył usta aby coś powiedzieć, lecz do lazaretu wpadł zdyszany Ryk.

- Szrama, Spryciarz jesteście wzywani do Naczelnika.

*

Nie minęło dziesięć minut, a obaj byli już w jego gabinecie. Stanęli przed wielkim biurkiem, za którym siedział Naczelnik.

- Powiedźcie wszystko na temat ataku.

- Byliśmy na wysokości gazu portu, kiedy do niego doszło. Najpierw przytomność straciło sześciu karawaniarzy i dwóch naszych. Bardzo szybko potem pojawił się Zbigniew, utworzyliśmy okrąg, od razu przygotowaliśmy młotowy.

- I co dalej?

- Rzuciliśmy młotowy aby go odgonić, jednak zdołał zabrać wszystkich tych co stracili przytomność. Potem pojawiły się szablaki. Zabiły dwóch karawaniarzy. Zagnały nas prosto do swojego gniazda, a tam rozpoczęły masakrę. Tylko my dwaj przeżyliśmy… - powiedział Spryciarz.

- Szablaki są chyba coraz inteligentniejsze z każdym pokoleniem. Jeszcze trzy lata temu nie byłyby wstanie zmusić człowieka do tego aby wpadł prosto im do gniazda. Zniszczyć go aktualnie nie damy rady - zauważył Marek.

- To człowiek bardziej w tych czasach głupieje. A rozwalenie tego to bułka z masłem - powiedział Naczelnik, gładząc swojego wąsa, który bardzo przypominał tego Piłsudskiego.

- A przed Atakiem nie głupiał? Przez głupotę ludzką rozpętała się wojna atomowa. Mylisz się Naczelniku. Marek ma tu rację. Wątpię aby ktokolwiek był wstanie rozwalić to gniazdo. Musiał by mieć ciężki sprzęt tylko wtedy jest to możliwe - powiedział Szrama

Nagle ściany schronu zaczęły drżeć i słychać było odgłosy strzałów oraz wybuchów.

- Co do licha?! - wrzasnął Marek.

- O nie… Kanibale oraz Kościelni chyba atakują nasze posterunki albo sojuszników…

- Co?! - zdumieli się Szrama i Spryciarz - A umowy?!?

- Nie respektują ich już.. - odparł Naczelnik.

- No super. Kurwa mać… - powiedział Szrama

- Ruchy! Idziemy do radiostacji!

*

- Dziwne… Posterunki i sojusznicy zgłaszają, że u nich czysto. Twierdzą również, że odgłosy dochodziły z terytorium Kanibali i Kościelnych - powiedział Marek.

- Przecież oni nie mają broni palnej ani materiałów wybuchowych - odparł Naczelnik.

- Może znaleźli coś dużego po Niemcach i im to jebło przypadkiem – powiedział Spryciarz.

- To nie tłumaczy wystrzałów, a poza tym w dwóch enklawach na raz? – zauważył Naczelnik.

- Może prostu to był jakiś tunel wypełniony amunicją po brzegi i ciągnął się na ich terytoriach?

- Raczej mało prawdopodobne. Ktoś musi iść na zwiady tam.

- Kto pójdzie na tak samobójczą misje?

- Jak to kto? Ci dwaj i ich Niedojebek – mówiąc to Naczelnik zaśmiał się.

- Co ?!? - powiedzieli ze zdumieniem stalkerzy.

- Gówno. Głupie ścierwa od dawna jesteście wrzodem na dupie tej enklawy. Tak samo Doktorek i jego córcia. Pójdziecie tam na zwiady, a jako ubezpieczenie, że nie wywiniecie żadnego numeru wezmę Doktorka za zakładnika - to mówiąc dał znak strażnikom stojącym za drzwiami aby weszli do pomieszczenia.

- Macie czas do rana aby się przygotować. A jedna rada nie radzę próbować wywinąć numeru też w enklawie, bo wtedy od razu każe ich rozstrzelać. Pilnujcie aby nie dostali broni do rąk na naszym terytorium.

***

Ciąg dalszy nastąpi

Średnia ocena: 4.8  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Kapelusznik 3 miesiące temu
    A ja właśnie o Metrze 2033 wspominałem i że się da dobrego fanfica napisać
    Podoba mi się start - zobaczymy co wykombinujesz - zostawiam 5
    i czekam na ciąg dalszy
    Pozdrawiam
    Kapelusznik
  • slawko00 3 miesiące temu
    Przyznam Ci się, że mam dosyć ciekawą moim zdaniem wizję rozwoju dalszych wypadków :)
  • Kapelusznik 3 miesiące temu
    slawko00
    Trzymam cię za słowo
    Tylko żeby nie było - czytałem wszystkie części Glukhovskiego i znaczną część książek z "uniwersum Metra 2033" - więc mam pewne wymagania i standardy
    Będę czepialski - ale czepiać się będę po przyjacielsku - żebyś za bardzo nie odleciał z pomysłami
    Jestem już zresztą na tym portalu z tego znany
    Spójrz sobie na serię fanficów Pontaru ze Star Wars

    Pozdrawiam
    Kapelusznik
  • Tomek Bordo 3 miesiące temu
    - Poślij Rydzyka po Szramę i Spryciarza muszą mi powiedzieć więcej informacji na temat dzisiejszego ataku.

    - Dopadł nas Zbigniew Stonoga, a potem uciekając wpadliśmy do gniazda szablaków…

    - Zniszczyć go aktualnie nie damy rady - zauważył Marek Kuchciński.

    Między czasem Tygrys, a właściwie Tomasz Oświeciński wziął ślub z Patrycją Nowak. W krótkim czasie, bo zaledwie rok po tym na świat przyszedł ich syn Wojciech Sumliński.
  • Abbadon 3 miesiące temu
    Naprawdę nieźle, daję solidne cztery (i pół). Jest jednak kilka uwag:
    1. Nie opisuj wszystkiego. Skoncentruj się na tym, co najbardziej istotne w tej chwili, a całą resztę opiszesz wraz z rozwojem fabuły. To książka fantastyczna,a nie podręcznik do historii, więc pokazuj, nie opowiadaj!
    2. Dialogi są nieco nienaturalne. Musisz nad tym popracować.
    3. Stylistyka! Ortografia, interpunkcja, "nie" z czasownikami i wiele, wiele więcej. Dobra interpunkcja jest niezbędna, by dobrze zrozumieć tekst, więc szlifuj ją na błysk!
    Chociaż pomimo tych zgrzytów, to wciąż naprawdę porządny kawał historii, szczególnie jak na amatora. Pracuj dalej bo masz niemały potencjał!

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania