Miętowe łabędzie. Czerwony tygrys (cz. 2, rozdział 8)

__________

 

Alice

 

- No, tak. - potwierdza Arthur. - Lecz ja bym się najpierw skupił na paru innych rzeczach. Zanim wrócimy do Starych Kamienic, musimy sobie odpowiedzieć na parę pytań. Albo dopasować nieznane nam pytania, do odpowiedzi, które posiadamy. Pierwsze pytanie: po czyjej stronie jest Justin?

Na jego słowa Eddy wstaje z ziemi i kieruje się do nas.

- Po ich. - mówi.

- Ich? - dziwi się Arth.

- No… Jego, ich, tamtych. Jak wolisz. Po tej drugiej, nie naszej. Zaatakował Alice, więc pracuje dla tego, kto odurzył jej rodziców i jakby… Zmusił ich do organizacji przyjęcia.

Gdy my rozmawiamy, Alex zmienia pozycje i siada po turecku. Dalej trzyma Cami na rękach, tyko że teraz w pozycji leżącej, żeby mogła spać.

- Ok, Justin to nasz wróg. - podsumowuje Arthur. - Alice, znasz kogoś, kto chciałby odzyskać Camille? I kto nie jest zwykłym… Człowiekiem?

Do głowy przychodzi mi jedna osoba… Nie, to nie to. Próbuję inną, która przyszła mi na myśl:

- Camille nigdy nie poznała swojego ojca. Ja też nie. Nikt z naszej rodziny tego nie zrobił.

- A czy jej rodzice nie zginęli w wypadku samochodowym? - pyta niespodziewanie Alex.

- Nie, tylko Jean nie żyje… Znaczy nie wiem, może jej ojciec też już skończył swój żywot. Ale na pewno nie zginął w tym wypadku.

- Dobrze. Czyli jest bardzo prawdopodobne, że to on. Musiałby być… - Arth urywa. - Nieważne. - dodaje szybko.

- Arthur… Nie ,,nieważne”. Nie ma tak. Musimy wiedzieć wszystko to, co jest istotne, a pochodzenie ojca Cami jest ważne. - irytuję się.

- Dobrze, masz rację. - wzdycha. - Jeśli to on, to możliwe, że jest, lub był, Tygryssem…

- Co? - podskakuję. Alex, Eddy i Cruz robią to samo. Zavier i Koby są… Wyglądają, jakby dryfowali w innym świecie.

- Nie jestem pewien, to jest tylko jeden z miliona scenariuszy. - próbuje nas uspokoić Alfa. - Uspokój się, Eddie, nie…

Niestety - nie kończy. Eddy już leży na ziemi nieprzytomny.

- Co tak zadziałało tym razem? - Arth pociera rękami skronie.

- Praktycznie nie oddycha, to nie przez temat Tygryssyów - stwierdza Cruz siedzący teraz przy Eddiem. - Może to przechodzenie przez portal, nigdy tego nie robił, więc możliwe, że źle zadziałało…?

Bez słowa do niego podchodzę i przyglądam się klatce piersiowej Eddy’ego. Faktycznie, prawie w ogóle się nie podnosi.

- Co rozumiesz przez ,,praktycznie nie oddycha”? Albo oddycha, albo nie. - podsuwa Alex. Oddaje Cami w ręce Arthura i podchodzi do nas, zamiera w bezruchu. Chwilę później klęka przy Eddiem i układa go tak, że najmłodszy z nas leży teraz na plecach. Zaczyna uciskać mu miejsce, w którym umieszczone jest serce… Ale to nie jest resuscytacja.

- Co robisz? - pytam.

- Resuscytację. - odpowiada Cruz zamiast Alexa.

- Nie. Resuscytacja wygląda inaczej. - protestuję.

- Eddy ma serce wampira, które pompuje złotą krew i sprawia, że on jest nieśmiertelny. Czy to coś ci mówi? - wtrąca się Arthur.

- Nie. Znaczy tak, ale chcę się dowiedzieć więcej szczegółów.

- Jest wampirem, więc jego serce pompuje krew, która pozwala na nieśmiertelność. Wszystkie wampiry tak mają, ok? Tak działają nasze organizmy.

- Dobra, nieważne, co mu się dzieje? - zwracam naszą dyskusję na dobry tor.

- Nie mam pojęcia. - szepcze pod nosem Alex. Ma szybkie i nerwowe ruchy, stresuje się. Przestaje uciskać serce Eddiego i jakimś pierwszym lepszym kamieniem rozcina Eddy’emu nadgarstek.

- Może wdać się zakażenie, Alex… - sugeruję.

- Alice, jestem na medycynie, wiem, że do rany może wdać się zakażenie, ale jego krew to rozpuści. Tak to działa. - wyjaśnia poirytowany.

- Rozpuści… Ok. Dużo rzeczy jeszcze nie wiem.

- Zamknij się z łaski swojej, Alice, i CHODŹ tu. - krzyczy. Posłusznie podchodzę i klękam obok niego. - Uciskaj w taki sposób. - pokazuje mi w jaki sposób robił to przed chwilą. Ze skupieniem zaciskam dłonie jedna na drugą, tak jak to mniej więcej wygląda w uścisku powitalnym dwóch osób, i zaczynam uciskać miejsce, w którym Eddy ma serce.

Mam podzielną uwagę i jednocześnie patrzę na to, co robi Alex. On zaś zamiast opatrzeć ranę, przeciwnie dotyka jej i przygląda się ze skupieniem. W końcu wiem czego szuka. Chce sprawdzić, jakiego koloru jest krew Eddiego.

Tyle że w tym mroku nic nie widać. Jest ciemno i kolor jest ni to czarny, ni to fioletowy… Ale widać delikatny połysk, jakby w krwi Eddy’ego pływał brokat. Alex też to zauważa i z rozpaczą zakrywa ręką twarz. Nie wiem co się dzieję i przestaję resuscytować najmłodszego członka naszej Zgrai.

Spoglądam z zaniepokojeniem na Cruza i Arthura, który trzyma na rękach Camille. Też wyglądają na skołowanych i zdezorientowanych.

- Co mu się stało? - pytam, bojąc się odpowiedzi. Chociaż już się domyślam, co Alex powie.

- Umarł. - mówi cicho. Zamykam oczy. - Nie… nie przeżył przejścia przez portal. Za dużo dla jego organizmu.

- Ale przecież jesteśmy nieśmiertelni, on nie mógł umrzeć. Sam mówiłeś, że jego krew…

- Do jego krwiobiegu dostało się trochę wiatru Justina. Sama widzisz, że krew się świeci.

Faktycznie, krew płynąca z rany Eddiego świeci.

Jakby był w niej brokat.

- Ale jak to działa? Przecież skoro jest nieśmiertelny, to…

- Już nie jest wampirem. Jego krew zmieni za chwilę kolor na zwykły czerwony. Staje się właśnie zwykłym człowiekiem…

- Czyli spełnia się jego najskrytsze marzenie. Nigdy tego nie powiedział, ale my wszyscy wiemy, że on o tym marzy. Chciałby być taki, jak kiedyś. - kończy za Alexa Arthur.

Średnia ocena: 2.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania