Poprzednie częściSzalony - Ilu nas jest?

Szalony - fragment

Trzask pękającej gałęzi pod moją stopą wystarczył, by zwrócić na siebie uwagę czatującego zwiadowcy. Odwrócił się, rozejrzał w prawo i w lewo a następnie, trzymając przed sobą pokaźną broń ruszył w moim kierunku.

Oparty plecami o pień drzewa, nasłuchiwałem jak się zbliża. Miałem jedną, jedyną szansę, żeby go zaskoczyć. Gra toczyła się o moje odzyskane życie. Ktoś, kto wie jak wygląda śmierć boi się jej podwójnie. Przypomniałem sobie jak na studiach graliśmy z kumplami we wbijaka. Rzucaliśmy w prowizoryczną tarczę tępym nożem. Ręka z siłą i precyzją musiała wyrzucić nóż tak, by ten był w stanie wbić się w zawieszony kawałek drewna. Pięć, cztery, trzy dwa, jeden… teraz albo nigdy. Wychyliłem się i z zamachem wypuściłem scyzoryk w śmiercionośny lot. Krzyk. Wróg padł i…znikł. Dosłownie rozpłynął się w powietrzu. Adrenalina pulsująca w żyłach sprawiła, że nie pomyślałem nawet, by zawrócić po broń. Z całych sił, pokonując powalone drzewa, ruszyłem do chaty.

Z buta otworzyłem drzwi, które wraz z zawiasami wpadły do niewielkiego korytarza.

– To ja – Krzyknąłem. – Wyłaźcie, musimy wiać.

Właz na strych otworzył się. Dziewczyny zbiegły jedna po drugiej. Ana wyglądała na przerażoną. Po twarzy płynęły jej łzy. Mery w przeciwieństwie do koleżanki miała zacięty i hardy wyraz twarzy. Złapała ją za rękę i biegnąc za mną krzyknęła.

– Dokąd?

– Na południe, przez las w stronę miasta.

– Dejv?

– Ściągnął pozostałych na siebie.

Moje płuca piekły. Za stary byłem na bieganie. W zasadzie nigdy nie lubiłem biegać. Zawsze uważałem to za zbędny wysiłek. Chodziłem na siłownię i tam rzeźbiłem atletyczną sylwetkę.

Jakieś trzydzieści minut później byliśmy już w centrum miasta. Ze spuszczonymi głowami siedzieliśmy pod ścianą zatłoczonego dworca kolejowego. Bez pieniędzy, bez dokumentów, bez broni, bez planu i bez Dejva. Zmęczenie, strach i wściekłość buzowały w mojej czaszce.

– Czy dowiem się wreszcie co się tu do cholery dzieje?

– Okłamali was Szalony.

Mery nawet na mnie nie spojrzała, uniosła głowę ku górze, jakby w błękicie nieba miała napisane co ma mi przekazać.

– Nie ma granicy pięciuset. Znaczy się jest, ale nie taka jak myślicie. Po przekroczeniu bariery wracacie tam skąd przyszliście. Do czyśćca. Każde z was, bez wyjątku.

– Dlaczego nie powiedziałaś mi wcześnie? Kłamałaś, mówiąc, że nie wiesz co się dzieje. I mam Ci teraz uwierzyć? - Anna wstała. Była wzburzona i zła.

– Twój brat nie chciał, żebyś się jeszcze bardziej bała. Chciał Cię chronić

– Więc Dejv wiedział?

– Tak. Powiedziałam mu co się może wydarzyć. Przygotowałam go. Dzięki temu jeszcze żyjecie.

– A kim ty jesteś, bo rozumiem, że nie jedną z nas? – zapytałem.

– Przysłał mnie Erin. Brat Jahrima. Podejrzewał, że jego brat od dawna wykorzystuje ludzi. Zwerbował mnie spośród grona mniejszych aniołów, od zawsze mieliśmy dobry kontakt, ufamy sobie. Dostałam to śmiertelne ciało i informację jak do was dotrzeć. Aby dać mi więcej czasu zaczął blokować wasze telefony.

– Zaraz. Nic z tego nie rozumiem. Przecież sam Stwórca nas przywrócił.

– Nikt, nawet anioły nie widziały nigdy oblicza stwórcy. To była jedna, wielka mistyfikacja. Od samego początku do końca. Cały ten Sąd Ostateczny. Naprawdę uważasz, że bycie bawidamkiem rozpustnikiem można otrzymać siedemdziesiąt siedem lat?

– A śmierć? Była tam, widziałem ją i czułem.

– Widziałeś to, co miałeś zobaczyć. Ludzie stworzyli sobie wizerunek śmierci jako zakapturzonej kostuchy. Czarny zadbał o to, żeby go odpowiednio odwzorować. Ma wielu pobocznych.

– Więc śmierć się nie pomyliła, zabierając mnie z tego świata?

– Oczywiście ,że nie. Ona jest nieomylna.

Zapadła cisza. Ja starałem się uporządkować sobie w głowie to co usłyszałem, tymczasem Anna nerwowo przechadzała się w jedną i drugą stronę.

– Ale po co? Po co to wszystko?

– Ciszej Ano, zwracasz na siebie niepotrzebną uwagę. Zastanawiałaś się kiedyś dokąd idą dusze, które odławiasz?

– Do czyśćca, do nieba? Nie wiem. Zależy.

– Podejrzewamy, że wysłałaś je wszystkie do piekła. Bez możliwości odkupienia win, na wieczną niewolę. Każdy z was nieświadomie działał dla szatana.

Te słowa prawie wyrwały mi serce. Stanął mi przed oczami widok roześmianej twarzy sześciolatka, któremu powiedziałem, że za chwilę trafi do mamy. Wysłałem Antka i pozostałych do piekła?

Następne częściSzalony - co dalej?

Średnia ocena: 4.2  Głosów: 5

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (2)

  • Dekaos Dondi 9 miesięcy temu
    Atyldo↔Tekst aż "pulsuje przy czytaniu" To rzecz jasna metafora, ale zapewne wiesz, co mam na myśli. Jestem na Tak, w odczuciu mym:)
    P.S↔"Naprawdę uważasz, że za bycie bawidamkiem... "→jakby za, brakowało?
    Pozdrawiam😐:)
  • Atylda 9 miesięcy temu
    Tekst wrzucony na świeżo, muszę poprawić literówki i... brakujące za 😊 pozdrawiam serdecznie!

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania