List miłosny nr 7

Wiesz, zawsze czytałem Cię z uwagą i od deski do deski, nawet, kiedy pierwsze zdanie Twojej wiadomości *ebało wrogością tak jak Ty śledziem, bo uznawałem, że jesteś ciekawym źródłem inspiracji i jedną z mniej głupich dam jakie zdarzyło mi się spotkać w swoim życiu. "Głupi nie jest ten, który nie wie. Głupi ten, który nie wie, a twierdzi, że wie." - zapamiętam sobie dobrze to zdanie. Jesteś dogmatyczką pełną uprzedzeń. Jak raz się naburmuszysz, to już nie odpuszczasz, a na takich są tylko dwie prawilne metody: zlewka, albo metoda lustra. Pisałaś kiedyś, że jesteś "Sensualizm <3" więc zdradzę Ci pewnego pro tipa. Dwa razy w życiu spotkałem kobiety, których pocałunki smakowały jak coś najlepszego na świecie. To był smak ziół, nie wiem jakich dokładnie, ale raczej kompozycja, a nie jeden konkretny gatunek. Trudno mi określić jednoznacznie, czy tam była słodycz - raczej tak, ale ledwie wyczuwalna - kiedyś zresztą nawet barmanka Oficyny tak mi zdefiniowała tzw "damskie alkohole" - delikatnie słodkie. Nie będę pisał, co te kobiety robiły podczas tych pocałunków mi, a ja im, żebyś znowu nie spąsowiała do koloru madżenty w trybie RGB, ale dodam jeszcze, że to raczej nie kobiety tak smakowały, ani ich ślina, tylko substancja/substancje, które powstawały w wyniku zmiksowania cząstek znajdujących się w i na naszych językach. Pisałem Ci kiedyś o Krzeskiej Ziołowej - o tym, że jest moim ulubionym alkoholem, ale nawet ona nijak się ma do opisanego wyżej smaku.

Średnia ocena: 4.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Oczka 2 miesiące temu
    Lubię takie historyjki. Mam nieodparte wrażenie zaplątania we własny ogon. Zdanie o miksowanych cząstkach śliny ściąga z chmur :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania