Z życia Adeline (5)

Rankiem, poczułam ciepłe promienie słońca, na swojej twarzy. Nieświadomie i mimowolnie się uśmiechnęłam. Uwielbiałam poranki w tym miejscu. Bez hałaśliwego budzika, jeszcze długo po wyłączeniu, dudniącego piskliwym dźwiękiem w mojej głowie, wstawanie było dużo łatwiejsze. Powoli otworzyłam oczy. Delikatne smugi światła, oświetlały stary, dziecięcy pokoik.

- Właśnie taki widok, oglądała Kate, każdego rana. - pomyślałam. Moje wcześniejsze zniechęcenie do tego miejsca, zupełnie przeminęło. Polubiłam ten pokoik. Był taki przytulny i uroczy, a jednocześnie taki tajemniczy i ciekawy. W tym miejscu, czułam się tak, jakbym była po za światem, w zupełnie innej czasoprzestrzeni. Nie mogłam w to uwierzyć, ale nie przeszkadzało mi to. Te kilka dni tak bardzo mnie zmieniły. Polubiłam ciszę. Zrozumiałam, że to jeden z najpiękniejszych dźwięków.

- Dobra, dość tej nostalgii. - mruknęłam sama do siebie. - Zaczynam gadać jak mama, kiedy złapie tę swoją wenę.

Ubrałam się, rozczesałam swoje, niesforne włosy i pomaszerowałam do łazienki. Po porannej toalecie, zeszłam na dół. Rodziców zastałam w kuchni. Wyglądali przez okno, zafascynowani gniazdem ptaków na gałęzi. Wyglądali uroczo. W pełni rozumiałam to, że podziwiają zwykłe rzeczy. Byli artystami. Oni, widzą na miejscu tego gniazda, coś innego niż ja. Niby tego nie okazuję, ale w głębi duszy, smutno mi, że ja widzę tylko gniazdo.

- Cześć - powiedziałam po chwili.

- Hej, córeczko. - powitał mnie, z entuzjazmem w głosie tata. - Zobacz, wróble osiedliły się na przeciw naszego okna. - powiedział i gestem zaprosił mnie bliżej, abym lepiej się przyjrzała.

- Widzę dobrze stąd. - odparłam. Nie chciałam zawieść rodziców, tym, że gniazdo wróbli nie wywoła we mnie takich emocji, jak w nim, czy mamie. - Gdzie Charlie? - spytałam, niby bez większego zainteresowania.

- Z samego ranka pobiegł do Mike'a. Był trochę zazdrosny, że tylko ty go poznałaś. - odpowiedziała mama. Chwilę później dodała - Może do nich dołączysz?

- Wybiorę się na spacer. Sama. - oznajmiłam, dodając szczególny nacisk na ostatnie słowo. Mama, kiedy tak robię, zawsze wie, że nie należy drążyć tematu.

Wzięłam ze stołu jedną, małą kanapkę z pomidorem i wyszłam z domu. Ledwo oddaliłam się o kilkanaście metrów, a po kanapce ani śladu. Szłam i szłam bezmyślnie, aż napotkałam na swojej drodze małe źródełko. Przysiadłam na kawałku kładki leżącej obok, zdjęłam buty i zanurzyłam swoje stopy w wodzie. Nie wyobrażam sobie, że jej temperatura, mogłaby być lepsza. Woda była ciepła, ale poruszając stopami czułam lekki, bardzo przyjemny chłód.

- Dobry dzień. - pomyślałam. - Jak tak dalej pójdzie, zrobi się ze mnie optymistka.

Patrzyłam, jak koło moich stóp, zatapia się liść. Od razu porównałam go do siebie, gdy zatapiam się w swoich myślach. Nie da się tego powstrzymać. A może po prostu - nie chcę tego powstrzymać? Może za bardzo chcę poznać tajemnicę Mike'a? Czy kogokolwiek innego, nie ciekawiłby chociażby, fakt, jak chłopak zareagował, gdy poruszyłam temat? Wściekł się, zasmucił i z powrotem wściekł? Bał się, że czegoś mogę się dowiedzieć. Jego strach jest uzasadniony, ponieważ dowiem się. Dowiem się, albo nie mam na imię Adeline! Poczułam na plecach, dreszcz podekscytowania z własnej zawziętości. Starałam się posklejać fakty. Skoro Mike, tak ostro zareagował na temat Kate, to musiała dla niego coś znaczyć. On ma dopiero siedemnaście lat. Czy w dziecku, mogą pętlić się aż tak duże uczucia? To możliwe, ale wydawało mi się to mniej prawdopodobne, niż fakt, że Kate, stała się dla niego tak ważna, kiedy przestał być już dzieckiem. Co za tym idzie? Kate musiała zniknąć niedawno. Góra, kilka lat temu. Pogratulowałam sobie w duchu, doskonałego początku mojego śledztwa. Bardzo interesowała mnie osoba, samej Kate.

- Ciekawe czy była ładna... - powiedziałam sama do siebie, przyglądając się roślinkom rosnącym pod wodą.

- Była najpiękniejsza. - usłyszałam głos za swoimi plecami. Naprawdę mocno się wzdrygnęłam. Od razu rozpoznałam ten melodyjny, niski głos. Stał za mną, nie kto inny - tylko Mike Jones. Jak do diabła, takiemu gigantowi, udało się podejść do mnie tak cicho?! JAK?! To przecież niemożliwe! Odwróciłam głowę, aby upewnić się, że się nie przesłyszałam. Skądże znowu. Stał przede mną chłopak z krwi i kości, no, chyba że już do reszty zwariowałam.

- Najpiękniejsza. - powtórzył. W ręku trzymał kawałek papieru. - Mogę się przysiąść? - zapytał.

- Jasne. - dziś, wydawał się dużo milszy niż wczoraj. Usiadł koło mnie i chwilę przypatrywał się tafli wody.

- Gdzie jest Charlie? Mama mówiła że poszedł do ciebie.

- Poszedł już. - oznajmił.

Znowu zapadła cisza, ale tylko na chwilę. Chłopak spojrzał na mnie, tak, jakby upewniał się, czy na pewno nie jestem kosmitą. Cały czas obracał w dłoniach karteczkę. W końcu, zacisnął wargi, jakby to, co za chwilę zrobi, sprawiało mu ból. Wyciągnął w moją stronę to, co miał w ręku. Przyjrzałam się dokładniej. To było zdjęcie przedstawiające dwie osoby. Po prawej stronie stał Mike. Obejmował czule dziewczynę po lewej. Była ona przepiękna. Urodą przypominała anioła. Jej długie, czarne loki opadały na idealnie symetryczne, szczupłe ramiona. Oczy miała brązowe, takie jak chłopak. Wyraźnie zaznaczone rysy twarzy, jeszcze bardziej upiększał szczery, radosny uśmiech. Nie znałam jej, ale mimo to wiedziałam że była to Kate. Na zdjęciu, wyglądała na jakieś czternaście lat. Rysunek musiała wykonać gdy była mała, a potem po prostu zawieruszył się pod szafą. Już jej nie było. Spojrzałam na Mike'a. Jego usta nadal były zaciśnięte, a w oczach malował się smutek. Wcale mu się nie dziwiłam. Wygląda na to, że byli ze sobą bardzo blisko, i nagle - TRACH... i nie ma... Wyciągnęłam rękę, i położyłam na jego ramieniu w geście współczucia. Popatrzył na mnie, oczekując, że coś powiem. Mi jednak brakowało słów. Jedyne co zdołałam wydukać to:

- Masz rację. Najpiękniejsza.

 

Siedzieliśmy tak jeszcze trochę. Potem Mike zaczął opowiadać:

- Byliśmy parą. Ona miała czternaście lat, ja piętnaście. Ona zawsze mnie rozumiała. Kiedy się śmiała, to tak jakby jakiś dobry duszek ogrzewał moje serce. Nawet nie próbuj sobie wyobrażać, jak bardzo ją kochałem...

- Co się z nią stało? - zapytałam ze współczuciem.

Milczał. Widziałam, że chce to z siebie wyrzucić. Pewnie nie mógł znaleźć odpowiednich słów. Postanowiłam że będę czekać. To nie jest sprawa na jedną rozmowę... Nie byłam już do niego wrogo nastawiona. Podziwiałam go. Podziwiałam go za to, że zdołał się otworzyć. Współczułam mu. Współczułam za to, że stracił swój największy skarb...

 

Ciąg Dalszy Nastąpi...

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • nagisa-chan 29.06.2016
    *o* jak miło że się otworzył ^^ 5- jak zawsze ;*
  • Taka_Jedna_D 30.06.2016
    Dziękuję! :)
  • Szalokapel 29.06.2016
    po za światem - POZA
    na przeciw - NAPRZECIW

    Bardzo interesujący rozdział. Podoba mi się postać Mike. Ładnie opisujesz emocje, towarzyszące bohaterom. 5
  • Taka_Jedna_D 30.06.2016
    Szczerze mówiąc, Mike miał być zupełnie inną osobą, ale trochę namieszałam w poprzednim rozdziale. Mimo to, cieszę się że taki też się podoba. Dziękuję
  • Szalokapel 03.07.2016
    Taka_Jedna_D, wiesz każdy autor czasem zmienia plany podczas pisania. Ważne by czytajacemu sie podobało! ;)
  • ωαrιατκα 29.06.2016
    Ale jakoś tak bez problemów. A ja lubię problemy (ale nie w moim życiu). Dałabym 5.
  • Judy 05.07.2016
    "jeszcze długo po wyłączeniu, dudniącego piskliwym dźwiękiem w mojej głowie" - bez przecinka, to jeden z przykładów. Zauważyłam, że bardzo dużo stawiasz przecinków. W niektórych miejscach są one nie potrzebne. Tekst mi się podobał, ale za kilka błędów, które już wypisano zostawiam 4.
  • Judy 05.07.2016
    Przypadkowo dałam 5 :/
  • Juri69 26.08.2016
    Ii moje dobre zdanie o Mike'u przepadło ;^; Miałam nadzieję że trochę później wyjaśni się 'tajemnica Mike'a" :< Mimo to rozdział całkiem spoko ;>

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania