Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!
Prima Aprilis cz. 22
NOWE ŻYCIE – NOWA JA
Byłam ciekawa, jak będzie wyglądał nasz pierwszy poranek w nowym mieszkaniu. Gdy zadzwonił budzik poczułam się niepewnie. Co najpierw? Co najpierw?
Owsianka, rzecz jasna i fajka na balkonie do kawy. Prysznic, golenie, suszenie włosów. Przecież od 1 kwietnia 2013 roku nie wychodzę z domu nieogolona i niewyczesana. Dbam o siebie bardzo. Budzę dzieci. Po raz pierwszy na Poznańskiej, nie na Nowo. Rzeczy już uszykowane. Jedzenie gotowe. Kamilek je ze mną owsiankę. Kacper nie chce nic. Wychodzimy o 7 15. Zdziwiona jadę przez miasto bez korków. W 15 minut jesteśmy pod boiskiem Kacpra. Piszę do Kuby, że bez korków dojechaliśmy. Chcę się z nim dzielić każdym szczegółem mojego życia.
- No widzisz, a tak się martwiłaś – odpowiada po chwili.
Już wstał. Wstaje o 8. Do tej godziny czekam na jego sms lub viberową wiadomość. Ponieważ wstaję bardzo wcześnie to czekanie trwa długo. Piszemy do siebie dzień dobry, miłego dnia, jak się spało. Nie możemy spać razem, bo rozwód i dzieci i wiele innych powodów. To chociaż piszemy na dzień dobry i dobranoc. Niby tak mało a jednak tak wiele. Daje poczucie bezpieczeństwa. Uczucie, że ktoś jest, ktoś o Tobie myśli. Takie ważne.
W czwartek dzieci jadą już do Michała. Potem od razu zabiera ich na tydzień do Wawy. Mam więc dwa weekendy i cały tydzień dla siebie i Kuby, bez dzieci, na nowym mieszkaniu. Kuba śpi u mnie prawie codziennie w okolicach weekendów. W tygodniu nie. Na pierwszy wieczór we dwoje w nowym mieszkaniu przywozi wino, ale nie kwiaty. Trochę mnie to dziwi, ale nie narzekam, w końcu jest, i to mi powinno wystarczyć. Robię kolację. Kubie tak smakuje, że prosi o dokładkę, co nie jeste proste, bo zjedliśmy wszystko. Robię więc kolację po raz drugi. Pijemy wino, rozmawiamy i kochamy się. Jest mi bardzo dobrze. Lubię się z nim kochać. Czuję go tak mocno. Jest jakaś magia między naszymi ciałami. Lubię jego ciałko. Takie przytulne i męskie. Kochane. Na drugi dzień jadę z mamą i babcią do Bydgoszczy na grób cioci. Nie chce mi się, ale robię to z poczucia obowiązku. W końcu babcia chce tam pojechać. Mamy się też spotkać z synem zmarłej cioci – Pawłem, co już w ogóle mi nie leży, ale co zrobić. Na miejscu okazuje się, że z Pawłem rozmawia się cudnie. A właściwie pięknie się go słucha. Bardzo ładnie mówi po polsku, co nie powinno dziwić, bo jest Polakiem, a jednak w dzisiejszych czasach nikt już tak nie mówi. Słucham więc jego opowieści o pracy w Irlandii i ludziach, którzy tam żyją. Irlandczycy bardzo lubią śpiewać. W pubach sączą piwo śpiewając sobie razem. My jemy razem obiad i wracamy. Już chcę się zobaczyć z Kubą. Po powrocie jestem tak padnięta, że kładę się spać. Uwielbiam te drzemki popołudniowe. Wieczorem przyjeżdża Kuba. Ja mam parcie na wyjście. On nie, ale jednak wychodzimy. Stawiam na swoim. On coś marudzi, że nie ma kasy. Akurat. Zawsze ma. Gdyby miał wyjść z kumplami, miałby kasę. A ze mną to co che robić? Przecież to mój weekend bez dzieci. Chcę wyjść. Ostatnio nie mogłam, bo przeprowadzka, bo to, bo tamto. Upijamy się oczywiście i uprawiamy pijacki seks.
Rano sami nie wiemy, co robić, ale coś wymyślamy. Oglądamy jakiś film bez sensu. Nie mogę znaleźć swojego miejsca u jego boku. Zaczyna mnie drażnić jego obecność w moim mieszkaniu. Nie wiem, co ze sobą zrobić. Film mnie nie interesuje. A siedzenie obok nudzi. Nie wiem, czego bym chciała. Ale coś mi w tym byciu razem przeszkadza.
W kolejny weekend wychodzimy znowu. Znowu bomba, Lądujemy u jakichś studentów i palimy blanty. Śmiejemy się jak dzieci. Wychodzimy roześmiani ze słoikiem z sokiem ogórkowym. Jedziemy spać do Kuby. Uprawiamy cudny seks. Po paleniu tak mocno czuć! Budzimy się wykończeni i znowu jakiś film, i ja znowu nie wiedząca, co ze sobą począć.
Wracają dzieci. W końcu pomieszkają trochę w nowym domku. Codziennie kończę dzień winkiem, opowiadaniem im bajek i głaskaniem ich na zmianę po plecach. W nowym mieszkaniu czuję się dobrze. Dzieci jeszcze nie. Często wracają myślami i słowami do mieszkania na Nowogrodzkiej. Nie dziwię im się. Nie złości mnie to. Dam im czas. Coraz więcej cieszę się nimi. Rozmawiamy, bawimy się. Gramy w gry planszowe. Nie irytuje się nimi. Choć wiem, że jeszcze długa droga przed nami do bycia taką super okrojoną rodzinką.
W piątek przyjeżdża Beata z synkiem Stasiem i siostrzenicą Gabrysią. Pijemy winko. Co jakiś czas przerywa nam Kuba. Jest w knajpie. Pije z kumplami. Wkurza mnie, że dzwoni i mi przeszkadza i jeszcze rozmawia przy mnie z laskami w toalecie. Odkładam więc słuchawkę i już całkowicie oddaje się Beacie. Czuję jednak, że nie mam powera do picia. Około 22 30 przepraszam ją i idę spać. Chciałabym dłużej porozmawiać, bo rozmowy z nią zawsze były fajne. O życiu, facetach, Kubie, dzieciach, rozwodzie, wszystkim, ale czuję jakieś dziwne zmęczenie i chcę już spać. Beata zdziwiona, ale nie ma wyjścia. A dopiero co szła po drugie wino do Jeżyka. Na drugi dzień budzę się jakby zmęczona. Ale tłumaczę sobie, że to przez wino. Jednak nie zdaję sobie sprawy, że od środka toczy mnie choroba. Wieczorem zawożę Kacpra do ojca Michała na oglądanie meczu. Wracam z Kamilkiem do domu. Kładę go spać i popijam winko, Oglądam stare zdjęcia i po kolei przesyłam Kubie wraz z opisem, z jakiego okresu pochodzą. Muszę, chcę się z nim dzielić wszystkim. Mam wrażenie, że jest trochę tym znudzony i poirytowany, ale nie mogę przestać. W niedzielę sprzątam i jadę odebrać Kacpra. W drodze powrotnej jedziemy do Lidla. Kacprowi robi się słabo. Ja też nie czuję się wyśmienicie choć zjadłam pyszne śniadanie u teścia. Ciekawe, czy zawsze będzie dla mnie teściem, czy zawsze będę do niego mówić tato. Dojeżdżamy do domu. Po chwili przyjeżdża Marlena z dziećmi. Po raz pierwszy na Poznańską. Mieszkanie jej się podoba bardzo. Robimy i jemy dobry obiad. Czuję, że jest mi jakoś gorąco i słabo, ale przecież sprzątalam, zrobiłam zakupy, byłam na śniadaniu, dawałam radę. Może to tylko chwilowe zmęczenie. W poniedziałek rano Kacper jest już całkowicie chory, ja też. Cała nasza trójka zostaje w domu. Dostajemy jakieś bardzo silne leki, które powodują, że jesteśmy totalnie osowiali. Ja pracuję oczywiście, ale nie jest mi łatwo. Zajmować się chorym Kacprem, Kamilem, ogarniać jedzenie i brać udział w telekonferencjach. Jestem wyjątkowo słaba. Masakrycznie. Oczekuję od Kuby wyjątkowej atencji, ale on ma akurat jakiś bardzo napięty czas w pracy. Nie pisze. Nie dzwoni. Nie nic. Proszę go, by wysłał coś na poczcie, bo obiecałam, że komuś dostarczę kosmetyczkę, którą ode mnie kupił. Kuba tłumaczy mi, że mogę to zrobić sama, gdy wyzdrowieję, ale ja się upieram, bo przecież obiecałam kupującemu, a on już mi przelał pieniądze. Kuba tłumaczy mi logicznie, że kupujący poczeka, ale mi jest przykro, że Kuba nie chce dla mnie czegoś zrobić. On się wkurza. Kolejne dni wyglądają podobnie. Cała nasza trójka chora, ja czekająca na cokolwiek od Kuby. On jakoś widzi problem we wszystkim i z trudem robi mi zakupy. Chciałabym też dostać jakąś niespodziankę od niego, sugeruję mu to. Przywozi mi coś, zostawia pod drzwiami i odjeżdża. Dzwoni, żebym otworzyła drzwi. Cieszę się, ale jakoś nie tak jakbym chciała, bo czuję, że to jakby wymuszone. Wcześniej romawiałam z Radkiem, naszym wspólnym kumplem, któremu zwierzyłam się, że czuję, że Kuba to nie to, i że on wmawia sobie trochę, że jest we mnie zakochany, by zapełnić pustkę swojego życia. Radek trochę przyznaje mi rację, Rozmawiamy też o niespodziance, którą tak bardzo bym chciała. Sama do końca nie wiem, dlaczego nawiązują z nim kontakt. Może wciąż wspominam jego urodziny, kiedy to on poczuł jakąś chemię do mnie i jakoś mnie to kręci? Nie wiem. Ale piszemy i dzwonimy do siebie codziennie. Pewnego dnia nawet przywozi mi sok z buraków, który ma mnie uleczyć. Chwalę się tym Kubie, chyba by wzbudzić zazdrość. Kobiety. Po całym tygodniu chorowania dzieci jadą do Michała. Zostaję sama, chora i sama. Cieszę się, bo zmęczyły mnie te dzieci w domu okropnie plus moja praca. Były oczywiście miłe chwile, jak na przykład ta, kiedy Kacper zaczął pisać swoją książkę widząc, że ja piszę tę. Wyrzucił w tej króciutkiej książeczce wszystko to, co tłumił w sobie od początku tej całej sytuacji. Jak dowiedział się o zdradzie swojego taty, jak się czuł. Przeczytał mi to wszystko. Nawet nie zdawałam sobie sprawy, jak bardzo wiele widział i czuł. Nie zwracałam na to wcześniej uwagi, byłam całkowicie skupiona na sobie. Co za matka ze mnie. Wieczorem w piątek przyjeżdza Kuba. Nie ma dobrego nastroju, bo przez cały tydzień nazbierało się sporo animozji między nami. Ja oczekująca, że on będzie się mną opiekować, on mający mnie i moich oczekiwań serdecznie dosyć. Przyjeżdża z winem. Nie wiem, czy już powinnam pić, ale piję. Rozmawiamy. Poważnie.
- Co Ty mi właściwie dałaś przez te parę miesięcy?
Pyta, a ja nie mam pojęcia, co odpowiedzieć. W pierwszej chwii wydaje mi się, że nic.
- Nie wiem, no ... Nie wiem, musiałabym się zastanowić.
- No właśnie, nie wiesz. Ja Tobie tyle dałem, pomagałem, a Ty nic. Chciałbym wiedzieć, jaki masz stosunek do mnie.
- No na przykład głaskałam Ciebie, rozśmieszałam.
Odpowiadam bez sensu.
Kuba leży daleko ode mnie. Chciałabym go przytulić, ale nie wiem jak. Jest zamknięty na mnie całkowicie. W końcu po dopiciu całego wina jakoś tak się dzieje, że zaczynamy się kochać. To nam zawsze wychodzi. Zasypiamy. Rano jemy śniadanie i jedziemy obejrzeć miejsce, w którym Kuba chce otworzyć drugi oddział swojej firmy. Jemy obiad i wracamy do mnie. Siadamy na kanapie i oglądamy film. Potem przenosimy się do łóżka i kochamy tak jak on lubi. Niewiele czuję. Oglądam jednym okiem film. Po wszystkim Kuba mówi, że chce wrócić do siebie. Nie oponuję, bo mam jechać do koleżanek w sprawie marketingu sieciowego. Jednak okazuje się, że koleżanka odmawia. Dzwonię do Kuby, że możemy się jednak spotkać, a on mi na to.
- Nie wiem, czuję, że zrobiłem 2 kroki w tył, jakoś dziwnie to wszystko czuję.
- Aha, świetnie, no to pa.
I odkładam słuchawkę.
Co za infantylne zachowanie z mojej strony. Zamiast porozmawiać, wysłuchać go, po prostu odkładam słuchawkę. Potem zaraz biegnę po wino i dzwonię do Radka. Ryczę w słuchawkę i mówię, że właśnie rozstałam się z Kubą.
C.D.N
Komentarze (2)
/ale przecież sprzątalam, zrobiłam/ – sprzątałam
/- Co Ty mi właściwie dałaś/ – zaimki osobowe w takim kontekście zapisu, nie powinny być dużą literą
Jest ponoć tendencja, nawet małżeństw, żyjących osobno w swoich mieszkaniach, domach i spotykających się neutralnie.
C'est la vie, spoko, chyba że choroba wszystko zmieni...
cul8r
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania