Poprzednie częściPrima Aprilis cz. 1

Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Prima Aprilis cz. 23

Co teraz? Będę sama? Miałam z nim być choć do rozwodu, do którego miał mnie „poprowadzić za rękę”. Ale nie poprowadzi, będę musiała być sama. Może to i nawet lepiej. I tak go nie kochałam. Był przecinkiem. Może to wyczuł w końcu i nie wytrzymał. Dlaczego mi przykro, jestem jak dziecko. Żle mi, bo mnie ktoś rzucił, a nie ja kogoś. Beznadziejne. Jeszcze bardziej beznadziejne to, że się upiłam i pisałam do Kuby sms za sms.

- Dziękuję Tobie za Wrocław, za pocieszanie, za wsparcie w ciężkich chwilach.

- Spoko Anka, mi też było miło.

- Dziękuję Tobie za wszystko, co dla mnie zrobiłeś (ryczę), za pomoc w przeprowadzce, za grzybobranie, za Rugię, za motor, za wycieczkę rowerową.

Ryczę już na maksa popijając wino wielkimi chaustami. Smsy piszę na zmianę z książką. Siedzę na łóżku w sypialni bez zasłon. Laptopa mam na łózku, kieliszek na podłodze. Pełen jest krótko. Opróżniam przed zakończeniem smsa. Dolewam przed rozpoczęciem kolejnego. I tak butelka pęka. Pijana, zaryczana piszę dalej.

- Dziękuję, dziękuję, dziękuję ...

- Przepraszam, przepraszam, przepraszam ...

Od którejś godziny on już nie odpisuje. Wiem, że wyszedł na imprezę ze znajomymi. Pewnie chleje gdzieś na maksa. Ale nieważne. W końcu padam ze zmęczenia. Zasypiam błogo bez myśli. Zadowolona, że kolejny rozdział mojego życia zakończył się i tyle.

Rano budzę się lekko skacowana. Jadę do mamy na obiad. W międzyczasie Klara przesyła mi link do utworu HAPPY. Puszczam go mamie i Januszowi. Świetny, jaki radosny. Taki jak ja ☺

Nowe życie przede mną. Bez Michała, bez Kuby, sama, wolna, szczęśliwa, zadowolona.

Wracam do domu, bo dzieci niedługo przyjadą do mnie, kochane dzieci. Jak dobrze, że je mam.

Tuż przed zaśnięciem jednak coś przychodzi mi do głowy. Pamiętam, że poprzedniej nocy, gdy napisałam do Kuby, nie oczekiwałam, by mi odpisał, ale teraz jednak dziwię się, że przez cały dzień nie napisał nic. Zdaje się, że napisałam mu jeszcze kilka słów w niedzielę i na koniec dobranoc. A on nic, ani me, ani be. Zero.

Tuż przed zaśnięciem piszę więc do niego.

- Mógłbyś choć dobranoc napisać.

- A idziesz już spać?

- Nie.

- No to po co mam pisać?

- Ok.

Ale później też nie napisał.

Więc wkurwiona, jednak, choć nie wiem o co, skoro byłam już taka zadowolona, że nie jesteśmy razem i tak zgodnie się rozstaliśmy, piszę do niego, że to nie w porządku, że nawet tego pieprzonego dobranoc nie pisze.

- Kim jesteś, żeby mi nawet dobranoc nie odpisywać. No kim?

Potem zmieniam ton.

- Tak ciężko w dzisiejszych czasach o związki, o relacje, o uczucie, a my tak łatwo się poddaliśmy, bo coś przez chwilę nie poszło tak jak byśmy chcieli.

Kurczę, czy ja proszę o powrót?

Nie, ja tylko racjonalnie tłumaczę, że tak łątwo nie powinno się rozstawać. Nawet nie porozmawialiśmy. Tylko „Pa” i koniec. A przecież było tak cudownie. Ale czy było? Czy ja jestem racjonalna w tym szalonym pisaniu? Czy to jakiś amok?

Jest pierwsza, potem druga, potem trzecia w nocy, a ja wciąż nie śpię tylko piszę te wiadomości na fb.

Jednocześnie nawiązuję kontakt z pierwszym chłopakiem, Piotrem, z którym byłam w liceum. Lata całe go nie widziałam. Po raz pierwszy po dłuższej przerwie skontaktowałam się z nim zaraz po odkryciu zdrady Michała. Wtedy, kiedy potrzebowałam wygadać się całemu światu jak mi źle.

Teraz też mi źle, choć jeszcze przed chwilą było tak cudnie.

Pociesza mnie i zaprasza do Nowego Jorku, w którym mieszka. Tłumaczy zawiłości związków i seksu po 40tce.

Piszę więc z nim i do Kuby równolegle. Kuba ani drgnie, nie odpisuje nic.

Do pracy wstaję nieprzytomna. Ledwo się trzymam na nogach, ale odwożę dzieci i daję radę. Jednak w okolicach 10 30 robi mi się słabo. Mam chyba gorączkę. Wychodzę z pracy i pędzę do domu. Dzwonię do Radka, i relacjonujeę mu mój stan. Doradza, pociesza, nieskończona cierpliwość jego do wysłuchiwania mnie od kilku dni. W domu kładę się spać i śpię dobre dwie godziny. Po przebudzeniu wcale nie jest mi lepiej, ale włączam się w tysiące telekonfernecji i piszę tysiące korporacyjncyh maili.

Po pracy wiem już, że jestem chora. Jadę do lekarza.

- Wirus, Pani Joanno, wirus. Proszę brać to i tamto i dbać o siebie.

- Tak, oczywiście.

- Czy chce Pani zwolnienie lekarskie?

- Nie, muszę pracować, dam radę.

- Jak Pani woli.

I znowu do pracy chora, i w fatalnym stanie psychicznym a za tydzień rozwód, jak ja dam radę? Jakoś się wykuruję. Piszę do Kuby, cały czas. Co godzinę zmieniam ton. Wariatka ze mnie jakaś chyba. Niezrównoważona całkowicie.

W końcu już prawie spokojna piszę do niego, że szkoda byłoby tej znajomości, że to fakt, iż być razem nie możemy, ale kumplami moglibyśmy być, przyjaciółmi. Powinniśmy pogadać. Jak kiedyś, jak dwa zaprzyjaźnione łosie.

Odpisuje.

- OK ☺

Ale się cieszę, w końcu reakcja. Tak! Będziemy przyjaciółmi. Przecież ja też nie chciałam z nim być, ale jednak jest mi potrzebny. Jako przyjaciel.

Moja siostra też tak uważa.

Codziennie z nią pisze na viberze. Też ma cierpliwość do mnie. W ogóle wszyscy ją mają. Nawijam bez końca o swoich przeżyciach i problemach. Masakra. Ile można. Ale ja tego potrzebuję bardzo. Jestem sama, tuż przed rozwodem. Zrozpaczona. Wystraszona.

Kuba dzwoni na następny dzień. Wieszając pranie rozmawiam z nim i tłumaczymy sobie nawzajem, tak jakbyśmy się przekonywali, że bycie razem było bez sensu.

- No przecież ja nawet nie mogłam spać pry Tobie. Żadnej nocy nie przespałam z Tobą. Nie mogłam się ułożyć. To też chyba o czymś świadczy, jak myślisz?

- No właśnie, a ja lubię spać wtulony.

Jasne, wtulony, przecież jeszcze niedawno twierdził, że się z nikim tak nie tulił jak ze mną.

- Pomogę Ci znaleźć mieszkanie tak jak obiecałam.

- Dzięki.

- Wyślę Ci oferty jeszcze dzisiaj.

- Dobra! – mówi jak to on. Zawsze radosny, poukładany i wszystko wiedzący.

Tymczasem trzeci grudnia zbliża się nieuchronnie. To środa. Biorę na ten dzień urlop.

 

C.D.N.

Średnia ocena: 3.5  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania