Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!
Prima Aprilis cz. 28
BIELIZNA MA ZNACZENIE
W kolejny weekend mam dzieci, więc nie wychodzimy, ale już w następny dołącza do nas Becia. Wychodzimy, do Klubu. W domu wypijamy morze alkoholu i już pędzimy taxi na spotkanie z przygodą. A w Klubie każda ma już swoją bajkę. Klara rozmawia z jakimś uroczym czarnoskórym przystojniakiem. Ja z Becią dylamy pod dijejką jak nakręcone. To jest to! O yeah. To są plusy życia po rozwodzie, można się bawić co drugi weekend jak w liceum! Podchodzę do Klary i ona poznaje mnie z jakimś przystojnym Duńczykiem. Rozmawiamy o życiu, on też po rozwodzie. Opowiadam mu całą historię swojego rozstania. Po co ja mu to opowiadam? Ale miło się rozmawia, więc tak naturalnie wychodzi. W pewnym momencie on mówi:
- Listen, what would you say about coming to my place?
- What?!?!
Powtórzył.
- What? I cannot believe you are offering that. I am not that kind of girl. I have my rules, I am not having sex with guys from a club. No way!
- Why?
- I do not know. I am just not that kind of girl. And that’s it.
- There is nothing wrong with it. You can spend nice time with a man.
- Well, I am not interested. Sorry. Let’s dance.
I tańczyliśmy tak długo aż Duńczyk się zmęczył i poszedł do domu.
Nawet nie wziął telefonu. Myślałam, że może kawa z tego będzie, a tu nic. Muszę się jeszcze widocznie wiele nauczyć w kwestii reguł panujących w takich klubach. Ostatni raz byłam w klubie kilka dobrych lat temu i to z mężem, więc miałam prawo wyjść z obiegu. Usiadłam na kanapie i pomyślałam, co teraz? Z kim teraz będę tańczyć? Z kim się bawić?
- Weź się w garść Anka, weź się w garść. Idź na parkiet i wymiataj, a nie się maż na środku klubu – mówiłam sama do siebie. No to poszłam.
Moich kompanek już dawno nie widziałam. Tańczyłam na maksa. Muzyka była boska. Mega. Nagle jakiś chłopiec podszedł do mnie w pląsach i zaczęliśmy tańczyć razem. Obkręcanie, przechylanie, no kurczę niezły był w tym tańcu, niezły, ale taki młodziutki, że przez chwilę nawet zastanawiałam się, kto go tu wpuścił. Whatever. Dylamy, jest mi fantastycznie, w końcu ktoś ze mną tańczy tak, jak zawsze marzyłam, w parze, z finezją. Nieważne, że mój super naszyjnik się zerwał, w tańcu podnosimy go, wciskamy do kieszeni moich mega krótkich spodenek i tańczymy dalej. On obiecuje, że go naprawi,
- Jasne... – myślę.
Nagle, ni stąd ni zowąd Młody się odzywa, w tańcu, oddalony ode mnie zbliża się skocznie i przemawia swoim o dziwo męskim głosem:
- A teraz mała pójdziesz ze mną!
- Co?
Kolejny kurwa się znalazł, czy ja mam na czole napisane „jestem na wynos”?
- Nie ma mowy, nigdzie nie idę.
- Idziesz i koniec – taki pewny był.
- Nie, nie, nie!
- Tak, tak, tak.
Co za konwersacja na poziomie, jak na klub przystało. No to rozmowę mamy zaliczoną.
Trzeba przyznać, że Młody był niezły w argumentacji, Duńczyk mógłby do niego na lekcję pójść:
- I co tu będziesz robić, z kim tańczyć będziesz?
I wskazując palcem mówił dalej.
- Z tym? Z tym? Z tym?
Nagle z tłumu obrzydliwych, tańczących typów wyłonił się jakiś łysy prostak z drinkiem, którego prawdopodobnie niósł dla mnie, ale czy tak było, do dzisiaj nie wiem, bo na jego widok w mgnieniu oka postanowiłam wyjść z Młodym i to już, zaraz, natychmiast.
- Ok, zgadzam się, ale jutro musisz mnie odwieźć do domu – w końcu jestem porządną kobietą i nie mogę wracać sama po nocy spędzonej u nieznanego sobie kompletnie mężczyzny.
- Jasne, jasne.
- Poza tym muszę znaleźć kumpele, bo one nie mają kluczy, a śpią u mnie.
Trzeba przyznać, że Młody się mega w to szukanie zaangażował. Czego to facet nie zrobi wabiony wizją seksu. Opisałam mu Becię, bo w szatni okazało się, że kurtki Klary już nie było, czyli wróciła do siebie. Szukał on, szukałam ja, ale po Klarze wszelki ślad zaginął, została tylko kurtka, no mówi się trudno.
- Ona też by poszła, życie jest w końcu jedno – pomyślałam – zrozumiałaby, przecież należy mi się odrobina zabawy po tym wszystkim.
No to jedziemy. Młody ma ewidentny talent do łapania taksówek. Wszyscy inni stoją i stoją, czekają i czekają, a on wychodzi i od razu trafiamy do taxi. W środku zmieniam zdanie i chcę jechać do siebie.
- Jedźmy do mnie. Panie taksówkarzu proszę jednak zmienić kierunek. Chcę po wszystkim go wyrzucić i zostać sama.
Co za tekst! Mój śmiech rozbrzmiewa głośno w taksówce i wypełnia ją po brzegi. Przez głowę przelatuje myśl: co chcesz zagłuszyć Ania?
- Nie - mówi stanowczo Młody, do mnie.
- No i co Pan teraz zrobi, Panie taksówkarzu? Solidarność męska pewnie zwycięży, co?
Skąd mi się te durne gadki biorą, ja pierdolę!
Czas w taxi wykorzystujemy na rozmowę:
- Z rodzicami mieszkasz?
- Nie.
- Hmm, sam? W Twoim wieku to rzadkie (wiem już z wcześniejszej wymiany zdań, że Młody ma 22 lata! O Fuck! Jakim sposobem stać Cię na własne mieszkanie i to w takim miejscu?
- Jestem zawodowym piłkarzem.
- Wow! Mój syn w sportowej klasie jest – mówię śmiejąc się - Jezu, co jest w tym takiego śmiesznego? To chyba nerwowy śmiech, o ile można być nerwowym na mega bombie.
- To fajnie, syna masz, tak?
- Tak, dwóch właściwie.
- Ale jak to możliwe, masz 25 lat przecież?
- Nie, mam 38 mój drogi i jestem po rozwodzie, po 11 latach małżeństwa.
- Aha, nieźle, nieźle.
I już chciałam zacząć opowiadać mu całą historię mojego życia, ale opamiętałam się.
Dojeżdżamy na miejsce. Wchodzimy do budynku. Wsiadamy do windy. Lekko spłoszona spoglądam w lustro oświetlone mega jasną żarówką. Sprawdzam jak wyglądam. Makijaż zrobiony przez Klarę trzyma się nienagannie. Ale i tak wolałabym nie mieć na sobie tej tapety. Młody wygląda nieźle, lepiej niż na parkiecie. Wysoki, mocno i dobrze zbudowany. Podoba mi się. Czuję, że będzie dobry seks, ale jednocześnie wciąż nie wierzę, że to robię. Ja Ania jadę do totalnie obcego, o wiele za młodego gościa, no może kiedyś będzie znany, w końcu uprawia zawodowo piłkę nożną, ale jakie to ma znaczenie w tej sytuacji. Co ja właściwie robię? Nie mam telefonu, mam klucze od domu, nie mam kontaktu z dziewczynami. Jak Becia dostanie się do mojego mieszkania? Takie myśli kłębią mi się w głowie, ale bardzo krótko. Wchodzimy do jego mieszkania, właściwie do apartamentu. Jest bardzo luksusowy jak na takiego młodzika, idziemy do sypialni. Tu mi się film troszkę urywa. Nie pamiętam, kto kogo rozebrał i jak to się zaczęło, ale jakoś w końcu wylądowaliśmy w łóżku.
Było bosko, jak na pierwszy seks z nieznajomym, nie mogłam trafić lepiej. Powiedział, że ma 22 lata, ale był doskonałym kochankiem, po znajomości ars amandi dałabym mu ze 40. Miał silne ręce, którymi mocno sprowadzał mnie do pożądanej przez siebie pozycji. Całował dobrze, bardzo dobrze. Był także, na szczęście hojnie obdarzony, więc doznania pierwsza klasa. Nie uprawiałam seksu 2 lub 3 miesiące, więc byłam bardzo wygłodzona. Chciałam to robić całą noc, nie chciałam spać. Czułam go mocno w sobie i na sobie, podniecał mnie fakt, że był taki młody, a jego że byłam starsza, o ile w ogóle miał tę refleksję. Kochał się ze mną mocno z precyzją godną zawodowego sportowca. No zdał egzamin. Pozycje mieliśmy różne, ale nie to było tu ważne. Była między nami jakaś chemia, seksualne dopasowanie rzekłabym. Wszystkie ruchy były idealne, nie potykaliśmy się o siebie, tylko płynnie przechodziliśmy z pozycji do pozycji. Może alkohol to sprawiał. W pewnym momencie wyrwało mu się:
- Jak dobrze – w ustach takiego pewniaka zabrzmiało to niezwykle. Uznałam to za duży komplement, ale... ja, jak to ja musiałam dorzucić swoje cholerne pięć groszy:
- Nie musisz mnie motywować – co za tekst kurwa. Skąd mi się to bierze i po co? Co chcę tym osiągnąć? Przewagę, że to nie on mnie wykorzystuje, tylko ja jego? Whatever, przynajmniej póki co, bo do tych przemyśleń wrócę jeszcze nie raz w swoim porozwodowym życiu. Ale to później.
Zaczynamy od nowa. Jest mi cudownie, ale nadchodzi koniec. Zasypiamy, on tuli mnie od tyłu i od czasu do czasu całuje w ramię. Jakie to słodkie. O kim myśli całując mnie? To przecież grubo przekracza granice one night stand’u przynajmniej z moich wyobrażeń. Myślałam, że po wszystkim każdy obraca się w swoją stronę i zasypia a tu takie czułości na deser. Miło.
Budzimy się po paru godzinach pijackiego snu. Idę do łazienki. Chyba pierwszy raz. Młody pyta, dokąd idę, bał się, że go okradnę? A może myślał, że do kolegów śpiących w salonie, którzy wrócili z imprezy jakiś czas po nas. To dlatego Młody chciał jechać do siebie, oni też nie mieli kluczy. Tylko on postawił na swoim, zadbał o kumpli, a ja? Olałam moje koleżanki dla kilku chwil przyjemności, tym się chyba, między innymi, różnimy.
Wracam, kładę się i próbujemy spać dalej, ale nie mogę już zasnąć. Chcę więcej. Wiercę się, kręcę, nie daję mu spokoju.
- No nie pośpię sobie dzisiaj.
- No nie – śmieję się.
- Niewyrzyta jesteś jakaś.
- Ja? Skąd? Chcę po prostu wykorzystać tę noc. Jak już tu przyjechałam, to niech coś z tego mam. Jeszcze się nie nasyciłam.
Matko, co ja plotę, przykro mu pewnie było, że mi nie sprostał. Ale skutek osiągnęłam. Położył się na mnie, mogłam więc patrzeć na jego młodą podnieconą twarz. Taki widok dla 38 letniej rozwódki – bezcenne. Choć jak przystało na pewnego siebie sportowca, jego twarz nie zdradzała za wiele emocji. Opanowany był.
Po wszystkim poszedł się umyć, ja nakryłam się kołdrą, by dalej pospać, ale zaraz zostałam skarcona.
- Pobrudzisz pościel!
What the Fuck?! – pomyślałam.
- Jaki pedancik!
Wrócił i położył się obok mnie, przytulił i przeszliśmy do rozmowy przerywanej pocałunkami, z których miałam nadzieję wywiąże się jeszcze kolejny gorący seks.
- No nieźle. Wciąż nie wierzę, że to zrobiłam. A wiesz przed Tobą 40 letni Duńczyk proponował mi to samo, a ja odmówiłam, bo przecież nie jestem taka.
- To co Cię przekonało, by przyjechać do mnie?
- Nie wiem. – palnęłam bez sensu, ale po namyśle wiedziałam, że to jego pewność siebie mnie do niego zwabiła, on nie pytał, czy pójdę do niego, on mnie po prostu „wziął”. A my kobiety lubimy być czasem po prostu „brane”. Nawet teraz, kiedy o tym piszę, podnieca mnie ten fakt jeszcze.
- To po rozwodzie jesteś?
- Tak.
- I synów masz?
- Tak.
- Jak sobie radzisz?
- Tak jak widać. Czuję, że dzisiaj zaczęłam nowy rozdział w moim życiu i Ty się do niego przyczyniłeś.
- Hahaha.
Podobał mi się jego męski, niski głos i śmiech. Był jakby lekko prymitywny, nie w sensie IQ, tylko atawistycznym jakimś. Głos prawdziwego mężczyzny, polującego na mamuty. A może po prostu przepity hahaha. W każdym razie to było podniecające.
Ale ok, czas się zbierać, jest już po 10, a ja nie mam kontaktu z Becią, a ona nie ma kluczy do mnie. Wzrokiem zaczęłam poszukiwać swoich rzeczy. Uuuuu. Chyba musze sobie sprawić nową bieliznę, bo ta leżąca na jego eleganckiej podłodze wyglądała nieciekawie, a należała niewątpliwie do mnie. Jeśli mam mieć częściej takie przygody to nowa bielizna jest obowiązkowa. Dyskretnie zaczęłam się ubierać, choć miałam ochotę na jeszcze.
- Zamów mi proszę taxi, bo poza kluczami nie mam nic. I daj pls kasę na nią, bo obiecałeś, że mnie zawieziesz do domu, a raczej na to nie wygląda.
- Ok.
Zamówił, podał 50 zł, a ja się do końca ubrałam. Trochę dziwnie było mi brać te 50 zł na taxi po wspólnie spędzonej nocy. Aby się lepiej poczuć pomyślałam, że przy najbliższej okazji oddam mu.
No i nadszedł moment, którego już wiem, że nie lubię i dlatego podświadomie chciałam, żeby on przyjechał do mnie. Moment wyjścia, wbrew chęciom, bo chciałoby się jeszcze. I to ja muszę wyjść od niego, na mróz i na światło dzienne, na które nie jestem gotowa w tym stanie. Kurczę fajnie byłoby mieć takiego kochanka, ale z tego co pamiętam, w trakcie palnęłam jakieś głupstwo w stylu „I tak Ci nie dam mojego nr telefonu”, czego on i tak pewnie nie zakodował. A teraz już po ptakach. Poza tym, może oni wolą co noc z inną, a nie jakieś stałe kochanki mieć. Trudno.
Tak więc to tyle, stoję w przedpokoju, już z w kurtce, kapturem staram się zasłonić swoją zawstydzoną twarz pokrytą nieświeżym makijażem. Z salonu kiwają do mnie jego koledzy, i pokazują mu, że super ze mnie dupa, a ja się głupia cieszę.
Wychodzę. Za sobą słyszę Arivederci! I tyle.
Na dworze jest nieprzyzwoicie jasno, ale to raczej ja jestem nieprzyzwoita w tym jasnym świetle dnia. Na taxi czekam dość długo. Jest mi wstyd przed ludźmi, mam wrażenie, że wszyscy wiedzą, co robiłam w nocy. Boję się, że samochodem pojedzie ktoś znajomy na przykład z dziećmi do kina. O matko. W końcu pojawia się taxi. Nareszcie!
Wsiadam. Czuję się bezpiecznie. Błagam, by jak najszybciej dowiozła mnie do domu. W końcu jesteśmy na miejscu. Płacę. Zostaje mi spora reszta. Muszę mu oddać te pieniądze.
Wchodzę na klatkę i ... Spotykam na niej przemarzniętą do szpiku kości F.
Witam ją radosnym:
- Ale miałam seks!
- Zajebiście! Chodź, zjemy coś, wypijemy i zajaramy.
Całą niedzielę leżymy na moim dużym łóżku i opowiadamy sobie nasze nocne przygody z prawie wszystkimi szczegółami. Dzwonimy do Klary i zdajemy relację także jej. Śmiejemy się. Ja żałuję, że nie dałam mu swojego numeru, by skorzystać jeszcze trochę. Mówi się trudno, ale ... już wkrótce przychodzi mi do głowy szalony pomysł i co gorsza... realizuję go!
Jeszcze tego samego dnia wieczorem udaje mi się go znaleźć w necie. Pokojarzyłam po imieniu i dyscyplinie sportu. Po raz kolejny google okazuje się dla mnie zbawienne. Oby tym razem radośniejsze w skutkach. Tylko jak teraz nawiązać z nim kontakt. Cały kolejny dzień nie daje mi to spokoju. Myślałam o fb i o innych portalach, ale w końcu się poddałam, gdy wtem, w najmniej oczekiwanym momencie, gdy już zarzuciłam płonne nadzieje na ponowne spotkanie go, przypomniałam sobie, że znam kogoś, kto może mi załatwić kontakt do niego. Boże! Jakie to dziecinne, zachowuję się jak nastolatka. Z trudem, ale udaje mi się. Mam jego numer, niesamowite, gdyby on wiedział. No i co teraz, co tu napisać?
- Kacper, Kamil idźcie się bawić, ja tylko coś napiszę i zaraz robię kolację.
No to składam niezgrabnie zdania, chcę jak najkrótsze, ale i tak wychodzi za długie. Podświetla mi się opcja imessage, czyli on ma iphona, to fajnie, chociaż za te bzdury płacić nie będę. Sytuację utrudnia fakt, że mój KONTAKT zadzwonił do niego i nagadał jakichś głupot i teraz dodatkowo muszę to wyjaśnić.
- Cześć, tu Asia, wiem, że mój znajomy do Ciebie zadzwonił i nagadał jakichś bzdur pewnie, za co przepraszam. Chciałam z Tobą nawiązać kontakt, bo myślę, że fajnie byłoby się znowu spotkać. Poza tym chciałam przeprosić za pewne niemiłe rzeczy, które mówiłam w trakcie i po, a których nie myślę wcale.
Naciskam wyślij i z bijącym sercem już po dwóch kieliszkach wina czekam.
Po chwili widzę, że odczytał wiadomość, kolejna opcja w iphonach, która i ułatwia i komplikuje nieraz ludziom życie. Niby wiadomo, że skoro wysyłasz sms to raczej adresat go otrzymał i odczytał, ale informacja „odczytano” jakoś tak podkreśla ten fakt i w przypadku braku odpowiedzi nadawca czuje się, jakby dostał policzek w twarz.
Kolejna dziwna funkcja to 3 mrugające kropeczki, które informują, że adresat pisze, czyli odpowiada na wiadomość. I te właśnie 3 małe kropeczki zobaczyłam po chwili. Serce wali coraz mocniej.
- Mamo, poproszę wody!
- Zaraz Kamilku, zaraz.
Wino wypite już w połowie. A trzy kropeczki zamieniają się w sekundę w wiadomość od niego.
- Kolega mega bzdur nagadał ☺ Fajna z Ciebie dziewczyna Ania, naprawdę fajna, ale nie jestem zainteresowany tego rodzajem spotkaniami. Trzymaj się.
Hmm, co? Jak to? Chyba się wystraszył mojego kumpla, i pomyślał, że to jakiś podstęp. Nie, nie mogę tak tego zostawić.
- Słuchaj, co złego w tym, by się czasem spotkać, skoro było nam fajnie. Z Ciebie też fajny chłopak jest, ale OK rozumiem.
- Hahaha ☺ Odezwę się jak będę w Poznaniu. W sumie można się spotkać.
No i mam, co chciałam, hura albo uff! Piszę do Klary i Beci, że jest sukces! Bosko.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania