Uniwersum Metro 2033: Czarne Diabły cz.8

Środki nasenne przestawały działać. Wojtek z pewną trudnością spróbował podnieść głowę. Udało mu się to. Przez jakby mgłę widział przestrzeń przed sobą. Znajdował się w małym drewnianym pomieszczeniu, w którym stłoczono masę ludzi. Zza ścian dochodził stukot. Na szyjach ludzi dało się zauważyć dziwne obręcze jakby obrożę. Identyczną miał on. Chłopak powoli odzyskiwał czucie w rękach. Gdy to nastąpiło, chwycił obiema dłońmi za obręcz i próbował zdjąć.

- Pojebało Cię!?!? Nie ruszaj tego, bo nas wypierdolisz w kosmos!!!

Wojtek spojrzał się w kierunku, z którego dochodził głos. Mówił do niego wysoki barczysty mężczyzna. Miał na oko gdzieś czterdzieści pięć lat. Na szyi miał bliznę, która była pamiątką po poparzeniu skóry.

- Te obroże mają w sobie ładunki wybuchowe. Próba majstrowania przy nich skończy się wybuchem.

Wojtkowi wyszły oczy z orbit, gdy to usłyszał. Obleciała go gęsia skórka i zaczął się trząść. Szybko zabrał dłonie. Próbował się podnieść z podłogi. Nie udawało mu się to, gdyż mięśnie nóg dalej były pod wypływem działania środków nasennych. Po każdej próbie lądował na podłodze. W końcu zrezygnował. Stukot zza ścian w pewnym momencie całkowicie ucichł. Barczysty mężczyzna wyjrzał przez wąską szczelinę, dzięki, której do wnętrza wpadało światło. Stali, obok dawnego budynku dworca. Na jego dachu znajdowały się szperacze i stanowiska strzeleckie. Większość okien stacji była zamurowana na amen. W tych, co się ostały, znajdowały się kolejne stanowiska strzeleckie. Przy wejściu do budynku umieszczono potężny punkt oporu. Zza barykad wystawały lufy ciężkich karabinów maszynowych i miotaczy ognia. Wszystko otoczone było drutem kolczastym. Po peronie przy którym stali, kręciła się masa żołnierzy. Facet zaczął szukać wzrokiem tablicy z nazwą stacji. Długo nie mógł jej znaleźć. W końcu szczęście się do niego uśmiechnęło. Na tablicy widniał nadszarpnięty zębem czasu napis Szczecin Dąbie.

*

Cała czwórka stanęła w ogromny holu wejściowym. Wielkość tego miejsca przytłaczała. Z lewej strony od wejścia znajdował się betonowy murek, za którym było biurko recepcji. Obok mebla leżał zniszczony monitor komputera i różne broszurki. Na ścianie wisiały klucze do poszczególnych pokoi. Na prawo od wejścia znajdował się długi korytarz umożliwiający przejście dalej. Był zagrodzony, a nad wejściem namalowano farbom ,, Uwaga! Niebezpieczeństwo!”. Ściany w całym holu zachowały resztki farby, która przy lekkim dotknięciu odpadała całymi płatami. Pośrodku holu znajdowały się schody prowadzące na kolejne piętro. Na całej podłodze zalegał tynk, który odpadł z sufitu.

- Skrytka jest na piętrze. Szrama pójdzie jako otwierający, a Spryciarz będzie zamykającym- powiedział Tropiciel.

Obaj stalkerzy przed zajęciem wyznaczonych pozycji sprawdzili broń. Nie kłócili się ze względu na to, że błąd w takim miejscu przeważnie kończy się śmiercią. Zajęli pozycję. Szrama postawił pierwszy niepewny krok na zwałach tynku, które zaległy na środku holu. Pod tym mogło kryć się dosłownie wszystko. Od ogromnych wyrw, ustawionych jak kolce kawałków prętów zbrojeniowych, aż po same mutanty zwane Łowcami. Te stwory miały dwie pary oczu, wielkość owczarka kaukaskiego, cztery potężne łapy zakończone długimi pazurami, ogon z żądłem jak u skorpiona. Dodatkowo ich pyski otwierały się w cztery strony, a w środku znajdowały się potężne żuwaczki. Nie wiedzieć czemu te mutanty lubiły często przebywać w miejscach, gdzie odpada tynk. Stalker widząc, że jego stopa nie zapadła się głęboko, postawił kolejny już pewniejszy krok. Poruszali się bardzo powoli. W końcu doszli do schodów. Szrama postawił delikatnie stopę na pierwszym stopniu, potem na kolejnym. Musiał zachować bardzo dużo ostrożności, gdyż schody bardzo mocno nadszarpnął ząb czasu. Jeden fałszywy ruch i zawaliłyby się w diabły. Udało im się przebyć schody bez większych przygód. Gdy stanęli na piętrze, Tropiciel powiedział:

- Szukamy pokoju numer czterdzieści. Tam jest skrytka.

Rozbłysła latarka. Weszli w korytarz, który znajdował się po lewej stronie od schodów. Stalker poświecił na najbliższe drzwi.

- Trzydzieści.

Doszli do końca korytarza, aż w końcu stanęli przed pokojem numer czterdzieści.

- Czekajcie, rozbroję pułapkę – powiedział Tropiciel, dając znak kolegom, aby nie wchodzili do pomieszczenia.

Delikatnie uchylił drzwi i włożył rękę do środka. Wymacał palcami blokadę pułapki. Coś za ścianą kliknęło.

- Już. Patrzcie pod nogi.

Wszedł do pomieszczenia i poświecił latarką im pod nogi. Gdzieś na wysokości kostek znajdowała się linka. Jeden jej koniec biegł do sztucera własnej roboty znajdującego się na wprost drzwi, a drugi był przymocowany do grantu moździerzowego umieszczonego nad wejściem. Nie daleko lewej futryny drzwi znajdował się sprytny mechanizm blokujący działanie pułapki. Gdy wszyscy weszli do środka, Tropiciel zablokował drzwi potężnym skoblem oraz aktywował niespodziankę. Potem podszedł do stolika, który stał w najdalszym rogu pokoju i zapalił lampę naftową. Światło szybko oświetliło wnętrze. Okna zostały zabite bardzo dokładnie deskami. Pod prawą ścianą umieszczone były dwie skrzynki. Na podłodze nie było nawet śladu po tynku, który odpadł ze sufitu. Resztki mebli zostały stąd wyniesione i już dawno użyte do rozpalenia ognisk.

- Nieźle się tu urządziłeś – powiedział Szrama.

- Dzięki. Możemy tutaj przeczekać. W tych skrzynkach są śpiwory oraz masa żarcia. Możemy zdjąć maski, w tym pomieszczeniu radiacja jest niewielka.

Zdjęli maski z twarzy.

- Obawiam się, że ja i Szrama nie możemy czekać.

Słysząc to, Tropiciel ogromnie zdziwił się. Chciał już zapytać, dlaczego, lecz Spryciarz zdążył mu wyjaśnić.

- Musimy znaleźć Wojtka. Nie przypilnowaliśmy go i polazł gdzieś na Komandorskiej. Mam nadzieję, że ten nasz gamoń wciąż żyje. Wiem mam świadomość, że jego szanse na przeżycie z każdą chwilą maleją, ale obiecaliśmy pilnować go.

- Pójdziemy z wami – powiedział Goryl – Mamy wobec was dług wdzięczności, a i do naszej enklawy nie mamy jak wrócić.

Spryciarz i Szrama podczas bitwy o dawny warsztat samochodowy, uratowali Pograniczników przed masą Kanibali, zwalając atakującym na głowę jedną ze ścian budynku. Większość z nich miała wobec nich dług.

„Właśnie! Co się stało, że oni znaleźli się na terytorium Kanibali i uciekali przed tymi żołnierzami? Nie mogli widzieć tego pochodu z Komandorskiej. Skoro takie coś miało miejsce Ci goście z pojazdów na pewno nie będą przyjaźnie nastawieni. Dodatkowo jeszcze dochodzi, to co zrobiliśmy ” – pomyślał stalker.

- Co się stało, że znaleźliście się na terytorium Kanibali?

- Długa historia. Powiem Ci w skrócie. Kilka dni temu do naszej enklawy przyszło kilka osób. Prosili o spotkanie z naszym szefem. Długo z nim rozmawiali i właśnie wtedy przyszedł ten Marek od was...

Spryciarza i Szramę zatkało. Nic nie wiedzieli o wyprawie zastępcy Naczelnika do Pograniczników. W tej chwili zaczęło się rodzić, więcej pytań niż odpowiedzi. Goryl kontynuował:

- Wlazł do gabinetu szefa. Potem nasz przywódca kazał wszystkim stalkerom i strażnikom zebrać się na holu. Wybrał najlepszych na wyprawę, której celem miało być zlikwidowanie gniazda Szablaków. Doszliśmy tylko na terytorium Kanibali gdy nadleciały śmigłowce. Wybiły większość z naszych. Potem trafiliśmy na tych gości i od razu zaczęli do nas strzelać.

- To wszystko coraz bardziej robi się dziwne i skomplikowane. Skąd takie pojazdy dwadzieścia lat po Ataku? Kim w ogóle są Ci kolesie? Zbierajmy się. Musimy złapać jednego z nich i przesłuchać. Da nam też może odpowiedź, gdzie jest Wojtek. Jeżeli nie poszedł dalej to prędzej czy później musieli trafić na niego.

Tropiciel podszedł do drugiego rogu pokoju i otworzył klapę znajdującą się w podłodze. Była to skrytka, w której na dnie leżały maski przeciwgazowe, kilka AK-74M, kusze, Glocki, PKM, granaty moździerzowe, kombinezony, plecaki, liny z hakami, kamizelki kuloodporne oraz modułowe i wiele innych przydatnych rzeczy. Wyjął sprzęt ze schowka.

- Skąd Ty masz taki arsenał? – zapytał zdumiony Goryl.

- W jednym mieszkaniu znalazłem. Był też tam nadpalony dziennik, z którego wynikało, że to wszystko należało do rosyjskich dywersantów. Mieli przeprowadzić atak na port wojenny, gdyby doszło do uderzenia bronią konwencjonalną. To cud, że to wszystko było w nienaruszonym stanie.

Stalkerzy założyli nowe kombinezony. Sprawdzili broń. Zapakowali niezbędny sprzęt do plecaków oraz przytroczyli śpiwory do nich. Kiedy już byli gotowi do drogi, coś z wielkim impetem uderzyło w drzwi.

***

Ciąg dalszy nastąpi

Średnia ocena: 4.5  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania