Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Krąg - Rozdział 11 (Część Trzecia) - Preludium

Po chwili znalazłem się w ogrodzie. Portal z marmurową ramą, znajdujący się za mną, zgasł. Ruszył się wiatr, niszcząc moją fryzurę. Mój płaszcz trzasnął pod wpływem siły wiatru. Słońce chowało się już na horyzontem. Szum pobliskich wodospadów były ledwo słyszalny. Cykady zaczęły grać swoją melodię. Wiatr znowu się ruszył, zwiewając część płatków z kwiatów, które były rozsiane po ogrodzie. Spojrzałem przed siebie. Dom zbudowany z cegieł oraz dębu mienił się w ciemnopomarańczowym świetle zachodzącego słońca. Przez okno zobaczyłem, że świece paliły się w kuchni. Zobaczyłem poruszającą się figurę. Gracja w jej ruchach była nie do pomylenia. Na chwilę jeszcze spojrzałem na krajobraz otaczający nasz dom.

Kraina Stu Ośmiu Wodospadów była spowita światłem zachodzącego słońca. Gołe zbocza stromych gór otaczających tę malowniczą krainę wyglądały w tym momencie urzekająco. Odwróciłem swój wzrok w stronę domu. Nieregularna bryła budynku przykuwała uwagę. Budowla składała się z trzech skrzydeł. Główne było wielkim sześcianem składającym się z dwóch pięter. Drugie skrzydło leżało po prawej stronie pierwszego. Było ono pewnego rodzaju platformą, składającą się jedynie z drugiego piętra, utrzymywaną na wielkich drewnianych palach. Trzecie skrzydło było skierowane w moją stronę. Składało się ono jedynie z parteru. Wszystko to było zwieńczone strzelistym dachem. W końcu ruszyłem w stronę domu. Gdy zbliżałem się do budowli, zobaczyłem, że na wschodzie zabłysnęło. Grzmot dotarł po krótkiej chwili. Wszedłem do środka.

W środku pachniało pieczoną wołowiną. Ściągnąłem i odłożyłem buty na półce znajdującej się obok mnie. Rustykalnie wykończone wnętrze wyglądało olśniewająco. Wszędzie było pełno roślin. Z zakrzywionego dachu zwisał skromny żyrandol. Zamiast drugiego piętra znajdowały się tutaj belki nośne. Swoje miejsce znalazły tutaj również kominek, jak i kilka skórzanych foteli ze specjalnymi stolikami na nogi. Na środku tego pokoju leżał dywan, a na nim drewniany stolik.

Wszedłem do kuchni w której stała Aleksandra. Ubrana dość skromnie, jednak naprawdę pociągająco. Jej odsłonięte ramiona wyglądały cudownie. Karnacja jej skóry idealnie współgrała z ciemnymi kolorami jej ubioru.

- Hej… - zacząłem, sztucznie pogłębiając mój głos.

- Boże Anter! – krzyknęła wystraszona, o mało nie upuszczając talerza, który trzymała w dłoni. – Nie strasz mnie.

- Przepraszam… Myślałem, że słyszałaś jak wchodzę do domu.

Odwróciła się w moją stronę. Podeszła delikatnie na palcach i zawiesiła swoje ręce na mojej szyi. Pocałowała mnie czule. Złapałem ją za biodra.

- Jak było na radzie? – zapytała, całując mnie w przerwie pomiędzy słowami.

- Opowiem przy kolacji.

***

Wołowina była idealnie przyprawiona oraz ugotowana. Dodatki w postaci pieczonych ziemniaków oraz piklowanych warzyw były idealnym suplementem tego sycącego dania. Czerwone wino jedynie zwieńczało perfekcję kolacji tamtego wieczoru.

- Czyli chcesz żebym ci pomogła? – indagowała Ola. Siedziała na wygodnie na fotelu i popijała wino podczas gdy ja rozmasowywałem jej zmęczone stopy. Co jakiś czas można było usłyszeć ciche stękanie.

- Kto inny mógłby mi…

- Nie pomogę ci w taki sposób, jaki myślisz. – przerwała chłodno. Nabrała wina do buzi. Stęknęła cicho. Przejechałem kciukiem po opuszkach palców jej prawej stopy, której skóra była mocno napięta.

- Mogę jedynie ci pomóc w opracowywaniu taktyki, jaką niewątpliwie będziesz musiał obrać. – dodała, po chwili zastanowienia.

- Nie proszę cię o…

- Prosisz mnie o to żebym przepychała twoją wizję w sposób podprogowy, podczas mojej pracy z Fotynem. Uwierz mi, nie będzie mi się chciało tego robić… Po drugie będę miała inne rzeczy na głowie.

- Obawiasz się czegoś? Nie chcesz stracić w jego oczach? – dopytywałem zaciekle.

- Tak się składa, że nie chcę. Nie będę traktowała swojej pracy jako narzędzie do twojej personalnej tyrady. Ty chcesz coś osiągnąć to ty to zrób… Mogę ci pomóc, ale w sposób bierny. – odpowiedziała chłodno. – Zrozumiałeś, Ant? – szepnęła.

Wstałem ze skórzanego fotela. Aleksandra lekko podniosła się na rękach. Usiadłem na oparciu krzesła. Przejechałem dłonią po policzku Oli. Ta lekko otworzyła swoje usta i szukała nimi mojego kciuka. Zbliżyłem się do niej. Czułem jej narastający oddech na mojej dolnej wardze.

- Zrozumiałem. – mruknąłem.

Rzuciła się na mnie. Powiesiła się na mojej szyi. Zakleszczyła swoje nogi na moich. Całowała mnie agresywnie.

Weszliśmy na drugie piętro po drewnianych schodach. Rzuciliśmy się na łóżko, które pod wpływem siły naszego upadku zaskrzypiało. Ola przestała mnie całować, spojrzała mi głęboko w oczy i uśmiechnęła się lekko. Wykonała szybki ruch rękami i pstryknęła. Jej ubrania zaczęły wyparowywać, zamieniając się miliony małych światełek. Jej ciało w tym oświetleniu wyglądało przepięknie. Wykonałem to samo zaklęcie. Po chwili oboje byliśmy nadzy.

- Kocham cię. – szepnąłem czule.

***

Nasze ciała idealnie do siebie pasowały. Jej skóra nigdy nie była tak gładka. Jej słowa nigdy nie brzmiały tak słodko. Jej jęki nigdy nie były tak podniecające. Jej sutki nigdy nie były tak twarde. Jej usta nigdy nie były tak słodkie.

- Mmm… – mruknęła Ola, odwracając się moją stronę. – Byłeś dzisiaj naprawdę cudowny. – dodała, całując mnie.

***

Rybak wyszedł z łodzi, którą zacumował przy brzegu. Poławiacz zobaczył, że powoli zbierało się na deszcz. Niestety, jednak czekała go jeszcze długa przeprawa przez las wysokich oraz ciemnych dębów, który stał przed nim otworem. Jego aura była wręcz nieprzyjemna, bardzo gęsta. Gdy mężczyzna tylko wszedł do lasu, zaczął ciężko oddychać. W oddali było słychać dźwięki ulewy. Szum powoli narastał, tak samo jak tempo oddechu rybaka. Nagle las się rozstąpił. Oczom rybaka ukazał się pałac, zniszczony oraz splądrowany pałac. Cały był obrośnięty pnączami, mchem. Dachówka była pokryta rdzą, lub była zawalona. Rozległ się głośny, kobiecy krzyk. Rybak chciał biec do swojej łodzi, jednak nie był w stanie. Tajemnicza siła zaczęła go przyciągać do budynku. Mężczyzna zauważył, że zaczyna lewitować. Im bliżej był wejścia, tym krzyk stawał się głośniejszy oraz bardziej przerażający. Rybak zaczynał lewitować coraz wyżej. Znajdował się już o wiele wyżej od samego budynku. Poławiacz spojrzał w dół. Na dachu budynku znajdowała się wielka kopuła, a w jej środku znajdowały się dwie osoby - kobieta oraz starzec. Dziad ciskał promieniami jakiejś tajemniczej wiązki w stronę dziewczyny. Rybak wiedział, że to magia. Nagle, poławiacz zaczął spadać…

***

- Anter! – krzyknęła Aleksandra. Otworzyłem oczy i spojrzałem na Olę. Była jednocześnie przerażona jak i przejęta. Jej oczy były szeroko otwarte.

Uspokoiłem swój oddech i spojrzałem Oli w oczy.

- Przepraszam… - odpowiedziałem przejętym głosem.

- Znowu te krzyki? – zapytała cicho oraz niespokojnie Ola.

- Nie… Nieważne już i tak.

- Dla mnie ważne.

- Ola…

Obróciła się w moją stronę. Spojrzała mi głęboko w oczy oraz przejechała delikatnie dłonią po moim policzku. Po chwili pocałowała mnie czule.

- Co ci się śniło?

- Rybak… Rybak, który przypłynął do Tuama Iorwenn.

- Jak na razie nie brzmi to przerażająco.

- Nie mam pojęcia jak to opisać… Naprawdę. – westchnąłem po chwili zamysłu.

Aleksandra przewróciła oczami i położyła się na plecach.

- Przepra…

- Nie wiem co się dzieje Anter. – przerwała stanowczo. – Od ponad roku, co jakiś czas budzisz się w środku nocy z krzykiem. – opowiadała donośnym oraz chłodnym głosem.

Przetarłem swoje spocone czoło dłonią. Podniosłem się i usiadłem na krańcu łóżka, będąc odwróconym plecami do Aleksandry. Chwilę tak posiedziałem w grobowych ciemnościach, słuchając swojego ciężkiego oddechu. Po jakimś czasie usłyszałem trzaskanie kołdry. Ola przybliżyła się do mnie oraz przytuliła. Pocałowała moje ramię, na którym wcześniej przez jakiś czas spoczywała jej głowa.

- Anter… - szepnęła, masując moją klatkę piersiową. – Proszę porozmawiaj o tym z Fotynem.

- Myślisz, że to coś da?

- Chociaż ten jeden raz… Niech twoje ego nie dyktuje warunków.

- Aleksandra… Ja nie wiem…

- Zabierałeś się za to od roku.

- Nie wiem czy Fotyn w ogóle…

- Fotyna różnie nazywano, ale nigdy mściwym.

- Uwielbiam jak odpowiadasz na moje pytania, których nie dokończyłem. – oznajmiłem sarkastycznie.

Aleksandra pocałowała mnie czule. Złapałem jej dłoń, która mieściła się na mojej lewej piersi.

- Kocham cię. – powiedziałem ciepło.

- Wiem. – odparła szeptem.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania