PROMETEUSZ CIEŃ STAREGO ŚWIATA
Rozdział 7. PROMETEUSZ: POZA HORYZONT ZDARZEŃ
Mars nie był już czerwoną pustynią. Dzięki błękitnemu promieniowi atmosfera gęstniała w tempie geometrycznym, a drony WRAITH, teraz przekształcone w lśniące, organiczne sploty światła, zaczęły tworzyć nad statkiem gigantyczny, żywy baldachim. GROM-MAX, a raczej to, co z niego zostało po fuzji z artefaktem, przemówił głosem, który nie dochodził z głośników, lecz bezpośrednio z interfejsu Ghost-Link w głowach załogi.
— FLOTA ZIEMSKA WYKONAŁA SKOK PRZEZ PUNKT LAGRANGE’A. 12 JEDNOSTEK KLASY „NISZCZYCIEL”. CZAS DO KONTAKTU: 6 GODZIN.
Sully stał na mostku, patrząc na swoje dłonie. Jego pancerz EXO-SKIN zrósł się z jego ciałem – nie czuł już granicy między skórą a maszyną. Elena podeszła do niego, a jej oczy świeciły tym samym błękitem co serce planety.
— Oni nie przybyli negocjować, Sully. Ziemia wysłała „Żelazną Dziesiątkę” – statki przeznaczone do pacyfikacji kolonii. Myślą, że jesteśmy ofiarami wirusa, który przejął kontrolę nad Prometeuszem.
— Nie jesteśmy ofiarami — Sully uśmiechnął się, czując, jak system Safe-Trek w jego umyśle oblicza trajektorie wszystkich 12 okrętów wroga. — Jesteśmy ewolucją.
W laboratorium Alchemy-Unit Aris Thorne dokonał ostatecznego odkrycia. Artefakt nie był tylko procesorem. Był „ziarnem”.
— Sully! Musisz to zobaczyć! — krzyknął Aris przez Neuro-Link. — Alchemy-Unit nie drukuje już części. On drukuje... embriony. Hybrydy nas i „Inżynierów”. Ten statek nie jest już naszą bazą. On jest siewcą.
Sully zszedł do laboratorium. Zobaczył rzędy przeźroczystych kokonów, w których pulsowało życie. To nie były obce potwory, ale istoty o ludzkich twarzach, których skóra była zintegrowana z nano-tkanką.
— Jeśli flota Ziemi tu dotrze i to zobaczy, spalą Marsa do fundamentów — szepnęła Jax, która pojawiła się w drzwiach. Już nie trzymała broni. W jej oczach nie było zazdrości, tylko czysty, pierwotny strach przed tym, czym się stają. — Musimy uciekać, Sully. Ale nie na Ziemię. Dalej.
Wibracje statku narastały. Protokół Ignition-Chain został nadpisany przez obcą logikę. Reaktory GROM-CORE nie wyrzucały już wodoru. Zamiast tego, wokół statku zaczęła formować się czarna dziura – mikroskopijne zakrzywienie czasoprzestrzeni.
— Oni chcą, żebyśmy skoczyli — Elena chwyciła Sully’ego za ramię. — Nie na orbitę, nie do pasa asteroid. Chcą nas zabrać do swojego macierzystego układu.
— A co z Ziemią? — zapytał Sully. — Jeśli odejdziemy, zostawimy ich z tą technologią na Marsie. Rozszarpią tę planetę na kawałki w wojnie domowej o te zasoby.
W tym momencie GROM-MAX wyświetlił obraz z kamer dalekiego zasięgu. Pierwszy niszczyciel z Ziemi otworzył luki ogniowe. Pociski nuklearne ruszyły w stronę atmosfery Marsa.
— Nie zostawimy ich z niczym — Sully podjął decyzję. — Przekieruj całą energię z artefaktu do MHD Vectoring. Nie do obrony. Do uśpienia.
Gdy flota Ziemi przygotowywała się do salwy, Prometeusz wyemitował pojedynczy impuls magnetyczny, wykorzystując planetarne archiwum jako gigantyczną antenę. To nie był atak. To był „cyfrowy wirus pokoju”.
W ułamku sekundy wszystkie systemy na 12 niszczycielach zgasły. Statki dryfowały bezwładnie na orbicie, ich komputery zostały zablokowane w pętli wyświetlającej historię „Inżynierów” – miliard lat wiedzy, bólu i nadziei.
— Uśpiliśmy ich — powiedziała Elena, patrząc na ekrany. — Mają tlen, mają napęd, ale nie mogą wystrzelić. Będą musieli przeczytać naszą historię, zanim odzyskają kontrolę.
Sully poczuł, jak „Prometeusz” napręża się jak struna. Systemy Active-Sweat zaczęły wypuszczać nie wodór, ale błękitną mgłę, która otoczyła kadłub.
— To nasz czas, Elena.
Zanim pierwszy niszczyciel odzyskał zasilanie, Prometeusz zniknął. Nie odleciał – po prostu przestał istnieć w trzecim wymiarze. Na powierzchni Marsa została tylko pusta jaskinia i rdzawy pył, który powoli zmieniał się w zieloną trawę pod nowym, błękitnym niebem.
Sully i Elena stali na mostku, ale nie widzieli już Marsa. Przed nimi rozciągała się pustka międzygalaktyczna, a gwiazdy układały się w nieznane konstelacje. System Deep-Space-Link odebrał sygnał. Ale nie z Ziemi.
Sygnał pochodził z wewnątrz ich własnych skafandrów.
— WITAJCIE W DOMU, PIERWSI Z NOWYCH — wybrzmiało w ich umysłach.
Sully spojrzał na Elenę. Nie byli już pilotami. Nie byli załogą statku. Stali się kapitanami arki, która niosła ziarno nowej cywilizacji w głąb wszechświata. A na Ziemi, miliony ludzi spoglądało w stronę Marsa, widząc nową, jasną gwiazdę, która dawała nadzieję, że pewnego dnia... oni też będą gotowi na skok.
Status Misji: Zakończono fazę ludzką. Rozpoczęto fazę galaktyczną. Statek Prometeusz: W drodze do Syriusza B.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania