Poprzednie częściOcena bitwy #1 ― JARED

Ocena Bitwy #4 ― Lucinda

Oceny Bitwy Literackiej SO #4

 

Temat główny: Zdruzgotany ideał.

Temat dodatkowy: Księżniczka jest w innym zamku, Mario!

 

Tytuł: Księżniczka

Autor: fanthomas

 

TECHNIKALIA

 

„myślał nastoletni Franz, patrząc na zdjęcie pięknej kobiety, umieszczone w gazetce dla dorosłych”. ― Drugi przecinek, przed „umieszczone”, jest zbędny. Nie pełni tu żadnej funkcji.

 

„No, nie ważne”. ― Partykułę „nie” z przymiotnikami pisze się łącznie („nieważne”).

 

„Podziwiał jej cudowną twarz, idealne piersi, zgrabną sylwetkę i cała resztę”. ― „całą”.

 

„Czuł, ze już się zakochał”. ― „że”.

 

„ryknął ojciec, mający czasami wahania nastrojów i problemy z własną tożsamością”. ― Tak jak w pierwszym wskazanym fragmencie pojawia się tu przecinek przed przydawką („mający”). Warto w takich sytuacjach być z nimi ostrożnym, bo nie zależą one od względów czysto gramatycznych, a ich celem jest wyrażenie intencji autora. Przecinki przed przydawkami rozdzielają je od pozostałych części zdania w postaci dopowiedzenia. W tym wypadku natomiast byłabym wręcz za wykorzystaniem konstrukcji zdania podrzędnie złożonego: „ojciec, który miał/miewał czasami wahania nastrojów...”. Mówię o tym, bo jest to oczywiście właściwość wspomnianego bohatera, ale w tekście wskazana jest wielokrotność takich sytuacji, a więc i spojrzenie na to jest trochę szersze niż dany moment. Jest to z mojej strony raczej intuicyjna uwaga, której nie potrafię wyjaśnić tak jasno, jak bym chciała.

 

„wpadł na nadbiegającą dziewczynę, przewrócił ją, a wstając (przecinek) przypadkowo złapał za piersi”. ― Zdanie złożone z imiesłowem przysłówkowym współczesnym.

 

„Akurat idę w tę samą stronę, co ty”. ― Bez przecinka.

 

„Była to wyraźna sugestia, że jeśli Franz się nie oddali (przecinek) czeka go solidny łomot”. ― Zdanie wielokrotnie złożone.

 

„Gdyby Franz miał takie mięśnie jak tamten i siłę słonia oraz odwagę lwa (przecinek) na pewno by mu się postawił”. ― Zdanie złożone.

 

„To, co potem nastąpiło (przecinek) jeszcze długo miało śnić się Franzowi w koszmarnych snach”. ― Zdanie podrzędne zostało wtrącone w zdanie nadrzędne.

 

Błędów, jak widać, wiele nie ma, ale i tekst nie jest bardzo długi. Szkoda tylko trochę tych literówek. Brakowało mi też wcięć akapitowych, ale tu nie mogę być pewna, czy ich nie było, czy nie pojawiły mi się w programie.

 

FABULARIA

 

W tej części zacznę może od głównego bohatera. Franz na początku pojawia się jako nastolatek w bliżej nieokreślonym wieku, który zaczyna interesować się płcią przeciwną. Kiedy do jego pokoju wchodzi ojciec i przyłapuje go z magazynem dla dorosłych, syn reaguje zakłopotaniem i aby uniknąć tłumaczeń ― zwraca mężczyźnie uwagę, że nie zapukał przed wejściem.

Już w momencie odpowiedzi na tę uwagę można dostrzec różnice między ojcem i synem. Ten pierwszy jest bardzo bezpośredni, nawet można by uznać jego żart za nieodpowiedni, zwłaszcza że przeznaczony jest jeszcze dla dziecka. Cała ich rozmowa raczej nie tworzy komfortowej sytuacji, przynajmniej dla Franza, bo jego ojciec najwyraźniej czuje się swobodnie. Trudno nawet traktować jego słowa poważnie, tym bardziej, kiedy przeplata swoje wypowiedzi niezbyt zabawnymi żartami i w sumie przez to zapisanie słowami „che, che” równie dobrze można uznać, że ta śmieszność wcale nie była celem, a raczej były to swego rodzaju komentarze, od których mężczyzna nie mógł się powstrzymać, co jednocześnie dawałoby też wskazówkę dotyczącą jego charakterystyki.

Szczerze mówiąc, postać ojca i jego zachowanie, gdyby patrzeć na to przez pryzmat realności, byłoby czymś strasznym. W opowiadaniu, dopóki jest ona tak przerysowana, myślę, że bardziej można odnieść wrażenie absurdalności całej sceny ― choć z tym absurdem to właściwie w całym tekście można się było spotkać.

No więc wracając do fabuły, ojciec w rozmowie namawia syna poczynienia kolejnych krokach do, jak sam to określił, „inicjacji seksualnej”, w końcu każe mu znaleźć jakieś zajęcie „dla rąk”. Tak właściwie, gdyby znowu próbować wziąć pod uwagę logikę, to pojawiłoby się ponownie pytanie o wiek Franza. Kiedy chłopak jest już w parku, pojawia się znowu określenie „nastolatek z problemami miłosnymi”, ale to tak naprawdę wiele nie mówi, więc nie wiadomo, czy można w jakiś sposób zrozumieć postawę ojca. Z jednej strony rodzic nie powinien wyrażać się tak czy nawet żartować przy dziecku, z drugiej obraz Franza, który kreuje się podczas czytania, wskazuje raczej, że jest bardzo młody, można odnieść wrażenie, że nie zna świata nie tylko na tej płaszczyźnie, ale w ogóle. Dziewczynę przepraszał, bo ta na niego krzyknęła, nazwała zboczeńcem, a on wiedział, że nie powinno do tego dojść, ale był przy tym jak dziecko, które się przestraszyło tego, co się stało, i stara się to „naprawić”.

Próbowałam wyobrazić sobie całą tę scenę w parku i wygląda to trochę dziwnie. Dziewczyna biegnie, Franz na nią wpada, wstają, on ją przeprasza. Później ona biegnie dalej, on dotrzymuje jej kroku, a więc też musi biec obok niej, i wtedy zjawia się jej chłopak i uderza nastolatka w kark. To znaczy, że ten chłopak nieznajomej zaczął nagle biec za nimi? Skąd się tam pojawił? Gdyby wybrał się tam razem z dziewczyną, to prawdopodobnie widziałby całą scenę z przepraszaniem itd., bo z pewnością dłuższą chwilę to trwało, ale takiej przesłanki nie było, bo pewnie byłby już wtedy rozdrażniony, eufemizując, z kolei jeśli z nią wtedy nie był, to musiałby być dziwny zbieg okoliczności, że pojawił się tam akurat w tym miejscu i w tym momencie.

Zastanawia mnie także, czy Franz nie upadłby, skoro biegł, a za nim ktoś (nawet jeśli nie planował zwalić go z nóg) również biegnący uderzył go z zaskoczenia w kark. Nie wiem, może to ja przesadzam, ale coś takiego przyszło mi do głowy.

W końcu Franz wraca do domu i trafia w Internecie na filmik, który niszczy obraz ideału, który wykreował w swojej wyobraźni nastolatek, oglądając czasopismo. Jego reakcja jest ostra ― może udało mu się odziedziczyć po ojcu trochę tych wahań nastrojów. W każdym razie bohater przeżył rozczarowanie, tym samym spełniając temat bitwy.

 

WRAŻENIA OGÓLNE

 

Tu postaram się wspomnieć o tym, czego nie napisałam wyżej. Może najpierw parę konkretnych fragmentów.

 

„— Odwal się od mojej dziewczyny — rozległ się ponury głos. Była to wyraźna sugestia, że jeśli Franz się nie oddali, czeka go solidny łomot”. — Moim zdaniem, już sama wypowiedź i określenie „ponury głos”, dodając do tego tożsamość bohatera (chłopak zaczepionej dziewczyny), pozwala domyślić się, że to miał być skuteczny sposób, żeby przepędzić nastolatka, a co mu grozi za nieposłuchanie polecenia, to również nie pozostawia wielu możliwości. Dlatego zamiast tego komentarza może warto byłoby wspomnieć coś o tym, jak Franz zareagował na tę groźbę, bo pojawia się tylko urwana wypowiedź, która mimo że o czymś świadczy, mogłaby być fajnie wzbogacona jakimś zachowaniem chłopaka, nie wiem — rozglądaniem się w zdenerwowaniu za możliwością ucieczki czy ratunku albo cokolwiek.

 

„Gdyby Franz miał takie mięśnie jak tamten i siłę słonia oraz odwagę lwa, na pewno by mu się postawił”. — Trochę... hm, zwróciło moją uwagę użycie tych frazeologizmów. Służą one obrazowości i wyolbrzymiają trochę pragnienia Franza, ale przez to także mam wrażenie, że pasują one do jego sposobu myślenia jako młodego człowieka, może nawet bardzo młodego... Tak, wciąż trochę przeszkadza mi to, że nie mogę dopasować do niego bardziej konkretnego wieku.

 

„— Pamiętaj, że gdzieś tam w innym zamku czeka na ciebie księżniczka.

— Może, ale to już nie będzie ta sama księżniczka”. — Podoba mi się ta końcówka, ładnie odpowiada na temat dodatkowy. Natomiast mam wrażenie kontrastu między tą wypowiedzą ojca Franza a ogólnym stylem jego wypowiadania się — jest... „grzeczniejsza”.

 

No ale miały się tu znaleźć wrażenia ogólne. Tak naprawdę nie potrafię chyba sklasyfikować jakkolwiek ten utwór i nie jestem pewna, jak go odebrać, a właściwie jak potraktować wątpliwości dotyczące chociażby relacji ojca z synem.

Niby piszesz lekko, ale też wszystko działo się szybko, krótko i tak jakoś „daleko”. Brakowało mi możliwości zaangażowania, zbliżenia do któregokolwiek z bohaterów. Tekst składa się głównie z dialogów, z których, co prawda, można wyciągnąć sporo z tego, co się dzieje, ale nie ma możliwości większego zagłębienia się w treści.

 

Tytuł: „Złamana codzienność”

Autor: Justyska

 

TECHNIKALIA

 

Na początek pasowałoby wspomnieć o tym, co rzucało się w oczy, odkąd zaczęły pojawiać się wypowiedzi bohaterów, a więc rozpoczynanie ich za pomocą dywizów zamiast myślników w postaci pauzy, ewentualnie półpauzy.

 

„Kiedyś pewnie wypiorę, albo dyskretnie wyrzucę”. ― Bez przecinka przed „albo”.

 

„Wolałbym drożdżówkę, albo rogalik z czekoladą”. ― Jak wyżej. Przecinek przed „albo” występuje rzadko ― albo gdy wprowadza dopowiedzenie, albo gdy powtarza się w jednym zdaniu, pełniąc tę samą funkcję.

 

„Niech jej będzie, ale jak dla mnie to on jakiś, nie taki”. ― Drugi przecinek jest zbędny, nie pełni żadnej funkcji.

 

„Cóż.. Jej wybór, zawsze była dziwna”. ― Brakuje jednej kropki w wielokropku. Niby drobnostka, a dobrze jest zwracać uwagę również na takie niuanse.

 

„” Nie będzie tak źle”. Powtarzam to jak mantrę, aby w końcu uwierzyć, popijając kawę”. ― Po pierwsze, użyłaś cudzysłowu amerykańskiego ''(…)'', a nie polskiego „(...)”. Druga rzecz to spacja po rozpoczęciu cudzysłowu, która Ci się wkradła.

Cóż, zastanawia mnie trochę ten fragment. Treść w cudzysłowie nie musiała być rozdzielona kropką od reszty, taki był po prostu Twój wybór, natomiast to zdanie po kropce, mimo że można odczytać właściwie i zbudowane jest poprawnie, dla niektórych może się wydawać niejednoznaczne ze względu na kolejność zdań składowych. Myślę, że dałoby się to jakoś przeformułować, ale to taka raczej osobista uwaga.

 

„Chyba, że jest piątek, to wtedy olewam, bo w soboty mogę chodzić w pogniecionych”. ― „Chyba że” jako spójnik złożony zapisuje się bez przecinka przed „że”.

 

„Nie wiem (przecinek) czy ma czas na poranną kawę w domu”. ― W tym wypadku „czy” wprowadza zdanie podrzędne, dlatego przed nim powinien się znaleźć przecinek.

 

„Jestem na prawdę farciarzem, że do biura idę piętnaście minut spacerkiem”. ― „Naprawdę” zapisuje się łącznie.

 

„Nie pamiętam, żebym trafił na zielone, albo żebym nie stał w kolejce do kasy”. ― Bez przecinka przed „albo”.

 

„Nie wiem (przecinek) czemu w czwartki zawsze jest największy ruch w urzędzie pracy”. ― Zdanie złożone podrzędnie.

 

„Jak jest zbyt dużo ludzi (przecinek) to się denerwuję”. ― Słowo „jak” w tej funkcji jestem w stanie zaakceptować ze względu na narrację pierwszoosobową, natomiast przecinek jest konieczny, aby rozdzielić zdania składowe.

 

„Jak to mówią „z pustego to i Salomon nie naleje”, czy jakoś tak”. ― W tym zdaniu dodałabym przed cudzysłowem coś, co wprowadzi pauzę, na przykład dwukropek albo myślnik.

 

„A ludzie przychodzą i proszą o pracę. A przecież wszyscy wiemy, że większość z nich wcale jej nie chce”. ― Zastanawia mnie to powtórzenie w postaci rozpoczęcia obu zdań od „a”. To chyba nie był zabieg zamierzony.

 

„Przecież on ma kwalifikacje, a ja mu sprzątać market karzę”. ― „Każę” od „rozkazywać”, nie „karzę” od „karać”.

 

„Kredyt, alimenty, prąd, gaz... całe szczęście do pracy chodzę piechotą”. ― Po wielokropku właściwie rozpoczyna się nowa myśl, więc można by „całe” zapisać wielką literą.

 

„Proszę spojrzeć – odwracam biedaczce monitor, aby sama zobaczyła”. ― Odwracanie monitora nie jest czynnością związaną bezpośrednio z wypowiadaniem się, dlatego wypowiedź powinna w tym wypadku kończyć się kropką, a narracja rozpoczynać wielką literą.

 

„Wezmę tę pracę. – Zgadza się ze łzami w oczach”. ― Tu z kolei właśnie za pomocą tych słów zgadza się wziąć tę pracę, dlatego na końcu wypowiedzi nie powinna kończyć się kropką, a po myślniku narracja jako kontynuacja zdania powinna się rozpoczynać małą literą.

 

„- Naprawdę? – pytam niestosownie – Dobrze, dobrze, zaraz przygotuję dokumenty”. ― Jeśli druga część wypowiedzi (po narracji) funkcjonuje jako kolejne zdanie, to poprzednie powinno być zakończone kropką (w tym wypadku kropka po „niestosownie”).

 

„Wszystko (przecinek) co budowałam, o co dbałam… nie mam już nic, a teraz jeszcze to”. ― Wspomniany przecinek wynika z faktu wprowadzenia po nim zdania podrzędnego, natomiast treść od fragmentu „nie mam już nic” właściwie można potraktować jako nową myśl, a w takim wypadku dobrze byłoby ją rozpocząć wielką literą. To już jednak jest zapis opcjonalny, zależny od tego, czy potraktujesz to właśnie jako nową myśl, czy jako kontynuację treści przed wielokropkiem.

 

„Pan ma pracę i pewnie dom, żonę, plany.. a ja?”. ― Brakuje jednej kropki w wielokropku.

 

„Trzeba wierzyć w drugiego człowieka i wrodzone dobro (przecinek) jakie w sobie nosi, tylko to nam pozostało”. ― Wskazany przecinek wprowadza zdanie podrzędne.

 

„odpowiadam jeszcze ciszej (przecinek) udając, że jestem zajęty jakimiś papierami”. ― Imiesłów przysłówkowy współczesny („udając”) tworzy konstrukcję zdaniową.

 

„Pyta, bo (przeciek) kurde (przecinek) cicho siedzieć, nie potrafi”. ― „Kurde” jest wtrąceniem, stąd przecinki, natomiast nie powinno być przecinka przed „nie potrafi”, bo „siedzieć” nie tworzy oddzielnego zdania, za to łączy się w wyrażenie „nie potrafi siedzieć cicho”.

 

„- No.. ja..hmm – no nie wiem (przecinek) co odpowiedzieć”. ― Po pierwsze, dywiz zamiast myślnika, po drugie, dwie zamiast trzech kropek w wielokropku, po trzecie, brak spacji po drugiem wielokropku i po czwarte, przecinek przed zdaniem podrzędnym.

 

„- Przecież trzeba w coś wierzyć. – Powiedziała łamiącym się głosem”. ― Oprócz dywizu, tu jest ten zapis, w którym narracja odnosi się bezpośrednio do faktu wypowiadania się, dlatego po „wierzyć” bez kropki, a „powiedziała” małą literą.

 

„Kiedy wreszcie docieram do domu (przecinek) jestem wykończony”. ― Zdanie złożone.

 

„Na pewno jest coś (przecinek) w co wierzę, tylko teraz mi gdzieś umknęło”. ― Zdanie złożone („jest coś [co?], w co wierzę”).

 

„Tak, przecież, każdy decyduje sam o sobie”. ― Zbędny przecinek przed „każdy”.

 

„Od razu mi lepiej, nie jest ze mną tak źle”. ― W tym zdaniu wkradła się podwójna spacja przed „nie”, a więc jest to już błąd typograficzny.

 

„- Czyta osoba cię rozpoznała? Opowiedz o tym”. ― Dywiz, no i chyba miało być „czy ta osoba”.

 

„- Pewien mężczyzna zapytany o to (przecinek) w co wierzy, odpowiedział, że we mnie”. ― Przed wypowiedzią, a po dywizie, pojawiła się ponownie podwójna spacja, przecinek jak w konstrukcji cztery pozycje wyżej.

 

„Mógł robić (przecinek) co tylko chciał, a poprosił o ubranie, jedzenie, wodę”. ― Przecinek przed zdaniem podrzędnym.

 

„Zapytałam (przecinek) czy właśnie tak mnie widzi?”. ― Jak wyżej.

 

„Postanowiłam więc, zmienić scenerie i dać mu możliwości do działania”. ― Przecinek w tym wypadku jest zbędny, bo wkrada się w środek wyrażenia „postanowić zmienić (coś)”.

 

„Kiedy jednak zorientował się (przecinek) jak dużą gotówką dysponuje, zachował się jak zwykle”. ― Przecinek przed zdaniem podrzędnym.

 

„Kupił najdroższy garnitur (przecinek) jaki znalazł”. ― Zdanie złożone.

 

„Cyrk, mówię ci (przecinek) cyrk”. ― Wyrażenie „mówię ci” jest w tym przypadku formą wtrącenia.

 

„Powiedziałam mu, że nie rozumiem (przecinek) czemu zamiast zrobić to (przecinek) czego naprawdę pragnie, robi to, co inni”. ― Podwójna spacja wkradła Ci się przed „zamiast”; przecinki wynikają z budowy składniowej, za to zbędny jest przecinek przed „co” w tym wypadku.

 

„Zorientowałam się jednak, że on już nie pamięta (przecinek) o co chciał walczyć, zapomniał (przecinek) dlaczego we mnie wierzył”. ― Wskazane przecinki występują przed zdaniami podrzędnymi.

 

„Malował kule ziemską farbami”. ― „Kulę”.

 

„Wybrał za tłumem, szczęście które go nie uszczęśliwiło”. ― Przecinek, który postawiłaś przed słowem „szczęście”, powinien być przed słowem „które”.

 

„Myślą,żę decydują o własnym życiu (przecinek) nie widząc, że to społeczeństwo za nich wybiera”. ― „że” i przed nim spacja. Przecinek występuje przed formą zdaniową, którą tworzy imiesłów przysłówkowy współczesny („nie wiedząc”).

 

„Dlaczego, żadne dziecko nie marzy o pracy księgowego, urzędnika, komornika czy innego pajaca w garniturze?”. ― Przecinek przed „żadne” jest zbędny.

 

„Dlaczego młodzi ludzie pytani o to (przecinek) kim chcą być (przecinek) odpowiadają, że pisarzami, artystami, podróżnikami?!”. ― Zdanie podrzędne jest tu wtrącone.

 

„Wymyślone ambicje – karma dla opinii… eh..”. ― Brak kropki w drugim wielokropku.

 

„O mnie już nikt nie pamięta.. Ale teraz to nie ważne”. ― Ponownie brak kropki w wielokropku i partykułę „nie” z przymiotnikami pisze się łącznie („nieważne”).

 

„Chrzanie to i przechodzę”. ― „Chrzanię”.

 

„Zielone wybieram zawsze z poczucia odpowiedzialności, a nie dlatego, że chcę czekać. Ach ta Wolność (przecinek) zawsze pod prąd”.

 

„Nie długo rozpocznie się budowa nowego marketu…”. ― „Niedługo”.

 

„- No cóż, jestem w pracy..”. ― Dywiz i brak kropki w wielokropku.

 

„- W co pan wierzy? – Czuję (przecinek) jak delikatne krople potu zamieniają się w stróżki na moim czole i powoli pchają się do oczu”. ― Po przecinku jest zdanie podrzędne, a całe to zdanie (od słowa „czuję”) powinno rozpoczynać nowy akapit, ponieważ dotyczy bohatera-narratora, a nie kobiety, która w tym momencie się wypowiada.

 

„- W wolność – odpowiadam, prawie nie słyszalnym głosem”. ― Dywiz, przecinek zbędny i „niesłyszalny” pisze się łącznie.

 

„Patrzę (przecinek) jak wychodzi (przecinek) i czuję, że brakuje mi tchu”. ― „Patrzę i czuję” jest zdaniem złożonym współrzędnie, przy czym do obu zdań składowych „dobudowano” jeszcze po jednym zdaniu podrzędnym.

 

„Wybrałem to (przecinek) co dla nich było najlepsze”.

 

„I jeszcze ten sen… W głowie mi huczy… co ja narobiłem.. Kolega z pracy pyta (przecinek) gdzie idę, ale już go prawie nie słyszę”. ― „Co ja narobiłem” rozpoczęłabym wielką literą, bo wygląda to na nową, trzecią z kolei rozpoczętą myśl, no i po niej brakuje jeszcze jednej kropki w wielokropku. Ładniej brzmiałoby „dokąd idę”.

 

„zawsze wyglądał na takiego (przecinek) co po cichu pociąga”.

 

„- Na pewno pił, albo ćpał, mówię wam”. ― Bez przecinka przed „albo”.

 

FABULARIA

 

Opowiadanie rozpoczyna się szczegółowym opisem polegającym na wyliczeniu wszystkich czynności od momentu wstania z łóżka, jednak jest to usprawiedliwione tym, że w ten sposób została przedstawiona zwyczajność codziennego życia bohatera.

 

„Wisi i się kurzy. Kiedyś pewnie wypiorę albo dyskretnie wyrzucę”. ― To fragment dotyczący szlafroka. Wszystko byłoby w porządku, tylko dlaczego miałby go dyskretnie wyrzucać? Dyskretnie przed sobą? Bo z tego, co sam mówił, żona go zostawiła i mieszkał sam.

 

„Wolałbym drożdżówkę albo rogalik z czekoladą, ale skąd brać takie rzeczy o siódmej rano”. ― Siódma rano to nie jest już tak strasznie wcześnie, piekarnie w większości są już otwarte, a i sporo sklepów spożywczych również, więc nie wiem, dlaczego akurat to miałoby być problemem. Osobiście za większą przeszkodę uznałabym już lenistwo niż problem zbyt wczesnej pory.

 

„Żona odeszła do innego. Ponoć ma to, czego ja nie miałem. Mówi, że to jej ideał. Niech jej będzie, ale jak dla mnie to on jakiś nie taki. Cóż... jej wybór, zawsze była dziwna”. ― Dziwna? Bo odeszła do innego? Takie sytuacje w życiu się zdarzają, ale przymiotnik „dziwny” akurat średnio mi pasuje jako określenie takiej osoby. Znalazłyby się odpowiedniejsze. No chyba żeby on sam uważał siebie za ideał, który tylko ktoś „dziwny” by odrzucił, ale to już samo w sobie brzmiałoby dziwnie.

 

Kurczę, tak czytam, czytam, i wychodzi na to, że największym szczęściem głównego bohatera jest chodzenie do pracy piechotą... W jednym fragmencie pojawia się kilka przesłanek o tym świadczących:

„Całe szczęście, że do pracy mam blisko. Nie muszę jeździć samochodem i stać w korkach”;

„Jestem naprawdę farciarzem, że do biura idę piętnaście minut”;

„Dobrze, że do pracy nie jeżdżę autobusem. To jedno mi się udało”;

„Kredyt, alimenty, prąd, gaz... Całe szczęście do pracy chodzę piechotą”.

 

No to teraz na chwilę przeskok do kobiety, która przychodzi do głównego bohatera w poszukiwaniu pracy. Najpierw mówi tak:

„― Już w nic nie wierzę w tym życiu, nic nie ma sensu. Wszystko co budowałam, o co dbałam… Nie mam już nic, a teraz jeszcze to”.

Niedługo potem mówi:

„― Rozumiem. Ale wie pan co? Trzeba wierzyć w drugiego człowieka i wrodzone dobro, jakie w sobie nosi, tylko to nam pozostało”.

Skoro trzeba wierzyć, to prawdopodobnie ona wierzy. Tym bardziej że w tej sytuacji zapytała bohatera, w co on wierzy, zauważając jego powątpiewanie w jej słowa. Ona to stwierdziła, tak uważała. Zdenerwowana też była przez cały czas, więc powiedzenie czegoś w nerwach i wracanie do własnych przekonań też nie bardzo wchodzi w grę.

 

Kolejna scena już zmienia otoczenie. Do tej pory realizm był zachowany, teraz pojawiają się upersonifikowana Wolność i, skoro była mowa o sądach itd., to podejrzewam, że Sprawiedliwość. Przyjmując, że nimi właśnie były te postacie, można poszerzyć trochę pole rozmyślań.

Wolność jest oburzona tym, że... hm, najwyraźniej tym, że ludzie nie są świadomi swojego braku wolności, że poddają się pewnym konwencjom, według których zmuszeni są chociażby zajmować się tym, czego nie lubią. W przypadku człowieka, któremu pokazała się we śnie, zarzuca mu schematyczne, że tak powiem, zachowanie, a więc zgodne z tym, co zaobserwował w swoim otoczeniu. Jednak sam podjął przecież takie, a nie inne decyzje. Nikt nie zmuszał go do pójścia drogą najlepszych garniturów i drogich restauracji. Podjął decyzję świadomie i gdyby chciał, mógłby postąpić zupełnie inaczej. Wybrał to, o czym wydawało mu się, że ma jakieś pojęcie.

Z drugiej strony nie byłoby cywilizacji, gdyby każdy kierował się wyłącznie swoją wolnością, a skoro takowa w świecie bohatera istnieje, to dlaczego Wolność miałaby się po nim spodziewać, że to ona rzeczywiście stanie się wyznacznikiem jego życia? Mówi o tym, że dzieci nie marzą o nudnej pracy za biurkiem, tylko o byciu artystami, podróżnikami itd., ale wolność to przecież coś więcej niż wybór zawodu. Całkowita wolność (tak jak Wolność wspomina, że oddała się bohaterowi w stu procentach) oznacza również brak wszelkich ograniczeń w komunikacji z innymi ludźmi, w zachowaniu, w samym funkcjonowaniu. To znaczy, że każdy robi to, co chce, i właściwie nie martwi się, że czegoś mu nie wolno. Natomiast Wolność o tym nie mówi i nawet jeśli jest ograniczona przez kajdany, to wciąż wydaje się to być ograniczenie dotyczące wyboru zawodu.

Tutaj trochę szkoda, że to myślenie Wolności zdaje się zawężone, bo sama koncepcja upersonifikowania jej jest ciekawa i daje sporo możliwości konfrontacji jej z rzeczywistością współczesnych ludzi.

 

„― W co pan wierzy? […]

― W wolność [...]

― To piękne. Zatem co pan tu robi?”.

Podejrzewam, że o to samo można by spytać dowolnego innego człowieka na świecie. Wolność jest czymś, czego pragnie każdy, nie znaczy to jednak, że również jej rozumienie jest takie samo. Wszystko zmienia się z czasem, z procesami na różnych płaszczyznach życia ludzkiego. Może być wolność całkowita, wykluczająca prawo, ustalone normy społeczne itd., może być wolność w konkretnej sytuacji, możliwość podjęcia decyzji, bo to też przecież jest wolnością.

Nawet bohater zaraz potem myśli: „Wybrałem to, co dla nich [rodziny] było najlepsze”. Z naciskiem na słowo „wybrałem”. To też jest jakaś forma wolności.

 

Ciekawe natomiast było hasło wspomniane na koniec opowiadania jako napisane krwią przez bohatera. „Wolność to pułapka”. Nie wiem, czy na pewno można je przypisać do sytuacji bohatera, bo jednak jakoś specjalnie tej wolności nie nadużywał. Owszem, wybierał to, co miało być dobre dla jego rodziny, kiedy ją jeszcze miał (choć Wolność uważała, że on tylko zrzuca winę za swój los na wolną wolę, której wcale nie ma), jednak później wszystko zostawił po staremu, nic nie zmieniał i chyba nawet za bardzo o tej wolności nie myślał. Żył sobie swoją szarą rzeczywistością i jednego dnia, gdy kobieta w pracy zadała mu to jedno konkretne pytanie, uświadomił sobie, że wierzy w wolność. Dopiero wtedy zwrócił uwagę na to słowo, na jego znaczenie. Czy wolność była jego pułapką? Nie dostrzegam tego. Nie widzę tego w jego sytuacji. Choć przecież gdyby zaczął szukać realizacji dla tej wolności, korzystać z niej, obierać różne drogi i spotykałaby go na każdym kroku porażka... Wtedy rzeczywiście mógłby stracić nadzieję na szczęście. Ale jedyne, co... hm, nie udało mu się od czasu uświadomienia sobie wiary w wolność, było pojawienie się policjanta, kiedy przechodził na czerwonym świetle, a i tak to pytanie kobiety o to, co on robi w pracy, której nie lubi, zaprowadziło go na skraj. Dlaczego? Przecież mógł zmienić pracę. Jeśli nie mógłby jej znaleźć tam (bo podobno było w jego miejscowości wysokie bezrobocie ― choć bezrobocie wciąż nie oznacza braku miejsc pracy, mimo że z treści można było wyciągnąć taki wniosek), to mógł spróbować wyjechać, nie wiem, podjąć jakiekolwiek kroki do zmiany swojego życia. Spróbować złamać tę codzienność, ale nie przez koniec życia.

 

WRAŻENIA OGÓLNE

 

Niewiele pisałam o bohaterach w poprzedniej części oceny, ale po wypisaniu tych fragmentów nie było potrzeby jakoś dodatkowo się tam nad nimi rozwodzić.

Główny bohater miał monotonne życie i chociaż wydawało się, że chciał dokonać jakichś zmian, nie do końca potrafił ich zrealizować. Był w pewien sposób zamknięty w tej swojej rzeczywistości, w której żona odeszła do kogoś, kto „miał coś, czego nie miał on”, w co chyba trudno mu było uwierzyć; rzeczywistości, w której zawsze na wszystko musiał czekać, ale właśnie on, a inni nie. Daje to trochę do myślenia, bo na pierwszy rzut oka wydaje się to być człowiek, który jest przekonany, że świat/ los zwraca się przeciwko niemu, że w życiu mu się nie układa, że siedzi w tej nudnej pracy przez poświęcenie dla rodziny, która później go niewdzięcznie opuściła, że inni mają lepiej niż on, bo nie muszą stać na światłach czy w kolejkach. Z drugiej strony wierzy w wolną wolę; wierzy, ale wiara ta została uśpiona przez codzienność, która całkowicie go pochłonęła. Szkoda tylko że jej odzyskanie sprowadziło go na krawędź.

Wolność z kolei została pozbawiona wartości, którą uosabia. W scenie, w której pojawia się razem ze Sprawiedliwością, jest mowa o tym, że nie wolno jej uwolnić się z kajdan. Może to ludzie przez nałożenie na siebie norm społecznych doprowadzili do tego. Zastanawia mnie za to rola Sprawiedliwości. To zestawienie obu postaci mogłoby wskazywać na ograniczenie swobody Wolności przez jej towarzyszkę, choć znowu ta druga nie jest za bardzo przejęta tym „wyrwaniem się na chwilę”.

Ciekawe jest to, że Wolność, która się uwolniła, wcale nie robi jakiegoś zamieszania. Oddziałuje, i to tylko we śnie (skutki w rzeczywistości są już pośrednie), na jednego człowieka. Bardziej jest rozdrażniona i zawiedziona tym, jak jest traktowana, jak się o niej mówi, niż stara się coś zmienić, nie w takiej skali, w jakiej by mogła. Jako Wolność raczej nikogo do niczego by nie zmusiła, ale gdyby zaczęła działać na większą skalę, z pewnością znalazłyby się osoby, które by jej uległy. Prawdopodobnie z czasem doszłoby do chaosu, kiedy zaczęłoby się to rozprzestrzeniać. W każdym razie ta postać nie działa w ten sposób. Bardziej ubolewa nad stanem rzeczy, który zastała, chociaż nie było innej możliwości, jeśli ludzie nie mieli z nią do czynienia przez długi czas, bo przecież musiał kiedyś nastąpić taki moment, przed którym ludzie byli całkowicie wolni i z tej wolności korzystali (przed uwięzieniem Wolności).

 

Tytuł: „A na imię jej było Pomyłka”

Autor: Elorence

 

TECHNIKALIA

 

„Wiedziałem, że pałętanie się po barach i szukanie szczęścia w alkoholu, nic nie daje”.

Drugi przecinek jest zbędny, rozdzielasz nim podmiot od orzeczenia (pałętanie i szukanie nic nie daje).

 

„Znudziły mi się samotne wieczorne w biurze”. ― „wieczory”.

 

„Rude włosy upięła w ciasny kok i pierwszy raz, od bardzo długiego czasu, zrobiła porządny makijaż”. ― Utworzyłaś tu dopowiedzenie „od bardzo długiego czasu”, które nie bardzo jest tu potrzebne. Tak naprawdę pełne wyrażenie tu wykorzystane brzmi „pierwszy raz od bardzo długiego czasu” i jako taką całość bym to potraktowała.

 

„– Znowu się nakręcasz… Uspokoił się, dobra?”. ― „Uspokój się”.

 

„– Prowadziłyście wyimaginowaną walkę i podejrzewam, że pewnie teraz nawet nie pamiętasz (przecinek) o co wam poszło”. ― To zdanie wielokrotnie złożone i przecinek rozdziela zdanie środkowe od ostatniego, które jest względem niego podrzędne („nie pamiętasz [czego?], o co wam poszło”).

 

„– Chciała się podlizać młodemu nauczycielowi z biologii”. ― To „z” jest tutaj zbędne.

 

„Zaskoczona, uniosła brwi”. ― Zbędny przecinek. Nie ma potrzeby rozdzielać od reszty zdania przydawek (określeń rzeczownika; tutaj „zaskoczona”), zwłaszcza jeśli celem nie jest jakieś wyróżnienie, podkreślenie albo po prostu dodatkowy komentarz. W takich sytuacjach jak tu może to funkcjonować zwyczajnie jako integralna część zdania.

 

„W pracy, koledzy uważali, że zachowuję się jak zakochany nastolatek”. ― Tu niepotrzebnie rozdzieliłaś „w pracy”. Zasada z okolicznikami wygląda tak samo jak w wypadku przydawek. Jeśli nie masz żadnych dodatkowych celów ponad podanie tego jako części składowej informacji, nie ma potrzeby wymuszać na czytelniku dodatkowej uwagi.

 

„Nie odbierała telefonów, a kiedy chciałam ją odwiedzić (przecinek) to pocałowałem klamkę”. ― Tu zdanie jest wielokrotnie złożone.

 

„Byłem sfrustrowany, bo nie wiedziałem (przecinek) czy ruda nie ma dla mnie czasu, czy chodzi o coś więcej”. ― W tym wypadku pierwsze „czy” wprowadza zdanie podrzędne, stąd przecinek przed nim.

 

„Na dodatek, szalała za facetem, który zachowywał się jak psychopata”. ― Zbędny przecinek przed „szalała”.

 

„Z czasem zaczęliśmy spędzać razem coraz więcej czasu”. ― To zdanie zwróciło moją uwagę przez zbieżność „z czasem” i „czasu”, która chyba niekoniecznie była zamierzona.

 

„Z roku na rok, zacierały się granice między nami”. ― Zbędny przecinek.

 

„Przeklnąłem siarczyście i spojrzałem pod nogi”. ― „przekląłem”.

 

„Julka wyjrzała z kuchni, trzymając w dłoniach talerz z resztkami ze wczorajszego obiadu (przecinek) i od razu obrzuciła mnie dziwnym spojrzeniem”. ― Zgodnie z normą wzorcową powinno być „z wczorajszego obiadu”. Przecinek natomiast wynika stąd, że pomiędzy nim a tym poprzednim znajduje się zdanie podrzędne do zdania pierwszego i ostatniego.

 

„Zerknąłem na jej szczupłe nogi, które odkrywały krótkie spodenki (przecinek) i kolejny raz westchnąłem”. ― Zdanie podrzędne jest wtrącone w zdanie współrzędnie złożone łączne jak w przykładzie wyżej.

 

„– W takim razie, mogłabyś coś ugotować?”. ― Przecinek zbędny.

 

„Spojrzałem w lustro, unosząc kołnierzyk, aby zawiązać krawat (przecinek) i niespodziewanie zamarłem”. ― W tym wypadku całe zdanie złożone „unosząc kołnierzyk, aby zawiązać krawat” jest podrzędne do obu zdań składowych zdania złożonego współrzędnie łącznego.

 

„Stała w progu pokoju, w samej bieliźnie i bawiła się ramiączkami stanika”. ― Tutaj albo bez przecinka, albo jeśli bardzo chciałabyś podkreślić to, że była w samej bieliźnie, to potrzebny byłby jeszcze przecinek przed „i”.

 

„Zamknąłem usta i zdumiony, przyjrzałem się Julce”. ― Tu znowu jest przydawka, po której niepotrzebnie postawiłaś przecinek.

 

„Już przed drzwiami do mieszkania, słyszałem głośną muzykę”. ― Zbędny przecinek.

 

„Na mój widok, żadna z nich nie zareagowała”. ― Jak wyżej.

 

„Poirytowany, postanowiłem pójść do pokoju i spróbować się przespać”. ― Bez przecinka.

 

„– Piotrek jest taaakiii przystojny! – zawołała Julka. Zacisnąłem dłonie w pięści, bo chociaż to były tylko puste słowa, odezwała się we mnie zazdrość. – Pamiętacie tamte kino?”. ― „tamto”.

 

„Byłem bardzo ciekaw (przecinek) o kim myślała, gdy pozbywała się ciuchów”. ― Przecinek rozdziela zdania składowe.

 

„Słowa Julki mnie uraziły do tego stopnia, że straciłem większą część pewności siebie”. ― Tu zmieniłabym trochę szyk. Gdyby nie było tego „do tego stopnia”, początek byłby w porządku, ale że to wyrażenie się później pojawia, to lepiej brzmi „uraziły mnie do tego stopnia”. Trochę mnie zastanawia, dlaczego odnośnie tej pewności siebie użyłaś słów „większa część”, ale to tak odnośnie właśnie doboru słów.

 

„Jeszcze niedawno chodziłem z wysoko podniesioną głową, dumny, że mam obok siebie cudowną dziewczynę, ale coraz częściej zacząłem się zastanawiać, czy w tej drobnej istocie drzemała choćby odrobina dobra”. ― Tu chciałam zwrócić uwagę na użycie formy czasownika dokonanego „zacząłem”. Używasz właśnie tej formy, ale poprzedzasz ją wyrażeniem „coraz częściej”, które wskazuje, że proces nie jest zakończony, a więc bardziej odpowiednia byłaby tu forma „zaczynałem”.

 

„Krótka spódniczka i top na ramiączkach w połączeniu z długimi, rudymi włosami, dawały piorunujący efekt”. ― Przecinek przed „dawały” jest zbędny. Poprzedni rozdziela dwa przymiotniki, ten nie pełni żadnej funkcji.

 

„Nagle, za plecami rudej, pojawił się jakiś gość”. ― Tu wprowadziłaś dopowiedzenie, ale nie jest ono jakoś specjalnie potrzebne. To, gdzie mężczyzna się pojawił, nie jest raczej informacją, którą należy podkreślić, dlatego usunęłabym oba przecinki.

 

„Wywróciła oczami, po czym odwróciła się w stronę mężczyzna i szepnęła mu coś do ucha”. ― „mężczyzny”.

 

„– Na razie tylko się spotkamy, więc to nic poważnego”. ― Miało być chyba „spotykamy”.

 

„Uśmiech znikł z twarzy z Gośki i tylko patrzyła na mnie, tymi swoimi ogromnymi oczami”. ― Drugie „z” jest zbędne i bez przecinka.

 

„Tamtego dnia, siedziałem na piasku w krótkich spodenkach i czekałem na brunetkę”. ― Zbędny przecinek.

 

„– Z tego (przecinek) co pamiętam, nie chciałaś słuchać na temat naszego związku”. ― W mowie pauzy we wskazanym miejscu nie słychać, jest to zresztą konstrukcja typowa dla języka mówionego, ale jednak po przeniesieniu na język pisany zgodnie z zasadami składni ten przecinek powinien się tam pojawić.

 

„To nie był zwykły pocałunek, a ona nie zachowywała się (przecinek) jakbyśmy byli w miejscu publicznym, ale w sypialni”. ― Przecinek rozdziela zdania składowe.

 

„Byliśmy razem już ponad pół roku, więc stwierdziłem, że wszystko (przecinek) co najgorsze (przecinek) było za nami”. ― Wyrażenie „co najgorsze” jest podrzędne.

 

„Wchodząc do mieszkania, miałem na twarzy szeroki uśmiech, który znikł równie szybko (przecinek) co się pojawił”. ― Przecinek rozdziela zdania składowe.

 

„Wystarczy, że zaspokoję jego potrzeby seksualne (przecinek) i jest jak w bajce”. ― „Wystarczy [co?], że jest jak w bajce, [pojawia się zdanie współrzędne do „wystarczy”] i jest jak w bajce”.

 

„były tak pochłonięte rozmową, że nawet nie usłyszały (przecinek) jak przekręcam klucz”. ― Przecinek rozdziela zdania składowe.

 

„Głupim facetem, który dał się zamroczyć głupiej jędzy w ładnym opakowaniu”. ― To zdanie zwróciło moją uwagę przez dobór słów ― „głupi facet” i „głupia jędza”. Nie wiem, czy taka zbieżność była zamierzona.

 

„– Jak zaraz nie ruszysz dupy (przecinek) to osobiście cię stąd wyprowadzę – zagroziłem, patrząc (n)a nią lodowato”. ― Przecinek rozdziela zdania składowe.

 

„Podkochiwałem się w niej od momentu, gdy ujrzałem ją na auli”. ― „w auli”.

 

„Nigdy nie mógłbym zapomnieć (przecinek) co czułem, gdy nasze spojrzenia się spotkały”. ― W tym zdaniu „co” wprowadza zdanie podrzędne.

 

„A, gdy jeszcze dorzuciła do zestawu swój piękny uśmiech, nabrałem pewności”. ― Zbędny przecinek przed „gdy”. W tym wypadku „a” pełni funkcję wyłącznie wzmacniającą i nie wymaga rozdzielenia.

 

„W sumie, ruda miała tylko mnie i to jeszcze przez czysty przypadek”. ― „W sumie” tak jak i „w każdym razie” czy „na dodatek”, które wcześniej się pojawiły, nie rozdziela się przecinkiem.

 

„Spiąłem wszystkie mięśnie i po długiej chwili, nacisnąłem dzwonek”. ― Przecinek zbędny. Tu znowu rozdzielony jest bez potrzeby okolicznik czasu.

 

FABULARIA

 

„Tańczyła z dwoma facetami i świetnie się bawiła, bo ciągle się uśmiechała, wyrzucając w górę ręce”. ― Takie zdanie pojawia się w tekście odnośnie Julki, którą główny bohater dostrzega w barze. Zarzutem z mojej strony może tu być wrażenie powielania informacji, a właściwie podawanie informacji i dawanie przesłanek o tym samym świadczące. Jeśli świetnie się bawiła, to nie ma potrzeby wyliczać, że bawiła się dobrze bo: uśmiechała się i wyrzucała w górę ręce. Z drugiej strony jeśli wykonywała te czynności, to biorąc pod uwagę miejsce, w którym się znajdowała, to, że bohater widział ją w towarzystwie, z dużym prawdopodobieństwem może świadczyć o tym, że się dobrze bawiła. Moim zdaniem, wystarczyłoby poprzestać albo na prostej informacji, albo na przesłankach o niej świadczących.

 

„Chciałem jeszcze coś dodać, ale obok nas przeszła Julka. Była sama. Nie wiem, co mi się stało, ale gwałtownie zeskoczyłem z krzesła i poszedłem za nią. Może to było desperackie posunięcie, ale nie mogłem całą wieczność wzdychać do jednej dziewczyny i nic nie robić”. ― Tak trochę przyczepię się tu do jednego słowa. Nie jestem przekonana, czy jego działanie można nazwać desperackim. Impulsywnym, owszem, spontanicznym, ale desperacja całkiem inne skojarzenia przywodzi. Przecież bohater zobaczył ją i niespodziewanie postanowił za nią pójść. Aktem desperacji byłoby, gdyby na każdym kroku ją spotykał, obserwował ją od dłuższego czasu, wzdychał do niej i myślał, co tu zrobić. Ale przecież on widzi ją pierwszy raz od jakiegoś czasu, a przynajmniej tak się wydaje, skoro zauważa powrót do dawnego koloru włosów i takie powierzchowne zmiany w wyglądzie, a więc widzi ją i postanawia do niej podejść. Takie nagłe przejście do działania pod wpływem impulsu.

 

„– Przepraszam, ale niewiele mi to mówi.

– A czy ta niewiedza stoi na przeszkodzie w bliższym poznaniu ciebie?

Julka przygryzła wargę, patrząc na mnie spod rzęs. Po chwili, która trwała chyba całą wieczność, kiwnęła głową”. ― Jeśli chodzi o samą sytuację, wszystko jest jasne i pewnie nikt by się nie przyczepił, ale gdyby dosłownie odczytać te słowa, wychodzi na to, że Julka jednak miała coś przeciwko, przyjmując, że jest to jej skinienie było odpowiedzią na pytanie. A przecież miało to być przyzwolenie. Dlatego najbezpieczniej byłoby zmienić w jakiś sposób jej reakcję, albo w ogóle przeformułować pytanie czy całkiem nie potraktować tego jako pytanie, nadać inny ton.

 

Od samego początku związku Łukasza i Julki widać, jak bardzo on jest nią zaślepiony. To, że wybierała filmy, na które chodzili do kina, i restauracje, w których jadali, jeszcze nie byłoby najgorsze samo w sobie. To, że na każde spotkanie miał dla niej prezent, żeby patrzeć, jak jest z nich zadowolona, jest już trochę przerażające, bo można by się jedynie domyślać, do czego byłby zdolny, żeby ją uszczęśliwić. Ale jego nawet nie obchodzili jej rodzice, odkąd powiedziała mu, że nie potrafili cieszyć się z jej sukcesów. Całkiem bezkrytycznie na jedno jej słowo uznał, że nic im więcej nie jest potrzebne do szczęścia.

Przez cały czas stawiał ją przed wszystkim innym, nie wiedząc o niej tak naprawdę nic, znając tylko pozory, które prezentowała otoczeniu. Ślepo jej zaufał i uwierzył, że idealnie do siebie pasują.

 

„Najgorsze było to, że przez cały ten czas nie widziałem się z Gośką. Zapadła się pod ziemię. Nie odbierała telefonów, a kiedy chciałam ją odwiedzić to pocałowałem klamkę. Byłem sfrustrowany, bo nie wiedziałem czy ruda nie ma dla mnie czasu, czy chodzi o coś więcej. Na dodatek, szalała za facetem, który zachowywał się jak psychopata. Błagałem ją, aby dała sobie spokój, ale uparcie wchodziła głębiej w znajomość”. ― Bohater podobno był tak zapatrzony w Julkę, że niczego więcej nie było mu trzeba. Nawet gdy mowa była o jej rodzicach, których nie chciała mu przedstawić, pomyślał, że nie potrzebuje do szczęścia niczego więcej, tak mu było wspaniale z Julką. Skoro tak bardzo był zaabsorbowany związkiem, że nie myślał o nikim innym, to jak nagle brak towarzystwa Gośki był najgorszy (z naciskiem na ostatnie słowo). Co więcej, jeśli się z nią nie widział od dłuższego czasu, to skąd mógł wiedzieć, że szaleje za jakimś facetem? A może cały czas ma na myśli stan rzeczy sprzed co najmniej trzech miesięcy?

Może trochę wyprzedzę treść w tym momencie i odniosę się do tego, co można wywnioskować na temat Gośki. Najpierw spotyka się z tym facetem, którym Łukasz gardzi, ale nic z tego nie wychodzi. Później umawia się z innym gościem (ale to nic poważnego, bo tylko się spotykają) i także się z nim rozstaje. Dziewczyna działa trochę na zasadzie prób i błędów, szybko znajduje kogoś nowego i równie szybko wszystko się kończy. Czy w takim razie mam rozumieć, że wcześniej tak nie robiła? Że nie spotykała się co raz z kimś innym? To zaczęło się te trzy miesiące wcześniej? A jeśli nie, to skąd wynika ta pewność Łukasza? On o tym wszystkim mówi, jakby to było aktualne ― nie wiedział, czy nie miała dla niego czasu i NA DODATEK szalała za innym facetem. To brzmi tak, jakby wszystko to dotyczyło jednej sytuacji, sytuacji teraźniejszej.

 

Ach, no dobrze, pojawia się dalej taki fragment:

„Przez całą naszą znajomość była samotna. Niby interesowała się facetami, ale nie flirtowała, nie chodziła na randki i unikała imprez. Nawet nie wiem, jak to się stało, że poznała tamtego gbura, którym osobiście gardziłem”. ― Czyli jednak nie spotykała się z nikim przez ten czas i nagle zaczęła spotykać nowych mężczyzn. Skąd ta zmiana? Czy to próba zajęcia sobie czasu, kiedy Łukasz jest zajęty Julką? No ale z pierwszym facetem spotkała się jeszcze zanim Łukasz postanowił porozmawiać ze swoją licealną miłością. No więc o co chodzi? To przesunięcie czasu sprawia, że trudno znaleźć sensowne wytłumaczenie.

 

„Byłem szczęśliwy, ale pragnąłem, żeby i ona była”. ― To zdanie pojawia się zaraz po poprzednim fragmencie. Skąd Łukasz wie, że ona nie była szczęśliwa? Nie widział jej od miesięcy, podczas których był przejęty związkiem z Julką, a więc nie mógł też wiedzieć, co się z nią działo, czy z kimś się spotykał itd.

 

„Nabrałem ostrożnie powietrza do płuc i omiotłem wzrokiem Gośkę. Wyglądała na niewyspaną i smutną. Rozciągnięta bluza ukrywała drobną sylwetkę, a niedbale związane włosy świadczyły o tym, że pewnie od kilku dni nie wychodziła z domu”. ― Tu moją uwagę zwrócił ostatni fragment „niedbale związane włosy świadczyły o tym, że pewnie od kilku lat nie wychodziła z domu”. Nie wiem, dlaczego miałaby to być jednoznaczna oznaka. W połączeniu z całym jej wyglądem i znając fakt, że od niedawna nie jest już w związku, być może można by wyciągnąć wniosek, że nie wychodziła od kilku dni z domu. Za to same niedbale związane włosy jeszcze nic konkretnego, jak dla mnie, nie znaczą.

 

„– To nie jest ta sama dziewczyna co kiedyś.

Ruda pokręciła głową z niedowierzaniem.

– Myślałam, że jesteś zbyt mądry, aby związać się z kimś takim.

– Gośka…

– Nie. Nie chcę słuchać twoich tłumaczeń. – Zauważyłem łzy, czające się w kącikach jej oczu”.

Nie bardzo wierzę, że te łzy mają coś wspólnego z treścią wypowiedzi. Łukasz i Julka spotykają się już od miesięcy, a Gośka już niejeden raz mówiła mu, że to nie jest dziewczyna dla niego. Natomiast tu wygląda to tak, jakby jej reakcja wynikała z braku rozsądku ze strony bohatera. Po takim czasie zebrało jej się na wyraz bezsilności wobec niezrozumienia Łukasza? W dodatku tak dramatyczny?

 

„– Doskonale wiesz, że znowu źle posegreguję ubrania i będą pofarbowane – powiedziała, słodko cmokając. – Tobie to lepiej wychodzi, kochanie.

Zacisnąłem mocno szczękę, a potem położyłem na podłodze reklamówki z zakupami”.

Łukasz był taki szczęśliwy, wrócił do domu, zdenerwowała go sytuacja z praniem, a moment później już myślał o wspólnym gotowaniu z dziewczyną. Kurczę, no moment dosłownie. To naprawdę możliwe?

 

„Zacisnąłem szczękę, powstrzymując się od wypowiedzenia słów, których szybko bym pożałował. Przecież Julka miała prawo nie lubić moich rodziców, więc nie mogłem zachować się jak cham i kazać jej pójść ze mną”. ― Aha. Julka ma prawo nie lubić jego rodziców i ma prawo mówić o nich, że to wieśniacy, którzy nie potrafią zachować się w towarzystwie, a Łukasz jest nudziarzem, bo każe jej tam iść. Za to z jego strony byłoby chamstwem upierać się, żeby z nim poszła...

 

„Siedziałem w barze i czułem się jeszcze bardziej samotny niż kiedyś. Słowa Julki mnie uraziły do tego stopnia, że straciłem większą część pewności siebie. Jeszcze niedawno chodziłem z wysoko podniesioną głową, dumny, że mam obok siebie cudowną dziewczynę, ale coraz częściej zacząłem się zastanawiać, czy w tej drobnej istocie drzemała choćby odrobina dobra, skoro potrafiła ranić bez jakichkolwiek wyrzutów sumienia”. ― Już wspominałam te fragmenty przy okazji technikaliów, ale od innej strony. Wciąż nie wiem, jak rozumieć tę „większą część pewności siebie”. A więc pewność siebie to takie coś, co można podzielić na części i ta większa zniknęła, a Łukasz musiał się zadowolić mniejszą...

Druga rzecz to to zastanawianie się. Podobno coraz częściej się nad tym zastanawiał, a to ciekawe, bo nie zauważyłam tego. Jak dotąd usprawiedliwiał wszystkie jej zachowania i nawet w przypadku obrażenia jego rodziców stwierdził zwyczajnie, że ma prawo ich nie lubić. Ma prawo. Ma prawo nie szanować, obrażać, ranić mężczyznę, który jest w nią zapatrzony całkowicie. Jaki to ma związek z dobrocią?

 

„Uśmiechnęła się słodko i zarzuciła mi ręce na szyję.

– Przepraszam.

Niepewnie objąłem ją w talii, czując ulgę.

– Przesadziłaś.

– Wiem.

– Kim on jest?

– To nikt ważny – odpowiedziała szybko, a kiedy chciałem jeszcze o coś zapytać, zamknęła mi usta pocałunkiem”. ― Wystarczyło „przepraszam”, powiedzenie, że Piotr to nikt ważny i pocałunek, żeby Łukasz kompletnie wyrzucił z głowy swoją zazdrość i wściekłość. Kurczę, on nawet uznał to za nic, przecież to tylko zgrzyt w idealnym związku. Całkowicie przestały go interesować relacje Julki z Piotrem, nie obchodziło go, czy coś ich łączyło, bo powiedziała przecież, że to nic ważnego. A więc czas o wszystkim zapomnieć i nadrobić stracony czas.

Reakcja Łukasza z samego rana, gdy przypomniał sobie rozmowę koleżanek, była najbardziej gwałtowną i wydawało się, że bohater naprawdę się wściekł i nie zamierzał łatwo odpuścić. Jak widać, zmienił zdanie. Szkoda trochę, że tak szybko odpuścił.

 

„– A co z tamtym facetem?

– Niewypał. – Wzruszyła ramionami. – Jak zawsze”.

Hm, ciekawe. Już miało wyglądać, że Gośka zaczęła spotykać się z innymi facetami, kiedy Łukasz rozpoczął swoją „przygodę” z Julką. Łukasz stwierdził, że przez całą ich znajomość była samotna, a tutaj przy drugim z kolei mężczyźnie (jeśli nic mi się nie pomieszało) mówi, że to jak zawsze niewypał. Jak dla mnie, jedno z drugim się wyklucza. No to jak to w końcu jest? Spotykała się wcześniej z innymi czy nie? A może Łukasz o tym nie wiedział? No ale podobno miała przed nim tylko jedną tajemnicę, której nie wyjawiła mu w barze w pierwszej scenie opowiadania. Coś mi tu nie gra.

 

„Wracając z pracy do domu, wstąpiłem do kwiaciarni i kupiłem bukiet kwiatów. Byliśmy razem już ponad pół roku, więc stwierdziłem, że wszystko co najgorsze było za nami”. ― A więc wszystko, co najgorsze, może się zdarzyć przez pierwsze pół roku, a później „żyli długo i szczęśliwie”. No nie wiem, nie byłabym taką optymistką.

 

„Sprawiała wrażenie miłej i sympatycznej dziewczyny. Pomagała wszystkim wkoło i tak uroczo się śmiała. Nikt nie mógł na nią powiedzieć złego słowa, oprócz Gośki”. ― Naprawdę aż tak powszechny zachwyt budziła, że tylko jedna osoba na wszystkich uczniów (o nauczycielach może nie wspomnę, bo tu różnie bywa) zauważyła, że to wszystko, co robiła Julka to tylko pozory? Trudno mi w to uwierzyć. Łukasz chyba nie chciał słyszeć o niej złego słowa.

 

„Wymieniłem najlepszą przyjaciółkę na idiotkę, dla której liczyły się tylko pieniądze i wygodne życie”. ― Właściwie to nie do końca wymienił. Gośka była jego przyjaciółką, Julka dziewczyną. Łukasz nie stawał przed wyborem: albo ja, albo ona. Co prawda pojawiło się trochę zamieszania między Gośka i Łukaszem z powodu Julki, ale nie nazwałabym tego wymianą.

 

WRAŻENIA OGÓLNE

 

„Pierwsze trzy miesiące były spełnieniem moich marzeń. Już w liceum chciałem być chłopakiem Julki. Fakt, minęło kilka lat, ale niektóre dziewczyny zapadają w pamięć na zawsze i taka właśnie była brunetka”. ― Ten fragment umieściłam w części dotyczącej wrażeń ogólnych, bo jest to przykład czegoś, co zaliczam właśnie do takiej kategorii. Z pewnością nie ja pierwsza o tym wspominam, ale dobrze tu widać, jak czasem niezbyt dobrze brzmi zamiana imienia bohatera/bohaterki na kolor włosów itp. Nie tyle chodzi o jakieś moje uprzedzenie, choć nie przepadam za takimi zamiennikami, ale zauważ, że słowo „brunetka” nie identyfikuje tak jednoznacznie bohatera, jak robi to na przykład imię. Brunetka jak to brunetka, brunetek na świecie jest wiele, no i co z tego, że brunetka zapadła mu w pamięć? Całkiem inaczej by brzmiało, gdyby Julka mu w tę pamięć zapadła, prawda?

 

Co tu dużo mówić... Jeśli chodzi o Julkę i Łukasza, to trochę już o nich pisałam w poprzedniej części. Podoba mi się postać Julki, to, jak została wykreowana. Budzi najgorsze emocje i jest taka, jaka prawdopodobnie miała wyjść. Poza tym ma cel i jest w nim konsekwentna. Wykorzystuje Łukasza i dba o pozory.

Łukasz natomiast niby czasem próbuje złościć się na Julkę, ale jakoś nie wychodzi, bo wszystko mu przechodzi, zanim jeszcze się dobrze zacznie. Znowu niby myśli tylko o Julce, ale tęskni za Gośką. Właściwie w przypadku przyjaźni jego i Gośki okazuje się, że on tak naprawdę niewiele o niej wie, chociaż nie do końca to chciałam powiedzieć... On nie za bardzo się nią interesuje. Jest, bo jest, ale przypomni sobie o niej od czasu do czasu i niby chce jej szczęścia, ale jego zainteresowanie nią ograniczało się do pytania o to, kim jest człowiek, z którym ją widzi. To trochę mało. Naskoczył na nią tylko, gdy nie odzywała się do niego przez jakiś czas, chociaż i bez niej było mu bardzo dobrze z Julką, a i sam w ten sposób zrobił to, co wytykał Gośce na początku historii.

W ogóle Łukasz bardzo szybko ze wszystkim odpuszcza. Julce ulega niemal natychmiast, ale nią jest po prostu zauroczony i zapatrzony jak w obrazek, za to w przypadku Gośki też nie ciągnie tematu choćby w pierwszej scenie odnośnie jej licealnej miłości. Dziwne jest to, że przez cały czas nie domyślił się też, że ona coś do niego czuje, chociaż zawsze po spotkaniu z nią albo stwierdzać, że coś poczuł, albo żałował, że to nie ona jest obok niego. Sam nie potrafił określić siebie, tego, czego chciał gdzie umiejscawiał uczucia. Trudno go w jakiś sposób określić.

Z kolei Gośka była po prostu mistrzem znikania. W każdej scenie, w której już miała odegrać jakąś rolę, nagle się pojawiała i równie nagle znikała. Raz jest, raz jej nie ma, zapada się pod ziemię. No dobrze, czuła coś do bohatera i nie podobało jej się, że był z Julką, nie chciała słuchać o ich szczęściu, ale dlaczego nie mogła sobie po prostu istnieć? Jeszcze gdyby to zniknięcie było pojedynczym incydentem, może i niosłoby jakąś efektowność, ale znikać za każdym razem, jak się pojawi? Z czasem zaczyna to coraz bardziej zwracać uwagę i już nawet nie jest niespodzianką.

Ostatnia scena też zwróciła moją uwagę i przypomniała mi to zdanie, w którym Łukasz stwierdzał, że „wymienił najlepszą przyjaciółkę na idiotkę, dla której liczyły się tylko pieniądze i wygodne życie”. Łukasz w tej scenie nie zjawia się u Gośki jak u przyjaciółki, z którą się poróżnił. On pojawia się u niej po tym, jak wyrzucił ze swojego życia Julkę i uświadomił sobie, że przez cały czas go wykorzystywała, przychodzi do Gośki z jednej strony żeby przyznać jej rację, ale on w pewnym sensie z powrotem zamienia Julkę na swoją przyjaciółkę, która go po tym wszystkim przyjmuje. Tak jakby pozwoliła mu przeżyć przygodę, a on się zawiódł i wrócił do niej. Takie przynajmniej odniosłam wrażenie.

 

Tak dotarłam do końca. Na pewno są rzeczy, które pominęłam, bo zabrakło mi czasu na przeanalizowanie jeszcze raz wszystkiego, o czym pisałam, a z pewnością parę myśli mi poumykało przy bieżącym pisaniu. Myślę jednak, że tam, gdzie ja czegoś nie wspomniałam, zrobili to pozostali oceniający i w połączeniu ten obraz ocenianych tekstów będzie przejrzysty. Cieszę się, że udało mi się oceniać w tej bitwie, choć szkoda, że chętnych nie było więcej.

Oceny niestety wstawiam bez sprawdzeniem ich przed publikacją, więc przepraszam za niedociągnięcia. Pewnie postaram się je wyeliminować w najbliższym czasie, mam nadzieję, że nie utrudniły czytania.

Następne częściOcena Bitwy #4 — Arysto

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (2)

  • Elorence 29.03.2018
    Bardzo Ci dziękuję :)
    Fabuła zgrzyta, że hej... Kurczę, mogłam całość przeczytać jeszcze z 10 razy, może wyłapałabym ewentualne błędy. Ale nie ma co gdybać, już wiem na czym powinnam się skupić. Droga do wytępienia błędów będzie długa, ale będzie się opłacać :)

    Jeszcze raz dziękuję!
    Pozdrawiam :)
  • Lucinda 29.03.2018
    Tak naprawdę można by czytać jeden tekst i czytać, a nigdy nie wiadomo, co nowego zauważy się za każdym kolejnym razem. Wbrew pozorom bardzo dobrze czytało mi się Twój tekst, a te zgrzyty... Czasem wystarczy po zbudowaniu całości pobawić się w zadawanie pytań. Mogą to być pytania o naturalność zachowań bohaterów albo czy dana reakcja pasuje do charakterystyki bohatera, czy nie zmyli czytelnika. Trzeba pamiętać, że odbiorca stara się wykorzystać wszystkie pozostawione przesłanki, aby uzmysłowić sobie postawę bohatera i całą jego rolę, bo każdy jakąś rolę odgrywa (a przynajmniej powinien). Czasem, jak pewnie zauważyłaś w ocenie, problem może być wyłącznie w doborze słów, parę razy przyczepiłam się na przykład do pojedynczego przymiotnika, który wprowadzał zgrzyt.
    Jest to, moim zdaniem, i tak całkiem niezła sytuacja, bo o ile kwestie techniczne wymagają żmudnego poprawiania, to wzbudzanie w sobie wątpliwości odnośnie poszczególnych scen czy znaczeń niektórych słów/zdań, upewnianie się, że nie ma w nich niekonsekwencji, naprawdę można potraktować jak zabawę. Jeśli robi się to na tekście powstałym pod wpływem pierwszego pomysłu, dobrze jest uświadomić sobie, po co dany bohater się pojawił, co ma do zrobienia w danej scenie i jaki ma być końcowy efekt jego działań, bo autor jest cały czas tą osobą wszechwiedzącą. To on nawiązuje kontakt z czytelnikiem, przedstawiając mu bohaterów i wydarzenia, i daje mu wskazówki, które pomogą mu w odpowiedni sposób zrozumieć ten komunikat.
    No dobrze, rozpisałam się bardziej, niż chciałam, więc już kończę.
    Pozdrawiam :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania