Misja zakończona sukcesem część 7. Star Wars

Ach, wakacje i w końcu trochę wolnego. Wracam do żywych z nowymi motywacjami i pomysłami! Jeżeli ktoś tu jeszcze wytrwał cieszę się bardzo i zapraszam do czytania. Ano i niech Moce będzie z Wami!

(^∀^)

~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~

Sześć postaci ustawiło się przy wyciętym w powłoce statku wroga przejściu. Dwie z nich ubrane były odpowiednio w brązową i jasnobeżową szatę charakterystyczną dla Jedi; pozostali nosili białe pancerze z czerwonymi zdobieniami. Jednego z żołnierzy wyróżniała krótka, zaczynająca się na wysokości pasa peleryna.

— Dlaczego musimy pchać się na ten statek? — mruknął jeden z wojaków. — Nie możemy pozwolić by nasze droidy wykonały zadanie?

— Pobieranie danych z głównego serwera to zadanie wymagające specjalnego traktowania. Nie powierzyłbym go grupce zakodowanych maszyn — odpowiedział Pi.

— Główna serwerownia zlokalizowana jest w dolnej połowie statku — dodał Axel spoglądając na trzymany w ręku holopad z wyświetlanymi planami wnętrza statku. — Czeka nas długa przeprawa.

— Jaka jest najlepsza droga, kapitanie? — spytał ubrany w szatę nautolanin.

— Według zebranych przez nasze droidy danych, najsensowniej będzie podróżować wzdłuż głównej żyły energetycznej aż do środkowego pionu wind. Dzięki promieniowaniu będziemy mogli pozostać w ukryciu przez czujnikami wroga. Później trzeba już będzie bardziej kombinować.

— Powiedziałeś promieniowaniu? — spytał niepewnie Lifted. — Czy to aby nie jest niebezpieczne dla zdrowia?

— Każda nasza misja jest niebezpieczna dla zdrowia — cyniczny tonem odparł Shad. Lifted jedynie spojrzał na towarzysza przez wizjer hełmu po czym powoli odwrócił głowę w stronę wyciętej dziury.

— Nie są to duże dawki — powiedział Axel uspakajającym tonem. — Powinniśmy jednak jak najszybciej pokonać ten odcinek i dotrzeć do pionu wind. Double — kapitan popatrzył w stronę pilota — zostań na statku. Bądź gotów na nasz powrót w każdej chwili. Jeśli coś pójdzie nie tak, może być gorąco.

— Tak jest, kapitanie — odparł klon i zniknął w drzwiach sterówki. Chłopak ukryty pod brązową szatą jeszcze przez chwilę wpatrywał się w miejsce w którym zniknął przyjaciel nim skupił myśli na nadchodzącej misji.

Grupa zbliżyła się do okrągłego wejścia. Pierwszy na statek wroga wszedł Shad. Uważnie obadał wzrokiem wąski korytarz rozświetlany niebieską łuną żyły energetycznej. Zwiad droidów przekazał poprawne informacje. Korytarz był pusty. Żołnierz gestem ręki dał znak że reszta drużyny może do niego dołączyć. Po chwili w korytarzu uformowała się krótka kolejka obrońców Republiki.

— Lepiej zostaw ten karabin — do uszu Treeke dobiegł głos dochodzący gdzieś z tyłu formacji.

— Że co? Mam zostawić moje maleństwo!

— Właśnie w tym problem. Karabin obrotowy to nie maleństwo. — Chłopak wiedział już że słyszy rozmowę między Liftedem a Pi’em.

— Nie ma mowy. Nie rozstaję się z nim choćby na krok!

— Cisza! — do dyskusji dołączył najprawdopodobniej kapitan Axel. Treeke nie był pewien gdyż za sobą widział jedynie sylwetkę mistrza. — Zamykajcie tę śluzę i idziemy. Nie mamy czasu na wasze przekomarzania.

Grube podeszwy wojskowych butów delikatnie stukały o metalową kratkę na podłodze. W uszach słychać było ciche szumy wiszącego pod sufitem kabla wysoko transmisyjnego a czasami do przemierzających kanał osób docierały również dźwięki silników jonowych potężnego okrętu. Prowadzona prze Shada grupa przemieszczała się szybko. Kiedy dotarli do skrzyżowania kanałów klon zatrzymał się na chwilę aby skontrolować pozycję z mapą. Skręcili w lewo, zmierzając, jak domyślał się Treeke, w stronę środka statku. Niebieska łuna bijąca z kabla znacznie osłabła a samo łącze znajdywało się teraz wyżej nad głowami, częściowo ukryte w szarej obudowie.

Niespodziewanie Shad się zatrzymał. Uniósł rękę z zaciśniętą pięścią w górę, dając znak żeby reszta ekipy przystanęła w marszu. Ten sam gest powtórzył Treeke, następnie Teshark, Axel i Pi.

— Pójdę sprawdzić jak wygląda sytuacja — powiedział Shad a jego głos rozbrzmiewał w głośnikach komunikatorów reszty drużyny. — Według planów statku, w tym miejscu znajduje się jedno z wejść kontrolnych. Możliwe że są przy nim droidy.

Po tych słowach ruszył w stronę wspomnianego przejścia, skradając się na ugiętych nogach. Przywarł do ściany kiedy znalazł się w pobliżu metalowego włazu i przystawił do niego głowę. Specjalna konstrukcja hełmu umożliwiała mu przechwycenie drgań metalowej płyty i rozpoznanie dochodzących zza niej dźwięków.

— Słyszałeś rozkaz generała Grievousa? Kończymy te naprawy i wszystkie jednostki mają się zameldować w głównym hangarze.

— Ale osłony rufowe wciąż wymagają pracy…

— Nieistotne! Ruszaj do hangaru.

— Rozkaz, rozkaz.

„Przeklęte droidy” pomyślał Shad, słysząc jak kroki blaszanych służbistów wrogiej armii cichną. Podniósł rękę z otwartą dłonią dając znak reszcie grupy do dołączenia.

Nie minęło dużo czasu jak żołnierze wraz z Jedi znaleźli się przy głównym pionie wind. Przez kratkę oddzielającą schowane w kanale sześć postaci widać było wąskie pomieszczenie a światło zjeżdżającego dźwigu na moment rozświetliło twarze i hełmy zgromadzonych.

— Jakie dalsze kroki, generale? — spytał stojący na tyle Lifted.

— Z tego co rozumiem skończyła nam się bezpieczna osłona promieniowania? — spytał mistrz Jedi stojącego obok Pi’a.

— Nasze droidy nadal zakłócają sygnały wroga. Część z nich zajmuje właśnie pozycje dookoła szybu. Jeżeli pozostaniemy w jego wnętrzu, powinniśmy móc pozostać niewykryci.

— Czyli szykuje nam się przeprawa w dół szybu… — mruknął Lifted — wypełnionego pędzącymi windami. No cóż, lepsze to niż spadanie w nicość w zrzuconej stacji wydobywczej.

— Proponuję użyć kotwiczek — odezwał się Axel, sięgając po przymocowane na pasku niewielkie urządzenie.

Dźwięk zapalanego miecza świetlnego odwrócił na raz uwagę wszystkich. Treeke płynnym ruchem wyciął kwadratową dziurę w kratce oddzielającej grupę od szybu i sprawnym pociągnięciem oderwał kawał metalu. Oparł kratę o ścianę kanału po czym spojrzał po ukrytych pod hełmami twarzach towarzyszy.

— Proszę za mną!

Kiedy młokos wypowiadał te słowa przestrzeń za jego plecami na chwilę wypełniła ściana jadącej windy. Kiedy światło ponownie wpadało do korytarza, chłopak zrobił pewny krok w tył i zniknął reszcie oddziału z oczu. Teshark i Axel momentalnie podbiegli do wyciętego przejścia i ujrzeli, stojącego na dachu zjeżdżającej windy Padawana.

— Może być i tak — westchnął nautolanin i również wyskoczył z kanału. W ostatnim momencie wyhamował upadek Mocą a podeszwy jego butów jedynie delikatnie zadudniły w dach windy. Przyłożył komunikator do ust.

— Poczekajcie na podobną okazję i dołączcie do nas na właściwym poziomie. Spotkamy się w serwerowni.

— Tak jest, generale — usłyszał w odpowiedzi. Opuścił rękę z komunikatorem i spojrzał na swojego ucznia.

— No, to na które piętro jedziemy?

— Według tego co mówił Pi, mamy znaleźć się w dolnej połowie statku.

— W porządku, ale na które piętro jedziemy? — mistrz uniósł brew. Treeke wiedział co się święci. Westchnął.

— Nie wiem dokładnie…

— I wskoczyłeś na dach windy bez żadnego rozeznania? Skąd będziesz wiedział na którym poziomie znajduje się serwerownia?

Treeke ponownie westchnął ciężko. Winda zatrzymała się na jednym z pięter a pasażerowie na gapę usłyszeli hydraulikę rozsuwanych drzwi. Brunet rozejrzał się. Zaledwie parę metrów wyżej znajdywało się wejście na jeden z poziomów statku. Wspomagany Mocą skok pozwolił mu dosięgnąć niewielkiej wystającej krawędzi. Kiedy był już na górze przywarł plecami do zamkniętych, prostych drzwi odgradzających szyb od korytarza. Chwilę później obok niego znalazł się mistrz.

— Mam nadzieję, że trochę lepiej będziesz planował następne ruchy.

— Skorzystałem z okazji —przepraszającym tonem powiedział Padawan — mieliśmy bezpieczną podróż na dół i teraz możemy realizować dalszą część planu.

Po jego słowach pion wypełnił dźwięk pracujących silników windy. Maszyna na której zjechali Jedi rozpoczęła teraz mozolną wspinaczkę zmierzając z powrotem w ich kierunku.

— Bezpieczną mówiłeś? — prześmiewczym tonem spytał Teshark. Treeke jedynie wywrócił oczami.

— Pi, widzisz nas na skanerach? — spytał młokos śpiesznie.

— Tak jest dowódco. Jesteście na poziomie szóstym.

— Czy przy wejściu do windy znajdują się jakieś droidy…

— Nie ma czasu — przerwał uczniowi mistrz. Machnął ręką a drzwi prowadzące na korytarz rozsunęły się ukazując stojącą za nimi grupkę robotów. Nie czekając na ruch ze strony przeciwnika Teshark rzucił się w wir walki. Podwójne niebieskie ostrze zabłysło jedynie na chwilę a płynny ruch rozciął wszystkich przeciwników. Wchodzący zaraz za mistrzem Treeke w ostatnim momencie umknął zbliżającej się z dużą prędkością windzie. Szata Padawana załopotała od pędu dźwigu, zanim drzwi odgrodziły wojowników od szybu.

— Czy wszystko w porządku dowódco? — w komunikatorze odezwał się głos najprawdopodobniej Pi’a.

— Tak, jest dobrze. Jesteśmy na poziomie szóstym.

— Serwerownia znajduje się na poziomie siódmym.

„Nie jest źle” pomyślał Treeke.

— Jak sytuacja u was? — spytał Teshark.

— Lifted i Axel są już w drodze. Złapali drugą z wind. Ja oraz Shad czekamy na następną okazję.

— W porządku. Tak jak mówiłem spotkamy się pod serwerownią. — Nautolanin odciągnął komunikator i spojrzał na Padawana. — Pozbierajmy te droidy zanim ktoś je zobaczy — wydał polecenie.

 

*

 

Nogi ugięły się pod dwójką żołnierzy kiedy winda w końcu się zatrzymała. Lifted stęknął próbując przywrócić wyprostowaną sylwetkę, czego przerzucony przez ramię karabin obrotowy wcale nie ułatwiał. Stojący obok kapitan Axel spojrzał na znajdujące się nad nimi drzwi prowadzące do korytarza na wyższym piętrze.

— Pi, na jakim poziomie jesteśmy? — zapytał podnosząc komunikator.

— Wasza winda zatrzymała się na siódmym, dokładnie tu gdzie serwerownia…

Grunt pod nogami żołnierzy ponownie się osunął a dźwig kontynuował podróż w dół statku. Nie czekając na specjalne polecenie dwójka klonów wskoczyła na pojawiającą się przed nimi platformę piętra siódmego. Lifted z trudem balansował na wąskiej krawędzi, starając się za wszelką cenę nie upuścić karabinu.

— Może Pi miał trochę racji.

— Spokojnie… kapitanie — stęknął Lifted poprawiając uchwyt na broni — daję sobie radę.

— Musimy spróbować rozewrzeć te drzwi. Ciągniemy na trzy. Raz… dwa…

Drzwi niespodziewanie się otworzyły a po drugiej stronie żołnierze zobaczyli pojedynczego droida. Lifted od razu rzucił się na wroga przewracając maszynę na ziemię.

— Stój! — krzyknął natychmiast kapitan Axel. — To jeden z naszych!

Siedzący na blaszanym przeciwniku klon zatrzymał zaciśniętą w pięść rękę tuż przed podłużną głową robota. Ostrożnie zgramolił się z maszyny i stanął obok kapitana.

— Skąd wiedziałeś że to jeden z naszych? — spytał siłacz podnosząc karabin upuszczony w czasie niespodziewanej walki na ziemię.

— Bo najpierw myślę, a potem działam — skomentował Axel jednocześnie pokazując na lewe przedramię. Na zamontowanym na białym pancerzu urządzeniu wyraźnie świeciła się kropka sygnalizująca obecność jednego z sojuszniczych droidów.

— Którędy do serwerowni? — spytał kapitan robota. Maszyna jedynie wskazała kierunek ręką po czym zaczęła maszerować we właściwą stronę. Dwójka klonów z lekkim ociąganiem ruszyła za blaszakiem, poruszając się wzdłuż metalowych ścian korytarza. Przeprogramowany droid szedł pewnie środkiem, co jakiś czas upewniając się że podążający za nim żołnierze nie oddalili się za bardzo.

— Według dostarczonych danych, serwerownia znajduje się zaraz za tym skrzyżowaniem — powiedział Axel.

— Cicho, słyszysz? — Lifted mówił głośnym szeptem. — Ktoś się zbliża.

Na złączeniu korytarzy słychać było tupot metalowych stóp. Axel oszacował że w ich kierunku zbliża się grupka co najmniej ośmiu droidów. Te z pewnością nie były przyjazne. Kapitan zwinnym ruchem przywarł do ściany, chowając się za wychodzącymi z niej rurami. Lifted również ukrył się za wystającym elementem otoczki korytarza. Kroki były coraz głośniejsze.

— Hej, co tu robisz? — Dwójka klonów usłyszała tak dobrze znany mechaniczny głos.

— Dokonuję przeglądu instalacji elektrycznej w trzecim sektorze rufowym.

— Według rozkazu wszystkie jednostki mają udać się do głównego hangaru w celu określenia funkcjonalności. Czy dostałeś zgodę na kontynuowanie działań?

— Jeszcze nie, dowódco. Właśnie zmierzam w tę stronę.

— Dobrze, dołącz do tego oddziału.

— Rozkaz, rozkaz.

Metalowe kroki znowu zadźwięczały a wzbogacona o nowego członka grupa droidów pewnie ruszyła korytarzem. Axel odczekał aż maszyny oddalą się na bezpieczną odległość i spojrzał na Lifteda. Na skinienie kapitana obaj żołnierze wyszli z ukrycia, wciąż pozostając w pobliżu ścian. Dzierżący karabin obrotowy wojak rozejrzał się na skrzyżowaniu.

— W porządku, czysto.

— Dotrzyjmy do tej serwerowni zanim spotka nas więcej przygód — skomentował Axel.

Sprawnie przebiegli przez skrzyżowanie i kontynuowali skradanie wzdłuż ścian korytarza.

Chwilę później zobaczyli dwie białe sylwetki, z których jedna kucnęła przed deską rozdzielczą szarych, metalowych drzwi i zaczęła wpinać kable prowadzące do przenośnego komputera. Druga z nich zauważyła zbliżające się klony.

— Jesteśmy, kapitanie — powiedział Shad.

— Jakieś wieści od generała?

— Nic nie mamy, myśleliśmy że może wam udało się z nimi spotkać.

— Jestem w systemie — odezwał się Pi a znajdujące się przed nim drzwi rozsunęły się z cichym syknięciem. — Możemy ukryć się w środku. Nasze droidy zapewniły nam bezpieczeństwo. Wszystkie kontrole tego pomieszczenia przeprowadzane będą właśnie przez nie.

— A czy są zabezpieczone na sprawdzanie ich oprogramowania przez wroga? — spytał Axel.

— W jakim sensie? — powiedział Pi odłączając kable od podręcznego komputera.

— Generał Greivous zarządził test funkcjonalny wszystkich droidów. Jednego z naszych zgarnęli i przekierowali do głównego hangaru.

Pi machnął ręką.

— Wszystko powinno być w porządku. No chyba że… nie, to też powinno zadziałać.

— Chyba że co?

— Podczas pierwszej godziny nasze droidy miały dokonać skanu statku i dowiedzieć się jakie są dostępne kody dostępu, które mogą sobie zaimplementować. Teoretycznie istnieje szansa zaistnienia dwóch droidów o tym samym kodzie.

— I mówisz o tym teraz? Przecież to może zniweczyć całą misję — warknął Axel.

— Nie martwił bym się tym. Tego typu błędy zdarzają się i w podstawowej armii Separatystów. Często droidy z różnych oddziałów mieszają się i zmieniają przynależność. Powtórki kodów występują dosyć często… jak na tak wielką armię.

Nie czekając na odpowiedź kapitana, Pi wszedł do środka serwerowni. We wnętrzu znajdywały się cztery sporych rozmiarów skrzynie, otoczone rojem migających lampek i oplecione zwisającymi kablami. Haker głośno wciągnął powietrze w płuca.

— No, nareszcie w swoim środowisku.

Reszta oddziału również weszła do środka. Przy rozsuniętych drzwiach stanął Shad, uważnie obserwując opustoszały korytarz.

— Tak sobie myślę, że dobrze się składa że większość doridów udała się do głównego hangaru. Na pewno ułatwiło nam to zadanie.

Na korytarzu coraz głośniej rozbrzmiewał tupot. Nie były to jednak metalowe kroki wrogich maszyn. Zza zakrętu wyłoniły się dwie postacie w długich pelerynach. Szybko podbiegły do stojącego w drzwiach klona i wpadły do wnętrza serwerowni. Shad zamknął drzwi i również dołączył do zgromadzonego we wnętrzu małego pomieszczenia oddziału.

— Wszystko w porządku, generale? — spytał kapitan.

— Tak, Axel. Udało nam się dotrzeć bez większych problemów. Musieliśmy jedynie trochę posprzątać — Nautolanin uśmiechnął się szeroko.

— Mam nadzieję że nadal pozostaliśmy niezauważeni — mruknął Shad.

— Spokojnie, gdyby usłyszeli o naszym wtargnięciu już byśmy o tym wiedzieli — rzucił przez ramię Pi, podpinając kolejne kable do głównego serwera. — Zaraz zacznę zabezpieczanie połączenia.

— Dobrze. Poinformuję Double’a że udało nam się dostać do celu — dodał mistrz Teshark.

Treeke patrzył jak jego mentor powoli odchodzi w stronę mniej zatłoczonej części pomieszczenia i jak zbliża komunikator do ust. Już w krótce miało się wszystko zacząć. Kolejny etap misji przebiegł pomyślnie.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (2)

  • TheRebelliousOne 3 miesiące temu
    No i jestem! :D Zachowanie Treeke'a dosyć dziecinne, nawet jak na padawana. Jak zwykle dajesz dobre opisy, błędów nie widzę... sytuacja, w której Axel rozpoznał sojuszniczego droida również niezła. Lifted musi zrozumieć, że odrobina rozumu czasem jest lepsza od mięśni. Daję 5

    Pozdrawiam ciepło :)

    PS.: Jak długo będziesz z nami tym razem? XD
  • Pontàrú 3 miesiące temu
    Jestem w Szwecji xD
    Wracam w piątek więc może w sobotę albo niedzielę coś napiszę a tak to pewnie będę na Opowi już cały czas do końca wakacji

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania