bez tytułu
miejsce z którego się spada
dochodzi zawsze we dwoje
ty tam we mnie kolego
moje ty alter ego
moje ty moje
mójś ty pełen zwyczajów
których nie chcesz się pozbyć
chamidło według przyjętych
wartości i ocen tego tam
osobnika co ma nam
uprzyjemniać i ubogacać
uśmiechając się patrzę z respektem
jak sikasz w krzakach
klnąc na wiatr
że na spodnie trafia
wszczynasz bójki po wódce
niedopałki z kieszeni i chodnika
palisz na krawężniku
z brudnymi butami na ulicy
drwisz z bab pedałów smoluchów
i podobasz się sobie
z innymi podobnie
drzesz się po nocy
z rozbitym łbem
budzisz się
z wierszem
rano w rowie
pod miastem
o którym nic nie wiesz
tylko że boli w krzyżach
ale to od rosy może
wróć do mnie
Komentarze (2)
Bo w każdym są dwa wilki. Jeden chce się ślizganiu. Drugi też.
Cóż, każdy ma to w sobie. Tą alternatywną wersję.
Podobie się mnie to.
tobie, piszesz, się spodobało, i dzięki za to!
ale nie jednej tu drgnie cipa, że czyta taki jeden co inny huj pisze, nie znając trudu się wymycia z, nie wiem...? śmierdzącego krocza, zaduchu pach, kwaśnego odoru pępka, słowem - życia przez chwilę w rowie pod miastem, co zapomniałem
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania