Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Arkadia - świat po spełnieniu - "1"

Tak stało się. Świat może spojrzeć na rzeczy będące. Trójca w oczach Boga wysłana do spełnienia, uznania i walki ze złem, które na ziemi ukazuje się. Zasiewem jego zajmuje się , ten który zawiódł i z braku wiary ugrzązł po stronie zła, za nim podążyło wielu. A stało się tak, bo nie uwierzyli.

Ziemia rozrosła się do jej wymiarów, wielu kontynentów i różnych środowisk. Jedyne co nie przeminęło to postać Aokina, starca dziś, mędrca wybranego, który jednak podążył spożywać owoc piekielny, ten uzależnił go ponad miarę, w walce on z nim pozostaje.

Wiele religii obstało się na Ziemi. Jeden nad nimi panuje Bóg, Pan Królestwa Niebieskiego. Wiara w starszych mędrców, wiara w Tego, który zginął za Boga, Tego, który trzyma wiarę prawdziwą i postać Aokina, bezpośredniego służącego Boga.

Aokin podjął swoją decyzję o zapisaniu Jego przeżyć. Te będą częścią tej części o nim opowieści.

Aokin właśnie parzył sobie kawę, w swej samotni, na wzgórzu Synaj. Rozdarte kartki papieru, jego porażka nie do odwołania, prawo przez niego spisane, za zło świata odebrane, leżały teraz przy kominku czekając na Jego decyzję. Podjął ją lekko, wrzucił cały spis do kominka, choć wiedział, że strata to będzie wielka to liczył na to, że uda mu się zapełnić papier w podobny sposób i odtworzy choć cząstkę tego co chciał przekazać.

Mijały dni, ludzie żyli spokojnie otoczeni bliskimi, zajęci sprawami ludzkimi. Aokin jednak żył po to by zapisać wiele i odejść jednego dnia na swoje miejsce spoczynku. Bóg nie był mu szczodry w dniach, rozdał ich mu wiele, zbyt wiele. Jednak tak było, wiele ze starego świata przeminęło, tylko nie on, a legendy o nim ucichły, ludzie zajęli się darami Ziemskimi, danymi od Boga.

Tak wprowadza się do części jego zapisów.

Wielki Jest Bóg, nieograniczone Jego możliwości

Stwórca wszystkiego co istnieje, słowem zainicjowane

Ciałem się stało, Amen

 

Zniszczyłem coś dla mnie cennego

Coś niedocenionego, straciłem sens pisania owego

Czy zgubiłem w tym coś ważnego

Chyba nie dowiem się od ludzi tego

 

Coś zapomnianego, czego doświadczyło moje ego

Tłumaczenie problemu mojego, zachowania i samopoczucia

Doznania, świata poznania

Czuję się z tym sam, zabrakło mi wytrwania

Postaram się odzwierciedlić to co przebyło moje serce

 

Niby wszystko gra, lecz me ciało drga. Oczy ludzkie na to gna, nie wszystko już to prosta droga. Zamykam się na świat, wstyd ogarnia, wolności i swobody brak. Uczucia wichurę napędzają, schować się bo inaczej nie da się. Odchodząc powoli, pozostaje niesmak niewoli. A poradzić sobie z rzeczą ważną, sprawą istotną. Jednak blokady, blokady mego ciała, coś na normalność nie pozwala. I Czuję strach, porażkę ponieść, w cudzych oczach zawieść. To nie jest w porządku, gdy ktoś szanuje Cię, a ty złego nie umiesz znieść i nie raz tracisz sens i między niebem a ziemią stoi twoja twarz, swoboda i spokój i ludzkiego traktowanie daj się poczuć i zrozumienie, gdy ktoś jest inny, choć, gdy ocenia możesz czuć się winny; to i tak broń swego istnienia, módl się by go nie mógł ruszyć samotny podmuch uczuć swobodnych, każdy chce być wolny.

Nie raz brakowało mi sił, chęci traciłem by normalnie żyć i odchodziłem od wszelkich więzi, zapada mi to w pamięci. Bóg ponad wszystko, z całych sił za słabości me przepraszam. Uwalniać chciałem nie raz bliskich od problemu stworzonego, ze mną związanego, lecz czy warto było dokonywać tego? Prawo Boga – to co słuszne w Jego Oczach, zapisane przez osoby, które Go poznały. Jego Wolę na ten świat przelały, warto trzymać się tego. Jedno więcej – owoc spalany należy do złego. I nie warto krzywdzić innych, bo to takie same istnienia, choć czasem zagubione potrzebują upomnienia. Spokój – ostoja życia. Gdy go brakuje człowiek trochę wariuje, gdy nie można do niego wrócić, coś się psuje. Każdy ma problemy nie każdy łatwo z nimi sobie poradzi, często potrzebujemy odwagi zachowując w niej wiele rozwagi. Czasem potrzebna jest pomoc, czasem miłość, czasem rozmowa, a szystko by złe co w życiu mogło skonać. Cała reszta to nasze życie. Dobrze, gdy można przeżyć je obficie, a nie w środku skrycie, choć szczęście może leżeć na obu stronach.

Ile minąć jeszcze ma bym mógł normalnie żyć, doświadczenei tak wielu spraw, wielu złych odsłon sceny zycia, choć wiara nie znika to świadomość swych słabości wciąż jak zegar tyka. Czy lekiem będzie chemia obca na me dolegliwości, nie pochodzące od wnętrza, a na te które tam się kryją lekiem będzie światynia stabilna. Wiele pracy trzeba w życiu wykonać. Nie można ciągle konać i męczyć się ze sobą, bo wtedy nigdzie nie będzie kolorowo. Starać się zabarwiać świat i czuć się wyjątkowo, nie mając u boku wroga nie do pokonania, bo spokój i rozwaga i w Bogu oparcie, miłość i zrozumienie i w bliskich mieć wsparcie. Choć wróg czasem na potknięcie czeka, nieważne w jakiej oprawie, by wbić swój największy róg i nie dać Ci sił by normalnie być znów.

Fizyczność doskwiera każdemu, jeżeli jest opanowana to nie ma nad Tobą od Boga innego pana. Wiara i nadzieja niech nie znikną z mego boku, słodycz błoga. Bóg istnieje, fakt to dla mnie nie zaprzeczalny, zbyt ten świat jest idealny. Wybacz wszelkie błędne me wyobrażenia, niech nie zepsują o Tobie prawdy, niech żaden mój błąd nie będzie niewybaczalny. Wierzę, że kiedyś się spotkamy.

Relacje na ludzkie spostrzeżenia, nie mogą Cie w kamień zamieniać. Każdy ma prawo do reakcji, do uczuć i ich przeżywania, lecz gdy stają się one powodem czyjejś udręki, czas je zmienić i naprawić problem, który może być niepojęty. Otwartość na sprawy ma swój wydźwięk, gdy jest poukładana, nie może budzić w nas zakłopotania. Trzeba pamiętać o innych, gdyż często są wrażliwi, mimo reakcji swych przeróżnych. Najważniejsze zachować jest spokój, wtedy nic nie zbierze z Ciebie pewności i Twojej wolności, do której masz prawo, każdy dla kogoś stanowi jakąś wartość.

Tysiące słów, spokojne noce

Słowa trzepoczące, w pamięci tylko jak ptak przelotne

Czasem widok w pamięci ugrzęźnie

Sklepienie Twe ciemno niebieskie

Niczym głaz w dół już zleci chwila życia

Ku bagnom Twej skarbnicy, skąd wyłowić będziesz w stanie rzeczy niespodziewane

Rozświetla się sens, problem naświetla już inny bieg. Nadzieja na smak kolejnego z życia kensu. Wiara, że wyjdę z gły, gdzie czekasz na mnie Ty. Choć często co w koło to za dużo na mój grzbiet to nie ugnę się, nie narzucono mi tego by mnie zgnieść. Nadzieja, że wejdę w normalny życia bieg. Wiara, że problemy liczne rozproszą się i zostaną wśród mgieł. Ileż przez życie trzeba nieść, często zbędny bagaż nie pozwala by życie normalnie wieść, gdy go opuścisz, już wiesz czym on jest, dalej już możesz nawet biec, nie zdusi Cię o niego lęk, jego ciężar upadnie, niech on zatonie na dnie. Po życia kres, niech nie będzie przez niego już smutku i łez.. spokojny życia bieg.

Niezrozumiałe zdarzenia u źródła ludzkiego innego życia postrzeżenia. Gdy nie widać jak w środku sam się zmienia. Brak rozwagi, znajomości ludzkiego życia wagi. Potrzeba by z tym sobie poradzić wiele odwagi. Spojrzenia na świat i ludzi z odrobiną empatii, by nie być przyczyną ludzkiego o życia walki. Błędy popełnione przepraszam za ich wydźwięk i o wybaczenie proszę, przyczyna leży pomiędzy. Moje słabości, czemu będąc nimi obarczony, świat kreuje się i tworzą się w nim schodzy, a każdy jest bezbronny wobec złej życia odsłony.

Ile nieść trzeba krzyż swój, by w końcu móc go zrzucić. Poprzez udręki, życiowe męki. Świat jest wielu rzeczy pełny, w normalności niech nie będzie on biedny. Wtedy niezrozumiałe mogą być kroki ludzi zagubionych. A wszystko co ponad niech będzie pokrętnym. Emocje ludzkie i ich konsekwencje. Dążąc do określeń bezwzględnych są w stanie ranić dogłębnie. I zmieniać świat, który nastaje, lecz obojętność na człowieka tolerancję powoduje, że zapada się na dnie. Karuzela wrażeń, labirynt pełny makiet, które czynią nieraz źle, lecz nie bez powodu też. Czy powód wystarczająco jest silny, by móc to wybaczyć. Tak nas uczył Wielki Nauczyciel, tak też przyjmuję ze prawdę. Społeczne nietolerowanie, muszę mieć rozwagę. Lecz tak wiele jest w istocie, każdy jest umysłu swego bratem. Brak logiki, zdarzenia niedopowiedziane. Zachowania nieakceptowane, choć też widziane. Jak z nimi wśród wilków podjąć walkę. Zycie może być w zasadzie nienaganne. Czy problemem jest życia wzajemne sobie odbieranie?

Kolejny byt taki jak Ty. Który ma uczucia i prawa do przejścia przez życie. Każdy ma swoją drogę, żadna nie powinna być niedoceniona. Nie ważne co robisz, nie kładź łańcuchów zniewolenia na inne istnienie. Pokój będzie Twoją obroną, lecz musisz również wiedzieć, gdy robisz źle. I wiedz, że nie możesz innym dać znać, że nie dbasz o nic, ponieważ to nieporozumienie. Każdy ma swoje słabości i musi z nimi żyć. Nigdy nie poddawaj się, choć może być ciężko, poniewać warto, szukaj odpowiedzi, by iść przez życie z otwartym nie złamanym umysłem. Miłość – najmocniejsze lekarstwo, na problemy, które mogą Cie spotkać. Moc zrozumiała, nie dla obcych, którzy powinni być uszanowani, co wielką wagę ma, by nigdy nie stoczyć żywota i pozwolić by płakało jego wnętrze. Harmonia, gdy jesteś wolny od łańcuchów zniewolenia, które możesz mieć w sobie lub narzucone z zewnątrz. I jaką wagę to ma?

Czuję zło jak karę z Nieba. Dlaczego wszystko musi być tą drogą. To zbyt wiele, proszę o litość. Boże daj mi być wolnym przynajmniej z tego, co jest dobre w Twoich Oczach. Nie potrzebuję wiele, bądź moim Obrońcom, by przekroczyć wszystko złe co napotkam. Dla Ciebie nie ma rzeczy niemożliwych, tylko pozwól mi być wolnym od wszelkiego zła. Nigdy o Tobie nie zapomnę i wiem, że ty też nie. Jest tak wiele, nie takim jakim być powinno. Daj mi mądrość by dbać o to co zadbanym być powinno. Wybacz moje słabości, pozwól przed Tobą stać dobrym. Daj mi wskazówki by rozwiązać problemy. Potrzebuję Cię jak powietrza, nigdy nie daj mi powodów do zwątpienia, to nie to czego mi potrzeba. Tak wiele jest tego o co proszę, lecz pozwól mi tylko być. Pod Twoim niebem być dobrym człowiekiem. Nigdy nie ukazywać Ci braku szacunku lub zainteresowania. Całą drogą, Twój do śmierci.

Iskra, która przychodzi, by rozpalić ogień. Jeżeli ją chronisz, doznasz Ciepła i przyjemności. W Twym życiu coś dobrego Cię ugości. Mimo wszystkich trudności, mimo nienawistnych życia gości. Coś prowadz Cię ku wolności i w spokoju i radości. Druga Twa połówka, by Twoja była i dla innego nie była uległa, rzecz to piękna. Byle trwała, a nie mijała. Gdy tylko dobrze buduje się realia, nie ma wtedy przeszkody by ze świata razem zbierać plony, Szansa na nowe życie, owocem ono bliskości, byle tylko ow świadomości. Czasami jednak los nas zaskoczy. Wtedy trzeba być na to gotowym. Podnieść ręce i uzbroić się w życia nowego podzięce. Chwile trwają, a my coraz to bliżej, choć wyboista może być droga, to ważne by powrót do siebie dobrze kosztował. Choć czasem można się smuciś i złość czasem nas spotyka to ważna jest każda kolejna wspólna chwila.

Moment zagrożenia, gdy czara się przelewa. Człowiek drugie istnienie zbyt często negatywnie ocenia. Robi to bez zrozumienia co wiele na świecie zmienia. Tragedie tych realiów, oby nie dotykały dobrej duszy. Trzeba posiadać siłę, by normalnie funkcjonować. Częsty brak jej powoduje brak rozwagi. Nasze kroki stają się błędne, możemy stać się ofiarą ludzkiego wampiryzmu, złego w moich oczach. Objawia się czerpaniem korzyści społecznych kosztem ludzkiego nieszczęścia. Jest to rana na ludzkim isnieniu zostawiona, nawet gdy o kilomentry oddalona. Gorzej, gdy objawione, wtedy potrafi ranić, każdy powinien mimo wszystko jakoś sobie z tym poradzić. Choć spokój jest jednie w pokoju osiągalny. A pokój nie oznacza szydzenia z drugiej osoby. Bo wtedy jesteśmy zniewoleni słowem innych, normalnie nie potrafimy, może waga tego czynu dla nas to klucz do normalnego życia? A ludzie po prostu czynią zło i nic to ich nie dotyka?

Nie ma drugiego takiego jak Ty. Stwórca Nieba i Ziemi. Bóg wszechmogący na Tronie Swym Niebieskim. Wybaczający nasze słabości. Karzący za brak rozwagi. Nieśmiertelny, Ojciec Niebieski. Pouczający nasze ziemskie drogi. Oddający Ziemię w nasze ręce. Jest to i złego miejsce, pełna ziemia jest stworzeń. Pełna jest pewnych schorzeń. Pełna pięknych zdarzeń, pełno ludzi czasem płacze. Emocje rozległe towarzyszą nam na co dzień. Oby tylko nie był to zbiór tych z gorszych wspomnień, ciężkich do przezycia, wtedy niestabilne są przeżyte Twe chwile. A wszystko wpływa na Twą logikę, postrzeganie świata zawiłe. Bóg jest Obserwatorem świata ziemskiego. Jest Współczujący i Miłosierny, dla tych, którzy Go szanują. Karzący dla tych co Go świadomie ignorują. Mimo to o nikim nie zapomina, taka Boska Logika. Życie doczesne, ciężka to próba, lecz może również bywać jako ścieżka schludna. Miłość jest skarbem, który ścieżkę wyrówna. I bycie dobrym i dobrze światu służącym. Ze swych pracy owoców czerpiącym i nigdy się nie poddającym!

Traktuję wszystkie swe doświadczenia na poważnie, szanuję wszystkich w tym uważnie. Choć czasem głupstwo palnę, to nie znaczy, że jest inaczej. Jak dalej ma być? Czy coś trzeba wyjaśnić i siły mieć by przebić się? Czy prawdziwe były moje przejścia, czy tylko to schorzenia? Pamiętam wiele, lecz rzeczywistkość jest giętka. Czy prawdą są moje doznania, czy jest to tylko umysłu mego magia? Byle by sprawa pozostała racjonalna i zrozumiana. Dopóki trwam, będę żył, dopóki żyję starał się będę być. I niech nie zmyli mnie nic, zwiątpienie w prawdę było nieładne, lecz nie znam jej, mam wiarę. Gdy źle się dzieje nie ma lekarstwa. Bóg nam wybacza, ciągle dla nas Jest. Może Jego rada by gniewu nie rozpalać da radę pokonać złego losu oobraz. Często spokój to koloru tęczy pokaz. I wiara, nadzieja, miłość podporą są niezaprzeczalną. I siła i rozum ostoją naszych losów.

Czasem jest gorzej, lecz warto to przetrwać Nie możesz wtedy gorszej drogi obierać. Jest Ktoś Dobry, kto wspomoże Cię poprzez modlitwy rozmowy, Wtedy Twój spokój będzie Ci zwrócony. Skarby nieopisane będą Twoją nagrodą, która pozwoli Ci podnieść Twe serce, by nie pozostało w udręce, czego chcieć więcej. Wybacz za każdy wybór wrogi, nie pozwól więcej na to, w końcu jesteś Stwórcą naszych korzeni. To do Ciebie chcę się zwracać, gdy dopada mnie zwiątpienie. To w Twoje Ręcę chcę spraw oddać tak wiele. Życie nam pozostawiasz i Jesteś dla Nas. Za to dzięki Ci składam, za to na kolana padam. I doświadcza nas los, lecz trzeba z nim walczyć, by chwile były czyste jak łza, nie by ta po policzku spływała. Wśród zakłopotania by nie otwarła się rana. By można było zrozumieć Szatana, zła jego wola, złe jego owoce, złe drogi z nim podróżujące. Choć w życiu swym odrobinę błądzę, pozwól by moje wnętrze było życia godne, by nie wdarły się w nie występki niemądre. By dobre były mojego życia owoce, o tyle znów Cię proszę, czuwaj nad nami według Woli Swojej.

Źle, że tyle rzeczy się stało, wielorakie życia kowadło. Ukuło niespodziewanie życia drogi, pamiętam ich bieg jak przez mgłę. Pan Bóg widząc był dość srogi, posypały się me kroki, w nicości się uwikłem, w końcu wiara stała się mym światem. By być mimo przeciwności, mimo cierpień przeszłości. Za wszystko co złe z mojej strony przepraszam. Wina nie jest jednostronna, ja wybaczam. Oddałem wszystko bo chciałem by świat był spokojny. Tak w cierpieniu toczyły się moje losy. I odejście nie dało nic, ciągle ktoś proponował jakiś syf. Niepojęte są niektóre sprawy dla mnie, weryfikacja ich jest dość ciężka. Mam nadzieję, że Bóg z nami zamieszka. Wtedy żadna sprawa nie będzie ciężka, lecz może to zaleta Nieba,a w pojęciu niepojętego emocja rozświetla Ninawiść i zazdrość to cały syf napędza. I chowa emocje te, by nie były istotne. To w prawdzie jest motorem napędzającym mentalną wojnę.

Podejmowanie decyzji głównie słusznych w Twooich oczach. Podatni jesteśmy na błędy, lecz subiektywnie pewni. Byle by reperkusje nie były obłędne, wtedy może upaść Twoje wnętrze. Działamy pod wpływem bodźców i posiadanych informacji. Robimy tak, aby słusznie było na tym świecie. Choć czasem w oczach innych decyzja zawiedzie. Nie wszystko można sprostować, czas ciągle biegnie. Gdy nasze postępowanie nie jest słuszne i krzywda wobec drugiego staje się prawdziwa popatrz wtedy w stronę Boga On jest w stanie Twe grzechy pokonać. U Niego znajdziesz nową drogę, On potrafi uratować Cię przed mrokiem. Musisz tylko się opamiętać i na Ziemi postawić swe kroki. Od iluzji życia odejść, podnieść wzrok i ujrzeć istnień istotę, wrażliwym być na krzywdę, bo sam możesz jej doznać.

Miałem piękny sen, który zakończył się. Sięgnąłem po zło, bo zwątpiłem w jego sens i obudziłem się, choć mogłem dalej biec z wiarą w siebie i w Boga, że On mnie rozumie i kocha. Lecz dziękuje mu za snu bieg, piękny był to sen, wolny od łez. Z cudownym kwatem razy kilkaset, wiele chwil, ta jedna zwiątpienia ściągnęła mnie na nicości bieg. Słuszność jej emocji była, wiem, lecz owiana wątpliwością wobec zrozumienia też. Odkryć swoją twarz, to nie jest grzech, lecz gdy ta opisywana jest, ramy wyznacza czasu bieg. Każdy istotny dla tego świata jest, nie ma od tego wyjątku. Nieważne ile uważasz, że do niego wnosisz, ponieważ i tak Twe oblize świat gości. I nie ma to ceny, każdy wartości jest godzien. Pomimo Twych wątpliwości wobec słuszności, świat bez Ciebie nie byłby tym czym stał się. Bóg nie po to Cię stworzył, aby nie istotne były Jego poczynania. Taka moja wiara, za wszystko co złe przepraszam.

Gdybym mógł cofnąć czas, choć nie mogę. Może byłoby inaczej, zmieniłbym historię. Lecz biorę to co mam i cieszę się z dobrych chwil, z całym tego ciężarem, aż nie zginę marnie. Zachowam się odpowiedzialnie, tego wymaga me istnienie. Choć świadomości widok czasem przeraża to nie uraża, taka nasza na tym świecie praca, póki światło nie zgasa, dobrze czynić się opłaca. Obraz świata widziany oczami miliardami. Czas, który jest tu i teraz. Dzielony między nami porami dnia zmianami. Jednak jedna jest teraźniejszość, jeden jest jej obraz. Historię każdy z nas posiada i świat łączy je w wspólny obraz. Tak, iż wspólnie dzielimy sekundy, w świadomości naszego ja i tego co poznać było nam dane.

Ciągle czegoś chcę by życie łatwiej mogło biec. Nie mogę jednak tego sięgnąć, tyle wiem. Tak niewiele to jest, lecz kołacze we mnie się. Czy życie ziemskie po prostu trudne jest?

Sięgnąć po swoje marzenia, koniec na zawsze papierosów palenia.. Blokują mnie moje doświadczenia, czy poddać się, czy na przekór biec? Jeżeli pieniądze owocem są pracy mój los niewiele mógłby być warty, ograniczenia mego życia, czy los rozda nowe karty, czy pozostanie marny? Obietnice wewnętrzne sięgnęły granic, nie chcę nic ponadto ile jestem warty. Ubezpieczenie płynące z mej pracy, czy wyniosę jeszcze grosz z realnej pracy? I obym nie zapomniał o tych spraw istocie, zniknijcie głosy kotłujące się w okół mego istnienia.

Uzależnienie życia jest zniewoleniem, wykoywane z brakiem normalnego trybu życia i samemu sobie szkodzenie. Jak sobie poradzić, gdy staje się to pragnieniem. Jedynym wolności od tego jest marzeniem. By nie sięgać i nie było by to już zmartwieniem. I raz w życiu na zawsze było pożegnaniem. Odejściem ze ścieżki, która nam rysuje ciągle by sięgnąć po ziarno goryczy. Naprawdę być wolnym, a nałóg coś knuje i nie pozwala na normalny życia tryb, on to psuje. I we mnie z braku substancji się gotuje. Choć miewam szanse o dalej powracam, to kłuje. Cóż mogę zrobić, gdy organizm się buntuje. Boże wspomóż by me wnętrze innego życia spróbowało.

Iskra nadziei ciemność gości. Wśród więzów nicości w piach zło obróci. Szukając szczęścia dobro się obudzi. Marzenia pokryte obietnicą, czy pustą jest iluzją? Świat mego wnętrza, czy prawdą jest bezwzględną? Czy bez dna jest wypisaną myślą, mą historią? Bóg Panem Niebios. Jah i Allah i miejsce wolne nad Ziemią? Czy te pisane mej osobie? Czy zasłużone jest one? Czy wyborem Boga, mimo życia mego, czasem marnego? Zasiadałem tam i Ziemię do Nieba kierowałem i byliśmy razem, pokłon Boga wybrańcom oddadliśmy nieraz, Bóg też przemówił do nas i ukazał się Święty na Niebie i był. Religia jedna słuszna w prawdzie okąpana. Wiele lludzkich subiektywnych spraw wiara przybrała, najważniejsze to wierzyć w Najwyższego Pana. A Jego zamysły światło ludzkie odnajdą, na wszystko przyjdzie pora, jestem ja i moja choroba.

Spożywać na Ziemi przyszło nam wiele, byle by w tym nei oszukiwać samego siebie. Dobre owoce ziemi, jest ich tak wiele. I owoce wody i zwierzęta po ziemi chodzące. Te wybrane i dla nas stworzone, byśmy mogli swe podniebienie urządzić. I głód życia zaspokoić i zakazanych owoców więcej nie spożyć. Taki los nasz ziemski, często zdrowiem ograniczany. Choroby są nam dane od losu, trzeba w nich wytrwać i pomóc sobie. Na tyle na ile życie pozwoli, by nie męczyć się w ich otchłani. By nie odebrało nam to życia tchu i można by było z niego korzystać. Dobrymi uczynkami ducha i ciała. Chwile wypełniać, by smutne nie były nasze istnienia. I wiary nie zachwiały w Pana Najwyższego, Stworzyciela Nieba i Ziemi według Jego zamysłu. Czas wszystko zmienia i nadchodzą różne życia odsłony, byle by człowiek w nich nie był zniewolony. Panie pomóż nam życie budować, by zgodne ono było z Twoją wizją. I nawet, gdy ciężko, zrozumienie nas dosięgnęło. Z Tobą iść po grób, wtedy wszystko jest pojęte. Wśród Twoich dobroci, zło na Ziemi się kręci, pozwól je poniżyć, by dobroć była wśród nas.

Ludzkie ziemksie stworzenie, kierowane częśtwo wewnętrzm schorzeniem. Boże plew w nas zło, nienawiść wybierz z nas niczym jad. Wężowe znamię pęta wciąż, kiedy człowiek spojrzy na świat rozsądnie, przejrzy na oczy i uzna życie nam dane. Nienawiśćwobec drugiego niech Bóg zabierze, w Ciebie mocno wierzę. Twa Ręka jest w stanie nas sprostować. Wystarcz Ciebie uszanować, z wiarą życie budować. Nie opierać się na ludzkich ciemnotach. Poznać prawdę tego świata, nie mydlić się w brudach nieuważnyc, tych których Twe uznanie jest uratowaniem. Ciężko żyć, gdy w okół prawdy nierozważne. 12 plemion jest i 7 niebios w nich. Czy poznane nam będzie wiele, czy wybrane? Zapewne sprawiedliwe w Twoich oczach nastanie. Niech jad węża nas nie tknie już więcej, choć czuję, że słabe na niego ludzkie wnętrze, pozwól by dobro mogło być zwycięskie. Wielce szanuję, staram się jak umiem.

Głębią się głosy w mej głowie i nie wszystkie są moje. Czy przyjazne są one? Wymagając czegoś co nie koniecznie jest dobre. Choć sprawy czasem to drobne to czasem grzechy to spore. Czy wolność rozwiązaniem, gdy zależy mi na kontakcie z Panem? Czy wyplewić można siano ze mądrości stogu? Czy jest to bardziej stóg siana, w którym trzeba mądrości szukać? Brak pewności, coś ciągle umysł mąci i odbiera chwile zwykłem dobroci i normalności. Z prośbą do Boga udaję się wśród dziw, by wskazał mi drogę, światło zapalił wśród ciemności. Bym zawsze wiedział dokąd me serce podąża, by ma droge nie była nie prosta. Ziemia, Niebo i Piekło. Próba nagroda i kara.

Znów grzeszę wobec własnego istnienia, źródłem jest to mego wnętrza nieporozumienia. Tracę na tym wiele, lecz inaczej nie potrafię, mam nadzieję, że się w tym szybko połapię. I sam siebie krzywdzić przestanę, bo inaczej krzywda mi się stanie. Proszę Boga o siłę i radę, choć wiem, że on me słabości pojmie. To chcę by było dobrze, by co złe odeszło, a z resztą sobie poradzę. By nie mogło mnie nieporozumienie mącić, by słyszeć co słuszne, a nie podkolorowane. Kolorami złego pejzażu by się nie stało, by kolor słuszny życie obrało. Nie raz nie jest łatwo, choć pracować nad tym warto, by było spokojnie i nie pokrętnie. Znaleźć siebie i nie narażać się na mgłę, która przyćmiewa to co złe. Boże daj mi szansę, a mienię co chcesz, by było dobre i rozsądne. Słabości niech upadną, a siłą będzie radość, nie mrok i zło, lecz miłość i dobro.

Błędy popełnione spychają bezpowrotnie. Wątpliwość słuszności podtrzymaniem owego istnienia. Wrogi stan, gdyż w pół świadomości rysuje się świat. Koncentracji i uwagi brak, życie traci smak. Człowiek podatny na brak normalności uznania. Widzi, czuje i myśli ku prawdy lub ku swojej korzyści. Nie jesteśmy jako ludzie czyści, świat nas trochę krzywdzi. Każdy ma sumienie, byle by te nie było piekłem. Kiedyś każdy zwiędnie, lecz czy ku odrodzeniu biegnie? Zapewne, zgodnie z wiarą i prawdą przekazaną. I doznaniami duchowymi, nie dla każdego objawionymi, lecz czy te nie tylko umysłu figlem, który myli? Każdy może się pomylić, byleby tylko ludzie w tym nie tkwili, a prawda przebija każdy pancerz, od Boga jest dana. By móc Go poznać i Jego prawidłowości uznać. Nie czekać chwili dłużej, ominąć napotkane katusze. Tak wiele wśród prostoty zamyka nam oczy. Tak wiele wstydu wśród mych kroków kroczy. Tak bardzo nie chcę na złe drogi wkroczyć. Tak bardzo proszę by ciężkie dni mogły się zakończyć.

Ciężki jest żywot ziemski skończony, szczególnie, gdy jesteś w nim zatracony. Wiele potrafi zamęczyć nasze skronie. Dolegliwości, które przepełniają nasze dłonie. Pieczęć gorszych chwil niech zachowa się w pamięci. Niech chwil wspólnych zło nie kręci normalność w końcu niech zwycięży. Zbudowana z nadzieją potężną silnie w życie wierzy. Filar konieczny podstawą bytu prawidłowego. By nie runąć wśród karuzeli doznań świata zawiłego. Móc zło odstawić by w cierpliwości je stłamsić, nie pozwolić by mogło nas zatracić. Otworzyć oczy na świat przepiękny ze swej udręki. Zanika on wśród nędzy naszych przeżyć wiecznych. Zawiłe potrafią być drogi liczne jak pęki. Ważne by nie skręcić w widoki czeluści przeklętych. Interpretacja wymiany informacji i uczuć. Bólem mym jest ponurym co katuje. Ziarnko prawdy je buduje, czy zlo to knuje? W końcu cośczuję, czy tylko to moje odczucie? Wstydliwośćkroków niezbyt pewnych. Jka wśród tego się nei zatracić? Przepraszam i żałuję, świat swój buduję.

Wiara w Wielkiego Nauczyciela jest nie do zagięcia. Był i nauczał, fakt to historyczny. Obecność Jego na tym świecie jest niepodwarzalna. Wielkie Jego drogi choć owiane tajemnicą. Przyjaciel naszej duszy choć ludzkimi oczami nie widziany. Został nam z wieloma sprawami posłany. Nie sprzedał za nic swojej wiary. Patrzył na nas i nie osądzał. Dodawał otuchy i starał się nawrócić. Nie prosząc o wiele wytrwały był w swym ciele. Religię wielką zapoczątkował, która na wiele się załamała, mając nadal Go za Pana, który drogę ukazuje, jednak nie jest Bogiem, Jeden Jest Bóg. Jeden jest Boga wróg, czy prawdą jest potok tych słów?

I fakt o wrogu, czy prawdą jest? Czy po prostu źle jest, gdy czynimy źle. I wtedy w Oczach Boga zawodzimy. Tyle zapewne za prawdę uznać można Mamy wnętrza miarę dobra i zła. Choć często przyćmiewa nas pewna otoczka i poznać co złe możemy i dążąc do poznania sprawy weryfikujemy, lecz trzeba mieć tej miary pewne filary, Bóg zna najprawdziwsze. W Jego Imię nigdy się nie pomylimy. Dobro od zła zawsze rozeznamy.

Ufam Ci Boże ponad wszystko. Nie daj mi powodów, aby inaczej było. Nie pozwól, by zło na krótko zmieniło bieg mego korytka. By me wnętrze z dobrocią się obyło. Boję się Twych wyroków, Twego gniewu. Życie nie raz pisze ciężki scenariusz. Daj przetrwać najcięższe chwile, życia błędnie nie porusz. Daj przeżyć życie bez wnętrza rozlewu. Zapomnij nam i wybacz nasze nędzne kroki. Te, które w otchłani czeluści są stawiane, by było inaczej, by strach przed złem był nam dany i amen.

Błędy mego życia, przepraszam za wszystkie. Ile ich było, palców w dłoni braknie. Ocal i oszczędź mnie Panie, bo jestem kim jestem. Niech Twój gniew na mnie nie płonie. Po wszelkie dni będę żył w pokorze. Tylko nie zawiedź mnie. Głupotę moją wyplew jak chwast. Niech nie mąci mnie stracenie. A ty moje błędy wybacz, Twoje niech będzie moje serce. Niczego nie chcę więcej, co od Boga jest mi dane. Bo u Jego Godności moje życie składam. Ocal moje wnętrze, ja dla Ciebie uklęknę. Broń mnie od złej drogi, ja chcę dać tak wiele, niech czyste będą moje ręce. Niech nie krzywdzę, to moje marzenie. Cokolwiem napotkam niech nie potknie się ma noga. W obrazie życia niech droga będzie zdrowa. Po wszelkie dni za dobro Twoje dziękuję Ci. Choć czasaem wiatr w oczy wieje, niech nie straci się moje wnętrze, bo Twoje jest wszelkie istnienie. Niech zanoszę Ci dzięki za dary z Twojej Ręki. Przepraszam, wciąż żyję i straszny mi Twój Gniew. I Twe wyroki, niech słuszne będą moje kroki.

Zapisując to nie znając swojej wagi skonał.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania