Krąg - Prolog

„Cel uświęca środki. Niestety jednak, cena czasami jest zbyt wysoka.” – Amelo II Wielki.

 

- A jeżeli użyłbym orotheny? Jeżeli dobrze pamiętam, to odczyn kwasowości nie jest na tyle wysoki, żeby zniszczyć strukturę metalu. – rozpocząłem rozmowę z Janem. Od kilku dni, próbowałem znaleźć idealny materiał na spoiwo do mojego miecza. Po kilku dniach prób, stwierdziłem, że najlepszym rozwiązaniem będzie użycie plastyczności wyrobu, z którego chcę uzyskać ostrze.

- Po co ci kwas do tego? Wystarczy, ci dobrze zamontowany jelec. – odpowiedział rozbawiony. Moje pomysły z każdym kolejnym dniem, wydawały się dla niego coraz głupsze oraz niedorzeczne.

- A co jeżeli nie potrzebuję jelca, i jedyne co mi wystarczy do wyżłobiona rękojeść oraz odpowiednio wyprofilowane ostrze z dwóch stron? – zapytałem oburzony. Jan akurat wyszedł z warsztatu po kolejną porcję rudy żelaza. Zacząłem wodzić wzrokiem po rustykalnym oraz surowym wnętrzu jego miejsca pracy. Kamienne ściany nie wyglądały zachęcająco, ale przynajmniej gwarantowały to, że warsztat nie zapali się przy pierwszym wypadku z piecem. Poza tym, obiekt ten nie był tworzony z myślą o tym, żeby dogodzić klientowi w jak najlepszy sposób.

-Nie próbuj wymyślać koła na nowo. Jeżeli chcesz, żeby twój miecz był bardziej wytrzymały oraz lżejszy, to zacznij od mieszanki metali w ostrzu. Bo teraz to zaczynasz od dupy strony. – odpowiedział kładąc rudę na podłodze warsztatu. – A teraz bądź tak miły i połóż to przy piecu hutniczym. – dodał po chwili wychodząc na dwór.

Stałem tak jak głupi jeszcze trochę czasu, rozmyślając nad swoją głupotą, która jakby nie patrzeć była dyktowana moim znużeniem. Mimo, że w wiosce byłem znany jako „ta druga para rąk do pracy”, i pomagałem w zawodzie prawie każdemu. To jednak było w nim wiele monotonii z uwagi na to, że byłem najczęściej chłopcem na posyłki.

W końcu jednak wziąłem się za siebie i zabrałem rudy żelaza tam gdzie było trzeba. Po wykonanej robocie wyszedłem na zewnątrz, posiedzieć na krześle przed warsztatem. Światło słońca mnie na chwilę oślepiło, więc poczekałem chwilę w bezruchu, żeby przyzwyczaić się do zmiany oświetlenia. Przed warsztatem nikogo nie było, wyglądało na to, że wuja poszedł po kolejne porcje rudy. Usiadłem na chwilę rozglądając się po wiosce. Popołudniowe słońce pięknie oświetlało tą zapyziałą dziurę w której przyszło mi mieszkać. Nie było w sumie aż tak, źle z drugiej strony bo jak na standardy innych wiosek, tutaj nie pachniało tak szczochem oraz gówno nie walało się po żadnej ze ścieżek, to jednak dalej była to wioska. Czysto tu nie było z uwagi na dość częste opady deszczu, jednak patrząc się na to, że od warsztatu wuja do morza dzieliło nas jakieś sto kroków to nie mogłem się dziwić. Zaletą był widok na morze oraz Wyspę Nord, wyłaniającą swoją piękność znad tafli wody. Sama wyspa była jakąś milę morską drogi, jednak była prawie nie zamieszkała, to też powodów, żeby się tam wybrać nie było wiele. Wioska sama w sobie natomiast była dość standardowa, wiele małych chatek z drewna, pseudo rynek na środku, oraz jedna karczma dla przyjezdnych, których mimo wszystko trochę mieliśmy. Wodę czerpaliśmy ze źródła, które płynęło w lesie, dosłownie pięć kroków od wioski. Żywiliśmy się rybami oraz wszystkimi warzywami, które udało nam się uprawić, czyli były to głównie ziemniaki. Ogólnie można powiedzieć, że bieda, jednak miało to swój urok. Największą wadą dla mnie był brak biblioteki, ale problem książek rozwiązałem w jedyny sposób jaki mogłem, czyli czekałem na kupca i wykupowałem wszystkie książki, na które było mnie stać. Siedziałem tak sobie jeszcze chwilę, gdy nie zauważyłem, że moja okazja właśnie się nadarzyła. Zauważyłem kupca wychodzącego z karczmy. Pomachałem w jego stronę, na znak tego, żeby jeszcze nie wyruszał w drogę. Odpowiedział mi kiwnięciem głowy. Krótko po tym geście, szybko poszedłem do mojego domu, który mieścił się dosłownie kilka kroków od warsztatu wuja. Wszedłem do środka, wyciągnąłem sakiewkę z pieniędzmi i pospieszyłem w stronę wędrowca.

Ubrany w ciemno niebieskie szaty stał przy swoim koniu, wkładając w jego juki prowiant na drogę. Widać było, że był ze stolicy, gracja z jaką wykonywał swoje ruchy była nie do pomylenia.

- Masz może jakieś książki? – zapytałem życzliwie, przy okazji bawiąc się sakiewką w dłoni. Mężczyzna chwilę pogrzebał w swoim ekwipunku.

- Jedyne co mi zostało to Podręcznik Magii… Oczywiście sprzed czasów Wielkiej Entropii. – odpowiedział zrezygnowany kupiec. Chwilę przewertował strony, zapewne aby się upewnić, czy książka jest w dobrym stanie.

- Za ile?

- Dajmy na to dziesięć koron.

Wręczyłem mu dziesięć koron i z uśmiechem na ustach odebrałem moją zdobycz.

- Chyba nie wierzysz w magię co? – zapytał uśmiechnięty, zgrabnie wchodząc na konia.

- Po tym co miało miejsce dwadzieścia lat temu, już raczej nikt nie wierzy. – odpowiedziałem przymykając oczy, żeby słońce mnie aż tak nie raziło. – Chociaż to raczej nie możliwe, żeby ot tak zniknęła. – dodałem po chwili zamysłu.

- Wydawałoby się niemożliwe, a jednak… Cóż. Miłej drogi. – odpowiedział poganiając swoją klacz. Już miałem iść do domu, jednak na język nasunęło mi się pytanie.

- To nie zbyt ryzykowne, tak wyruszać popołudniu w drogę?

- I tak już nie mam nic do sprzedaży… - jego głos rozbiegł się w oddali. Jedyne co było widać do tył konia, na pograniczu wioski z lasem.

-Tym gorzej dla ciebie… - powiedziałem cicho, idąc w stronę domu.

Średnia ocena: 4.0  Głosów: 5

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (8)

  • To początek książki? Opowiadania? Stylizować chcesz język na typowe fantasy średniowiecze, czy to jakieś post-apo? Bo "standardowa wioska, pseudo rynek i ogólnie bieda" to raczej nowoczesne stwierdzenia z ust wieśniaka. Bohater jest chłopcem na posyłki, a jednak ma pieniądze na książki, na dodatek brak mu biblioteki - to jest wieśniakiem czy nie? Bo jeśli to taki oczytany, uczony i ambitny chłopak, któremu przeszkadza zapyziała dziura to może więcej wyjaśnień? Pozdrawiam
  • fraaFili rok temu
    Jak akcja się rozwija to i więcej wyjaśnień się pojawia, przynajmniej tak działa. Raczej nie chciałbym wszystkiego tłumaczyć tak "z buta", bo to się mija trochę z celem. Dziękuję za komentarz.
  • fraaFili rok temu
    przynajmniej tak to działa*
  • fraaFili
    Masz rację, tylko ja nie o to pytam. Książka czy opowiadania to raczej nic wspólnego z akcją, prawda? Post-apo czy średniowiecze, no warto Czytelnikowi pokazać, z jakim gatunkiem ma do czynienia. Co do bohatera, w porządku, uniosę brew i poczytam kolejną część.
  • Karawan rok temu
    Rafał Łoboda Skąd przywiało tak spokojnie, merytorycznie komentującego? Tego właśnie na tym portalu brakuje - rzeczowej spokojnej rozmowy o jakości. Dziękuję za tchnienie nadziei na lepsze czasy :)
  • Karawan
    A dziękuję za miłe słowa. Ja tu, faktycznie, nowy, ale mam nadzieję, że na dłużej. Pozdrawiam
  • Karawan rok temu
    Czepialski
    Po kilku dniach prób, stwierdziłem, że najlepszym rozwiązaniem będzie użycie plastyczności wyrobu, z którego chcę uzyskać ostrze. - Zdanie zawiłe poprzez błędne użycie "użycia". Autorowi zapewne chodziło o "uzyskanie" a nie użycie ;) a Czytelnik nie powinien uprawiać ekwilibrystyki przy czytaniu - to Autor prowadzi ten taniec! Moja sugestia; poczytać trochę o płatnerstwie. Za Rafałem; przyjrzę się części następnej, bo i język i detale... No, poczekam :) To obietnica, a nie pogróżka. :)
  • fraaFili rok temu
    Chyba dodatkowy research na coś mi się przyda :). Dziękuję za sugestię oraz za komentarz.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania