Wirus - Rozdział 1.

-Chciałabym powiedzieć, że dawno się nie widziałyśmy ale bym skłamała. Boonie cię wykorzystuje, Joyce - powiedziała Marlene gdy usiadłam przy stoliku. Spojrzałam za okno i aż zatrzęsłam się na myśl, że niedługo znowu będę musiała wyjść na ten mróz i przejechać konno dziesięć kilometrów.

-Bez przesady - powiedziałam niepewnie. Wiedziałam, że jest tak, jak mówi Marlene ale wolałam się z tym nie zgadzać - Przewiezienie paczki od czasu do czasu nie jest jakąś wielką rzeczą.

-Każe ci je wozić co kilkanaście dni. Ma przecież pod sobą tylu ludzi, dlaczego to zawsze jesteś ty? - spytała retorycznie. Skrzywiłam się lekko i opuściłam głowę.

-Boonie mnie uratowała, przecież to ona wyciągnęła mnie z tego samolotu. Mogła tego równie dobrze nie robić, była przypadkową osobą. To ona zaczęła mnie uczyć jak mam się poruszać, z kim rozmawiać i jak ... przetrwać. Przecież mogę chyba dostarczyć wam tę paczkę, nie będę robiła z tego afery.

-Joyce - zaczęła od razu Marlene - Zrobiłaś już wystarczająco wiele, odpłaciłaś jej się jak tylko mogłaś. Dlaczego stamtąd nie odejdziesz? Jesteś już dorosłą kobietą. Przecież możesz przenieść się tutaj. Pragnę ci przypomnieć, że zarządzam szpitalem przerobionym na schron dla niezarażonych. Zawsze znajdzie się tu miejsce - Marlene uśmiechnęła się szeroko i położyła swoją dłoń na moje ramię. Speszyłam się nieco, choć nie wiem dlaczego, w końcu ona była mi bardzo bliska.

-Boonie uczyła mnie od zawsze lojalności - odparłam - Poza tym, tam jest tylu znajomych mi ludzi ... Kiedy myślałam, że nie pozbieram się po stracie rodziców, a przynajmniej matki ... - zrobiłam pauzę i wzięłam oddech - Okazało się, że potrafię się zintegrować z innymi. Boonie pomogła nie tylko mi. Dała nadzieję wszystkim z naszej społeczności. Stworzyliśmy coś naprawdę wspaniałego. Mamy tam już wiele budynków mieszkalnych, ponad tysiąc ludzi, nawet salę baletową! - zdziwiłam się, że powiedziałam to tak wesoło. Marlene uśmiechnęła się smutno i podeszła do okna. Nadal była nieprzekonana - Mam też pierwszy raz prawdziwą przyjaciółkę. Samantha, opowiadałam ci o niej ...

-Okej, starczy. Widzę, że cię nie przekonam. Pokaż tę paczkę - powiedziała sucho podchodząc znowu do mnie. Wstałam szybko i zdjęłam czarny plecak, otworzyłam go i wyjęłam z niego niewielkie pudełko. Marlene otworzyła wieko - Leki, bandaże, strzykawki ... dobra, wszystko się zgadza. Boonie przynajmniej jeszcze chce z nami utrzymywać stosunki handlowe.

-A właśnie ... - zaczęłam niepewnie - Co się tak naprawdę między wami stało? Z tego co wiem, razem założyłyście ten schron. Dlaczego się przeniosła?

Marlene spojrzała mi w oczy. Jej wzrok był niesamowicie nieprzyjemny, jakby przenikał mnie od środka. Odgarnęła kosmyk czarnych włosów i przeszła kilka kroków po pokoju.

-Kiedyś może ci opowiem - odparła wymijająco - Chcesz się czegoś napić?

-Dzięki - pokręciłam szybko głową. Marlene spojrzała na zegarek.

-Niedługo zacznie się ściemniać. Może powinnaś zostać na noc - zaproponowała.

-Nie mogę, przykro mi - odchrząknęłam - Będę się zbierać. Wygląda na to, że faktycznie muszę już jechać, żeby nie natknąć się na zarażonych - wstałam z krzesła i włożyłam plecak, poprawiając jeszcze go kilka razy. Spojrzałam na Marlene. Wydawała się jakaś nieobecna, czy naprawdę to, że wolę zostać u Boonie tak na nią zadziałało? Nie sądzę ale kto ją tam wie.

-Uważaj na siebie - powiedziała gdy wychodziłam.

-I ty także - krzyknęłam jeszcze zza pleców i wyszłam na zewnątrz.

 

Klacz stała przypięta do słupków obok. Pogłaskałam jej delikatną grzywę i wsiadłam do siodła. Założyłam kaptur i pojechałam w kierunku bramy. Dwóch mężczyzn stojących przy niej otworzyło ją nieśpiesznie. Nie powiedzieli nic, więc ja też się nie żegnałam. Gdy odjechałam kawałek, zatrzymałam się by spojrzeć z daleka na schron.

Teren dawnego szpitala otoczony murami wyglądał groźnie w tej śnieżycy. Zastanowiłam się, czy może faktycznie nie byłoby mi lepiej tutaj. Boonie faktycznie wysyła mnie znacznie częściej niż resztę, ale to może dlatego, że jestem najlepsza? Uśmiechnęłam się do siebie na tę myśl. Ruszyłam znowu w kierunku powrotnym.

 

Było przeraźliwie zimno. Śnieg otaczał wszystko dookoła, mimo to mogłam dostrzec mijane zniszczone budynki, które niegdyś służyły za domy. Czasami zastanawiałam się, kim byli ludzie, którzy tu mieszkali przed ... tym wszystkim. Czy się uratowali, czy przemienili w te bestie. Grzebanie na zgliszczach nie należało do moich ulubionych zajęć, choć Boonie czasami i tego wymagała. Wtedy mogłam znaleźć jakieś dokumenty czy zdjęcia. Szczególnie na fotografiach z albumów, ludzie wyglądali na szczęśliwych. Tęskniłam za dawnym życiem, mimo, że wcale nie pamiętałam tak wiele jako ośmiolatka. Miałam jednak w pamięci te pikniki z rodzicami, wspólne wakacje w górach. Pamiętałam jak o mnie dbali ... jak nikt inny potem. No może poza Samanthą, choć i ona niewiele mogła zrobić, miała w końcu tyle samo lat co ja. Jednak przy niej czułam się naprawdę bezpiecznie. Dowiedziałam się jak wygląda ta cała przyjaźń i byłam zadowolona, że właśnie tak.

 

Być może za bardzo odpłynęłam w nostalgię. Stuknęłam lejcami by klacz przyspieszyła. Wolałam dotrzeć do obozu jeszcze przed zachodem.

 

A księżyc powoli stawał się widoczny na niebie.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Kocwiaczek miesiąc temu
    Faktyczniex2/

    Podoba mi się. Błędów znacznie mniej, widać, że czytałeś tekst kilka razy zanim udostępniłeś. Jest dobrze, ciekawie, nie zdradzasz z dużo, stawiasz pytania bez odpowiedzi, co zachęca do czytania dalej :) 5 ode mnie :D
  • Raven18 miesiąc temu
    Dziękuję ;)
  • Shogun miesiąc temu
    Dobry rozdział. Bardzo dobrze się go czyta, płynnie i szybko. Dobra narracja. Ciekawy początek. No nic, po prostu podoba mi się :). Ode mnie 5. Czekam na kolejny rozdział.
    Pozdrawiam ;).
  • Raven18 miesiąc temu
    Dziękuję :D
  • Kapelusznik miesiąc temu
    Na razie 5
    Ale na litość bogów - nie używaj minusów w dialogach
    "-"
    Ten znak używaj podwójnego minusa -- (półpauzy) - tutaj w komentarzu nie działa ale jeśli masz Libre Office to dwa minusy dają półpauzę - znacznie lepiej wygląda w dialogach

    Po drugie
    NIE:
    "-Uważaj na siebie - powiedziała gdy wychodziłam."
    A:
    "- Uważaj na siebie - powiedziała gdy wychodziłam."
    Jeśli już
    Daj tej pierwszej literce szansę oddechu :)

    Powinienem postawić niżej za styl, ale żeś się posłuchał i zaczął porządnie prowadzić serię jak proponowałem, więc uznaj to za ukłon z mojej strony, żeś jesteś gotowy się uczyć i rozwijać warsztat.
    Pozdrawiam
  • Raven18 miesiąc temu
    Dzięki ;)
    Piszę na telefonie, nie mam możliwości używać komputera
  • Kapelusznik miesiąc temu
    Raven18
    ...
    ...
    Sprawiłeś że czuję się niekomfortowo
    ...
    Właśnie podałeś mi koktajl podziwu i smutku z lodem - wstrząśnięty i zmieszany
    ...
    To smak mojego życia...
    ...
    ...
    Proszę przestań
  • Raven18 miesiąc temu
    Kapelusznik Dlaczego? Co się stało?
  • Kapelusznik miesiąc temu
    Raven18
    Pisanie na telefonie
    To herezja, przekleństwo i sztuka, jeśli ktoś potrafi zrobić to dobrze równocześnie
    A ty... idziesz po tej cienkiej linii
    ...
    Sama świadomość że napisałeś to na telefonie sprawia że moje wnętrzności się przewracają i zastanawiają nad przeprowadzką - głównie dlatego ponieważ staram się używać jak największej ilości narzędzi, najróżniejszego typu by osiągnąć sukces
    ...
    A ty...
    TY PISZESZ NA TELEFONIE
    ...
    Jestem zły, jestem zdezorientowany, mój mózg nie jest gotowy do przetwarzania takiego typu informacji zaraz po sesji
    NOPE NOPE NOPE NOPE

    Na litość wszystkich bogów, demonów, duchów, świętych i przeklętych na wieki
    - używaj komputera - nie tylko by zwiększyć poziom swojego warsztatu, ale i przy okazji (jeśli możesz) nie doprowadzić do depresji czytelnika/pisarza, który pisze i czyta na kompie.
  • Raven18 miesiąc temu
    Kapelusznik Widzę bardzo emocjonalne podejście :D
    Bardzo mi przykro, jak już napisałem nie mam możliwości pisania na komputerze
    :(

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania