Zaklinaczka - Rozdział XII

Obudziło mnie szarpanie, otworzyłam oczy i zauważyłam, że jestem dwa metry nad ziemią, unosiłam się coraz wyżej. Niedługo później znalazłam się na tej samej polanie co poprzednio, tajemnicza kobieta przypatrywała mi się z uśmiechem.

- Cieszę się - powiedziała słodko - że znów jesteś wolna.

Nie odpowiedziałam, czekałam, aż ona wytłumaczy mi to wszystko co teraz się dzieje.

- Co tutaj robię? - zapytałam, kiedy się nie odezwała. - Nic z tego nie rozumiem.

- To skomplikowane - westchnęła ciężko - nadchodzi wojna między gwiazdami a ziemianami. Uważają, że mają większe prawa do ludzi niż my, bo żyją bliżej nich, to nonsens.

- To prawda - zauważyłam - żyją bliżej nas, ale to nie znaczy, że któreś z was ma do nas większe prawa.

Pani pogłaskała mnie po policzku i patrzyła rozmarzonym wzrokiem.

- MY mamy większe prawa do ludzi, ty jesteś gwiazdą, jedną z nas, musimy zawalczyć o to co nasze.

- To bzdura - warknęłam - należymy do siebie na wzajem.

- Nie rozumiesz - pokręciła głową - ale kiedyś to pojmiesz, teraz powinnaś wrócić, nie jesteś gotowa na tę rozmowę.

- Co?! - krzyknęłam, kiedy poczułam. że coś ciągnie mnie w dół.

Jednak to nic nie dało, kobieta już mnie nie słuchała, po chwili wylądowałam gdzieś na stogu siana. Chłopi przerwali pracę i przyglądali mi się z zaciekawieniem, uśmiechnęłam się nieśmiało i zeszłam na ziemię. Rozejrzałam się zdezorientowana, nie miałam pojęcia, gdzie powinnam iść.

- Łucja?

Odskoczyłam jak oparzona, Krzysztof stał tuż za mną.

- Co tu robisz? - zapytałam go.

- Przyszedłem po ciebie - uśmiechnął się lekko - powinniśmy trzymać się razem .

- Tak... - powiedziałam zagubiona - muszę iść do ojca, pewnie się o mnie niepokoi, wyleciałam z samego rana, przez dach - dodałam z uśmiechem.

Krzysztof podszedł do mnie i wziął mnie za rękę.

- To już nie ważne - pogłaskał mnie po głowie - liczysz się tylko ty i ja.

- Mhm... - odsunęłam się - chętnie do ciebie dołączę, ale muszę uprzedzić ojca.

- On nie jest już ważny - szepnął tuż przy moim uchu - ważna jesteś ty.

Cofałam się, a Krzysztof podchodził coraz bliżej, odwróciłam się i rzuciłam biegiem przez las. Nie miałam pojęcia, gdzie biegnę, gałęzie ocierały się o moją twarz, raniąc ją boleśnie. Wiedziałam, że mężczyzna jest tuż za mną, czułam jak próbuje chwycić mnie za ramię, za każdym razem ledwo udawało mi się oswobodzić. Zahaczyłam nogą o korzeń i przewróciłam się na ziemię, tuż przed czyimś butem. Smukła, blada dłoń pomogła mi wstać, była zbyt piękna, by mogła należeć do przypadkowego chłopa. Krzysztof stał naprzeciwko i przyglądał się oniemiały, w pewnej chwili wyciągnął miecz. Przeszła mi przez głowę myśl, że zwariował, kto widział bić się z elfem, do tego z królem. Elfy wbrew pozorom było to krwawe plemię, jeśli już zdecydowali się by coś zrobić, woleli uczty i tańce na leśnych polanach przy zachodzie słońca. Jednak po paru stuleciach rządów jakiegoś władcy decydowali się go obalić, mordując go, jego rodzinę i przy okazji burząc jego zamek wraz z połową miasta, z tego co wiem obecny monarcha rządzi ponad czterysta lat, nie sądzę by walczył z buntownikami logicznymi argumentami. Byłam pewna, ze Krzysztof nie wygra tego starcia, był na tyle głupi myśląc, że to mu się uda?

Król uśmiechnął się okrutnie i wyciągnął miecz, ostrze lśniło niebieskawo.

- Uwierz, mi - zapewnił - będziesz żałował, że ją spotkałeś.

"Ją" wypowiedział z jawnym lekceważeniem, odkąd się na niego natknęłam nie spojrzał na mnie ani razu. Mężczyźni zwarli się w pojedynku, stal uderzała o stal. Walka nie trwała dłużej niż pięć minut, nie było mowy o bohaterstwie i odwadze Krzysztofa. Kiedy król stał nad nim z obnażonym mieczem, coś poruszyło moje sumienie.

- Proszę, nie - zasłoniłam go swoim ciałem.

Starałam się nie zwracać uwagi na wycelowane w moja pierś ostrze.

- Odejdź stąd - polecił mi - albo podaj mi jeden powód, dlaczego mam go nie zabijać.

Jeden powód, a to dobre, w głowie miałam pustkę.

- Odwaga nie przejawia się - powiedziałam cicho - tym, że kogoś pozbawimy życia, ale tym, ż e mu je darujemy.

Król spojrzał na mnie poirytowany, wiedziałam, że nie podobają mu się moje słowa, Krzysztof poruszył się i wiedziałam, że chce coś powiedzieć.

- Nie odzywaj się - warknęłam.

Elf schował miecz i przyglądał mi się z wahaniem.

- Sugerujesz, że powinienem puścić go wolno? - uniósł pytająco brew. - Zgoda, a co jeśli jutro oni nie będą dla nas tacy łaskawi?

Spojrzałam niepewnie na Krzysztofa, był chamem i gburem, ale nie jest zdolny do zabójstwa.

- Co jeśli oni zabiją kogoś kogo kochasz? - zaatakował. - Myślisz, że nie zabiję cię jeśli będzie musiał.

Odwróciłam się do Krzysztofa i patrzyłam na niego błagalnie, chciałam by zaprzeczył, by powiedział, że nie mógłby mnie stracić .Jednak mężczyzna wbił wzrok w ziemię i nie wypowiedział, ani jednego słowa. Zacisnęłam powieki, chciałam powstrzymać napływające łzy, dlaczego było mi przykro skoro znałam go zaledwie parę dni?

Świsnęła cięciwa, strzała przemknęła tuż obok mojej twarzy, król pociągnął mnie za najbliższe drzewo, zakapturzeni Ziemianie wjechali na polanę. Elfy nadjechali z drugiej strony , byli oni o dużo lepsi w walce niż jego przeciwnicy. Nie zauważyłam, kiedy król dołączył do walczących, przy mnie stał inny rudowłosy elf, oblicze miał szlachetne, zagniewane, niebieskie oczy bacznie przyglądały się walce.

- Musisz pójść ze mną, gwiazdko - pociągnął mnie za rękę.

Pozwoliłam prowadzić się jak najdalej od pola walk, wkrótce jej odgłosy zostały w dali. Elf szedł ze mną wzdłuż rzeki, wiatr wiał od zachodu uginając przed sobą drzewa w pokłonie. Przed nami na drodze stało dwóch jeźdźców z trzema końmi.

Dlaczego czekali tutaj a nie dołączali do walki? To było podejrzane, poza tym król nie mówił, że mam iść z nimi.

- Gdzie mój ojciec? - zapytałam podejrzliwie.

- Został w obozie - odpowiedział rudowłosy - władca nie pozwolił iść mu z nami. Przydzielił nas jako twoich strażników.

Cofnęłam się o krok, coś mi mówiło, że nie powinnam im ufać.

- Boisz się, gwiazdko? - uśmiechnął się strasznie.

Trzasnęły gałęzie, Krzysztof wyszedł spośród drzwi, wyciągnął do mnie rękę.

- Łucjo - przemówił do mnie łagodnie - nie ufasz im, to słuszne, ale zaufaj mi. Przyłącz się do nas, potrzebujemy ciebie.

- Nie słuchaj go - zabronił mi elf. - On cię mami, a ja ani razu nie użyłem swojej mocy przeciwko tobie

Krzysztof znalazł się krok ode mnie.

- Ufaj mi - poprosił.

- Nie - otrząsnęłam się - już raz mnie zdradziłeś.

Odwróciłam się od niego i podeszłam do elfa, Krzysztof rzucił czymś w moją twarz, zasłoniłam się w ostatniej chwili. Ziemianina odrzuciło do tyłu, mężczyzna leżał nieprzytomnie wśród drzew.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • motomrówka 3 miesiące temu
    Ciebie też odwiedziła świnia z jedynką. Przydałby się jakaś ubojnia. Tekst poczytam na spokojnie, na razie zostawiam bez oceny. Jedno mi się rzuciło - jestemdwa metry nad ziemią. Srające jedynkami świnie precz!
  • Katrina 3 miesiące temu
    W pełni się z Tobą zgadzam

Napisz komentarz