Laboratorium... cz.4
- Dlaczego się nie odzywasz? - Ojciec posłał mi słaby uśmiech, ze stukiem odstawiając filiżankę na malutki stoliczek.
- Prze...praszam... - Pisnęłam spanikowana przyjmując postawę obronną. - Poprawię się...
- Zobaczymy. - Mężczyzna odszedł od okna wpatrując się we mnie wnikliwie. - Chciałbym z tobą troszkę porozmawiać, lecz te wszystkie dokumenty same się nie wypełnią... - Westchnął z żalem patrząc na stos kartek na swoim solidnym biurku. Po chwili spoczął przy nim biorąc do ręki czarne, piękne pióro, jakiego jeszcze nie widziałam. - Podejdź. - Jego głos przywrócił mi myślenie.Zrobiłam co kazał, lecz nogi nie chciały się mnie słuchać, plątały mi się, przez co omal się nie przewróciłam. Ojciec widząc w jakim stanie jestem, wskazał mi ruchem głowy metalowe krzesełko stojące pod ścianą. - Weź je tu i usiądź. Widzę że jesteś niedawno po dawce szczepień, co?
- Tak, proszę pana. - Mruknęłam cicho robiąc co każe.
- Jesteś bardzo grzeczna, jednak mów do mnie Tato. Przecież... jesteśmy prawie rodziną, prawda? - Jego głos był łagodny, jednak jego oczy zimne i ostre jak żyleta.
- Tak. T-tato. - Wydusiłam przytłoczona tym niepokojącym wzrokiem.
- Jak już mówiłem, musimy zacząć od formalności, więc... Podaj imię. - W jednej chwili jego głos przybrał profesjonalny, wyniosły ton. Zagryzłam nerwowo wargę starając się przypomnieć nadane mi imię.
- Ester.
- Wiek. - Mężczyzna nie podnosił na mnie wzroku, robiąc skrupulatne notatki.
- 12 lat.
- Aż tyle? - Przerwał pisanie, uśmiechając się tajemniczo. - Rozumiem, że byłaś najstarsza w klatce?
- Tak. - Ze strachu opowiadałam monosylabami. Tak by ukrócić tą niemiłą dla mnie rozmowę.
- Klatka? - Ojciec na powrót stał się dla mnie niedostępny, skupiając się na notatkach.
- 62.
- Ostatnie szczepienia?
- Wczoraj po obiedzie.
- Dobrze. - Mężczyzna odłożył pióro, i spojrzał na mnie z miłym uśmieszkiem. - Teraz mamy dużo czasu na rozmowę.
Patrzyłam w ziemię nie bardzo wiedząc jak mam zareagować. To jest moja pierwsza prawdziwa rozmowa z nim, i mówiąc szczerze, bardzo się jej boję. Jednak Ojciec wydawał się wyraźnie odprężony
- Zadam ci jedno pytanie. I musisz odpowiedzieć szczerze, dobrze?
Kiwnęłam głową podnosząc na niego zaciekawione spojrzenie.
- Czy wiesz co tu się dzieje?
~Tak w ramach pytania od autorki... macie jakieś szczególne pomysły jak to ma się dalej potoczyć? Oczywiście pytam z ciekawości, bo całą fabułę do końca opracowałam.~
Komentarze (11)
"- Wczoraj po objedzie." - obiedzie
Nadal masz potknięcia w zapisie tekstu.
Niech dziewczynka go zabije i sprawdzi... co ma w środku. ;)
:):):)
Ester jest dzieckiem "stworzonym" z nasienia Ojca po jakimś wielkim bum, do dzieckiem najbardziej udanym. Ojciec ma dla niej juź wybranego samca, który pomoże dalej tworzyć ludzkość. Ester oczywiście się zbuntuje... Poniosło mnie, wiem:) Zostawiam 5, bo ciekawie piszesz.
Ester jest dzieckiem kwasu i alkoholu, i ładnie pachnie
Dziwne to pytanie od autorki, skoro ma się opracowaną fabułę, po co pytać czytelników, co ma być dalej. Akcja nawet się nie rozwinęła, a najwyraźniej utknęła w martwym punkcie. Do tego na razie wszyscy robią sobie z ciebie, autorko, jaja. Jeśli o to ci chodziło, to zamysł się udał. Po przeczytaniu poprzednich części, stwierdzam, że ma to potencjał, o ile nie zrobisz z tego kolejnej niezgodnej, czy innych Igrzysk w Labiryncie. Za dotychczasową całość 5.
Wasze pomysły czasem są makabryczne... I w sumie mają sens. Motomrówko, nie mam zamiaru robić z opowiadania kolejnego dosyć powszechnego bestsellera, mam nadzieję na coś innego. Nie jestem tez żadną polonistką, raczej amatorką. Traktuję to jak hobby. Adamie T , twoja wizja tego opowiadania jest kusząca, ale niestety, nie umiem pisać o wydarzeniach po apokalipsie. A szkoda.
Powiem tylko, że twoje hobby idzie w bardzo dobrym kierunku. Osobiście mam po dziurki w nosie współczesnych bestsellerów i chętnie poczytam coś świeżego. Trzymam kciuki za Laboratorium, ba, jak napisałem, ma potencjał na coś ciekawego.
Dziękuję, mam nadzieję że cię nie zawiodę.
,,- Wczoraj po obiedzie.'' - ? to już tyle czasu minęło? Przecież dopiero ją szczepili, dali ubranie i kazali wejść do tego pokoju.
Moim zdaniem niepotrzebnie nazywasz mężczyzną ojcem od pierwszego zdania, bo to, że nim zostanie wynika w trakcie. Zobaczę jak to sie skończy :) 5 :)
Obstawiam, że mężczyzna zamierza albo zrobić z dziewczyn jakiś superżołnierzy (co raczej nie pasuje mi do twojego stylu). Albo wypuścić resztę gdzieś gdzie diabeł mówi dobranoc, a tą jedną traktować jako pierwszy udany eksperyment - zapewne coś na kształt klona własnej zmarłej córki.
hmm ciekawe
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania