Poprzednie częściPROMETEUSZ CIEŃ STAREGO ŚWIATA

PROMETEUSZ CIEŃ STAREGO ŚWIATA

Rozdział 2. PROMETEUSZ: CIENIE NA RÓWNINIE

 

Trzeci tydzień na Marsie przyniósł ze sobą nową rutynę. Sully siedział w swojej kajucie, wpatrując się w ścianę, która dzięki systemowi Black-Series nie była już metalową grodzią, a panoramicznym widokiem na jezioro Como o świcie. Szum wirtualnej wody i zapach wilgotnej sosny z systemu Aura pozwalały mu na chwilę zapomnieć, że od najbliższego człowieka poza Eleną dzieli go 225 milionów kilometrów próżni.

Nagle na tafli jeziora pojawiła się migająca ikona połączenia. To była Elena. Jej twarz na ekranie była zmęczona, ale oczy błyszczały.

— Sully, nie śpisz? – spytała cicho. Jej głos, przepuszczony przez system Ghost-Link, brzmiał tak blisko, jakby stała tuż obok niego.

— Analizuję dane z Alchemy-Unit. Te rdzenie, które wywierciłaś Predatorem, mają dziwną strukturę krystaliczną. Dlaczego nie jesteś w swoim Sleep-Podzie?

— Nie mogę zasnąć. System ANC wycina szum statku, ale cisza tutaj... jest głośniejsza niż start reaktora. Przejdziesz się ze mną do Messy? Mam zapas prawdziwej kawy, który przemyciłam w skrytce Smart-Storage.

Sully uśmiechnął się. Wiedział, że to naruszenie protokołu „Silent-Run”, ale w tym pustym świecie zasady stawały się rozmyte.

— Kawa w środku nocy na Marsie? Ryzykujesz raportem do GROM-MAX, Vance. Będę za dwie minuty.

Spotkali się w pustej Messie. Oświetlenie LED automatycznie przeszło w tryb ciepłego bursztynu, wyczuwając ich obecność. Siedzieli naprzeciwko siebie w skafandrach rozpiętych do pasa. W półmroku statku, Sully zauważył u Eleny coś, czego nie widział podczas stresujących treningów na Ziemi – delikatną niepewność.

— Wiesz, Sully... – zaczęła, obracając kubek w dłoniach. – Gdyby nie ten statek, gdyby nie ty... chyba bym tu oszalała.

Sully poczuł dziwne napięcie, którego nie potrafił wyjaśnić żadnym wzorem inżynieryjnym. Położył dłoń na stole, blisko jej ręki.

— Jesteśmy w tym razem, Elena. „Prometeusz” to tylko metal. To my sprawiamy, że to miejsce żyje.

Przez moment ich palce się zetknęły. Prąd, który poczuł Sully, nie pochodził z żadnej szyny zasilającej. Zanim jednak zdążył cokolwiek powiedzieć, statek jęknął głęboko, a bursztynowe światło nagle zgasło, zastąpione krwawą czerwienią alarmu.

— ALARM POZIOMU 5. DEKOMPRESJA W SEKCJI HANGAROWEJ — mechaniczny głos GROM-MAX rozdarł ciszę.

Romans prysnął w ułamku sekundy. Instynkt pilota przejął kontrolę.

— Do skafandrów! — krzyknął Sully, wskakując w swój pancerz EXO-SKIN. — Elena, sprawdź sensory w Hangarze!

Wbiegli do windy, podczas gdy ich hełmy automatycznie zatrzasnęły się na kołnierzach. Na ich HUD-ach wyświetliły się parametry: ciśnienie w Hangarze spadało w tempie 100 hPa na sekundę. Coś uderzyło w rampę desantową.

Gdy dotarli na Pokład 1, widok był przerażający. Mały meteoryt, wielkości zaledwie piłki tenisowej, przebił pancerz zewnętrzny i przeszył na wylot nogę podwieszonego Boomera, kończąc lot w głównej magistrali wodorowej.

— Sully! Przewody paliwowe są przerwane! Jeśli wodór się utleni, wysadzimy hangar! — krzyknęła Elena, walcząc z wichurą uciekającego powietrza.

— Aktywować Zawory Pirotechniczne „Gilotyna”! Już! – Sully rzucił się w stronę panelu manualnego, bo systemy cyfrowe wariowały od nagłego spadku ciśnienia.

Elena uderzyła w przycisk. Głuche bum wewnątrz ścian oznaczało, że gilotyny fizycznie przecięły linie paliwowe, izolując wyciek. Ale problem nie zniknął. Boomer, wiszący pod sufitem, zaczął się kołysać na uszkodzonym mocowaniu.

— On spadnie na Predatora! — Sully zobaczył, jak tytanowe liny zaczynają pękać. — Elena, musimy go podeprzeć ramionami Predatora! Wskakuj do środka!

Elena dopadła do ciężkiego łazika PREDATOR. Nie miała czasu na procedurę Suit-Port. Wskoczyła przez właz awaryjny.

— Inicjacja ramion Predator-Claws! — krzyknęła, chwytając joysticki.

Z przodu łazika wysunęły się potężne, tytanowe chwytaki. W tym samym momencie ostatnia lina Boomera pękła. 450 kilogramów tytanu i stali runęło w dół. Elena, z precyzją, którą dawał tylko system Force-Feedback, złapała spadający łazik w połowie lotu, tuż nad maską Predatora.

Sully w tym czasie dopadł do przebitej ściany.

— Alchemy-Unit, prześlij żel uszczelniający do drona WRAITH! – wydał komendę głosową.

Z bocznego luku wyleciały trzy małe drony. Podleciały do otworu w kadłubie i zaczęły natryskiwać szybko twardniejący polimer. Syczenie powietrza ucichło.

— Ciśnienie ustabilizowane na 600 hPa — zameldował GROM-MAX.

Elena opuściła Boomera na podłogę. W kabinie Predatora oparła czoło o panel sterowania. Drżała. Sully podszedł do szyby łazika i położył na niej dłoń w pancernej rękawicy.

— Żyjesz?

— Tak... – usłyszał jej szept. – Ale nasza kawa wystygła, Sully.

Przez kolejne godziny usuwali skutki awarii. Skan systemu Cortex-AI wykazał, że mikro-meteoroid był częścią większej chmury, której sensory statku nie wykryły przez cień radiacyjny Marsa.

— Musimy skalibrować Omni-Eye — powiedziała Elena, pracując przy otwartym panelu diagnostycznym Boomera. — Nasza obrona pasywna zawiodła, bo byliśmy zbyt pewni siebie.

— Nie zawiodła — poprawił ją Sully, pomagając jej wyciągnąć uszkodzony moduł silnika. — Gilotyny zadziałały. Pancerz zatrzymał energię kinetyczną. Ale masz rację... Mars przypomniał nam, że nie jesteśmy tu u siebie.

Podczas pracy ich ruchy były zsynchronizowane. Rozumieli się bez słów, jakby ich skafandry stały się częścią jednego mechanizmu. W pewnym momencie, gdy podawali sobie ciężki klucz dynamometryczny, Sully zatrzymał jej dłoń.

— Elena... To, co mówiłaś w Messie. O tym, że jesteśmy tu razem. Ja... ja czuję to samo. Nie wyobrażam sobie tej misji z nikim innym.

Elena podniosła wzrok. Przez przezroczysty metal przyłbicy zobaczył jej uśmiech, tym razem pewny i ciepły.

— To dobrze, Sullivan. Bo przed nami jeszcze sześćset dni. I właśnie zepsułeś mi łazik. Będziesz musiał go naprawić.

Zeszli do Laboratorium Alchemy-Unit na Pokładzie 3. Drukarka Omni-Forge pracowała z cichym szumem, warstwa po warstwie odtwarzając uszkodzony wahacz Boomera z pyłu tytanowego.

— Zobacz — Elena wskazała na monitor terminala Black. — System nie tylko drukuje część. AI zaproponowała zmianę struktury wewnętrznej na heksagonalną. Będzie o 20% wytrzymalsza przy tej samej wadze.

— Nasz statek się uczy — zauważył Sully. — Każda blizna, którą dostaje „Prometeusz”, czyni go silniejszym.

Usiedli na podłodze laboratorium, opierając się o pracującą maszynę. Ciepło odzyskane przez system Hydra-Loop biło od paneli, sprawiając, że czuli się niemal jak przy ziemskim kominku.

— Sully? — Elena oparła głowę o jego ramię, tym razem ignorując pancerz skafandra.

— Tak?

— Kiedy wrócimy... co zrobimy jako pierwsze?

Sully zamknął oczy, pozwalając, by system VR w jego hełmie na ułamek sekundy wyświetlił obraz zielonego lasu.

— Zabiorę cię nad to jezioro z twojego terminala. Ale tym razem woda będzie mokra, a kawa naprawdę gorąca.

Zasnęli tam, w sercu statku, podczas gdy drony Wraith cicho krążyły nad ich głowami, monitorując każdy oddech w czerwonej marsjańskiej nocy. „Prometeusz” trwał dalej – potężny, pokiereszowany, ale bezpieczny.

Status Misji: Kontynuacja operacji powierzchniowych. Uszkodzenia strukturalne w trakcie naprawy. Więź załogi: Poziom Krytycznie Stabilny.

Średnia ocena: 1.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania