Z odważnym kompanem (część VI)

Gdy wybawiliśmy się oboje w parku przy klinice Pana Browna, pojechaliśmy do domu ogarnąć z tatą bałagan na podwórku i w domu. Buddy nie puszczał swojej piłeczki ani razu, aż mu ślina ciekła. Dałam mu kość z paczuszki, ale miał problem z jej pogryzieniem przez ten kołnierz. Musiałam ją połamać i jakoś się udało. Tato zadzwonił po szklarza, aby wymienił szybę w moim pokoju i wziął się za odkurzanie małych drobinek szkła. Musiałam zająć czymś Buddy'ego, żeby nie pobiegł za dźwiękiem odkurzacza, którego szczerze nienawidził. Nie wiem co by było, gdyby powbijał sobie szkła jeszcze w poduszeczki łap. Poszliśmy więc do garażu, by sprawdzić, czy coś ważnego zaiwanił ten złodziej.

Po dłuższym szperaniu, uznaliśmy, że nic konkretnego nie udało mu się zabrać. Tata Jack już skończył sprzątanie mojego pokoju i wyszedł na dwór. Tam też nie było większych start. Wtedy tato dostał telefon od szklarza, że nie uda mu się przyjechać dzisiaj. Jak na złość, wszyscy inni fachowcy byli zajęci.

- Eh... - tato odłożył słuchawkę.

- Co jest? - spytałam.

- Dzisiaj nie uda mu się naprawić tego okna - odparł zakłopotany.

- To będę spała w salonie - machnęłam rękami.

- Ale wiesz, że Buddy zaśnie tylko na twoim łóżku - tato rozwiał mój pomysł.

- Oh...no tak. W sumie, on może tam spać.

- Zaziębi się, dzisiaj musi odpocząć.

- Może, skoro ja będę spać na kanapie, to i on?

- Nie mamy wyjścia.

Poszliśmy do domu, zrobić sobie kolację. Dzisiaj kuchnia wegetariańska. Kanapki z chleba pełnoziarnistego, do tego sałatka lodowa, biały twarożek i soczysta rzodkiew! Mniam! Oczywiście, połowa mojego posiłku wylądowała w brzuchu Buddy'ego. Dzisiaj na prawdę był ciężki dzień. Wyjazd w góry trzeba będzie przełożyć...

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (2)

  • Niusia 15.04.2017
    Przyjemnie się to czyta :)
    Podoba mi się
    Pozdrawiam Serdecznie
  • Bio 15.04.2017
    Dziękuję i również pozdrawiam

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania