PROMETEUSZ CIEŃ STAREGO ŚWIATA
Rozdział 6. PROMETEUSZ: ŚWIT HYBRYD
Błękitny promień, który wystrzelił z bieguna, nie był tylko czystą energią – był strumieniem danych i nanobotów, które w ułamku sekundy zaczęły przebudowywać wszystko na swojej drodze. W jaskini Sully poczuł, jak jego pancerz EXO-SKIN zaczyna mrowić. Płynny pancerz STF przestał być czarną mazią; pod wpływem obcej inteligencji cząsteczki krzemionki przeorganizowały się w strukturę krystaliczną, która zdawała się oddychać.
— Sully, mój HUD! — krzyknęła Elena. Jej przyłbica nie pokazywała już tylko parametrów tlenu. Teraz widziała strumienie energii płynące wewnątrz ścian jaskini, jakby miasto stało się przezroczyste. — Ja... ja widzę ich myśli. Oni nie są agresywni, oni są przerażeni naszą kruchością.
Pancerze załogi zaczęły się zmieniać. Syntetyczne mięśnie pęczniały, a system Neuro-Link zintegrował się z siecią miasta tak głęboko, że Sully czuł ból każdej pękającej skały w kanionie. Stali się ludzkimi procesorami, pomostami między biologią a cyfrową wiecznością „Inżynierów”.
W tym samym czasie na pokładzie Prometeusza, w laboratorium Alchemy-Unit, zaczęły dziać się rzeczy niemożliwe. Drukarka Omni-Forge uruchomiła się samoczynnie, ale zamiast tytanu, zaczęła tworzyć struktury z czystego światła i materii programowalnej.
— Sully, tutaj dzieje się coś niewyobrażalnego! — Jax krzyczała przez radio, ale jej głos był teraz czysty, pozbawiony szumów UHF. — Alchemy-Unit buduje... ciało. Ale nie ludzkie. To wygląda jak hybryda drona WRAITH i biologicznego organizmu.
Aris Thorne, wciąż ściskający artefakt, padł na kolana.
— Oni wracają — szeptał, patrząc, jak z terminala Black-Series wyłania się postać uformowana z błękitnego pyłu. — Nie potrzebują naszych ciał. Potrzebują naszej technologii jako inkubatora. Nasz statek właśnie stał się ich łonem.
Radość z odkrycia trwała krótko. System Deep-Space-Link na mostku odebrał sygnał z Ziemi. Nie był to gratulacyjny komunikat. To był rozkaz.
— PROMETEUSZ, TU DOWÓDZTWO FLOTY. WYKRYLIŚMY ANOMALIĘ ENERGETYCZNĄ NA MARSIE. WASZA MISJA ZOSTAJE PRZERWANA. ZABLOKUJCIE REAKTORY I CZEKAJCIE NA PRZEJĘCIE ZDALNE. W WASZĄ STRONĘ ZOSTAŁY WYSTRZELONE TRZY POCISKI KINETYCZNE PRZECHWYTUJĄCE.
— Chcą nas zniszczyć — Jax patrzyła na ekrany z przerażeniem. — Myśleliśmy, że jesteśmy sami, ale oni boją się tego, co tu znaleźliśmy. Pociski będą tu za 48 godzin.
Sully, wciąż podłączony do sieci miasta, poczuł chłodną logikę „Inżynierów” przepływającą przez jego umysł.
„ONI BOJĄ SIĘ ZMIANY. ALE ZMIANA JEST NIEUCHRONNA. POZWÓLCIE NAM DZIAŁAĆ.”
Sully podjął decyzję.
— Jax, przejmij kontrolę nad MHD Vectoring. Nie będziemy uciekać. Wykorzystamy reaktory GROM-CORE, żeby stworzyć tarczę magnetyczną, jakiej ludzkość jeszcze nie widziała.
W jaskini Elena i Sully wsiedli do Predatora. Łazik nie był już tylko maszyną. Jego tytanowy szkielet świecił teraz błękitnym neonem, a koła SMA zdawały się unosić milimetr nad ziemią, eliminując tarcie.
— Pędźmy do statku! — rzucił Sully.
Predator wystrzelił z jaskini z prędkością, która powinna rozerwać zawieszenie, ale obca technologia modyfikowała grawitację wokół pojazdu. Przebyli drogę do Prometeusza w ułamku planowanego czasu, przeskakując nad rozpadlinami, które wcześniej wymagały godzin manewrowania.
Gdy dotarli do hangaru, Prometeusz nie przypominał już statku z Poznań-Ławica. Z jego kadłuba wyrosły krystaliczne iglice, a system Ignition-Chain pulsował w rytm „serca” Marsa.
Jax czekała na nich przy rampie.
— Sully, GROM-MAX przestał odpowiadać na komendy z Ziemi. On... on się z nimi zaprzyjaźnił. Mówi, że pociski kinetyczne nie są zagrożeniem, tylko „surowcem”.
W tej samej chwili na niebie pojawiły się trzy jasne punkty. Pociski wystrzelone z Ziemi uderzyły w górne warstwy atmosfery. Ale zamiast wybuchu, załoga zobaczyła coś innego. Błękitna tarcza magnetyczna statku, wzmocniona energią planetarnego archiwum, dosłownie „rozpuściła” pociski w locie, a ich materię... wciągnęła do systemu Alchemy-Unit.
— Zrobiliśmy to — szepnął Aris, patrząc na wydrukowane właśnie w laboratorium nowe, lśniące moduły procesorów, stworzone z przetopionych pocisków wroga. — Właśnie staliśmy się niezniszczalni.
Sully objął Elenę, patrząc na horyzont Marsa, który teraz, dzięki gęstniejącej atmosferze, przybierał ziemski, błękitny odcień.
— To nie koniec, Elena. Ziemia wyśle tu całą flotę. Ale my... my mamy teraz całą planetę po naszej stronie.
„Prometeusz” uniósł się powoli, nie na ryczących silnikach, ale na cichej fali grawitacyjnej, gotowy powitać nową erę.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania