Ocena bitwy #2 — Arysto

Oceny Bitwy Literackiej SO #2

Temat główny: Dom strachu.

Temat dodatkowy: Zawsze dostaję gorzki koniec lizaka.

 

1) Felicjanna: “Jaki jest, każdy widzi…”

 

#Technikalia:

 

Za, dużo, przecinków. Niejednokrotnie musiałem wracać kilka linijek nawet, by dowiedzieć się, o co chodzi w konkretnym zdaniu, nie wspominając o tym, że musiałem sam te przecinki powstawiać parokrotnie, by miało ono sens. Odbierało mi to przyjemność z czytania całkiem fajnej historii o Lesiu, Helce, Teresie, księdzu i Węgielnym.

 

Oprócz tego - połamanie tekstu jest miejscami dziwaczne, niektóre fragmenty rozdzielone w taki sposób, że również traciłem orientację kto z kim gada, co robi i co się dzieje. Zapis dialogów również momentami kiepski, raz zauważyłem nieumiejętność - lub niechęć - po sięganie po takie środki jak mowa ciała albo wyrażenia niewerbalne, przez co skończyło się m.in. na takim zapisie:

- ??!!!

 

Co jest, przynajmniej dla mnie, bardziej komiksowym zabiegiem niż literackim.

Zbyt wielka ilość wielokropków i wykrzykników wskazuje z kolei na nieumiejęność tworzenia atmosfery sytuacji, nadawaniu jej emocji i brak zdolności w ukierunkowaniu widza na to, by sam mógł czytać dialog bez pomocy ze strony autora.

 

Nie mogę jednak powiedzieć, że opowiadanie było złe - mimo błędów, czytało się nieźle.

 

#Fabularia:

 

Prosta historia szybko nakreślająca postacie w sposób stereotypowy i wykorzystująca znane archetypy została zrealizowana… bardzo dobrze. Dzięki swojskiej stylizacji, luźnemu stylowi i gawędziarskiego podejścia do języka czytało się to bez nudy. Lesio to postać łatwa do zrozumienia, przez co łatwo się z nią również nawiązuje kontakt. Ot, chłopek roztropek - znamy go, wiemy z czym się go je, co zrobi, co mu się w głowie kołacze (cycki). Helka z kolei została stworzona z myślą o tym, by być archetypem Buntownika, fascynującego z miejsca, przeciwna temu, w czym został wychowany Lesio, występująca przeciwko archetypowi Króla-Teresy. Zakończenie może i pozostaje bez większej pointy, ale wpisuje się w charakterystykę utworu - ot, Helka była jedynie przelotem w życiu Lesia, game-changerem, ostatecznie - Mędrcem, który pokazał mu prawdę o ludziach i zabobon, który w nich tkwi.

 

Kwestia zabobonu również mi się podobała i chyba elementem, który wpasował mi się najmniej jest wątek z psami-rekinami. Cóż, wątek prawie bareistyczny. Prawie. Ostatecznie abstrakcyjny i oderwany od reszty. Chociaż taki właśnie miał być (przynajmniej tak mi się wydaje) - wszak Dom Strachu to Dom oderwany od wszystkiego. Wyjęty ze świata.

 

Widzę zamysł. I spodobał mi się on.

 

#Wrażenia ogólne:

 

Niestety, odbiór tekstu sparaliżowały u mnie technikalia, które dosyć mocno utrudniały zrozumienie treści. Gdyby opowiadanie miało bardziej uporządkowaną strukturę, pewnie ocena byłaby znacznie wyższa.

 

Podoba mi się podejście do zabobonu, do mitu Słowiańskiego, uwielbiam również gawędziarski styl i bardzo szanuję za umieszczenie akcji na wsi - czyli tam, gdzie formalnie nic nie powinno mieć znaczenia. Dodanie do tego elementów, które występują rzadko jako rekwizyty - taksówkarza, telewizor - również sprawiły, że tekst do mnie uderzył i trafił - chociaż nie bez wybojów i zakrętów.

 

A Lesia polubiłem. Ot, swój chłop. I nawet uroczy w tej swojej nieśmiałości przed miastową.

 

2) Katra: Zbawienie

 

#Technikalia:

 

Tekst napisany naprawdę poprawnie. Nie zauważyłem wielu błędów, nie licząc partu powtórzeń i tego, że momentami słowa były… niedopasowane do czynności i sytuacji, zarówno pod względem znaczenia jak i odpowiedniego ciężaru - np. użycie archaicznego począł. Fleksja momentami też do poprawy - jednak tylko w wypowiedziach.

 

Niemniej zastosowany styl pozwala czytelnikowi ze swobodą gonić wydarzenia, nie sprawia, że trzeba się zatrzymać, przemyśleć coś, odgadnąć albo domyśleć się, bo autor źle to opisał.

 

Jest poprawnie. I tylko poprawnie.

 

#Fabularia:

 

Historia, mam wrażenie i mogę się mylić, to romantyczna wizja wiktoriańskich egzorcystów z odrobiną amerykańskiego cowboya. W inspiracjach wyczuwam Preachera, Penny Dreadful, nawet odrobinę Devil May Cry i Constatine’a. Autorka niekoniecznie musi znać te dzieła - po prostu zastosowała popularne popkulturowe zagrania, dzięki którym czytelnik może od razu wiedzieć, że demon to demon, bliźniaki (przywodzące na myśl demony z Anime) nie są zwykłymi bliźniakami, a egzorcysta to człek posępny, ponury i który swoje przeżył.

Niestety, mieszanka, o ile ma potencjał na dobrą historię, również jest jedynie poprawna. Jest walka, która niekoniecznie budzi poczucia zagrożenia przez to, że przebiega stereotypowo, są wizje, które również nie odbiegają od tego, co znamy z wielu dzieł o gliniarzach, egzorcystach i stróżach niewinnych.

Wszystko jest od linijki - bezpiecznymi drogami, bezpiecznymi rozwiązaniami, niczym reklama w małej firmie marketingowej. Przez to nie budzi tych emocji, co powinno - mimo nacechowania akcją, przeżyciami, doświadczeniami i słowami, które takowe budzić powinny.

 

#Wrażenia ogólne:

 

Ostatecznie ani nie czytało mi się przyjemnie, ani kiepsko. Po prostu czytało - jak raport, jak instrukcję, jak opis wydarzeń, którym nieco zabrakło emocji. Polecam zapoznać się z teorią konfliktów w literaturze, z monomitem (to będzie ważne), z archetypami bohaterów oraz tworzeniem storytellingu zarówno w reklamie jak i w opowieściach.

 

I właśnie to jest do poprawienia ze strony autorki: wejście do głowy czytelnika, zrozumienie odbiorcy i zapewnienie mu przeżyć, emocji albo przemyśleń. Polecam przed przeczytaniem następnego tekstu udać się po “Narratologię” Tkaczyka i zasiąć do swojego pisania na dłużej.

 

3) Okropny: Dom Strachu

 

#Technikalia:

 

Nie zauważyłem większych potknięć, nie licząc momentami niepotrzebnego przenoszenia podmiotu na koniec zdania i zagubienia przecinków (mocne skonsternowanie było, kiedy Wendy zapytała kolesia Watsona o drogę - niech to posłuży za przykład niepotrzebnego przenoszenia podmiotu w zdaniu).

 

Być może wynika to z moich preferencji, ale o ile budowanie atmosfery wesołego miasteczka jak najbardziej na plus, tak budowanie elementru grozy już wewnątrz domu strachu było zbyt… wplecione w zdania. Brakowało mi potraktowania tego elementu z większą pieczołowitością, odsuwania punktu kulminacyjnego, budowania dramaturgii. Było trochę za bardzo podane na tacy, zbyt wyeksponowane, samo zdjęcie maski zawierało mało elementu przerażenia czy zaskoczenia - bohaterka reagowała, ale jako czytelnik nie byłem w stanie wychwycić napięcia.

 

#Fabularia:

 

Podobało mi się to jako komentarz odnośnie współczesnej młodzieży - mimo całkiem fajnych dla starszego pokolenia bodźców (klasyczne wesołe miasteczko) na dodatek pozyskanych nielegalnie, bo przecież dorastają szybciej (przeskakiwanie przez płot jako symbol przekraczania granic dorosłości), ale nie potrafią tego docenić ze względu na wiek (chcą czegoś mocniejszego, lepszego, doświadczenia, które ich zmieni), ostatecznie w pogoni za bodźcem sprowadzając nieszczęście same na siebie. I jako taki tekst się sprawdza - jest w porządku, jak w przypowieści ze studentem medycyny, trupim jadem i przelizującą się dziewczyną.

 

Łatwo się też utożsamić z dziewczynkami - archetyp odkrywcy i buntownika w jednym, podejście w tworzeniu, które rzuca kotwicami mentalnymi na prawo i lewo, pozwalając czytelnikowi złapać szybki kontakt, nawet jeśli postać wydaje się kliszą. Tutaj jednak nie ma potrzeby tworzenia oryginalnych, skomplikowanych charakterów - dziewczynki są doskonałym narzędziem przedstawienia historii. Ich zachowanie jest wiarygodne, podobnie jak sposób mówienia oraz chęć udowodnienia sobie nawzajem, kto jest fajniejszy (kuśtykanie).

 

Ostatecznie, co już wspominałem - po takim entree i świetnym wprowadzeniu wesołomiasteczkowego klimatu spodziewałem się czegoś więcej w kulminacyjnym momencie, któremu zabrakło dynamiki, który poszedł takim torem, jakby Tolkien opisywał kolejne budynki w elfim gaju. Ot - część wystawy, a miał być sztos. Dlatego, mimo że uważam, że jest to jedna z fajniejszych prac, to widzę pęknięcia w tym monomicie.

 

#Wrażenia ogólne:

 

Solidna praca, fajnie się czytało, dziewczynki na plus, komentarz generacyjny na plus, suspens nie na puls. Zabrakło doszlifowania, mam wrażenie, że wypaliłeś sobie siły gdzieś w połowie i zmęczyłeś się pisaniem, by było miejsce na polot i finezję.

 

Podobało mi się wykorzystanie archetypów postaci w ten sposób i zbudowanie całej opowieści na zasadzie klasycznych kontrastów - dom strachów, wesołe miasteczko, dorośli w bezpiecznej strefie, młodzież szukająca bodźców w niebezpiecznej, lans wyżej niż życie, szacun na dzielni lepszy od bezpieczeństwa i zdrowia. No i lizak - zgrabne wplecenie, chociaż dalej uważam, że ten wątek demonów, diabłów, chujwieczego - mógł być zrobiony lepiej i rozbudowany o chociaż dwa-trzy akapity uzupełniające opisów. Rzuć mi wędkę, psze pana, po kij mi ta rybka.

 

4) Adam T: Przystań

 

#Technikalia:

 

Patrząc na sporą ilość tekstu - nie przypadło nań wiele błędów. Nie zrozumiałem paru rzeczy - czemu narrator/chłopiec używa słowa “napisane” jakby był i utożsamiał się z autorem, kiedy wyraźnie jest odgrodzenie (moment, kiedy starszy brat wyciera usta po wódzie i młodszy rozważa, czemu użył słowa “napisałem”) między autorem a narratorem. Ponadto - wszystko jest pisane z perspektywy przeszłej, niekiedy jednak mam wrażenie, że skaczemy nieco w czasie, ale przejście w tekście jest zbyt płynne, by je wychwycić, ewentualnie myśli narratora zbiegają się z myślami chłopca - wtedy robi się nam z tego strumień wydarzeń i świadomości, co nie jest zbyt dobrym połączeniem, kiedy tekst powinien mocno ustrukturyzowaną budowę i spójne przejścia między zarysowaniem sytuacji, opisaniem świata, ekspozycją bohaterów, a perspektywą protagonisty.

 

Podobały mi się bardzo proste, ale obrazowe porównania - momentami graniczące z abstrakcyjną percepcją pstrokatego w wyobrażenia nasotlatka. Oczy basseta, zlewająca się masa - to wszystko robi wrażenie, to działa na zmysły i jednocześnie sprawia, że czytelnik lepiej wczuwa się w rolę tego chłopca.

 

Zauważyłem również, że niewiele jest w opowiadaniu, wbrew pozorom, warstwy psychologicznej od strony narracyjnej. Wiele rzeczy jest behawiorystycznych - chłopiec nie do końca wie co sądzić o tych zachowaniach, brakuje mu grupy kontrolnej, kontry do tego, co przeżywa. Podświadomie - dzięki dziadkowi - zdaje sobie sprawę z tego, że to jest złe, ale nie rzadko/prawie w ogóle nie określa tego wprost - jest źle. Jest mu bardziej żal tego, że to on musi wszystko robić i ogarniać, że on musi się zmagać z sumieniem i emocjami niż samego dziadka. Patologia już wpłynęła na tego dzieciaka, tylko od innej strony niż jest to w stanie odczuć - przez co czytelnik ostatecznie zostaje sprytnie wywiedziony w pole, sądząc, że dziecko jest “dobre” w otoczeniu “złych”, gdzie, moim zdaniem, jest zwyczajnie “mniej popsute”.

 

#Fabularia:

 

Historia nie jest przesadnie skomplikowana, ale też to nie jest minus. Przedstawione wydarzenia mają inną rolę niż opowiedzenie skomplikowanej historii - mają wywołać wstrząs, przemyślenia i wzruszenia, mają doprowadzić czytelnika na skraj obrzydzenia samym faktem tego, że patologia w takiej postaci - i wielu gorszych - występuje. Autor zaserwował nam tutaj patologiczną mieszankę najróżniejszych zachowań, które znacznie odstają od standardu wzorowej rodziny. Jednocześnie postacie są zbudowane w sposób, którego wymaga tutaj konstrukcja fabularna - stereotypowo, prezentując bardziej zachowania przystające na patologiczną rodzinę niż cechy charakteru i przedstawiając odchyły, a nie osobowości. Behawioryzm gra tutaj główną rolą, bo te postacie bardziej działają w fabule niż istnieją w świecie. Nie oznacza to jednak, że jest to minus - jak wspomniałem, jest to celowy zamysł i postawienie dziecka oraz czytelnika w pozycji monomitu pozbawionego wędrówki - punkt wyjścia dla dziecka pozostaje ten sam - istnieje w patologicznej rodzinie i nic się nie zmienia, nawet po śmierci dziadka i matki.

Efekt osiągnięty - czułem obrzydzenie, czułem bezsilność, przeżywałem to razem z dzieckiem, ALE nie dlatego, że wywołały to u mnie barwne opisy lub niezwykle realistyczne, prawie z pierwszej ręki opisy zdarzeń, odczuć i przeżywanych doświadczeń. Autor sprytnie wykorzystał to, że temat patologiczny jest niemal popkulturowy i nawet pobieżnie każdy z nas jest w stanie wyobrazić sobie, jakie to może być piekło. Emocje na ten temat były w czytelniku od początku - wystarczyło je wyciągnąć.

 

#Wrażenia ogólne:

 

Sprawnie skroje opowiadanie. Zabiegi użyte, mam nadzieję, z premedytacją i rozmyślnie. Widzę, że jest tutaj więcej wiedzy, wyczucia i przemyślenia niż zwykłej, prostej intuicji maźniętej talentem. Czytało mi się aż nadto (nie)przyjemnie - jednocześnie parę zgrzytów po drodze upewniło mnie, że jest jeszcze sporo miejsca na szliferkę warsztatu i doskonalenie umiejętności.

 

Temat potraktowany z odpowiednią dojrzałością i - mam wrażenie - doświadczeniem. Dbałość o odpowiednie przedstawienie zachowań oraz przeżycia nastolatka były jednymi z lepszych, jakie opisałem. To też dla mnie znak, że tylko perspektywa potrafi nadać odpowiedniego smaku i zapachu przeżywanym albo obserwowanym zdarzeniom. Żaden nastolatek nie napisałby tego równie dobrze, co odpowiednio dojrzały człowiek.

 

Gratulacje - lekcja dramatu za tobą. Co następne?

 

5) Mirabelka: Dom Strachu

 

#Technikalia:

 

Ogólnie zapis dialogów był poprawny, z kolei sam zapis tekstu, połamanie go, oddzielenie od narratora - również. W kilku miejscach zawieruszył się myślnik, miejscami przecinek za dużo, kilka powtórzeń, ale nic, czego ponownie czytanie by nie wyeliminowało. Jestem pewien, że Skoiastel i Lucinda znacznie lepiej rozgryzą techniczne łamigłówki, które mi umknęły. Mam jednak coś do dodania zwłaszcza w kwestiach fabularnych.

 

Opisy również poprawne i tyle o nich można powiedzieć - nie przedstawiają stylistycznego majstersztyku, trudno mi mówić o osobistym sznycie. Opowiadanie napisane zostało stylistycznie od linijki, po szkolnemu, popularną metodą simple writingu. Bez upiększeń, informacja przodem.

 

#Fabularia:

 

Niestety, w tekście wiele rzeczy było napisanych poniżej przeciętnej - zwłaszcza pod względem wzbudzenia w czytelniku emocji na miarę tych, które behawiorystycznie - ale niedostatecznie - okazywała kobieta. Dialogi są strasznie drętwe i wymuszone (najbardziej podobał mi się fragment, kiedy nie gadali, a porozumiewali się ze sobą gestami i spojrzaniami), nie czuć w nich życia, wypowiadane kwestie nie mają odpowiedniego brzmienia, nastroju i atmosfery. Mam wrażenie, że przy większości z nich zapomniano, że bohaterzy mogą wyrażać inne emocje poprzez mowę ciała, mimikę, zachowanie, nawet odległość pomiędzy sobą, w którą stronę patrzą, na jakie szczegóły zwracają uwagę. Tymczasem tutaj sprowadziło się to albo do przytulanek, albo do pocałunków, albo do chodzenia po pokoju. Zabrakło tego, co czyni dialog dialogiem - niewerbalnej jego strony, informacji na poziomie podświadomym, tworzenia głębi bohatera nie tylko przez to, co mówi, ale też to, jak reaguje. A to źle dla tak “przegadanego” opowiadania - zwłaszcza, że przez płytkie dialogi bohaterowie również są spłyceni, bo brak emocji w ich dialogach oznacza brak emocji w samych bohaterach. Mąż jest po prostu mężem, który jest ślepy przez miłość, a pokrzywdzona kobieta, którą spotkała tragedia, zachowuje się tak, jakby zgubiła torebkę zakupów w centrum handlowym, a nie przespała się z bratem, poroniła, a jej brat zginął w wypadku.

 

Bohaterom brakuje chociaż stereotypowego rzutu, kotwicy mentalnej, która od razu połączyłaby ich z czytelnikiem. Wystarczyło wspomnieć, że mąż jest romantykiem, poetą, artystą - od razu rysuje się wtedy rzut psychologiczny pozwalający sądzić, że ma raczej otwarty umysł, że serce większe niż rozum, że może przejawiać tendencje ideologiczne, a nawet być skłonny do poświęceń. Ot, wystarczyło napisać, że jest poetą. I już byłoby z niego więcej niż to, czym jest teraz - fabularną kukłą. W przypadku żony zadanie jest trudniejsze - tutaj potrzeba raczej bardzo obrazowej retrospekcji, nieco abstrakcji w przeżywanych doświadczeniach, rzucenia czytelnikowi kotwic emocjonalnych jak zbite szkło, pajęczyny, pająki, węże, dźwięk rozbijającego się samochodu, krzyk, wrzask matki.

 

Wszystko jest potraktowane tymczasem po macoszemu - na czym cierpi dramaturgia, na czym cierpią emocje, na czym cierpi czytelnik, kiedy czyta coś, co powinno wstrząsać, a tymczasem zastanawia się, czy emocje nie zostały tylko w głowie autora. Również wątek przemiany wewnętrznej/katharsis w ogóle nie wybrzmiewa - brakuje konkretnej zmiany, brakuje symboliki tego oczyszczenia, brakuje jakiegokolwiek znaczenia, które możemy mu przypisać. A wystarczyłoby, że żona narysowałaby z Olą portret... Olą. Bo dziecko ma tutaj najwięcej charakteru - tylko dlatego, że zachowuje się jak dziecko, które lubi swoje różowe buciki.

 

#Wrażenia ogólne:

 

Tekst mnie nie poruszył. Płytka warstwa emocjonalna, zerowe podejście do psychologicznych rysów bohaterów, próba przedstawienia historii w sposób drętwych dialogów, które opierały się jedynie na wypowiadanych kwestiach. Mam wrażenie, że tekst lepiej sprawdziłby się jako rozpiska dialogowa scenariusza, a z postaciami zrobiliby coś aktorzy.

 

A szkoda, bo był potencjał - tylko wsiąknął albo w lenistwo, albo w niechęć do tego, by napisać coś z odpowiednim podejściem i nastawieniem, a nie tylko pod chwilą, weną, emocjami.

 

6) Fanthomas: Dom

 

#Technikalia:

 

Ciekawi mnie użycie tutaj bezpośredniego zwrotu do czytelnika - wszak to do czytelnika zwraca się narrator opowiadania. Relacjonuje to, jak przeżył, co nieco spoileruje końcówkę (aczkolwiek miałem nadzieję, że coś się jeszcze wydarzy), jednakże nie można powiedzieć, że zabieg nieudany - chwycił mnie. Po kilku akapitach już miałem przed sobą postać rozdygotanego, przestraszonego narratora-autora horrorów.

 

Błędów, jako takich, nie wyłapałem. Zwróciło moją uwagę to, że w momencie zagrożenia autor jest zbyt grzeczny - nie używa języka, który przystał na taką sytuację. Przekleństwa byłyby tutaj jak najbardziej na miejscu.

 

Styl prosty, w duchu simple writingu. Bez sznytów osobistych - aczkolwiek może się pojawiają przy dłuższych tekstach. Jako sprawozdanie z przeżycia sprawdza się bardzo dobrze. Jako lekkie, krótkie opowiadanie - tym razem wyszło.

 

#Fabularia:

 

Ze względu na krótkość opowiadania znów odniosę się do pointy - która tym razem istnieje. Horrory straszniejsze w życiu niż w fikcji - i to, czego żałuję to fakt, że nie dowiedziałem się, o czym właściwie pisze autor z Windsbury. Również ekspozycja powinna być nieco szersza i mocniejsza dla czytelnika - określenie Windsbury jako wioski na zadupiu, w stylu Lovecraftowskim znacznie pomogłoby wyobrażać sobie atmosferę miejsca i zachowanie mieszkańców miasteczka. Sama ekspozycja domu była bardzo w porządku, chociaż szaleństwo wylewało się również poza jego mury.

 

Dosłowne potraktowanie tematu również dodało groteski do całości opowiadania - spodobał mi się ten wątek z gorzkim końcem i urazami z dzieciństwa, jednocześnie powrót Micka mógłby być bardziej… dramatyczny i raczej niespodziewany. Rozumiem, że przez krótkość tekstu takie rzeczy umykają, by przekazać główny wątek, ale jestem pewien, że opowiadanie byłoby lepsze, gdyby wzbogacono je o kilka nawet pozornych, szablonowych wyjaśnień, służących jedynie za pożywkę wyobraźni czytelnika. Kotwica, by sam mógł sobie zdecydować, co, kto, jakie emocje i czemu taki strach.

 

#Wrażenia ogólne:

 

Tekst przebrnąłem na wydechu, bez większych zgrzytów i zatrzymań. Wracałem w parę miejsc, by przeczytać je jeszcze raz - bardziej dla skrystalizowania wniosków niż znalezienia nowych błędów. Pointa jest, chociaż nie bije tak mocno jak powinna, a groteskowość sytuacji raczej wynika z maniery Twoich opowiadań niż przywary stylistycznej. Polecam poeksperymentować i spróbować również wpleść groteskowość na poziomie meta-stylistycznym - połamać tekst inaczej, zmieszać myśl z narratorem, połamać parę zasad celowo i widocznie, z premedytacją. Może to wyjść na dobre.

 

W międzyczasie - bohaterowie szortów powinni być raczej archetypiczni. Polecam zapoznanie się z archetypami ;)

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 8

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (9)

  • Okropny 20.11.2017
    Szybko, zgrabnie i konkretnie. Dzięki, man.
  • Skracałem każdą opinię o wszystkie niepotrzebne zdania, które nie przydadzą się odbiorcy (takie ćwiczenie copywriterskie), wywaliłem również większość "widzimisiów" i tak zostało.

    Więcej edytowałem ten tekst przez NOWY, FUNKCJONALNY EDYTOR TEKSTU OPOWI niż chciałem.

    Nie ma za co - z przyjemnością czytało się Twój "Dom strachu" :)
  • Okropny 20.11.2017
    Jak na tekst napisany na kolanie (jak wszystkie) i poprawiony tylko pod kątem gramatycznym (ledwo), literówkowym (właściwie) i spójnościowym... Mój edytor tekstu na telefonie np. nie oferuje zamianek myślników na dywizy czy inne dupsy, więc tego nie robię. Zdania zbyt rozbudowane - jakbym myślał zamiast pisać, lub gadal przez telefon, albo zapomnienie rozpisania się na tematy ważne dla czytelnika - to jest istotne, to jest to, taka ocena coś serio wnosi, według mnie. Taki jest dla mnie knif, klucz oceny. Wypisywanie najdrobniejszych potknięć i omsknięć z rozbudowanymi komentarzami jest, szczerze mówiąc, dla mnie zupełnie niepotrzebne - ale rozumiem, że inni mogą tego potrzebować.

    Późno już, idę spać. Dzięki rqz jeszcze, człowieku.
  • Adam T 20.11.2017
    Arysto, przede wszystkim dziękuję. Sam uważam, źe czas na szlifierkę jest zawsze. Trzeba się doskonalić. Co do "napisałem" - chciałem zasugerować, że bohater opisuje wszystko już po latach, mimo że zakończenie jest, jakie jest, on żyje, pomięta i pisze.
    Pozdrawiam ;))
  • fanthomas 20.11.2017
    Tobie Arysto również dziękuję za ocenę i porady na temat mojego i innych tekstów.
  • Felicjanna 20.11.2017
    dzięki za Twą pracę. Wygląda na to, że skazałam, heh, skład na tortury- ale co tam, wszak jakiś dom strachu musiał być...
  • Pan Buczybór 20.11.2017
    Ocena najkrótsza, ale równie treściwa. Good job, Arysto.
  • Mirabelka 20.11.2017
    Twoją ocenę, Arysto, przeczytałam z wypiekami na twarzy. Potrafisz postawić człowieka do pionu. Trzy oceny i w każdej inne spostrzeżenia - niektóre wzajemnie wykluczające się. Nie ukrywam, że zastanawia mnie dlaczego tak jest. Nie pozostaje mi nic innego, jak podziękować za kubeł zimnej wody i zająć się czymś pożyteczniejszym niż pisanie. Miłego wieczorku.
  • Katra 23.11.2017
    Trochę spóźniona, ale jestem. Dziękuję za rady i z pewnością skorzystam :D W końcu długa droga przede mną.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania