Z odważnym kompanem (część IX)

Mój tata zawsze ma poczucie humoru. Wczoraj na naszą działkę wtargnął złodziej, który prawie nas pozabijał, a dzisiaj jest gotowy do wyjazdu w góry. Podziwiam go, mówiłam mu to. Powiedział, że ja też taka jestem i że mam to po nim i po mamie. Oh...mamie.

- Co jest córeczko? - spytał tata, gdy wysiadaliśmy z auta w garażu.

- Brak mi jej... - odparłam, dobrze zrozumiał.

- Oh...przepraszam. Mi też - odparł, klepiąc mnie op plecach - idziemy do Buddy'ego?

- Tak - powiedziałam, starając się zapomnieć. Weszliśmy do domu, ale Buddy'ego nie było przy drzwiach.

- Buddy - zawołał tata! Nie przyszedł. Zaczęliśmy się martwić. Gdy wbiegliśmy do salonu (który wraz z kuchnią stanowi jedno pomieszczenie), zobaczyliśmy wszystkie moje zapasy waniliowych ciasteczek na podłodze. W dodatku pudełka były rozdarte i puste.

- Cicho - powiedziałam, uciszając tatę - słyszysz?

- Tak - szepnął tata. Podeszliśmy do kanapy i po cichu zaglądnęliśmy. Ja wybuchnęłam cichym chichotem, a Jack złapał się za głowę. Nasz kochany piesek leżał (przepraszam, uwalił się) na kanapie, chrapiąc jak krowa. Był tak obżarty moimi słodyczami i spał tak głęboko, że nie obudził się nawet, gdy go wołaliśmy. Potwierdziły naszą hipotezę okruszki przy jego mordce.

- No jak z jakiejś bajki po prostu - wzburzył się tato!

- Spokojnie, zaraz damy mu niewielką nauczkę - zaśmiałam się chytrze i pobiegłam do mojego pokoju. Wyciągnęłam z szafki Buddy'ego jego zabawkę, której nienawidził. Dostał ją od Sarah, ale jej piskliwy dźwięk go przeraża. Boi się jej nawet dotknąć. Wraz z piszczącą, gumową kaczką zeszłam na dół i machnęłam nią tacie, na znak czasu rozpoczęcia zemsty.

- Schowaj się w łazience, a ja będę za ścianą na schodach - szepnęłam, a tata przytaknął. Oboje nie mogliśmy powstrzymać śmiechu. Tak go denerwowała ta zabawka, że aż widzę jego wściekłość, gdy skombinujemy mu niespodziewaną pobudkę. Zabrałam piłkę, którą zostawił w kuchni, a kaczuszkę położyłam na dywanie, tuż obok niego. Pobiegłam na schody, wychyliłam się zza ściany i celowałam. "Masz jeden celny rzut"- myślałam. Trafiłam, a głośny pisk zabawki rozległ się po całym domu! Buddy podskoczył przerażony i wył do sufitu, nie widząc co się dzieje. Ja powstrzymywałam śmiech, leżąc prawie na schodku, a tata, siedząc przy kaloryferze ledwo wytrzymywał. Gdy Buddy zobaczył pod kanapą tą zabawkę, wyskoczył z drugiej strony i zmierzał na schody. Wtedy ja zeszłam troszkę niżej i czekałam aż piesek wskoczy na pierwszy stopień. Było mi go już troszkę żal, więc gdy to zrobił, rozłożyłam ręce a zwierzak wpadł mi proso w ramiona. Jego serduszko bardzo mocno biło, a gdy zorientował się, że to ja, schował łebek i zaczął delikatnie merdać ogonem. Tata wyszedł wtedy z łazienki ze łzami w oczach od śmiechu.

- No już dobrze, już dobrze - klepałam piska po plecach, gdy już się uspokoił. Poszczekiwał na mnie, jakby chciał się poskarżyć, że ktoś zrobił mu ohydny kawał, ale wtedy poszliśmy do kuchni i pokazał mu bałagan, jaki narobił. Wtedy mu się przypomniało i chyba zrozumiał, że ta nauczka to moja sprawka. Zrobił minę typu "Przepraszam, ale sucha karma którą wsypał mi twój ojciec jest ble", no bo miska nieruszona.

- Teraz za karę będziesz musiał pozbierać wszystkie papiery - powiedział tata, patrząc srogo na psa.

- Do tego worka - dodałam, stawiając przed Buddy'm woreczek na śmieci. Piesek od razu zabrał się do roboty, ale coś tak jakby mu nie wychodziło. Kołnierz nie dawał możliwości psu dotknięcia podłogi mordką.

- Kurcze...to jak ty zjadłeś te ciasteczka? - zastanawiałam się, patrząc podejrzliwie na pupila. I wtedy zrobił te skinięcie główką i popisowo wywalił jęzor. Zawsze tak robił, gdy nie dowierzałam mu w jakieś jego czyny. Ta mina wyrażała tylko dwa słowa - "psie sekrety". W zupełności mi to wystarczyło.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania