Sklep rzeczy utraconych - rozdział 10
Następnego ranka Eveline rozłożyła na stole mapę północnych ziem. Vaelen stał po drugiej stronie blatu.
— Nie ma.
Przesunął wzrokiem po mapie.
— Na tej też nie?
— Nie.
Eveline przejechała palcem po północnej części mapy jeszcze raz, wolniej. Miasta. Mniejsze osady. Przeprawy. Drogi. Nic.
— Może jest zapisane inaczej — powiedział Vaelen.
— Sprawdziłam.
Sięgnęła po atlas i otworzyła go na zaznaczonej stronie.
— Varen. Veld. Venar. Vey... nic.
Przewróciła jeszcze kilka stron.
— Nie ma takiego miasta.
Vaelen wyjął z wewnętrznej kieszeni złożoną kartkę i położył ją na stole. Eveline rozprostowała papier.
47-B.
Veyr. Punkt północny.
Przez chwilę patrzyła na ostatnie dwa słowa.
— Punkt północny.
Vaelen skinął głową.
— Cały czas zakładamy, że Veyr to miasto. Jeśli to był punkt transportowy, nie musi być w atlasie miejscowości.
Wstała i podeszła do półek.
— Potrzebujemy starszych map.
— Jak starych?
— Z czasów, gdy działała Północna Kompania.
Po kilku minutach stół był przykryty mapami. Jedna przedstawiała dawne kopalnie. Druga: szlaki handlowe. Trzecia pochodziła sprzed prawie trzydziestu lat i obejmowała północne ziemie.
Eveline pochyliła się nad nią.
— Tutaj.
— Co pani znalazła?
— Kaden.
Przesunęła palcem dalej na północ.
Z miasta wychodziła cienka droga, której nie było na współczesnej mapie. Biegła między wzgórzami, przecinała rzekę i kończyła się przy niewielkim oznaczeniu. Eveline zmrużyła oczy. Litery były mocno wyblakłe. Przyciągnęła mapę bliżej.
— Veyr.
Vaelen się nie poruszył.
Eveline podniosła głowę. Stał po drugiej stronie stołu i patrzył na nią, nie na mapę. Przez moment nie odrywała wzroku od niego. Potem spojrzała z powrotem na mapę. Obok nazwy widniały niewielki symbol i krótki opis.
— Stacja przeładunkowa przy dawnym trakcie północnym — przeczytała
Wyprostowała się.
— Czyli nie miasto.
— Nie.
— I dlatego nie było go w atlasie.
Eveline przesunęła palcem wzdłuż drogi.
— Jedyna większa trasa prowadzi przez Kaden.
— Tak.
Przez chwilę żadne z nich się nie odezwało. Eveline jeszcze raz spojrzała na cienką linię biegnącą na północ. Kaden. Dalej stara droga. Na jej końcu mały punkt. Veyr.
— Kiedy jedziemy?
Vaelen zaczął składać mapę.
— Nie jedziemy.
Eveline podniosła głowę.
— Słucham?
— Ja jadę.
— Nie.
Vaelen wyrównał zagięcie papieru.
— To nie było pytanie.
— To ja znalazłam Veyr.
— Wiem.
— Mareta również.
— Pamiętam.
— I Północną Kompanię.
Vaelen odłożył mapę.
— Do tej pory szukaliśmy dokumentów. Nie wiem, co znajduje się w Veyr.
— Właśnie dlatego.
— Właśnie dlatego pani zostaje.
Vaelen sięgnął po kartkę zabraną z biblioteki Luciena i schował ją do wewnętrznej kieszeni.
— Wyjadę rano.
— A jeśli ja również?
Spojrzał na nią.
— Nie.
— Nie może mi pan zabronić.
— Mogę przynajmniej bardzo stanowczo odradzić.
Eveline zacisnęła usta i zabrała atlas ze stołu. Ruszyła w stronę półek, ale dzwonek nad drzwiami sklepu zabrzmiał, zanim zdążyła do nich dojść. Eveline zatrzymała się.
Do środka weszło dwóch mężczyzn. Pierwszy miał na sobie ciemny surdut z dyskretnym srebrnym znakiem przy kołnierzu i szablę. Drugi, w mundurze gwardii miejskiej, został przy drzwiach.
— Lord Vaelen? — zapytał pierwszy.
— Zależy od sprawy.
Mężczyzna wyjął dokument.
— Inspektor Haldenne. Wydział Dochodzeń Miejskich. Prowadzimy postępowanie dotyczące kradzieży w domu pana Luciena de Rhena.
Eveline spojrzała na Vaelena.
— Kradzieży? — zapytał.
— Z jego prywatnej biblioteki zniknął dokument.
— To przykre.
— Pan de Rhen twierdzi, że podczas przyjęcia kilka osób przebywało na piętrze bez jego wiedzy.
Vaelen oparł się lekko o krawędź blatu.
— W dużych domach zdarzają się takie rzeczy.
Inspektor przeniósł wzrok na Eveline.
— Panna Eveline Vale?
— Tak.
— Pan de Rhen wspomniał, że podczas przyjęcia również pani udała się na piętro.
Eveline poczuła, że coś w tej rozmowie przesuwa się o krok za daleko.
— Źle się czułam.
— Tak nam przekazał.
— Czy pan de Rhen oskarża mnie o kradzież? — zapytała.
— Na razie nikogo o nic nie oskarżamy.
Vaelen uniósł lekko brew.
— Jak uspokajające.
Inspektor rozłożył trzymany dokument.
— Chcielibyśmy jedynie ustalić, czy któreś z państwa widziało fragment rejestru transportowego należącego do ojca pana de Rhena.
Eveline milczała.
— Jak wyglądał? — zapytał Vaelen.
— Pojedyncza karta. Część większego zestawienia. Dotyczyła dawnych transportów portowych.
— Nie przypominam sobie.
— A pani?
Eveline potrząsnęła głową.
Inspektor obserwował ją przez moment.
— Rozumiem.
Złożył dokument i schował go przy boku .
— W takim razie będziemy potrzebowali, żeby oboje państwo stawili się jutro rano w urzędzie.
— Po co? — zapytała Eveline.
— Żeby złożyć formalne zeznania.
Vaelen spojrzał na strażnika przy drzwiach.
— Jutro?
— O dziewiątej.
— Niestety mam inne plany.
— Będzie musiał je pan przełożyć.
Vaelen uśmiechnął się bardzo lekko.
— Obawiam się, że nie.
Po raz pierwszy inspektor stracił uprzejmy wyraz twarzy.
— To nie jest zaproszenie, lordzie Vaelen.
Przez chwilę patrzyli na siebie w milczeniu.
Potem Vaelen skinął głową.
— W takim razie zjawimy się o dziewiątej.
Eveline odwróciła głowę w jego stronę.
Inspektor schował dokument.
— Doskonale.
Ruszył do drzwi, ale przed wyjściem zatrzymał się.
— Jeszcze jedno.
Vaelen czekał.
— Pan de Rhen prosił, aby przekazać, że ma nadzieję odzyskać dokument w nienaruszonym stanie.
Inspektor wyszedł. Strażnik ruszył za nim. Dzwonek nad drzwiami ucichł.
Eveline odczekała kilka sekund.
— Nie zamierza pan tam jutro iść.
— Nie.
Vaelen podszedł do okna. Obaj mężczyźni stali jeszcze po drugiej stronie ulicy. Inspektor powiedział coś do strażnika, po czym rozeszli się w przeciwnych kierunkach.
— Więc po co zgodził się pan na dziewiątą?
— Żeby zobaczyć, czy zostawią kogoś przed sklepem.
— Zostawili?
— Jeszcze nie.
Eveline spojrzała przez szybę.
— To czego właściwie chce Lucien?
Vaelen przeszedł na zaplecze, a ona ruszyła za nim.
— Może po prostu odzyskać dokument.
— Mógł poprosić.
Otworzył szafę, wyjął płaszcz i podał go Eveline. Zmarszczyła brwi.
— Co pan robi?
— Gdyby chodziło mu o kartkę, przyszedłby po nią sam. Zamiast tego zrobił z nas oficjalną sprawę.
— Dlaczego?
— Nie wiem.
Tym razem odpowiedział od razu, po czym podszedł do stołu i złożył mapę.
— Ale od tej chwili pani nazwisko jest w aktach. Razem z adresem sklepu.
Eveline spojrzała na płaszcz w swoich rękach.
— Więc zabiera mnie pan ze sobą.
— Tak.
— Jeszcze godzinę temu uważał pan, że Veyr jest zbyt niebezpieczne.
Vaelen wsunął mapę do wewnętrznej kieszeni płaszcza.
— Nadal tak uważam.
— To co się zmieniło?
Spojrzał na nią.
— Miasto.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania