Misja zakończona sukcesem część 4. Star Wars

Przepraszam za moją długą nieobecność. Związana ona była ze zbliżającym się w zatrważającym tempie końcem semestru i choć wciąż jestem w środku zdawania przedmiotów, to jestem w połowie i w końcu miałem trochę czasu na odpoczynek. Mam nadzieję że uda mi się już w bardziej regularnych odstępach wrzucać kolejne odcinki. Powoli też zacznę nadrabiać czytanie prac pozostałych użytkowników Opowi. Dziękuję za wytrwałość i życzę wszystkim miłego czytania.

~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~

Dwie postacie, jedna w brązowej druga w jasnobeżowej pelerynie typowej dla Jedi, przemierzały szare korytarze Głównej Siedziby Strategicznej. Przez niewielkie okna widać było sylwetki wysokich drapaczy chmur otoczonych przez chmary, przelatujących na różnych wysokościach śmigaczy. Na tle ciemniejącego nieba jawił się również tor powietrzny zarezerwowany dla transportów wojskowych, wypełniony kształtami kanonierek, oraz trójkątna sygnatura, wiszącego wysoko ponad miastem Venatora.

Lampy zabłysły kiedy systemy znajdujące się w budynku wykryły nadciągającą noc. Betonowe ściany placówki, przykryte jedynie delikatną warstwą farby pokryły się łuną sztucznego światła, zakłócanego jedynie przez dwa przemieszczające się korytarzem cienie.

— Jak długo mamy zamiar to znosić? — wypalił młodszy z wojowników. Idący obok niego ramię w ramię nautolanin zatrzymał się na moment i spojrzał na ucznia lekko unosząc brew. — Jak długo będziemy udawać, że wszystko jest w porządku?

— Nie musimy udawać. Jak najbardziej należy się temu sprzeciwiać — odpowiedział po chwili Teshark. Treeke spojrzał na niego wyraźnie zbity z tropu.

— To… to czemu nic nie powiemy? Nie możemy pozwolić by ktokolwiek sterował Zakonem w celach militarnych. Jedi to nie żołnierze!

Nautolanin spojrzał w oczy podopiecznego i skrzyżował ręce na piersi. Wyraźnie zastanawiał się chwilę nad odpowiedzią. Treeke już wiedział, że to co zaraz usłyszy, będzie najpewniej jedną z kolejnych lekcji.

— Wyobraź sobie, że siedzisz we własnym statku — zaczął mistrz. Chłopak uśmiechnął się kącikiem ust i przekrzywił głowę na bok, jednocześnie kładąc dłonie na biodrach. Wybranie tematu związanego z pilotażem na pewno skierowane było w stronę uwielbiającego latanie Padawana. — Przyspieszasz w stronę wroga. Musisz jak najszybciej wbić się w oddziały nieprzyjaciela. Czy używasz wtedy silników hamujących?

— Co to za pytanie? Oczywiście, że nie!

— Czyli silniki te są niepotrzebne?

— Spowalniałyby tylko mój lot. Nie bez powodu nazywają się hamujące.

— Dobrze, w takim razie, skoro są niepotrzebne można by je usunąć. Czy to się zgadza?

— No nie. Jak wtedy zahamowałbym po skończonym ataku? Silniki te są niepotrzebne tylko w tym konkretnym momencie. Oczywiście że muszą znajdować się na statku bo inaczej nie będzie żadnej manewrowości.

— Jak w takim razie wyglądałaby wojna gdyby Republika nie miała silników hamujących?

— Nie rozumiem… — skomentował Treeke. Spojrzał na mistrza ale ten jedynie gestem dłoni pokazał, że oczekuje dalszej analizy od swojego ucznia. Padawan powoli przetwarzał to co usłyszał. Nie był to pierwszy raz kiedy mentor starał się mu przekazać cenną lekcję i niejednokrotnie robił to na podstawie podobnych opisów i pytań.

— Co mogłoby się stać gdyby w tej wojnie nie było hamulców? Co gdyby wszystkimi akcjami dowodzili ludzie tacy jak admirał Clevic? — Teshark spróbował nakierować ucznia.

— Emm… no, mielibyśmy więcej akcji podobnych do tej zrzuconej stacji… Więcej cierpienia ludności cywilnej i… emm…

— Dlaczego więc codziennie nie słyszymy o podobnych sprawach?

— Bo Republika najprawdopodobniej je zataja… — urwał widząc gniewny wzrok mistrza. — To znaczy, bo mamy jakieś hamulce. Ktoś musi kontrolować działania wojenne.

— A kto może wpływać na kierowaną niczym innym jak emocjami wojnę? Kto stanowi opór dla opanowujących wszystkich nienawiści, strachu czy chęci zysku.

— No Jedi… oh…

— Rozumiesz już?

— Jedi muszą być obecni w tej wojnie aby zapobiegać jej nadmiernemu rozpędowi! — niemalże wykrzyknął Treeke. — Stoimy na straży pokojowych wartości i staramy się pomóc za wszelką cenę zakończyć konflikt.

— Zgadza się. Nie mamy wpływu na decyzje Republiki. Jeżeli jej polityka doprowadziła do wybuchu wojny, Zakon może jedynie starać się o jej szybkie zakończenie. Jedi jako generałowie mogą wpływać na przebieg bitwy i nie dopuścić do takich tragedii jak ta z Geshelekk. Nie znaczy to, że jesteśmy żołnierzami. Naszym celem jest ograniczenie negatywnych skutków tej wojny. — Kiedy skończył mówić ponownie skierował kroki, zwolna przemierzając korytarz placówki wojskowej. Padawan stał jeszcze chwilę w zamyśleniu, by następnie podbiec do oddalającego się mentora.

Treeke zrozumiał co mistrz chciał mu przekazać. W większości przypadków obecność wojowników Zakonu w istocie okazywała się zbawcza dla wielu układów. Jedi nie opuszczali sojuszniczych światów w potrzebie i często podejmowali ryzykowne akcje, sprzeciwiając się doświadczonym admirałom. W takiej chwili żałował, że tak często głównodowodzący przydzielali pełne prawo do dowodzenia operacją Moviusowi Clevicovi. Przypomniał sobie jak Teshark kłócił się kiedyś ze wspomnianym admirałem. Mistrz starał się za wszelką cenę zmienić decyzję mężczyzny aby nie zostawiać planety i podjąć próbę przebicia się, nawet pomimo zdecydowanej przewagi liczebnej wroga. Admirał podparł się wtedy wysłanym przez ówczesnego dowódcę sił zbrojnych Hadriana Acquainta rozkazem, informującym że cała operacja zostaje przekazana pod dowództwo właśnie Moviusa. Mistrz nie przekonał admirała do zmiany zdania i cała flota opuściła przegrane pole bitwy. Tamtego dnia górnicza planeta Kal-2 wpadła w ręce Separatystów.

Dwie postacie zatrzymały się na chwilę przed szarymi drzwiami zanim przesuwne elementy otworzyły się wpuszczając Jedi do środka. We wnętrzu okrągłego pomieszczenia znajdywała się niewielka grupa ludzi, zdecydowanie mniejsza od standardowej narady wojskowej. Treeke wyczuwał, że ograniczenie osób biorących udział w spotkaniu nie było bezcelowe. Możliwe, że musieli przedyskutować narrację jaką przykryją haniebne poczynania Republiki i im mniej osób wiedziało o podjętych w pokoju decyzjach tym lepiej.

— Generał Sing — odezwał się stojący przy okrągłym holostole siwy mężczyzna o groźnym wyrazie twarzy. — Dobrze, że pan w końcu jest.

— O co chodzi, admirale? — spytał spokojnym głosem nautolanin i podszedł do okrągłego blatu. Zielone dłonie spoczęły na obudowie urządzenia kiedy wojownik pochylił się nad wyświetlanymi danymi. Holograficzne liczby wisiały w powietrzu prezentując straty związane z ostatnią bitwą.

— Najpierw chciałem omówić naszą ostatnią misję a przede wszystkim pragnę pochwalić oddział Igufar. Dzięki waszym działaniom udało się usunąć wszystkie wrażliwe dane wojskowe z komputerów stacji a obrona układu Geshelekk zakończyła się sukcesem.

— Sukcesem?! — niespodziewanie wybuchł stojący za swoim mistrzem Treeke. Brunet gwałtownie podszedł do stołu i wlepił w admirała swój wzrok. — Zniszczyliśmy jedną z większych rafinerii i zabiliśmy dziesiątki tysięcy cywilów! — Poczuł jak Teshark położył na jego ramieniu rękę.

— Ależ oczywiście! Spełniliśmy wszystkie cele przekazane nam na początku zadania. Cel był jeden i był dosyć jasny. Stacja nie mogła wpaść w ręce Separatystów a my skutecznie temu zapobiegliśmy — z nieukrywaną dumą w głosie odpowiedział admirał.

— I to nazywa pan sukcesem?!

— Treeke, mogę cię na chwilę prosić — odezwał się Teshark.

Dwójka Jedi oddaliła się od okrągłego stołu, pozostawiając zadowolonego z efektów własnych działań admirała.

— Mistrzu, nie możemy tego tolerować! — syczącym szeptem powiedział Teeke.

— Przed chwilą o tym rozmawialiśmy…

— Nie. Rozmawialiśmy o tym że Jedi są hamulcem który próbuje zatrzymać wojnę. Jak można pozwolić by kompletną porażkę nazwać sukcesem? Co z tego że wykonaliśmy zadanie jak ponieśliśmy ogromne straty, wciągając w nie ludność cywilną?

— Treeke posłuchaj — głos mentora był spokojny i wyrozumiały — z całą pewnością mogę powiedzieć że nikt poza admirałem nie traktuje tej bitwy jako sukcesu. Nie tylko Jedi troszczą się o życie niewinnych istot i w gruncie rzeczy wszyscy pozostali zgromadzeni w tym pokoju mają podobne do twoich odczucia. Nie przejmuj się aż tak słowami Clevica. Poza tym, wszyscy wiedzą że on jest trochę opętany — zakończył wypowiedź lekkim uśmiechem. Treeke spojrzał w czarne jak noc oczy mistrza i powoli wypuścił powietrze, pozwalając by towarzyszący mu gniew opuścił jego ciało. Skinął głową na potwierdzenie i razem z nautolanem wrócił do zgromadzonych przy stole wojskowych.

— Cieszę się, że udało się wam pogodzić z oczywistą prawdą — wznowił rozmowę Movius a na jego słowa, pomimo dopiero co zakończonej rozmowy z mistrzem, ukryte pod stołem dłonie Treeke zacisnęły się w pięści. — Pierwsze działania próbujące ułożyć całe wydarzenie w oczach opinii publicznej zostały już podjęte. Teraz należy się skupić na waszym następnym zadaniu. Rita? — admirał skierował swoje spojrzenie na stojącą na lewo od niego kobietę z holopadem w ręku. Brunetka oderwała spojrzenie od urządzenia i wlepiła wzrok w dwójkę Jedi.

— Rita Harlan, wywiad — przedstawiła się skrótowo. — Przejdę od razu do rzeczy. Podczas waszej bitwy na Geshelekk odebraliśmy transmisję wysłaną przez wroga. Niestety, nie byliśmy jej wówczas w stanie rozkodować i poddaliśmy ją głębszej analizie zaledwie parę godzin temu. Ten czas wystarczył na potwierdzenie naszych obaw. Podczas paru ostatnich bitw Separatystom udało się nas zaskoczyć. Początkowo wyglądało to na przemyślane wcześniej działania osłodzone odrobiną szczęścia ale problem polega na tym, że mało kiedy podczas wojny którakolwiek ze stron dysponuje szczęściem na wyłączność. — Głos brunetki był stanowczy i emanował mocą.

— Jakia jest zatem konkluzja? — spytał Teshark.

— Wygląda na to że Separatyści opracowali nowe kody służące do szyfrowania wiadomości. Złamanie ich w obecnych warunkach zabierze niewyobrażalne ilości czasu i mocy obliczeniowej, otwierając potencjalne drzwi dla niemożliwych do przewidzenia ataków ze strony wroga.

— Tak jak stało się to na Geshelekk — skomentował admirał Clevic.

— Oddział Igufar dostaje nowe zadanie — kontynuowała Rita. — Tym razem z dala od głównej bitwy.

Treeke usłyszawszy te słowa znacznie bardziej się zainteresował. Z reguły ich grupa specjalna wykonywała dodatkowe zadania podczas dużych wojskowych operacji. Ich przeznaczeniem było wykonywać robotę, której nikt inny nie był się w stanie podjąć, najczęściej polegającej na wejściu na tyły wroga i przeprowadzenie sabotażu, lub tak jak w przypadku ostatniej misji, zapewnienie bezpieczeństwa przechowywanych danych. Misja z dala od głównych bitew mogła oznaczać, że nie będą pod ścisłym nadzorem ze strony admirała Clevica, a co za tym idzie, uwolnią się od jego absurdalnych decyzji!

— Nasi ludzie namierzyli matrycę kodującą wroga. — Brunetka przełączyła obraz nad holostołem. W powietrzu zawisła niebieska sygnatura separatystycznego okrętu Providence. — Według wywiadu, znajduje się ona właśnie na tym statku. Dowodzi nim generał Grevious. Waszym zadaniem będzie dostanie się na pokład, włamanie do głównego serwera i pobranie matrycy. Dzięki niej będziemy mogli odczytać wiadomości wysyłane przez wroga odpowiednio wcześniej i przygotować się na potencjalny atak.

— Ważnym elementem waszej misji — wtrącił się Movius — jest to abyście zostali niezauważeni. Może powiem inaczej, pobranie ma zostać niezauważone. Misja zakończy się sukcesem tylko wtedy, gdy wejdziecie w posiadanie matrycy szyfrującej a wróg się o tym nie dowie.

— Jeżeli nas zauważą i tak domyślą się po co przybyliśmy — odezwał się Treeke.

— Owszem ale to nie problem — odpowiedziała Rita i spojrzała na Moviusa. — W tej sprawie nie ma pan, admirale, racji. Matryca szyfrująca to coś więcej niż zwykły klucz do zamka. To nie jest tak że wystarczy po porostu zamienić mechanizm i klucz już nie pasuje. Ta matryca jest czymś w rodzaju zapisku o technologii szyfrowania i nawet jeśli wróg zmieni hasła my i tak będziemy je w stanie zdecydowanie łatwiej złamać.

Treeke spojrzał na swojego mistrza. Teshark zasłaniał usta dłonią, widocznie myśląc nad nowym celem misji.

— Kiedy wyruszamy? — spytał nautolanin po chwili.

— Poinformowaliśmy już resztę oddziału Igufar — odezwał się admirał Clevic. — Polecicie wraz z głównymi siłami od układu Zolo i stamtąd przedostaniecie się na pokład statku generała Greviousa. Szczegóły planu wyjaśnię podczas lotu.

— Wyruszacie natychmiast. Nie ma czasu do stracenia — zakończyła spotkanie Rita.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (4)

  • TheRebelliousOne 3 miesiące temu
    Hello there! :D Fajnie, że wróciłeś.
    Genialna rozmowa Treeke'a z Tesharkiem. Fajnie podszedł go tym porównaniem do silników hamujących. Zabawne, że takie właśnie zabiegi potrafią najlepiej otwierać oczy niedowiarkom. Kłótnia z admirałem również mocna. Oczywiście, że nie widzi on skutków, jakie ta operacja za sobą poniosła. On tylko widzi "zwycięstwo" jak typowy wojskowy. Nie patrzy szerzej. Ogólnie bardzo podobał mi się ten odcinek i daję za niego 5.

    Pozdrawiam ciepło :)
  • Pontàrú 3 miesiące temu
    Dzięki za przybycie. Postaram się teraz jakoś z powrotem wkręcić w Opowi i ponadrabiać wszystkie zaległe teksty.
  • Kapelusznik 3 miesiące temu
    Ah!
    MIODZIK!
    Jak Treke powiedział że Republika ukrywa swoje zbrodnie... ACH! MIÓD
    MIODZIK MIODZIK!

    Super odcinek
    Większych uwag nie mam
    ten tekst Treke najlepszy - 5 gwiazdeczek na pewno XD
  • Pontàrú 3 miesiące temu
    Nie spodziewałem się że tak dobrze wejdzie XD. Dzięki za wizytę. Egzaminów jeszcze trochę ale powoli wracam

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania