Uniwersum Metro 2033: Czarne Diabły cz.10

Minął kolejny dzień. Julia siedziała na podłodze swojej celi i płakała. Miała już dosyć tego wszystkiego. Bicia, gwałtów. W jej głowie kłębiły się czarne myśli. Nagle przed sobą zobaczyła cień. Wystraszyła się, bo nie słyszała odgłosu otwieranych drzwi. Odruchowo podsunęła się pod ścianę. Jej serce zaczęło bić coraz szybciej.

- Nie bój się.

- Kim jesteś?!? – powiedziała przerażona dziewczyna.

- Przyjacielem. Chcę Ci powiedzieć jak się stąd wydostać – mówiąc to, wskazał róg pomieszczenia. Przerażona dziewczyna podeszła do wskazanego miejsca. Uklękła. Zaczęła szukać, tego co wskazał jej cień. W końcu trafiła dłonią na średniej wielkości odłamek szkła.

- Tylko śmierć jest wybawieniem – powiedział cień.

***

Chłopiec, gdy tylko zobaczył stalkerów, zaczął nagle falować i drgać. Kontury jego ciała zmieniały się. Spryciarz podniósł broń oraz wycelował. Ręce mu drżały. Oddał strzał. Kula świsnęła nad głową stwora. Ta decyzja okazała się bardzo kiepska, gdyż tylko przyspieszyła przemianę. W odległość paru metrów od stalkerów stała czarna niezidentyfikowana breja.

- Co to kurwa jest?!?! – wrzasnął przerażony Szrama.

Odpowiedzi się nie doczekał. Breja zaczęła się poruszać w ich kierunku. Stalkerów na początku sparaliżował strach, jednak po krótkiej chwili zdołali go opanować.

- Szyk obronny przedni! – zakomenderował Spryciarz.

Stwór na szczęście dla grupy bardzo wolno się przemieszczał. Mieli, więc bardzo duże pole manewru. Utworzyli kwadrat. Na przodzie kucnęli niżsi Spryciarz oraz Tropiciel, a za ich plecami stanęli Szrama i Goryl. Wycelowali.

- Na mój znak!

Odczekał jeszcze chwilę i oddał strzał. Po nim nastąpiła istna kanonada. Huk był ogłuszający. Wystrzelali bardzo dużo pocisków. Nie zrobili żadnej krzywdy stworowi. Goryl wyjął z plecaka koktajl młotowa oraz metalową zapalniczkę. Nacisnął krzesiwo. Poszła iskra, po której pojawił się wątły płomyczek. Olbrzym przystawił go do szmaty. Kiedy tylko materiał zajął się ogniem, wziął butelkę w dłoni i rzucił. Rozbiła się ona na suficie tuż nad stworem. Cała paląca się ciecz spadła na breje. Zatrzymało to ją na chwilę. Po momencie płomienie całkowicie zgasły, a czarna maź znowu zaczęła się poruszać.

- W nogi! – wrzasnął Szrama i zerwał się do ucieczki.

Pozostali stalkerzy poszli w jego ślady. Mijali kolejne drzwi i zakamarki, a końca korytarza nie było widać. Biegli w kierunku, z którego przyszli . Tym razem jednak nie spowił ich mrok. W pewnym momencie Spryciarz odwrócił się. Westchnął z ulgą, gdy zobaczył, że czarna breja zniknęła. Nie było również obrazów, które wcześniej widniały w drzwiach. Nastała cisza przerywana nerwowymi i głośnymi oddechami oraz krokami stalkerów. Przystanęli.

- Co to kurwa było?!?! – powiedział zdyszany Szrama.

- Nie mam pojęcia… Nigdy takiego stwora nie widziałem… Sądziłem, że już nic mnie na powierzchni nie zaskoczy, a tu… Najważniejsze jest, że zgubiliśmy to coś… Teraz musimy wydostać się stąd. Nawet nie wiem, w jakiej części budynku się znajdujemy. Proponuję abyśmy sprawdzili jeden z pokoi. Może w nim będzie jakieś wyjście – powiedział Tropiciel.

Weszli do najbliższego. Drzwi prowadzące do niego były przegniłe, ledwo trzymały się w przerdzewiałych zawiasów. Pod prawą ścianą stało zniszczone łóżko, na którym leżały szkielety oraz maleńki stolik z lampką. Tynk całkowicie odpadł od sufitu, tworząc zwały zalegające na podłodze pomieszczenia. Pod lewą ścianą stały podniszczone meble. Ze ścian odchodziła płatami farba. Spryciarz postawił ostrożnie pierwsze kroki w obawie przed trafieniem na Łowce. Jego stopa nie zapadła się w zwale. Stalker odetchnął z ulgą. Dozymetry milczały, wskazując zero. Goryl i Szrama stanęli przy drzwiach, zabezpieczając wejście. Tropiciel podszedł do okna. Zdumiał się. Znajdowali się na pierwszym piętrze budynku. Nie przypominał sobie, aby podczas ucieczki przed breją wbiegali po jakiś schodach. Zauważył również, że zaraz pod parapetem okna znajduję się mały daszek, po którym można zejść.

- Spryciarz! Zobacz!

- Widzę. Wygrzebię tylko liny z plecaka, a Ty rozbij okno. Będziemy mieli tylko kilka minut, zanim zlecą się mutki.

Tropiciel wziął potężny zamach i uderzył kolbą karabinu w okno. Szkło posypało się z hukiem na posadzkę. Spryciarz przymocował liny do parapetu.

- Goryl Ty schodzisz ostatni. Kto już zejdzie musi dać sygnał. Po nim schodzi od razu kolejny. Sygnałem jest szarpnięcie liny – powiedział Tropiciel.

Pierwszy schodził Spryciarz. Wchodząc na parapet, musiał uważać na odłamki szkła wystające z ramy okna. Złapał linę. Zaczął powoli spuszczać się na ziemię. Po krótkiej chwili nastąpiło szarpnięcie. Następny był w kolejce Tropiciel. Jego zejście, jak również potem Szramy obyło się bez większych komplikacji. Problemy dopiero wystąpiły przy Gorylu. Olbrzym ze względu na swoje gabaryty musiał przeciskać się przez okno. Gdy już powoli schodził po linie, ta w połowie drogi postanowiła pęknąć. Spadł z wysokości około dwóch metrów. Potem kiedy próbował się podnieść, jego lewą nogę przeszył potworny ból. Goryl wrzasnął. Nagle z wysokiej żółtej trawy dobiegł krzyk:

- Kto tu jest!

W tym momencie Szrama zatkał usta olbrzyma swoją dłonią.

- Ten wrzask dochodził stamtąd! Poświecicie tam latarkami!

Nagle rozbłysły pod lufowe latarki, które oślepiły stalkerów, uniemożliwiając im tym samym obronę. Przed nimi stało trzech dobrze uzbrojonych ludzi. Byli ubrani w kombinezony ochronne, na które były nałożone kurtki mundurowe oraz bojówki, dzięki temu zlewali się z otoczeniem.

- To nasi! Rozpoznaje tego olbrzyma! Goryla nie da się z nikim pomylić – zaśmiał się ktoś.

,, Skądś znam ten głos” – pomyślał Spryciarz.

Po chwili go olśniło. Należał on do jednego z stalkerów Portowców. Przypomniał sobie nawet jego ksywę! Lis. Tak to musiał być on. Nazywano go tak, z dwóch powodów. Jego nadzwyczajnej przebiegłości w walce oraz rudej czupryny na głowie. Był znacznie młodszy niż wielu stalkerów. Miał zaledwie dwadzieścia cztery lata. Mimo tak młodego wieku mógł się pochwalić imponującym CV. Udało mu się zgładzić samca alfa Szablaków w pojedynkę oraz zniszczyć kilka gniazd tych stworów.

- Miło widzieć kolejną przyjazną twarz – powiedział Spryciarz.

***

Ciąg dalszy nastąpi

Średnia ocena: 4.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania