Misja zakończona sukcesem część 5. Star Wars

Krążownik bojowy floty republiki z charakterystycznym szumem pokonywał dzielące go od układu Zolo parseki, prześlizgując się przez niebieskie tunele nadprzestrzeni. Wnętrze statku było spokojne a w powietrzu można było usłyszeć sporadyczne, poddenerwowane westchnienia załogi. Światło wirującej przestrzeni wdzierało się przez okna sterówki tworząc majestatyczne tańczące kształty na szarej podłodze okrętu.

Przy głównym komputerze sterującym stał admirał Movius Clevic, spoglądając na wyświetlaną przed nim holograficzną mapę. Według systemu niedługo mieli znaleźć się na miejscu. Od ostatniego wysłanego z układu raportu minęło pół godziny a cała łączność została utracona. Na szczęście dla walczących nad Zolo żołnierzy sytuacja zaczynała układać się dobrze a przekazane admirałowi informacje pozwalały sądzić że oddziały wytrzymają jeszcze chwilę do momentu aż przybędzie wsparcie.

— Ile zostało do celu, admirale? — Uszu siwego mężczyzny dobiegł niski głos. Oderwał wzrok od błękitnego obrazu i spojrzał na stojącego przy holostole nautolanina.

— Komputery podają dwadzieścia minut.

— Jaki był ostatni stan naszej floty?

— W układzie znajdują się trzy Venatory i około piętnastu lekkich krążowników. Po stornie wroga mamy oczywiście Providence i pięć standardowych fregat oraz parę mniejszych krążowników. Siły dość wyrównane, bez większych strat po naszej stronie.

— Skąd wiemy że gdy już przybędziemy do układu wróg zdecyduje się wycofać?

— Zakładam że wróg nie jest głupcem. Wraz z naszymi trzema Venatorami nie będą w stanie dłużej stawiać oporu. Ta bitwa jest już wygrana.

— Wydaje się pan bardzo pewny własnego zdania jak na kogoś kto czasami lubi podejmować sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem decyzje.

— A mnie wydaje się że pobrałeś parę lekcji arogancji od własnego ucznia, generale — odgryzł się admirał i od niechcenia odwrócił wzrok. — Moje decyzje nie są nielogiczne. Wszystkie podpieram tym co dla misji najważniejsze czyli jej celem. I zawsze go spełniam — dodał dobitnie przesuwając palcem po ekranie.

Teshark nie miał ochoty dłużej się z mężczyzną sprzeczać. Pomyślał że przebywanie w towarzystwie Moviusa z pewnością służyło mu jako trening opanowania. Zamknął oczy i spróbował oczyścić umysł. Jego myśli przedzierały się przez kłąb zwyczajnych doczesnych odczuć i przekonań by w końcu odnaleźć jasną ścieżkę w stronę mocy. Poczuł jak jego ciało się rozluźnia a oddech zwalnia. Przez jeden krótki moment poczuł jakby był w stanie usłyszeć głosy z całego wszechświata.

— Sugerowałbym udanie się do hangaru. — Teshark zmarszczył czoło słysząc głos admirała. Ponownie spojrzał w stronę siwego mężczyzny. — Czas tyka. Oddział Igufar musi być gotowy jak tylko wyjdziemy z nadprzestrzeni.

Jedi skinął głową i żwawym krokiem udał się w stronę wychodzących ze sterówki wind.

 

*

 

— Gotowy, dowódco? — spytał klon w białym pancerzu siedzącego na fotelu obok chłopaka. Młokos z zapałem złapał za stery i spojrzał w stronę żołnierza.

— No pewnie!

— Może będę w stanie pokazać pewien nowy trik.

— Ha, raz mi pokażesz i ci go podbiorę — odparł Padawan opadając na oparcie siedziska. Członkowie oddziału specjalnego Igufar siedzieli we wnętrzu statku o trójkątnym kształcie czekając na kolejne rozkazy. Za dwoma fotelami pilotów znajdywała się niewielka stacja z komputerem nawigacyjnym i sterami dodatkowych dział. Na tylnej ścianie widniała stalowa rama przesuwnych drzwi a za nią większe pomieszczenie załadowane kontenerami ze sprzętem. Po otwartym bocznym trapie wchodził Lifted z sześcienną skrzynią na rękach. Za chwilę głośny szczęk wypełnił magazynownię.

— Tylko ostrożnie! Potrzebujemy tego! — wrzasnął Shad, sterując niewielkim transportowcem załadowanym kolejną serią podobnych skrzyń.

— Przestań marudzić. Nic się nie stało! — jak zwykle prześmiewczym tonem odparł Lifted. Shad zaparkował wózek tuż przy wejściu do statku i zajrzał do wnętrza.

— Hej, Pi! — zwrócił się w stronę siedzącego w kącie programisty. Klon z ociąganiem odciągnął wzrok od swojego podręcznego komputera i spojrzał w stronę rozmówcy. — To chyba zabawki dla ciebie! Może byś tak pomógł?

— Nie mogę teraz. Muszę dokończyć konfigurację skryptu…

— Jeszcze nie jest gotowa? — ze zdziwieniem spytał Shad.

— Jest, jest. Ostatnie poprawki dodaję.

Ponownie łomot wypełnił pomieszczenie.

— A, cholera! — wykrzyknął Lifted łapiąc się za stopę. — Do diaska z tą skrzynią! — powiedział i kopnął przedmiot w gniewie.

— Mówiłem ci, weź podnośnik… — skomentował Shad.

— Podnośniki są dla słabych! Nic nie może się równać z moją siłą! — Po jego słowach zwiadowca jedynie przysłonił wizjer hełmu dłonią.

— Co tu się dzieje? Dlaczego jeszcze nie wszystko załadowane? — Po tych słowach przekomarzający się żołnierze natychmiast stanęli na równe nogi. Do wejścia zbliżał się nie kto inny jak kapitan Axel. — Ruszać się i pakować sprzęt. To ostatnia partia.

Kiedy skończył mówić zobaczył jak spoczywające na wózku osiem skrzyń samoistnie zaczęło lewitować i jak jedna po drugiej paczki wlatują na pokład statku. W drzwiach sterówki stał Treeke z wyciągniętą przed siebie dłonią i przymrużonymi oczami. Cichy dźwięk odbił się od ścian pomieszczenia kiedy pojemniki opadły na metalową podłogę statku.

— Gotowe, Axel! Możemy mieć już wolne? — zaśmiał się chłopak i nie czekając na odpowiedź kapitana ponownie zniknął we wnętrzu kokpitu, zamykając za sobą drzwi. Klon jedynie pokiwał głową i wolnym krokiem wszedł na pokład. Zdjął hełm i usiadł wygodnie na jednej z dostarczonych skrzyń.

— Co sądzicie o planie? — spytał opierając brodę na dłoni.

— Jak dla mnie jak najbardziej wykonalny — skomentował Shad. — Muszę przyznać że jak na coś co wymyślił admirał Clevic jest to… mniej szalone.

— To nie on wymyślił ten plan.

— Nie? Sądziłem że on dowodzi wszystkim w tej misji — również i zwiadowca zdjął hełm i usiadł na skrzyniach.

— Tym razem to strona z podręcznika generała Skywalkera.

— To by tłumaczyło dlaczego mamy znacznie lepsze nastawienie do tego typu planu — zaśmiał się Lifted.

— Rozkaz, rozkaz — odezwał się mechaniczny głos. W jednym momencie trójka rozmawiających dopadła swoich broni. Kapitan Axel płynnym ruchem ześlizgnął się ze skrzyni dobywając pistolet blasterowy, Shad chwycił za ukryte w naramienniku wibroostrze a Lifted zacisnął pięści. Przed nimi stał nikt inny jak separatystyczny droid.

— STAĆ! — krzyknął Pi, wpadając między zdezorientowanych towarzyszy a separatystyczną maszynę. — To nasz!

— Dank farrik z tobą Pi! Po co go już aktywowałeś? — spytał Shad. — Jeszcze chwila i odrąbałbym mu łeb!

— Chciałem sprawdzić czy działają — usprawiedliwiał się haker. Szybkim ruchem przycisnął coś na swoim komputerze a maszyna zgięła stawy, wpasowując się do sześciennego kontenera. Pi złapał za kwadratową pokrywę i zamknął skrzynię.

— Kończcie te przyjemności — grupa usłyszała znajomy głos. Wszystkie spojrzenia spoczęły na ubranym w beżową szatę Jedi. Klony wyprostowały się i zasalutowały.

— Generale — powitał przywódcę Axel.

— Za mniej niż piętnaście minut będziemy na miejscu. Wszystko przygotowane?

— Tak jest, sir! — odpowiedział chór.

— Dobrze. Gdzie jest Treeke?

— W kokpicie z Doublem, sir — odparł kapitan.

Zielonoskóry kosmita skierował kroki w stronę metalicznych drzwi. Hydraulika zasyczała wpuszczając nautolanina do wnętrza. Jego oczom ukazał się uczeń, którego podekscytowany wzrok wlepiony był w siedzącego na sąsiednim fotelu pilota.

— No dokładnie! Jak wyłączysz wspomaganie sterowania i napęd to kształt statku odwala robotę za ciebie! To czysta fizyka!

— Że też ja na to wcześniej nie wpadłem. I umiesz to zrobić? Double musisz…

— Ekhem — sztucznie zakaszlał Jedi.

Dwójka rozmawiających momentalnie przerwała żywą dyskusję i spojrzała na przybyłego.

— Mistrzu! — przywitał się Treeke.

— Cieszę się że mieliście czas na pogawędkę i nie czuję się dobrze z tym że muszę zakłócać wasz spokój ale za niedługo powinniśmy być na miejscu. Cały sprzęt już załadowany. Wszystko u was w porządku? — spytał wojownik i usiadł na wolnym siedzeniu nawigatora.

— Tak, myślę że tak…

— Double, czy mógłbyś nas na chwilę zostawić? — spytał Jedi. Klon skinął głową i posłusznie opuścił kokpit. Kiedy drzwi się za nim zamknęły Teshark nachylił się w stronę ucznia.

— Oczyść umysł — powiedział spokojnie.

— O co chodzi, mistrzu?

— Nawet sześciolatek wyczułby ilości emocji kotłujące się w twojej głowie. Oczyść umysł i skup się — poprosił Teshark.

Treeke zamknął oczy i wygodnie opuścił plecy na oparcie fotela. Wyrównał pobudzony opowieściami Double’a oddech i skupił się na zjednaniu z mocą. Poczuł jak nadmiar emocji opuszcza jego ciało pozostawiając jedynie spokój.

— Jedi nie dają się ponieść emocjom. Pamiętaj o tym — przerwał ciszę nautolanin.

— Będę pamiętał mistrzu.

— Skoro już się uspokoiłeś, skup się nie wyłącznie na zadaniu ale i na zachowaniu równowagi. Równowaga jest tym co daje Jedi siłę.

—Rozumiem mistrzu.

— A teraz zapinaj pasy. Czas dostać się na okręt generała Grievousa — powiedział mistrz z energią.

 

*

 

Bitwa na zewnątrz wrzała. Serie pocisków oraz rakiet uderzały w osłony krążownika wprawiając konstrukcję w delikatne drgania. W bocznym hangarze stał jedynie jeden statek o trójkątnym kształcie, załadowany i gotowy do lotu. Przez wąskie okna kokpitu w stronę osłon energetycznych lądowiska spoglądały dwie pary oczu, jedne brązowe, drugie ukryte pod czarnym wizjerem hełmu. Za migoczącą barierą widniała scena kosmicznego piekła. Wraki myśliwców przecinały czerń przestrzeni, przyspieszając uwięzione w polu grawitacyjnym planety Zolo. Szkielet separatystycznej fregaty na chwilę przysłonił obraz, przelatując niebezpiecznie blisko poszycia Venatora.

— Walka się przeciąga — skomentował żołnierz w białym pancerzu. Drugi z pilotów opuścił głowę i podparł ją na sterach, mrucząc coś pod nosem. Nie wiedząc co odpowiedzieć Double wrócił do obserwowania pola bitwy. Śledził wzrokiem zmagania jednego z żołnierzy republiki, który został oderwany od głównej formacji przez ścigające go droidy. Niestety, wiedział jakim widokiem zakończy się ta gonitwa. Chwilę później statek o długich skrzydłach ze statecznikami układanymi w kształt litery X stanął w płomieniach, dołączając do morza zniszczonych w walce statków.

Dwójka pilotów podskoczyła w fotelach gdy usłyszeli dźwięk rozsuwanych drzwi sterówki.

— Mamy sygnał! Ruszaj! — rozkazał Teshark wchodząc do pomieszczenia.

— Tak jest, sir!

Treeke momentalnie podniósł głowę ze sterów i złapał za nie pewnie. Silniki statku zawarczały a maszyna uniosła się ze stalowej platformy lądowiska. Palce Double’a sprawnie śmigały po konsoli ustawiając parametry lotu. Kiedy statek był już przy wylocie z hangaru również i on chwycił pewnie za stery.

— Gotowy dowódco?

— Pokażmy im jak się lata! — zakrzyknął chłopak.

Szary statek wystrzelił jak strzała stając się nierozróżnialną częścią rozgrywającego się w kosmosie piekła.

— Mówi admirał Clevic — załoga usłyszała tak znienawidzony głos. — Bliżej do krążownika Providence nie podejdziemy. Udało nam się uszkodzić osłony i czasowo zakłócić komunikację. Wasze podejście powinno pozostać niezauważone. Musicie się jednak pospieszyć. Nie wiemy jak długo zdołamy utrzymać pozycję.

— Zrozumieliśmy, admirale — odpowiedział Treeke i przerwał połączenie. Spojrzał na zaciśnięte na sterach ręce Double’a. Pilot posiadał jedno z najlepszych szkoleń jakie oferował ośrodek na Kamino i niejednokrotnie potwierdził swoje umiejętności podczas innych operacji.

Seria pocisków rozbiła się o osłony energetyczne statku kiedy niewielka grupa wrogich myśliwców zaczęła podążać za trójkątnym kształtem.

— Trzymać się! — zakrzyknął Double i naparł na stery. Treeke poczuł jak pęd wgniata go w oparcie fotela. Dokładnie to sprawiało że czuł że żyje. Ostry zakręt przechylał jego ciało a ramiona naciskały na zapięte na klatce piersiowej pasy. Poczuł również silny uchwyt mistrza który złapał się pleców fotela pilota, próbując utrzymać równowagę. Pogoń jednak nie ustawała. Double robił co mógł ale nieustępliwe droidy ani myślały żeby zgubić szary statek.

— Przekaż mi stery! Mam pomysł! — powiedział młokos do drugiego pilota. Klon kiwnął głową i przełączył układ sterowania. Treeke złapał za rozwidlający się drążek i pociągnął. Trójkątna strzała momentalnie pomknęła w górę przygotowując się do wykonania beczki.

— Treeke? Co ty robisz? Nie wykręcisz przed tym krążownikiem! — zza pleców chłopaka dotarł do niego zaniepokojony głos mistrza. Zignorował jednak jego komentarz.

— Double! Zwiększ częstotliwość pulsu na korektorach!

— Już jest maksymalna!

— Daj ponad maksymalną!

Klon posłusznie wykonał polecenie, zmieniając odpowiednie ustawienia nie przejmując się wyskakującym na ekranie ostrzeżeniem. Kiedy Treeke ponownie szarpnął za ster, statek skręcił w nienaturalny sposób, w tym samym czasie niemalże obracając się w miejscu. Dysze silników buchnęły z nową mocą wyhamowując konstrukcję tuż przed barierami energetycznymi jednego z sojuszniczych krążowników. Ścigające statek droidy znalazły się teraz tuż przed jego dziobem.

— Przywróć domyślne! — zakrzyknął chłopak do klona i z całą dostępną mocą ruszył w stronę ścigających. Palce zaciśnięte na spuście posłały serię pocisków a po chwili niewielkie kule ognia wypełniły swoim blaskiem wnętrze kokpitu. Treeke poczuł jak jego mistrz bierze głębszy oddech. Zaśmiał się w duchu myśląc, że ostatnie manewry najprawdopodobniej odebrały nautolanowi dech.

— Oddaję sterowanie — powiedział Padawan i przełączył kontrolę.

Trójkątny kształt lawirował między przecinającymi pole bitwy wrakami, pewnie zbliżając się do krążownika Providence. Treeke zobaczył jak na wyświetlanej na ekranie mapie dwie floty rozdzielają się a Republika zdobywa panowanie nad układem.

Kontrolka poinformowała siedzących w kokpicie pilotów o nadchodzącym połączeniu. Przekaz odebrał Teshark, przekierowując połączenie na komputer znajdujący się przy fotelu nawigatora.

— Mówi admirał Clevic, wroga flota szykuje się do odwrotu. Jak postęp?

— Zbliżamy się do krążownika.

— Jeszcze nie dotarliście? — z wyrzutem w głosie spytał mężczyzna.

— Mam nadzieję że nie jest już za późno. — Chwila milczenia.

— Nadal zakłócamy ich połączenie. Jeżeli teraz podejdziecie nie zauważą was. Osłony również nie wróciły do funkcjonowania.

— Rozumiem. Zrobimy co w naszej mocy. — Teshark zakończył połączenie. Poczuł jak kolejny gwałtowny zwrot wciska go w fotel. — Co znowu?

— Wrogie jednostki. Trzydzieści statków. Nie przebijemy się teraz — odpowiedział Double.

— Musimy zbliżyć się do krążownika jak najprędzej.

— Niestety teraz to niemożliwe.

Szary statek ponownie wykonał zwrot tym razem oddalając się od wrogiego Providence’a. Serie pocisków obijały znajdujące się na skraju wytrzymałości tarcze a targana wstrząsami konstrukcja skrzypiała niepokojąco.

— Jest szansa! — wykrzyknął Double po paru minutach unikania ataków. — W linii jednostek wroga pojawił się niewielki wyłom! Możemy się przedrzeć!

Jego spojrzenie przyciągnęła informacja o nadchodzącym połączeniu. Po raz kolejny sterówkę wypełnił głos admirała.

— Za późno — powiedział gniewnie. — Wróg znajduje się w wystarczającej odległości żeby dokonać skoku w nadprzestrzeń. Wracajcie do hangaru.

— Możemy to jeszcze zrobić! — niespodziewanie wypalił Treeke.

— Bardzo bym chciał aby było to prawdą — cynicznym głosem odparł Clevic — niestety jak dotąd to moje sugestie ratowały misje…

— W takim razie zaraz się pan przekona, admirale!

Brunet przerwał połączenie.

— Treeke, co robisz? — spytał mistrz.

— Double, pamiętasz ten manewr o którym mi mówiłeś? Tez z bezwładnością?

— Tak… nie wiem tylko jak może nam teraz pomóc.

— Byłbyś w stanie go zastosować i skierować nas w stronę statku wroga? Jeśli wyłączymy wszystkie systemy będziemy niczym nieodróżnialni od zwykłego wraku! Możemy w ten sposób podejść pod sam krążownik a potem wyhamować!

— To się może udać! — odparł klon.

— To szaleństwo! Bez systemów będziemy najłatwiejszym celem! Poza tym nie dotrzemy tam przed tym jak wróg wejdzie w nadprzestrzeń.

— Generale, odebrałem połączenie od admirała Clevica — zebrani w sterówce usłyszeli nowy głos. W ramie przesuwnych drzwi stał Axel z okrągłym holoprzekaźnikiem w ręku. — chce czym prędzej z panem rozmawiać.

— Powiedz mu że wykonamy misję i żeby nie zawracał głowy! — warknął Treeke.

— Słyszę pana, dowódco — zdegustowanym głosem odezwał się przekaźnik.

— Double, do dzieła!

— Tak jest, sir.

Silniki zawarczały z większą mocą a nagłe przyspieszenie wytrąciło komunikator z ręki Axela. Kapitan złapał się metalowej ramy żeby powstrzymać się od upadku. Kiedy wyrównał sylwetkę wrócił do magazynowni zamykając za sobą drzwi sterówki.

— Co tam się do diabła dzieje? — spytał, siedzący na stojącym pod ścianą fotelu, Lifted. Axel jedynie wrócił na swoje miejsce i zapiął pasy. Spojrzał na resztę towarzyszy przez czarny wizjer hełmu.

— Lepiej poprawcie zapięcia — skomentował i odwrócił wzrok w stronę sterówki.

Za metalowymi drzwiami wrzały przygotowania do nadciągającego manewru. Treeke wstał ze swojego miejsca i podszedł do drugiego komputera sterującego, stając tym samym tuż obok Double’a. Pochylił dłonie nad ekranem z wyświetlanymi przyciskami, w każdej chwili gotowy wykonać wydane przez pilota polecenia.

— Mamy odpowiednią prędkość! Złapcie się mocno! — zakrzyknął klon i gwałtownie skręcił stery.

Rozpędzony statek wpadł w ruch wirowy, w niekontrolowany sposób zbliżając się w stronę krążownika Providence.

Treeke czuł jak jego palce wpijają się w miękkie oparcie fotela klona. Przed jego oczami widniał ograniczony przez wąskie okna obraz pola bitwy z okrętem wroga jako celem. Szara, podłużna konstrukcja obracała się w rytm oscylacji ich własnego statku. Wszelkie systemy zostały wyłączone a światła w kokpicie zgasły. Oddział Igufar, zamknięty w trójkątnej puszce bez żadnej sterowności zbliżał się do jednostki nieprzyjaciela.

Po chwili lotu transportowiec zaczynał się chybotać, tracąc oryginalną płynność ruchu. Obraz rozmazywał się a kształty zmieniały trajektorię. Szare poszycie Providence’a było coraz bliżej a jego kształt coraz częściej znikał z pola widzenia, umykając za krawędziami podłużnego okna.

Silniki znowu zawarczały a systemy powróciły do pełnego funkcjonowania. W tym jednym momencie cała załoga statku wstrzymała oddech.

 

*

 

Admirał Clevic uważnie obserwował wyświetlany nad stołem obraz pola bitwy. Wroga flota szykowała się do odlotu, a od momentu w którym ten nieznośny dzieciak przerwał połączenie, statek oddziału Igufar zniknął z radarów. Jego sygnatura powróciła jedynie na ułamek sekundy zaraz przed tym jak wroga flota wskoczyła w nadprzestrzeń, co można było równie dobrze potraktować jako najzwyklejsze zakłócenia.

Siwy mężczyzna westchnął i wyjrzał przez trójkątne okno krążownika. W morzu wraków widział jednostki Republiki niespiesznie wracające do hangarów Venatora. Bitwa nad układem Zolo została zakończona całkowitym sukcesem. Na wieści od oddziału Igufar przyjdzie mu jednak jeszcze trochę poczekać.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (2)

  • TheRebelliousOne 3 dni temu
    A Ty znów się pojawiasz... :D
    Nie wiem właściwie co mogę napisać, bo nie chcę znów powtarzać tego, że ładnie wszystko opisujesz i że sprawnie budujesz napięcie w opowiadaniu. Serio, jesteś lepszy niż twórcy nowej trylogii! ;)
    "Zakładam że wróg nie jest głupcem." - nie wiem dlaczego, ale na te słowa przypomniał mi się cytat Obi-Wana o podążaniu za głupcem. Mogłeś dodać go jako easter egg... XD
    Duży heroizm Treeke'a. Taki manewr... Dywizjon 303 z bitwy o Anglię byłby dumny z takiego pilota!
    A więc bitwa zakończyła się sukcesem. Kolejny krok na drodze do wygrania wojny? Zobaczymy. Na razie łap 5.

    Pozdrawiam ciepło :)
  • Pontàrú 3 dni temu
    Dzięki że nadal jesteś. Masakra powiem ci. Mam chyba najgorszy semestr życia xD. Jak już mam chwilę wolnego to z kolei wypruty kompletnie jestem, ehhh... co poradzić. Mam nadzieję, że uda mi się teraz częściej pojawiać :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania