Kaleka księżniczka z końca świata: Pyszna zabawa
Piątek, 28 sierpnia,godz 17:05, Weranda
Słońce już nie piecze tak mocno jak w południe, ale powietrze jest jeszcze gęste od końcówki lata. Siedzę na werandzie, z telefonem w dłoni, zadowolona z siebie w sposób, którego sama nie rozumiem, bo obiektywnie wiem, że zachowuję się gówniarsko.
Zalogowałam się jako PannaKalekaLaura. Weszłam na pokój Poznań
MożeJezioro?: Hej, może skoczymy gdzieś razem?
PannaKalekaLaura: Nie, dzięki.
No bo co innego miałam mu odpisać? Nie jestem na czaterii by kogoś poznać, nawet nie wiem po co jeszcze tam wchodzę.
Kiedy naciskał, że „bardzo chce mnie poznać", poczułam ten słodki skok adrenaliny, którego nie czułam już od tak dawna. Nie zastanawiałam się, nie było we mnie ani grama złości czy frustracji Chciałam po prostu sprawdzić, jak daleko mogę się posunąć.
PannaKalekaLaura: Ul. Roosevelta 5, Poznań.
Oczywiście, że znałam ten adres. Każdy, kto w życiu przeczytał więcej niż jedną książkę Musierowicz, wie, że to ulica na której mieszkają legendarni Borejkowie z Jeżycjady. Biedak pewnie nawet nie kojarzy, że wysyłam go pod adres fikcyjnej rodziny literackiej, albo po prostu myśli, że to zwykła kamienica. Niech jedzie. Niech szuka klatki, niech kręci się pod drzwiami, niech wysyła wiadomości, na które nikt nie odpowie. Satysfakcja z wyobrażania sobie gościa, który traci czas i paliwo, jest niemal namacalna. Obcy napaleniec, który myśli, że za chwilę spotka „Laurę z MPD", a spotka tylko cegły i własną głupotę.
Zablokowałam go, zanim zdążył cokolwiek odpisać. Wylogowałam się z czatu, jakbym nigdy tam nie była.
Odłożyłam telefon na stolik, wzięłam głęboki oddech i powoli, z trudem, przytrzymując się krawędzi ogrodzenia, osunęłam się do basenu stojącego na werandzie. Woda jest przyjemnie letnia. Dryfuję w niej, czując, jak moje mięśnie, zazwyczaj tak sztywne, wreszcie trochę odpuszczają. Patrzę w niebo, gdzie powoli zbierają się chmury. Jutro mam urodziny. Trzydzieste pierwsze. A czuję się, jak rozbestwiona czternastolatka , która dopiero co zrobiła psikusa, jakiego nie powstydziłaby się prawdziwa Laura Pyziak. Uśmiecham się do siebie. Nikt nie wie, co właśnie zrobiłam. Nikt nie wie, że ta „biedna, niepełnosprawna dziewczyna" właśnie zrobiła sobie najlepszy prezent urodzinowy, jakiego nie da się kupić w żadnym sklepie.
Jestem okropna? Może. Ale przynajmniej nie jestem nudna.
Komentarze (1)
Jeszcze nie tak dawno prawie wszystkie osoby niepełnosprawne fizycznie były więźniami domów, mieszkań; jest już lepiej; bo widać takie osoby na zewnątrz.
Z osobami niepełnosprawnymi intelektualnie jeszcze większy problem i jest to najwyższa poprzeczka♥️🍀
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania