Niepokorne czarodziejki - rozdział 9

Piotr przemierzał korytarze zamku w towarzystwie Michała i trzymających się z tyłu umundurowanych strażników. Kierował kroki do siedziby sztabu, potrzebował map. Malwina Ostrowska nie była czarodziejką w zwykłym rozumieniu tego słowa, nie mogła zobaczyć celu podróży w jego umyśle. Niestety sama nigdy nie odwiedzała Szczecina ani okolic.

Michał otworzył mu drzwi i przepuścił przodem. Strażnicy zostali na zewnątrz. W pierwszym pomieszczeniu Sztabu natknęli się nad podpułkownika Śpiewaka, który wyprężył się, zamaszyście zasalutował i zastygł w pozycji zasadniczej. Nominalnie Piotr był Zwierzchnikiem Sił Zbrojnych, w praktyce nie angażował się zbytnio w poczynania swoich generałów. Uważał, że do jego obowiązków należało zapewnienie armii kilku rzeczy: finansowania, sprzętu, ćwiczeń. I niedopuszczenie do wybuchu jakiejkolwiek wojny – już dawno postawił sobie to za główny cel panowania. Europa od osiemdziesięciu lat była spokojnym miejscem, ale nikt, nawet najpotężniejsi magowie, nie mógł przewidzieć przyszłości.

– Spocznij – podał komendę. – Panie pułkowniku, potrzebuję mapy. Najbardziej aktualnych zdjęć lotniczych też.

Sztabowiec rozluźnił się. Piotr widział na jego twarzy ulgę, że król przyszedł tu z taką pierdołą, a nie na przykład z informacją, że mają wysłać wojska na którąś granicę. Podpułkownik niezwłocznie zakrzątnął się przy mapach i pewnie nawet nie pomyślał, by kazać załatwić sprawę komuś niższemu stopniem. A inni oficerowie, owszem, zaczęli kręcić się w pobliżu. Wiedzieli, jak zresztą wszyscy pracujący na Wawelu, że jeśli sytuacja nie jest oficjalna, a Piotr nie zwraca się do nich bezpośrednio, nie powinni przerywać pracy ani narzucać się w żaden sposób. Ale zawsze, kiedy tylko pojawiał się w bardziej publicznej części zamku, ludzie nagle znajdowali zajęcia gdzieś w polu widzenia, powodowani ciekawością krążyli jak ćmy wokół lampy… Przyzwyczaił się już dawno, a nawet odbierał takie zachowania jako komplement, chociaż nigdy nie mógł być pewien, kto im tak imponuje: Piotrek Piast czy król Piotr.

Podpułkownik Śpiewak szukał wskazanych map, a Piotr gawędził z generałem Gustawem Brzózką. Trochę się znali, bo generał był wcześniej dowódcą kuzyna Piotrka, Tomasza, który robił karierę w Wojskach Pancernych i Zmechanizowanych, gdzie dochrapał się już stopnia majora.

– To nic takiego, czysta prywata – przekonywał generała. – Wiem, mogłem to zrobić ze swojego komputera, ale wy macie lepsze drukarki, a zależy mi na jakości. Dokładnie tak, Szczecin, okolice Jeziora Szmaragdowego – dodał, widząc, że podpułkownik Śpiewak otworzył podgląd odpowiedniej mapy. – I jeszcze zdjęcie lotnicze… Jezioro i teren wokół w promieniu jakichś trzech kilometrów od wody – instruował.

Dom, który miał zamiar odwiedzić, leżał bliżej, góra kilometr na południe od jeziorka. Był tam raz, również sam – tak bardzo sam, jak tylko się dało – a przed wyjazdem sprawdzał mapę, więc łatwo powinien przypomnieć sobie dokładną lokalizację.

Ale to mógł zrobić później, w prywatnym gabinecie. Teraz poczekał na wydruki, podziękował obu oficerom i wyszedł, zabierając ze sobą milczącego Michała i strażników.

Wrócili do czerwonego gabinetu. Malwina nadal stała, choć przecież prosił, by usiadła. Atrakcyjna blondynka jak zwykle wyglądała, jakby zaraz miała pójść na imprezę – wyrazisty makijaż, biżuteria, modne ubrania. Piotr widywał ją rzadko, ale i tak zauważył, że jej styl trochę ewoluował w ostatnich latach: teraz owa impreza odbywała się raczej w bardzo eleganckim klubie niż w zwykłej dyskotece.

Michał dokładnie zamknął za sobą drzwi i dopiero wtedy zabrał głos:

– To mi się nadal nie podoba. Weź mnie ze sobą, proszę.

– W tym przypadku im mniej, tym lepiej. Nie chcę wpaść do jego domu z całą obstawą. – Piotr wciąż uważał, że najskuteczniej załatwi sprawę sam. – Zresztą już z nim kiedyś rozmawiałem. Jest bardzo rozsądny.

Przestawił wazon z kwiatami na biurko, by móc rozłożyć dokumenty na stoliku kawowym. Dwie kartki formatu A3 zajęły niemal cały blat.

– Okej, chciałbym pójść spać o w miarę ludzkiej porze, więc zaczynajmy. Proszę siadajcie. – Wskazał towarzyszom kanapy o czerwonych obiciach, od których to miejsce wzięło swą nazwę.

Zajęli miejsca, a Piotr dokładnie przyjrzał się mapie.

– To tutaj.

Stuknął palcem w papier, po czym podał go Malwinie. Tak, jak przypuszczał wcześniej, bez większych problemów odnalazł dom należący do Rainera z Klanu Szmaragdu, wampirzego ojca Weroniki. Odwiedził go raz, po tym, jak Weronika zaginęła i nikt nie miał pojęcia, co się z nią stało. O Rainerze wiedział od dawna, dostał informacje jeszcze od Amandy, w czasach, gdy się przyjaźnili. Dawno ustalili też, że Weronika poprosi tego konkretnego wampira o przemianę zaraz po koronacji Piotra. Ale gdy wstąpił na tron, dziewczyna zniknęła. O, jaki był wtedy wściekły… W końcu ochłonął na tyle, by pojechać do wampira i zapytać, czy ten miał z nią jakiś kontakt – odpowiedź okazała się przecząca. Rainer przyjął go wtedy całkiem miło, choć krótko. Ze względu na skomplikowane stosunki z magami nie chciał gościć króla pod swoim dachem dłużej, niż było to konieczne.

Wspominał Rainera jako spokojnego mężczyznę po trzydziestce, ubranego w białą koszulę z nonszalancko odpiętymi górnymi guzikami i podwiniętymi rękawami. Wampir, chcąc nie chcąc, trochę wyróżniał się z tłumu – miał płomiennorudą czuprynę i równie rudy zarost. Wszyscy przedstawiciele tego gatunku byli atrakcyjni wizualnie, ale Rainer zwracał na siebie uwagę jeszcze bardziej, właśnie przez rzadki kolor włosów.

– Chyba dam radę – powiedziała cicho Malwina. Intensywnie wpatrywała się w mapę i porównywała ją ze zdjęciem.

– Wiem, że dasz – stwierdził król z pełnym przekonaniem.

– Zabierasz dziewczynę, chociaż nie jest wyszkolona tak dobrze, jak ja. – Michał nie ustawał w próbach przekonania Piotrka do swoich racji.

– W czym, w kontakcie z wampirami? No w tym to akurat jest najlepsza z całej naszej trójki – powiedział Piotr.

I była to najszczersza prawda. Malwina Ostrowska przez osiem lat była niewolnicą wampira o imieniu Dariusz, który zginął w tak niewyjaśnionych okolicznościach, że nawet Weronika nie dała rady ustalić sprawcy. Po jego śmierci wszyscy niewolnicy odzyskali wolność, a Malwina, nazywana też Malwą, wplątała się w jeszcze inną, paskudną sprawę, która na szczęście została szybko i pozytywnie wyjaśniona.

– Tak, potrafię się zachować – przytaknęła kobieta. – Wszystko dobrze pamiętam i nie narobię ci wstydu, mój panie.

– Mów mi Piotrek, proszę – przypomniał, ale nie nalegał. Skoro tak było jej łatwiej…

– Mam nadzieję, że później nie będę musiał powiedzieć… Dobrze wiesz czego – stwierdził Michał.

– Nie będzie żadnego „A nie mówiłem” – obiecał Piotrek i spojrzał na przyjaciela najbardziej uspokajającym wzrokiem, na jaki było go stać. – Wrócę szybko, cały i zdrowy. Martwisz się o mnie bardziej niż moja żona.

Uśmiechnęli się obaj. Nie potrzebowali więcej słów. Piotr wiedział, że Michał nie chce, by stało mu się coś złego, a Michał na pewno zdawał sobie sprawę z tego, że król nie będzie narażał się bez potrzeby.

– Ten dom – Piotr wskazał prostokątny kształt na zdjęciu – leży z daleka od innych, w lesie, przy wąskiej uliczce. Teren jest dobrze ogrodzony, ale wtedy furtka była otwarta. Pomyślałem nawet, że gdybym był wampirem, to wybrałbym do zamieszkania podobne miejsce.

– Pan Rainer jest w porządku – wtrąciła Malwina. – Poznałam go. Bywał gościem mojego pana. Mojego byłego pana – poprawiła się szybko.

– No i widzicie, wszystko dobrze się składa – podsumował Piotr. – Skaczemy, kiedy tylko będziesz gotowa.

To potrwało jeszcze chwilę: dwie, może trzy minuty. Teleporterka to gapiła się w zdjęcie, to zaciskała powieki. Mężczyźni nie przeszkadzali jej, nie odzywali się ani słowem. W końcu wstała, zniknęła na kilka sekund, ponownie się pojawiła i, zerkając nieśmiało na króla, wyciągnęła dłoń.

– Więc już? Świetnie, lećmy. Wrócimy za jakieś piętnaście, góra dwadzieścia minut – powiedział z naciskiem i posłał Michałowi znaczące spojrzenie, a potem wstał i delikatnie ujął rękę Malwiny.

Jego przyjaciel westchnął ciężko i zażartował dla rozluźnienia atmosfery:

– Powiem Tatianie, że macasz obce kobiety.

– Przypomnij mi, żeby po powrocie wyrwać mu język. – Piotr spojrzał na Malwinę poważnym wzrokiem, a potem parsknął cicho.

Rzucali sobie takie teksty od lat, ale Malwina nie była przyzwyczajona, speszyła się.

– No, koniec śmiechów, wracamy do pracy – uspokoił kobietę. – Jestem gotowy, zaczynaj, kiedy chcesz.

Przytaknęła, przymknęła oczy. Piotr poczuł szarpnięcie w głębi trzewi, jakby grawitacja na chwilę przestała działać, potem stracił wzrok, unosił się bezwładnie w ciemności wypełnionej ciszą, a jedynym, co odczuwał zmysłem dotyku, była dłoń Malwiny.

Magiczne sensacje trwały krótko, kolejnymi wrażeniami były już twardy asfalt pod stopami, szum wiatru w uszach i ciepłe powietrze na twarzy. Skupił się na okolicy i rozpoznał tę uliczkę, chociaż latarnie nie były zapalone. Niebo rozjaśniały jedynie resztki słonecznego blasku rozlewające się nad północno-zachodnim horyzontem. Piotr nie widział świateł w oknach domu Rainera, ale to nie było dziwne, w końcu budynek stał dobre dwadzieścia metrów stąd i zasłaniały go drzewa.

Król delikatnie puścił Malwinę, z lekkim niepokojem obrócił się i odprowadził wzrokiem przejeżdżający wąską drogą samochód. Musieli zejść na chodnik, biegnący tu tylko po jednej stronie jezdni. Auto oddaliło się, ale Piotr i tak irracjonalnie zapragnął ukryć twarz pod kapturem bluzy lub daszkiem czapki, chociaż nie wziął ze sobą ani jednej z tych rzeczy. Nie bał się rozpoznania, często pojawiał się na ulicach Krakowa i innych odwiedzanych miast, rozmawiał z ludźmi, wchodził do sklepów, ale nie chciał, by ktokolwiek zobaczył go tutaj – w miejscu, do którego zdecydowanie nie powinien przychodzić.

– To tam. – Wskazał dziewczynie drogę, a w końcu i tak poszedł pierwszy.

Nie miał broni, no poza małym składanym nożem, który zawsze nosił przy sobie. Nie powinno się przychodzić uzbrojonym do domu wampira, ale przecież nie zamierzał wyciągać ostrza.

Ufał Malwinie, której po śmierci wampirzego właściciela brakowało przewodnictwa. Piotr miał nadzieję, że wypełnił tę lukę. Próbował z nią o tym rozmawiać, ale dziewczyna z uporem godnym lepszej sprawy wciąż traktowała go z należnym monarsze szacunkiem – nawet wtedy, gdy próbował skrócić dystans i nawiązać przyjacielską więź.

– Trzymaj się blisko mnie. Wejdziemy do środka, szybko załatwimy sprawę i wracamy – powiedział przed wejściem, a kobieta przytaknęła bez słowa.

Furtka była otwarta. Piotr podążył ku budynkowi, w którym światło świeciło się tylko gdzieś w głębi. Uspokoił myśli, wyrównał oddech i nacisnął przycisk dzwonka. Usłyszeli zduszony, melodyjny dźwięk, niosący się echem po korytarzu. Minęło jednak dobre kilkanaście sekund, zanim ktoś zareagował.

To ewidentnie nie był wampir Rainer z Klanu Szmaragdu. W otwartych drzwiach stanął starszy, szpakowaty mężczyzna ubrany w elegancką koszulę i granatowe spodnie od garnituru. Świdrował przybyłych czujnym spojrzeniem jasnoniebieskich oczu.

– Dobry wieczór – zaczął Piotr. – Chciałbym zamienić słowo z panem Rainerem. Czy możemy wejść do środka?

– Zapraszam, panie.

Co Weronika mówiła o swoim ojcu? Miał niewolników, którzy zawsze byli prawnikami, zawsze dwóch – ta kwestia nieodmiennie budziła wesołość wampirzycy ze względu na skojarzenia z „Gwiezdnymi Wojnami”. Nie trzymał ich w domu, mieszkali ze swoimi rodzinami i zajmowali się głównie nadzorowaniem majątku Rainera. Poprzednim razem nie poznał żadnego z nich, ale teraz nie miał wątpliwości, że stoi przed nimi niewolnik.

Zachowywał się spokojniej niż ludzie Angela, ale na jego twarzy Piotr dostrzegł jakieś napięcie. Był też grzeczniejszy od Lary i Huberta, ale nie tytułował go tak, jak powinien zwracać się poddany do króla. Piotrek rozumiał i nie miał żalu. Dla niewolników jedynym, absolutnym władcą był ich właściciel.

Mężczyzna odezwał się dopiero wtedy, gdy Malwina zamknęła za sobą drzwi.

– Rozmowa z panem Rainerem nie będzie możliwa – oświadczył zdecydowanym tonem. Przystanął na środku przestronnego korytarza i chyba ani myślał poprowadzić gości gdzieś dalej.

– To bardzo ważne, zaczekam na jego powrót. Ewentualnie może pan mi podać jego numer telefonu, zadzwonię.

– To nie będzie możliwe – powtórzył człowiek. – Pan Rainer nie żyje.

Kurwa mać – zaklął Piotr w myślach.

– Przykro mi z tego powodu – powiedział szczerze. – Chciałem go ostrzec, lecz, niestety, przybyłem za późno.

– Więc pani Weronika… również zginęła? – spytał mężczyzna i utkwił w Piotrku natarczywe spojrzenie.

– Żyje, ale przez jakiś czas nie będzie osiągalna. To była czarodziejka, tak? Młoda i niezwykle uprzedzona do wampirów?

– Nie powinienem udzielać żadnych informacji w tej sprawie, panie. – Mężczyzna wykręcił się w iście prawniczym stylu. Wcześniej Piotr też rzucił mu bardzo ogólnikową odpowiedź. W ten sposób mogli rozmawiać godzinę i niczego się nie dowiedzieć. – Nie bez pozwolenia mojej nowej pani. Oczywiście powiadomiłem ją o waszej – spojrzał na Malwinę, jakby dopiero teraz dostrzegł jej obecność – wizycie.

Dotknął dwoma palcami skroni, dając tym do zrozumienia, że posłużył się telepatyczną więzią łączącą go z nową właścicielką.

– Niech twoja pani tu nie przychodzi! Ta czarodziejka chce zabić wszystkie wampiry, które miały ze mną kontakt! – uprzedził Piotr, podnosząc nieco głos.

Niewolnik skinął głową i na chwilę przymknął oczy – zapewne był w trakcie wymiany myśli z panią. Piotr cierpliwie czekał. Zerknął na Malwinę – kobieta stała po jego lewej stronie, trochę z tyłu. Trzymała się blisko, tak, jak wcześniej przykazał. Wyglądała na spokojną, co nie dziwiło go ani trochę. W końcu wizyty w wampirzych siedliszczach kiedyś były dla niej chlebem powszednim.

– Moja pani dziękuje za ostrzeżenie i pragnie przekazać, byście trzymali się z dala od jej klanu – powiedział w końcu. – A teraz, proszę, odejdźcie. Nie chcemy dalszych tragedii.

– My również nie. – Piotr jeszcze nie myślał wracać. – Zajmę się czarodziejką. Nie mogę obiecać konkretów, ale prędzej czy później… Przestanie być problemem. Jak ma na imię twoja pani? Może kojarzę. Weronika czasem opowiadała o swojej nowej rodzinie.

– Katia. – Mężczyzna odpowiedział lakonicznie.

– Pani Katia… – powtórzył Piotr, udając, że się zastanawia.

Słyszał o tej wampirzycy, Weronika twierdziła, że tylko ona jedna w klanie na pewno przewyższa ją mocą i obawiałaby się stanąć z nią do pojedynku. Rainera nie brała pod uwagę, jasne było, że stwórca zawsze pokona swe dzieci, przecież pił ich krew w trakcie przemiany. Wyglądało więc na to, że po zakończeniu afery z Niną Kowalik, Weronika nie zostanie przywódczynią Klanu Szmaragdu. Szkoda, bo otworzyłoby to kilka nowych możliwości.

Nie miał czasu roztrząsać tak daleko wybiegających w przód scenariuszy, nie kiedy przyszłość w zasadzie była niepewna.

Jeden problem naraz – napomniał się.

Mężczyzna nie podjął rozmowy. Twarda, uparta sztuka. Jeśli zaraz się stąd nie zabiorą, gotów będzie ich wygonić choćby kijem od szczotki. Musiał być adwokatem, Piotr nie miał żadnych wątpliwości. Przy odrobinie wysiłku zdołałby odnaleźć go wśród członków palestry, ale skoro nie raczył się przedstawić, to pewnie zależało mu na zachowaniu anonimowości. Dobrze, trzeba będzie kończyć tutaj i zacząć planować dalsze ruchy.

– Weronika chyba coś wspominała – przerwał ciszę. – No cóż, dziękuję za poświęcony czas. I naprawdę przykro mi z powodu pana Rainera. Życzę dobrej nocy i mam nadzieję, że jeśli jeszcze kiedyś się spotkamy, okoliczności będą znacznie bardziej radosne.

– Dobranoc. – Pożegnał ich spokojny głos niewolnika.

Piotr zdążył ujrzeć zdumienie w jego oczach, gdy Malwina teleportowała ich z powrotem na Wawel.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (16)

  • MKP 5 miesięcy temu
    "Ostrowska nie była czarodziejką w zwykłym rozumieniu tego słowa," - pytanie się ciśnie na otwór gębowy: "Kim zatem była Malwina?".

    "A inni oficerowie, owszem, zaczęli kręcić się w pobliżu" - tam też udają, że pracują jak kierownik przyjdzie🤣

    "Ale gdy wstąpił na tron, dziewczyna zniknęła." - a ja wiem gdzie była🤭🤭

    "Teleporterka to gapiła się w zdjęcie, to" - czyli malwa to chodzący generator w
    Worp🧐🧐

    "– To nie będzie możliwe – powtórzył człowiek. – Pan Rainer nie żyje." - pan zginął i oni se tak na spokojnie, na luzaki? Słabo ich indoktrynował, że nie lamentują 🤔🤔
  • Vespera 5 miesięcy temu
    Malwina, proszę pana, to kobieta, co dostała prezent od takiej jednej wąpierzycy. Coś jak Jeys i ogień, tylko bez artefaktu. I jest chodzącym generatorem warp, ale tylko tym.

    Wszędzie tak udają, to cecha ponaduniwersowa.

    A tam wiesz, nic nie wiesz ;P Chyba że kiedyś o tym gadaliśmy i zapomniałam.

    No Rainer inaczej traktował swoich niewolników, bardziej jak pracowników niż własność, więc lamentów nie ma.
  • MKP 5 miesięcy temu
    Vespera Ty mi nie mów co ja wiem, bo psychofanki wiedzą najlepiej, co się stało😠😠
  • Vespera 5 miesięcy temu
    MKP Słowa-klucze: jezioro, bombelki, Analek, odleżyny?
  • MKP 5 miesięcy temu
    Vespera i mały Analek, mulat z pierwszego związku
  • Vespera 5 miesięcy temu
    MKP Jakim cudem mulat, to już nawet nie dociekam, ale odpowiedź brzmi: OTÓŻ NIE.
  • MKP 5 miesięcy temu
    Vespera szkoda, żeś taka mało harda w dociekaniach, ale cóż...
  • Vespera 5 miesięcy temu
    MKP Zakładając, że Analek jest dzieckiem J i R, to czarny nijak być nie może. Chyba że sierotę z Afryki adoptowali.
  • MKP 5 miesięcy temu
    Vespera Jeśli jest to dziecko J i R to wiesz jak jest robione i śnieżno-biale być nie moze
  • Vespera 5 miesięcy temu
    MKP No tak... Czemu ja od razu nie pomyślałam, że ty o tym pomyślisz...
  • droga_we_mgle 5 miesięcy temu
    "Europa od osiemdziesięciu lat była spokojnym miejscem, ale nikt, nawet najpotężniejsi magowie, nie mógł przewidzieć przyszłości. " - :')

    "Ale zawsze, kiedy tylko pojawiał się w bardziej publicznej części zamku, ludzie nagle znajdowali zajęcia gdzieś w polu widzenia, powodowani ciekawością krążyli jak ćmy wokół lampy…" - Piotrek celebryta😎

    Ogólnie istnieje jakiś fanklub Piotrka? Mam za dużo na głowie (czytaj: za leniwa jestem), żeby sama założyć, ale jesli ktoś już to ogarnął, będę ubiegać się o członkostwo ;)
  • Vespera 5 miesięcy temu
    O proszę, mój Piotrek karierę robi w internetach :D Jeśli chodzi o fanklub, to możesz zostać honorową członkinią. Tylko ja bym się jeszcze dwa razy zastanowiła, bo on taki milutki jest tylko na wierzchu - czego w tym opku akurat nie widać.
  • MKP 5 miesięcy temu
    Vespera Hola, hola!! Ja tu jestem glówną psychfanką, więc należy się podatek członkowski. Z zieloną kartą premium można też zostać beta psychofanką (w myśl poszanowania neutralności płci mężczyzn również nazywamy psychofankami). W klubie jest na razie sześć moich osobowości ale się rozwijamy🤣🤣
  • Vespera 5 miesięcy temu
    MKP Na ciebie i twoje osobowości to osobny klub założymy.
  • droga_we_mgle 5 miesięcy temu
    "czego w tym opku akurat nie widać" - to są/będą jeszcze jakieś inne, gdzie się pojawia?? :D
  • Vespera 5 miesięcy temu
    droga_we_mgle Są w planach.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania