Poprzednie częściPrima Aprilis cz. 1

Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Prima Aprilis cz. 25

 NO I CO DALEJ?

 

- Nie płacz Aniołku, masz dzieci, poradziłaś sobie, masz mieszkanie, pracę, wszystko przed Tobą.

- Ale mamo, mamo – zaczynam płacząc, szlochając, łkając – ja jestem sama, sama, nie mam nikogo, jestem całkowicie sama.

- Nie jesteś Aniołku. Znajdziesz kogoś. Bądź cierpliwa i zajmij się dziećmi. I wyzdrowiej.

- Ok. I wróciłam do łózka, by dalej leżeć i myśleć i patrzeć w sufit.

Kuba odezwał się po rozwodzie. Miło się rozmawiało, ale zaraz potem rozmawiałam z Radkiem i on się bardzo zdenerwował tym moim kontaktem z Kubą.

- Anka, proszę nie każ mi mówić Tobie czegoś, co Cię mega zaboli, zostaw Kubę, nie odbieraj od niego, nie pisz z nim. On chce tylko i wyłącznie Cię bzyknąć. Ot cała jego filozofia kontaktu z Tobą.

Przeraziłam się, brzmiał tak poważnie, jakby chciał mnie ostrzec przed zbliżającym się końcem świata.

 

C.D.N.

Zadziałało na mnie bardzo i przestałam do Kuby odpisywać, choć oczywiście uważałam, że on powinien się o mnie troszczyć. Ale po kilku nieodebranych połączeniach przestaje do mnie pisać. Wtedy ja wbrew przestrogom Radka piszę coś mniej lub bardziej bez sensu, że dawno tak chora i słaba nie byłam, a on na to, że byłam jakieś 2 tygodnie temu, nie wiem, czy to miało być śmieszne, czy złośliwe, wyszło złośliwie. Pyta mnie, czy zrobić zakupy do domu, ale ja nic nie piszę, przez parę godzin, potem odrzucam dumnie pomoc i dziękuję za ofertę. Czego właściwie chcę. Chcę, żeby się mną opiekował. A on? Co robi on?

Wyjeżdża na dechę, z ekipą i Farną, tak, grubą Farną i się nią podnieca, jaka ładna, jaka fajna. Ja pierdolę, same kompleksy z niego wychodzą. Pieprzony Kuba. Nie chcę go znać. Mamy być przyjaciółmi, a on nawet nie napisał przez cały wczorajszy dzień do mnie wiedząc jak jestem chora. Koniec z nim. Był i się skończył. Egoista, hedonista, egocentryk.

Ja teraz muszę pomyśleć o sobie:

- chcę rzucić palenie i picie w tygodniu,

- usunąć vibera (usunęłam dopiero w maju 2014).

- chcę dokończyć książkę (jest czerwiec 2014 a ja wciąż dłubię ...)

- chcę więcej czytać (to mi się akurat udało)

- chcę czytać dzieciom i więcej z nimi rozmawiać i być,

- chcę zająć się swoim rozwojem i rozwojem dzieci,

- chcę bardziej skupić się w pracy, dokończyć projekty, które zaczęłam dawno temu,

- chcę odzyskać własne poczucie wartości,

- chcę się szanować, wtedy inni będą szanować mnie (w kolejnych rozdziałach zobaczycie jak się szanowałam...)

- chcę cieszyć się każdym dniem, każdą chwilą, życiem,

- chcę budzić się z uśmiechem na twarzy i tak samo chodzić spać, zadowolona z minionego dnia,

- chcę regularnie uprawiać sport,

- chcę dbać o swoje zdrowie i zdrowie dzieci,

- chcę dbać o bliskich, rodzinę i przyjaciół

A oto tłumaczenie (średnie, ale taki słabiutki był kiedyś google translator) mojego horoskopu wg Penny Thornton z 8 grudnia 2013r.:

“Jeśli zauważyłeś wzór ostatnio ludzi, zwłaszcza partnerów, będąc kłótliwy i uparty, jest powód: aktualna pozycja niesfornych Urana w strefie dotyczące. Jednakże, ta planeta nie jest tak źle: w rzeczywistości może to być inspiracją do nowego, lepszego wzoru życia. Należy o tym pamiętać teraz, ponieważ rozmowy mogą być posiadające i możliwości, które zostały przedstawione do ciebie są bardzo pozytywne. Może się okazać, że Twój sposób patrzenia na sytuację z jednego kąta, a potem jeszcze inni powoduje frustrację, ponieważ obawiają się okazja, zostaną utracone. Mieć odwagę, aby przejść na głęboką wodę: nie zatonie, Libra, będziesz pływać!”

Pływać?

Pływać to ja akurat lubię i to jak!

Pływam dwa lub nawet trzy razy w tygodniu. Tylko nie, kiedy jestem chora, a teraz jestem mega chora. I poza pływaniem we własnym chorobowym pocie żadne inne nie wchodzi w grę.

Myślę i myślę, ryczę i ryczę, pocę się i pocę. Dzieci raz ze mną, raz chore, raz zdrowe, zawożone przez mamę i Janusza do szkoły i przedszkola. Zbliża się kolejny weekend. Czy wyzdrowieję, by móc wyjść w końcu i wypić za rozwód? Udaje się, yeah!

- Mamo, mogę przywieźć Kacpra i Kamila do Ciebie w weekend z soboty na niedzielę? Chcę wyjść. Umówię się z Radkiem, Magda z pracy też będzie na mieście. Muszę to wszystko odreagować.

- Dobrze Aniołku, należy Ci się, pewnie, tylko żebyś znowu chora nie była.

- Oj mami, nie będę.

- Dobrze Aniołku.

W sobotę rano z poczuciem wielkiej ulgi zawożę dzieci do mamy. Jestem nimi wykończona po kilku tygodniach siedzenia z nimi właściwie non stop bez możliwości wyjścia z domu, przez choroby, moje lub ich. Właściwie Kacpra i moje, bo Kamil jakoś się trzymał.

W drodze powrotnej wstępuję do empiku, chcę kupić jakieś gazetki i książki. Dzwonię do Radka. Byliśmy wstępnie umówieni, ale on miał w piątek imprezę i nie byłam pewna, czy wyjdzie także ze mną. Droczy się i mówi, bym jakoś dowcipnie go zachęciła. W drodze do domu wpadam na śmieszny pomysł. Piszę do niego list i zamieszczam swoje zdjęcie. List jest listem użytkowniczki badoo, która pragnie pogłębić znajomość. W liście krótka informacja o mnie i wyjaśnienie, co mogłoby nam dać spotkanie.

Wysyłam mu eską informację, że dostał coś na pocztę. Po kilkunastu minutach dzwoni i śmieje się.

- No zasłużyłaś na spotkanie.

- Uff, ja też się śmieje, to o której będziesz?

W lodówce mrozi się wódka zakupiona przeze mnie kilka tygodni temu, kiedy miała do mnie wpaść Klara, ale się rozchorowałam i w końcu jej nie wypiłyśmy.

Radek wpada o 20 00. Robi drinki z wódki i soku porzeczkowego, który przyniósł. Mocne, ale piję, w końcu oblewam rozwód. Nawet się nie spostrzegam, kiedy staję się całkowicie pijana i ... idziemy do łóżka. Trwa to całą noc. Na drugi dzień niewiele pamiętam, właściwie mam tylko fleshe. Radek skomentował to parę tygodni później.

- Taa, to tak jakby się nigdy nic nie wydarzyło.

No tak dokładnie czułam.

Na miasto oczywiście nie dotarliśmy. Natomiast wypiliśmy całą wódkę. Ponieważ moja lodówka świeciła pustkami, Radek zrobił naleśniki z pomarańczy, mąki i cynamonu, i pewnie paru innych składników, których także nie pamiętam. Pamiętam tylko przepyszny smak, to jest dopiero sztuka zrobić takie pyszne naleśniki z niczego.

Na drugi dzień obudziliśmy się w ubraniu. Ja chyba jeszcze pijana. W dobrym nastroju. Teraz dopiero miałam ochotę na seks, ale tym razem było mi wstyd go zainicjować. Radek opowiadał o naszych nocnych wyczynach. No nie mogłam uwierzyć... Postanowiliśmy pójść na śniadanie do Maca, a potem do kina. W drodze powiedział mi, że zrobiłam mu ponoć jakąś scenę w nocy, której nie pamiętam jeszcze bardziej niż pozostałych elementów składowych nocy. Scenę o co?

Że niby mnie wykorzystał, mnie rozwódkę podatną na takie ekscesy. Wstyd poczułam, wielki wstyd. Ale nieważne. Skoro nie pamiętam, to jest tak jakby tego nie było.

Śniadanie miło nam mija. W kinie nie grają nic, więc odwozi mnie do mamy, u której wypijam kawę, pakuję dzieci i wracam do domu. Jestem mega skacowana, znowu. A miałam się szanować, dbać o zdrowie i sen.

Kolejny tydzień w pracy zlatuje szybko. Kończę projekty, domykam sprawy przed wyjazdem do Telavivu. Lecę w niedzielę popołudniu. Nie mogę się doczekać. Zobaczę Natalię i jej nowonarodzonego synka. Odpocznę na słońcu. Będzie cudnie. Michał zabiera dzieci już w czwartek. Jadę na basen i potem na suanę. W piątek z kolei kusi mnie, by wyjść do miasta, ale w końcu zostaję i pakuję się sącząc piwko. Prawie udaje mi się namówić Radka na wspólną noc, ale on wybiera obcowanie ze mną za pośrednictwem smsów i nie przyjeżdża. Może i lepiej. Jestem też umówiona z Kubą. Prawie o tym zapomniałam. Piszemy ze sobą od rana. U fryzjera wpadam na pomysł, by pójść z nim na grzane wino i pierniki świąteczne. Twierdzi, że coś dla mnie ma. Chce mi to dać przed świętami właśnie. Bo będzie idealnie pasować do moich wakacji. Pod wpływem Radka piszę Kubie, że coś mi wypadło i nie dam rady. Odpisuje, że luzik, i tyle. Mam małą satysfakcję, że w jakiś sposób czekał na spotkanie ze mną, i się nie doczekał. Ale kto czekał bardziej nie wiem sama. Tak czy siak nie spotkaliśmy się. Na drugi dzień wstaję o siódmej rano, jadę po Karinę z pracy, którą obiecałam zabrać i wysadzić po drodze, potem po mamę i Janusza i jedziemy do Wawy na samolot do Izraela. W podróży kawka i słodkie, tak jak lubię i rozmowy o życiu. W Warszawie samochód zostawiam pod blokiem Janusza. Przepakowujemy torby, by ważyły po 20 kilo i jedziemy na lotnisko. Czuję lekki niepokój przed odprawą, ale dzięki obecności mamy przezwyciężam lęk i spokojna znajduję się w strefie duty free. Idziemy do tej samej kawiarni, w której klka miesięcy wcześniej, przed wylotem na Majorkę, zakupiona kanapka rosła mi w ustach, i do tej samej, w której zostawiłam bilety lotnicze, co na szczęście zauważyła kelnerka.

Średnia ocena: 3.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania