Poprzednie części: Więzy rodzinne - Dziedzictwo - Prolog
Więzy rodzinne - Dziedzictwo - Jak w mydlanej bańce - część trzecia
Od tego wieczoru przedstawiał mnie jako swoją dziewczynę, a ja się czerwieniłam.
Całość w Zeszycie czwarty mojej książki Opowiadania z zakładką :)
Komentarze (18)
Strasznie słodka ta miłość, aż mdli. Oby jak najdłużej im się tak sielankowo żyło. Nie podoba mi się spojrzenie Huberta na inny kolor skóry, to już rasizm. W tej części zagnieździło mi się w glowie dużo niepokokoju. Coś mi się wydaje, że Hubercik pokaże ciemne strony. Pozdrawiam ciepło
Twoje spostrzeżenia są bardzo trafne, czytaj dalej, ciekawa jestem Twojej opinii :)
Również zwróciłam uwagę na jego rasistowskie spostrzeżenia, ale również na oczekiwanie potomka płci męskiej. Dość staroświecki pogląd, mam też nieodparte wrażenie, że Hubert może okazać się przemocowcem, ale oby nie :) 5
Bystre spostrzeżenia, brawo :)
"Pokarzę" - pokażę. Również tu 5. :)
Lotko, szukałam tego i znaleźć nie mogę, w wolnej chwili znajdę, dziękuję :)
KarolaKorman to może dłuższy cytat: "Będziesz dużym chłopcem jak tata – mówił przed snem Hubert do mojego brzuszka. – Jak tylko zaczniesz chodzić, zabiorę cię do lasu i wszystko pokarzę. Twojej mamie nie wszystko pokazałem – uśmiechał się, zerkając na mnie." :)
Znalazłam, dziękuję, ale wstyd :)
Zaraz tam wstyd. Najlepszym się zdarza. :)
Piąteczka ;) Snuję domysły, co do dalszej fabuły i rozwoju wydarzeń ;)
Snuj, ale proszę nie podglądaj komentarzy :) Cieszę się, że kontynuujesz :)
KarolaKorman Walczę z tym nałogiem ;)
Szybko się toczy wszystko. Ciąża - okej, ja uważam, że to cud i dar boży, ale żeby od razu brać ślub.. Ślub z powodu ciązy jest oznaką niedojrzałośći, bo trzeba się najpierw upewnić. Mam wrażenie, że urodzi się dziewczynka, której on nie będzie akceptwał...
Tu trafiłaś tylko w trójkę :)
Twoje teksty nie są wolne od błędów. Gdzieś tam brakuje przecinka, w innym miejscu stoi niepotrzebnie, jakiś wyraz jest źle odmieniony, zamiast "Dziecięcy" napisałaś 'dziecinny", choć moim zdaniem pierwsza wersja jest lepsza, bo dziecinny to ktoś, kto zachowuje się dziecinnie, a dziecięcy to rzecz/pokój/no nie człowiek, która/który należy do dziecka. Ale nie przeszkadza mi to. To, co piszesz, tak bardzo wciąga, że niczego nie wypisuję, żeby tylko jak najszybciej kliknąć na kolejną część. Zaintrygowałaś mnie tym rasizmem... kurcze, a, już pamiętam, Huberta. :) No więc lecę czytać dalej :)
W wolnej chwili przysiądę do tego i poprawię literówki, nie zawracaj sobie tym głowy, czytaj i pisz mi tylko wrażenia :)
Lubię tę Lilkę :) - i jej fajne imię! Ogólnie rzecz ujmując, to mam wrażenie, że przygotowujesz grunt pod coś traumatycznego, co się niedługo wydarzy i zburzy całą harmonię zgodnej koegzystencji. W tej chwili Miriam żyje w świecie, który mógłby być spełnieniem dla każdej wchodzącej w dorosłe życie dziewczyny: kochający mężczyzna u boku, dla którego ona jest całym światem; oboje wystarczają sobie sami do szczęścia; wszystko bez trudu i codziennego szarpania się z rzeczywistością gładko rozwija się zgodnie z oczekiwaniami.
W naszej szerokości geograficznej takie sytuacje zdarzają się prawie nigdy, więc ten przedstawiony przez Ciebie świat może wydawać się mało realny. Ale w szerokim świecie niekiedy tak bywa. Miałem w dalszej rodzinie taki przypadek, że pewna piękna dziewczyna blond ok. 25 lat, pracując w hotelu poznała pewnego niskiego, łysiejącego Włocha ok. 40 lat (kawalera). Odprawiała go z kwitkiem przez pewien czas, marząc o romantycznej miłości, aż do momentu kiedy zaproponował jej wspólne wakacje na wyspach Bora Bora. Okazało się, że był dziedzicem wielkiej fortuny i miał wielopokoleniowy majątek we Włoszech. Szybko po tym wyjeździe za niego wyszła. Tradycyjny ślub i wesele zgodnie ze staropolskim zwyczajem odbyły się na zamku w Polsce, gdzie Włoch dwoma samolotami przywiózł swoją włoską rodzinę. Sztuczne ognie kosztowały kilkadziesiąt tysięcy, a sama uczta była królewska. Mama panny młodej mdlała na samą myśl, jak wielkie pieniądze pan młody wydał na zabawę. Na te sztuczne ognie musiałaby pracować kilka lat... Kiedyś ich odwiedziłem - żyją jak arystokraci, mają trójkę dzieci (same dziewczynki). To trwa od ok. 15 lat i wszyscy mają nadzieję, że tak będzie dalej.
Pozdrawiam (5)
Czyli jednak zdarzają się takie małżeństwa nie tylko w mojej wyobraźni :)
Czasem człowiek szuka drugiej połówki, a stoi tuż obok. Cieszę się, że kuzynka trwa w związku i dobrze się im układa, to pocieszające :)
Piękną historię mi opowiedziałeś, dziękuję i pozdrawiam :)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania