Poprzednie częściInne kolory życia - część I

Inne kolory życia - część XI

Stacja Morowo, Złorzewo 22 września 2011

Zjawił się pół godziny przed planowanym wjazdem pociągu na stację. Usiadł na drewnianej ławce, z której ktoś wyrwał dwie deski. Starał się nie myśleć. Nic z tego. Jakież to ludzkie, że myśli zawsze przychodzą, nawet gdy tego nie chcemy. Krążą po umyśle, zbierają szyki, a potem atakują i zawsze wygrywają. Felek chciał, aby tym razem przegrały z kretesem. Bo chodziło o niego, o jego przyszłość, o marzenia. Powinien być zmotywowany, może nie jakoś przesadnie szczęśliwy, ale chociaż pełen nadziei. A tymczasem odczuwał tylko strach. Paniczną strach, że może spieprzyć sprawę i przepaść na zawsze.

Obok stali jacyś ludzie. Pewnie znajomi, na pewno. Patrzyli na Felka. Ich karcący wzrok sugerował, że oczekiwali jakiegoś przywitania. Potem w domach rodzinnych będą gadać, że ten gówniarz od Czerwińskich to kawał łajzy. Felek nawet nie miał w głowie myśli, które zahaczałyby o to, aby przywitać się z tymi ludźmi. Siedział tam jak jakiś posąg i po prostu czekał na pociąg. A ten zjawił się z ponad dziesięciominutowym opóźnieniem.

Wsiadł i zajął miejsce przy oknie, na górnym pokładzie, tuż za kabiną maszynisty. Po drugiej stronie, na fotelach swoje stanowisko rozłożył konduktor. Plecak, mniejsza torba z kasownikiem, jakieś teczki, a do tego kurtka i czapka z daszkiem. Felek znał mężczyznę, podobnie jak maszynistę. Przywitał się z nim po cichu, po czym zamilkł do końca podróży. Kiedy nagrany głos z głośników oznajmił, iż następną stacją jest Złorzewo, chłopak poczuł, że robi mu się gorąco. To uczucie nie minęło aż do wyjścia z szynobusu na rześkie, wrześniowe powietrze.

Jego celem był ogólniak, który znajdował się niedaleko centrum. Ze stacji miał do niego kawałek, ale z tego wszystkiego nawet nie pomyślał, że może skorzystać z autobusu miejskiego. Po prostu ruszył przed siebie. Złorzewo było jeszcze brzydszym miastem niż Morowo. Kamienice wyglądały, jakby ktoś wyjął je z kadru filmu wojennego. W każdej przynajmniej jedno okno zbite, do tego odpadający tynk i ludzie krzątający się wokoło – dziwnie niemrawi. Kiedy spostrzegli Felka, patrzyli na niego jak na ewenement. Przyjechał nowy, nietutejszy. Chłopak pomyślał, że za chwilę ktoś postanowi mu wybić z głowy spacery po obcym mieście, ale na następnych ulicach było już lepiej. Rudery zniknęły, a zastąpiły je w miarę utrzymane domy jednorodzinne i blokowiska, na których przeważnie świeciło pustkami.

W drodze do centrum od stacji trzeba było przekroczyć rzekę. Obok mostu drogowego była ustawiona kładka dla pieszych i rowerzystów. Felek stanął na niej i przez chwilę przyglądał się tafli wody, po której płynęły kaczki. Park wokoło był zadbany, ale raczej skromny. Typowy małomiasteczkowy areał do szybkiej ucieczki z osiedlowej betonozy.

Po drodze chłopaka zaczepił okoliczny bezdomny. Felek pomyślał, że to standard. Zawsze jak wychodził na miasto gdzieś dalej, spotykał jakiegoś pijaczka, a ten niczym pijawa uczepiał się go i błagał o drobne. Tym razem nie było inaczej. Facet chciał kilka złotych na jedzenie i coś do picia. Cuchnęło odeń wódą, więc Felek uznał, że mężczyzna traktuje napitki jak pokarm. Dał mu piątkę, a potem oddalił się czym prędzej. Pijaczek nie był zadowolony. Zapewne liczył na co najmniej czcigodnego Mieszka Pierwszego.

To całe Złorzewo wydawało mu się miastem, które samo siebie oszukuje. Z jednej strony niby jakieś nowoczesne budynki, wiele sklepów, ale z drugiej – walące się kamienice, stare stuletnie domy obite drewnianymi, spróchniałymi dechami. Ten mix sprawiał, że miasto stawało się w oczach gościa czymś aspirującym na wyższy poziom, choć nadal nie uporało się z problemami teraźniejszości.

Ogólniak wyłonił się zza kolejnego zakrętu. Umiejscowiony był pośród drzew, w otoczeniu infrastruktury parkowej, z ławkami i krzewami ozdobnymi, zapewne wyglądającymi pięknie w porze zakwitania. Budynek zbudowany za czasów komuny miał dwa piętra i wyglądał jak typowa tysiąclatka.

Na placu przed wejściem stało kilka osób. Felek wyciągnął zdjęcie gościa, którego miał tu spotkać. Żaden z tych, którzy gadali na szkolnym podwórku, nim nie był. Czyli trzeba szukać w środku, pomyślał chłopak i ruszył przed siebie.

Wewnątrz ogólniak nie zaskoczył niczym szczególnym. Ot buda jak każda inna. Jakieś kwiatki, ławki, tablice z ogłoszeniami i automat z batonami. Jak i wszędzie indziej. No może poza tym automatem.

Felek postanowił poczekać na przerwę, a potem po prostu liczyć, że może na siebie trafią. Podobno wiedział, że dzisiaj czas zapłaty. Do dzwonka było jeszcze trochę czasu, więc chłopak usiadł na ławce i zamyślił się. To nie był dobry czas na tego typu rozkminy, ale temat wracał jak bumerang. Owszem, był tutaj, dostał robotę. Ale co dalej? Nikt nie mówi, że korona będzie lekka, wiadoma sprawa, jednak Felek ciągle miał obawy i to największe, jakie tylko kiedykolwiek go dopadły. Właściwie to chciał przez moment rzucić to wszystko i uciec daleko, na drugi koniec kraju. Może tam znalazłby szczęście. W filmach ludzie często podróżują po całym świecie, szukając swojego zakątka na Ziemi. Więc dlaczego on ma się ograniczać do pieprzonego powiatu Morowskiego? To bez sensu. A może w tym samym czasie jego szczęście baluje za granicą województwa i czeka, aż się w końcu spotkają?

Rozbrzmiał dzwonek. Ludziska wypełzli z sal i zrobiło się naprawdę tłoczno, jak na targu w niedzielę rano. Jedni szli na zewnątrz, inni do szkolnego sklepu, a jeszcze inni do toalety. Felek rozglądał się w tłumie za tym jedynym, właściwym chłopakiem. Nagle poczuł, że ktoś klepie go w plecy, odwrócił się więc i zobaczył twarz, którą jakby znał, ale nie do końca. To on.

– Siema, nie jesteś od nas, to pewnie ciebie przysłali – powiedział nieznajomy. Felek dopiero teraz zdał sobie sprawę, że nie wie jak gość ma na imię.

– Tak, Felek jestem – odpowiedział, starając się ukryć strach, który nadal w nim żył.

– Daro. Chodź na zewnątrz, tutaj za głośno.

Chłopak był niższy od Felka. Miał wyraźne zakola i krótko ścięte włosy wysmarowane żelem. Twarz przypominała trochę cerę zmęczonego życiem pracownika fizycznego, ale było to spowodowane zapadniętymi policzkami, jakby chłopak niedojadał od tygodni.

Wyszli przed szkołę, a potem pomaszerowali trochę dalej, gdzie nie stał nikt inny.

– Mam prawie wszystko.

Wręczył Felkowi białą kopertę z napisem DŁUG. Teraz wypadało sprawdzić, czy są w niej pieniądze, ale może po otwarciu wyskoczy stamtąd Andrzej Chyra.

– Jak to prawie? Miało być wszystko.

Daro zmieszał się i spuścił wzrok.

– Nie dałem rady. Resztę dostaniecie jeszcze w tym tygodniu. Pojadę do was osobiście.

Felek poczuł się w tej chwili ważny jak nigdy wcześniej. Chłopak mówił tak, jakby gadał naprawdę z członkiem ekipy, której wisiał kasę i która zrobi z nim dużo niemiłych rzeczy, jeśli zawali.

– Szef nie będzie zadowolony. Na pewno nie. Dostanie białej gorączki, wiesz o tym?

– Tak, dlatego odpalę z nawiązką, powiedz mu to. Że dostanie więcej, jeszcze w tym tygodniu.

W tej chwili Daro wyglądał jak dzieciak z podstawówki, robiący interesy z chłopakiem, który kiblował dwa razy w drugiej gimnazjum, a teraz trzęsie całą budą, niczym jakiś szkolny boss.

– Powiem, ale nie moja broszka, jak to odbierze. Pilnuj się, Daro. On nie lubi takich jak ty.

– Naprawdę chciałem na dzisiaj załatwić wszystko, ale sprawa się posypała. Zawaliłem, dlatego odpalę z nawiązką, mówię przecież.

– Jego to gówno obchodzi. Miało być na dzisiaj. Dobra, spadam. Trzymaj się i obstawiaj tyły.

Klepnął go w bark i odszedł pewny oraz dumny z siebie. Daro wyglądał, jakby miał tam zaraz posikać się w gacie. Biedny, wystraszony, jeszcze będzie do tego ciągle patrzył za siebie. Może nawet nie zaśnie w nocy. Felek poczuł w sobie dziwne pokłady entuzjazmu. Niby to, co zrobił, nie było dobre, ale jakimś cudem miał z całej sytuacji dużą frajdę. Teraz tylko zdać flotę szefostwu i czekać na kolejne zadanie.

Następne częściInne kolory życia - część XII

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (2)

  • il cuore godzinę temu

    Ty! no ale to jest jakaś dłuższa opowieść, więc nie masz ograniczeń narracyjnych. Bardzo krótkie zdania są teges gdy chodzi o wartość tempa dzialań, jednak trzeba identyfikować osoby poprzez dialogi narracyjne, kiedy nie trzeba, no i zmieniają jednostajność 💥
    Jesteś entuzjastą kolei z tego co pamiętam, więc masz zapewne jakąś albo całe gniazdo w kontakcie🏖️ zagadnień

  • il cuore godzinę temu

    * kolejności nieszynowatej

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania