Poprzednie częściKama -cena życia

Kama-cena życia rozdział XVII

Rozdział XVII

Kama od kilku tygodni spotykała się z Brunem. Nie tworzyli jeszcze klasycznej pary; ich spotkania opierały się na koleżeństwie, będącym być może początkiem pięknej przyjaźni. Oboje chcieli dać sobie czas. Ona miała za sobą niedawny, trudny związek z Michałem, a o Brunie nie wiedziała prawie nic poza tym, co sam jej o sobie powiedział. Nie pytała go o stan cywilny ani o kobiety z przeszłości. Nie chciała być wścibska – to po prostu nie leżało w jej naturze.

W sobotę Bruno zabrał ją do swojego mieszkania. Poczęstował kawą, uśmiechając się przy tym jakoś tak tajemniczo.— Bruno, o co chodzi? — zapytała z uśmiechem. — Co ty knujesz?— Nic takiego. Chciałem po prostu, żebyś zobaczyła, gdzie i jak mieszkam. No i czuję, że jesteś ciekawa, dlaczego wciąż jestem sam.— Jak do tego doszedłeś? — roześmiała się. — Wcale nie jestem wścibska, ale jeśli chcesz mi opowiedzieć, to chętnie posłucham.

Bruno usiadł obok niej na kanapie, upił łyk kawy, spojrzał jej głęboko w oczy i nagle spoważniał.— Zacznę od tego, że nie mam żadnej kobiety na stałe. Nie ożeniłem się, bo po prostu nie miałem na to czasu. Wolałem wolność i, szczerze mówiąc, raczej krótkotrwałe związki. Ale ty, Kama, zupełnie zawróciłaś mi w głowie. Myślę o tobie, o nas, bardzo poważnie. To jest zupełnie inne uczucie niż cokolwiek, co znałem do tej pory. Chyba się w tobie zakochałem.Kama otworzyła usta, chcąc coś odpowiedzieć, ale mężczyzna powstrzymał ją delikatnym gestem.

— Myślałem, że może moglibyśmy spróbować. Zostać parą, a z czasem może nawet razem zamieszkać? Chciałabyś tego?— Nie wiem... — spojrzała mu prosto w oczy. — Naprawdę nie wiem, co mam ci odpowiedzieć. Ale zanim podejmę jakąkolwiek decyzję, musisz dowiedzieć się czegoś o mnie.— Zamieniam się w słuch.— Widzisz, ja, w przeciwieństwie do ciebie, wychowałam się w biedzie. Może nie skrajnej, ale jednak. Mój ojciec pracował rzadko i tylko dorywczo, a mama ciężko harowała jako sprzątaczka czy pomywaczka. Rodzice nigdy nie okazywali mi miłości ani żadnego wsparcia. Dla nich liczył się tylko mój starszy brat... — Kama urwała na chwilę. — Mam mówić dalej?

— Tak, proszę. Chyba że powrót do tych złych czasów jest dla ciebie zbyt bolesny.— Miałam szesnaście lat, kiedy zaczęłam spotykać się ze starszym od siebie chłopakiem. Miał pieniądze i tym mi zaimponował. W wieku siedemnastu lat zaszłam z nim w ciążę. Ponieważ nikt w domu mnie nie chciał, uciekłam do niego. Mieszkał w norze na poddaszu starej kamienicy, gdzie nie było ogrzewania, ciepłej wody ani łazienki. Był tylko głód, nędza, bicie i... co tu dużo mówić, gwałcił mnie, będąc pod wpływem narkotyków lub alkoholu. Urodziłam synka. Miał zaledwie dwa miesiące, kiedy postanowiłam go oddać.— Oddałaś dziecko? Kama... — wykrztusił cicho Bruno.

Dziewczyna nagle rozpłakała się, a on zaczął delikatnie wycierać łzy z jej twarzy, przytulając ją mocno i gładząc po głowie.— Nie mów już nic więcej — poprosił cicho. — Widzę, jak potwornie dużo cię to kosztuje.— Nie, musisz wiedzieć wszystko. Nie chcę mieć przed tobą żadnych tajemnic — odpowiedziała przez łzy. — Zaniosłam mojego Adasia do Okna Życia, a sama uciekłam z Siedlec. Dzięki pomocy pani z opieki społecznej podjęłam pracę w pieczarkarni, ale tam na mój trop wpadł Damian wraz z moim bratem. Musiałam uciekać znowu. Znalazłam się w Aninie. Pracowałam jako sprzątaczka, potem jako kelnerka. Okazało się jednak, że właścicielka restauracji i jej znajomy mieli wobec mnie obrzydliwe plany – chcieli, żebym tańczyła w klubie go-go. Uciekłam po raz trzeci. Umówiłam się z przyjaciółką Renią, wynajęłyśmy kawalerkę, w której mieszkam do dziś. Podjęłyśmy pracę w markecie, ja uczyłam się zaocznie w liceum, a potem poszłam na studia. Renia z czasem się wyprowadziła, wyszła za mąż, a ja powoli odkupiłam to mieszkanko i zaczęłam wychodzić na prostą. Czy ty w ogóle wiesz, ile kosztowały mnie te wszystkie lata? Mój synek zapłacił w tym wszystkim najwyższą cenę... On był ceną mojej wolności — skończyła i bezsilnie spuściła głowę.

Bruno siedział w milczeniu, zupełnie nie wiedząc, co powiedzieć. Było mu ogromnie żal Kamy; z całego serca współczuł jej tego koszmaru. Przytulił ją do siebie najmocniej, jak potrafił. Dziewczyna wciąż drżała.— Czuję się teraz jak na kanapie u psychoterapeuty — powiedziała cicho po dłuższej chwili. — Powiedz mi... czy teraz, gdy poznałeś całą moją przeszłość, nadal chcesz ze mną być?— Tak, chcę — odpowiedział bez wahania. — Wiedz, że zawsze i we wszystkim będę cię wspierał. Pomogę ci w każdej trudnej chwili, przysięgam ci to. Możesz na mnie liczyć, a to, co cię spotkało, już nigdy się nie powtórzy. Zacznijmy pisać naszą historię razem, zacznijmyod nas , pozostawiajac przeszłość z tylu .

Siedzieli tak jeszcze przez długi czas, rozmawiając o przeszłości i o tym, co przed nimi. Kama wspomniała też o swoim kilkuletnim związku z Michałem. Czuła, że Bruno jest jej bliski, ale coś w głębi duszy podpowiadało jej, że to jeszcze nie ten moment, by rzucić się w nowy związek na oślep. Musiała być pewna na sto procent, a nie tylko na dziewięćdziesiąt dziewięć.Minęło kilka dni i nadeszło kolejne sobotnie rano. Kama wciąż rozmyślała o swoim bracie. Nie miała pojęcia, co się z nim dzieje. Niewiele myśląc, wsiadła w samochód i pojechała do Siedlec. Chciała przy okazji odwiedzić grób rodziców.

Gdy zatrzymała się na ulicy Geodetów, okazało się, że baraku, w którym kiedyś mieszkał Paweł, już nie ma – został całkowicie wyburzony. Pod pobliską bramą stał jakiś młody mężczyzna. Kama podeszła i zapytała go o brata. Ten jednak tylko wzruszył ramionami.— Szukaj go pani na Kleeberga — rzucił krótko.Kama pojechała najpierw na cmentarz. O dziwo, grób rodziców był czysty. Nie było na nim świeżych kwiatów, leżały jedynie wypalone pozostałości po dwóch zniczach. Zapaliła nowe, postawiła je na płycie i odchodząc, zadała ciche pytanie w przestrzeń: „Dlaczego mnie nie kochaliście?”. Niestety, nikt nie mógł jej już na to odpowiedzieć.

Po wizycie na cmentarzu skierowała się na ulicę Kleeberga, gdzie mieściła się noclegownia dla bezdomnych. Zostawiła samochód na parkingu przed Biedronką. Przechodząc obok sklepu, zauważyła siedzącego na chodniku, tuż pod ścianą budynku, człowieka. Miał nisko spuszczoną głowę, był brudny i zaniedbany. Gdy podeszła bliżej, bezdomny wyciągnął w jej stronę rękę.— Niech mnie pani wspomoże... — powiedział cicho.

Kiedy podniósł głowę, oboje zamarli.— Kama? — rozpoznał ją natychmiast. Po jego brudnej twarzy nagle popłynęły łzy. — Kup mi coś do jedzenia, proszę...Dziewczyna bez słowa weszła do sklepu. Kupiła duży zapas podstawowej żywności oraz wodę mineralną do picia. Zapłaciła w kasie i wyszła na zewnątrz. Paweł wciąż siedział w tym samym miejscu. Podała mu ciężką torbę.— Paweł, co się z tobą stało? — zapytała ze smutkiem. — Gdzie ty w ogóle mieszkasz?Brat jednak nie odpowiedział. Podniósł się ciężko z ziemi, wziął zakupy i powolnym, szurającym krokiem ruszył w stronę budynku noclegowni. Kama poszła kawałek za nim.

— Paweł, poczekaj. A co z Damianem? — zawołała.Brat zatrzymał się i odwrócił powoli.— Damian? Nie ma już Damiana. Przedawkował — rzucił ochrypłym głosem. — Idź już stąd, Kama. Idź i nie oglądaj się za siebie. Mnie w zasadzie też już nie ma...

Mimo jego słów, Kama weszła do budynku noclegowni. Odszukała pracującą tam kobietę, wręczyła jej swoją wizytówkę i poprosiła o pilny kontakt, gdyby z Pawłem działo się coś bardzo złego. Zapisała też sobie numer telefonu do placówki.Po powrocie do Warszawy była potwornie smutna i przygnębiona. Poczuła, że nie ma już na świecie nikogo z rodziny, została zupełnie sama.

Po około dwóch tygodniach na jej telefon przyszedł zapowiadany komunikat – jej brat Paweł zmarł. Kamę czekała więc kolejna, ostatnia już podróż do Siedlec. Musiała zająć się pochówkiem brata, którego prochy spoczęły ostatecznie w grobie rodziców. Tym razem jednak nie była sama – w tej najtrudniejszej drodze wiernie towarzyszył jej Bruno.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania