Kaleka księżniczka z końca świata: Cały ojciec

9 września 2026, środa, 21:40, pokój w ośrodku w Wielkopolsce

 

Krystyna maluje sobie paznokcie u nóg na łóżku obok, a telewizor gra bez dźwięku, bo powiedziała, że i tak nie ma nic ciekawego, tylko lubi, jak się coś świeci w kącie pokoju. Trzeci dzień turnusu. Nogi bolą mnie tak, że nawet siedzenie na tym łóżku wydaje się aktem heroizmu, ale mówić o tym nie ma sensu, bo Krystyna zaraz zamieni to w opowieść o tym, jak ona kiedyś urodziła mnie w szóstym miesiącu ciąży i przez kolejne trzy jeździła codziennie do mnie , do szpitala, więc co ja mogę wiedzieć o cierpieniu.

- Podaj mi tamten lakier, ten koralowy.

 

Podaję. Nie pytam, po co jej koralowy lakier na turnusie, gdzie i tak nikt tych paznokci u stóp nie zobaczy poza mną i pokojówką sprzątającą raz na dwa dni.

 

- Wiesz co zauważyłam? - mówi, nie patrząc na mnie, skupiona na małym palcu. - Jak się dzisiaj tak przyjrzałam, jak jadłaś tę zupę, to pomyślałam, że robisz dokładnie taką minę jak twój ojciec. Ten sam grymas, jak coś ci nie smakuje.

 

Nie odpowiadam od razu. Liczę w głowie, ile razy słyszałam już różne wersję tego samego argumentu- „masz jego czoło", „śmiejesz się dokładnie jak on, kiedy jest pijany i coś go rozbawi". Nigdy nie jest to komplement. Nigdy nie brzmi to jak stwierdzenie faktu genetycznego. Bardziej jak diagnoza.

 

- Zupa była całkiem znośna- mówię tylko.

- Wiesz, że nie o to mi chodzi. - Odkłada pędzelek, zakręca lakier, patrzy teraz na mnie, jakby dopiero teraz zauważyła, że jestem żywą istotą, a nie tylko jako parą rąk podającą kosmetyki. - Czasem się boję, że w ogóle nie masz nic po mnie. Masz jego rysy, jego charakter, tylko bez tego picia.

 

- Może jeszcze zacznę - mówię, bo to jedyna rzecz, jaka mi przychodzi do głowy, i widzę, że jej twarz robi się na chwilę spięta, zanim się zorientuje, że to miał być żart, i się śmieje, trochę za głośno, trochę za długo, tak jak ona się zawsze śmieje z rzeczy, które ją tak naprawdę zabolały.

 

Nie mówię jej, że codziennie sprawdzam w lustrze, które cechy są jego, a które są tylko moje, tak jakby dało się to w ogóle rozdzielić. Nie mówię, że kiedy ktoś mówi „cały ojciec", to na sekundę czuję, jakby ktoś mi odbierał prawo do bycia jakąkolwiek osobną osobą - jakbym była tylko powtórką, nieznacznie lepszą kopią gorszego wydania, przypadkiem noszącą inne imię.

 

Krystyna wraca do paznokci. Ja wracam do bólu w nogach, który przynajmniej należy tylko do mnie.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania