Poprzednie częściVigor cz1  Vigor cz2  Vigor cz3  

Vigor cz4

- Planeta sama w sobie była podzielona na dwie części. Proszę sobie wyobrazić połowę planety taką jak nasza Ziemia . Druga połowa była w całości pokryta wysokimi , czarnymi górami. Te góry emitowały niesamowitą energię, która również wpływała na drogę orbitującego słońca. I to właśnie tam uderzył asteroid. Przechodząc przez atmosferę, uległ częściowemu spaleniu. To jednak nie zapobiegło gigantycznej eksplozji , która rozjaśniła tę część planety. Potężny pierścień ognia , który towarzyszył tej eksplozji nie rozprzestrzeniał się jednak tak szybko jak można byłoby się tego spodziewać.

W rzeczy samej zwalniał, tłumiony przez górskie labirynty . Podczas wybuchu można było również dostrzec , że to nie pierwszy raz kiedy ta planeta przyjęła tak potężny cios. Górzysta część planety była oszpecona niezliczoną ilością małych i dużych kraterów.

- Planeta z kosmosu wyglądała naprawdę niesamowicie. Przepasana wstęgami energii z jednej strony. Z drugiej , mglistą trzaskającą od wyładowań purpurową chmurą, z której wyłaniały się poszarpane , ostre górskie szczyty – kontynuował Igor.

- Czy planeta była zamieszkała ? Z nadzieją w oczach zapytał pan Jarosław. Po jego twarzy było widać, że znudziły mu się już opisy planet. Przyszedł tutaj po coś żywszego .

Oparty wygodnie w fotelu , Igor spojrzał w sufit swojego biura.

„Czy była zamieszkała” pomyślał. – Jak opisać jedne z najbardziej niesamowitych istot pozaziemskim? Jak przedstawić je komuś kto jest tylko człowiekiem ? Całe szczęście , że mam przed sobą edytora gazety popularnonaukowej . Człowieka z wyobraźnią. Inaczej miałbym problem a on już dawno opuściłby moje biuro.

- Tak , była zamieszkała. Jej mieszkańcy to Galantoni. I była to niesamowita rasa. Kształtem przypominali ludzi ale na tym podobieństwo się kończy.

- Kiedy po raz pierwszy Vigor postawił stopę na powierzchni planety Gal, był jak można sobie wyobrazić, oniemiały. Wybór oczywiście padł na jaśniejszą stronę, która z kosmosu wyglądała jak ziemia. Widoczne, wyspy i kontynenty. Ogromne połacie wody, prawdopodobnie oceany lub morza. Zieleń, w różnych odcieniach, przypominająca nasze lasy.

- Proszę pozwolić mi zgadnąć- przerwał pan Jarosław. – Planeta Gal , jedynie z kosmosu przypominała Ziemię. W rzeczywistości to nie były ani morza , lasy ani jeziora ?

- Eeee – zająknął Igor – Nie do końca, to znaczy, były i nie były. Pozwoli pan , że będę opowiadał dalej.

- Na samym początku muszę powiedzieć, że atmosfera była podobna do naszej, z tym że powietrze było odrobinę rzadsze i bardziej na jonizowane. Bardziej naelektryzowane jeśli pan woli. Lądując w ogromnej odległości od górzystej części planety, Vigor czuł, że to właśnie stamtąd wydobywa się ta elektryzująca energia. Jak morskie fale, przelewa się przez cały otaczający go krajobraz. Jak wydobywa się z górskich szczytów, ginących w górnej części atmosfery. Był to najwyższe szczyty górskie jakie Vigor widział . Były gigantyczne , jak wszystko zresztą na tej planecie. Musiały wznosić się dziesiątki kilometrów do góry.

- Lądując w okolicy lasu ,bo tak przynajmniej to wyglądało z góry. Vigor zrozumiał, że. drzewa, również są o wiele większe niż te , które mamy na ziemi. W rzeczy samej nie były to drzewa tylko rośliny. Mniej więcej dwa razy większe niż nasze drzewa. Z taką samą ilością gałęzi czy też łodyg , liści, i owoców leśnych. To był niesamowity widok. Spacerując u ich podnóża i spoglądając w ich korony. Pomiędzy nimi można było zobaczyć różne ptaki, bądź coś co je przypominało . Te zwierzęta miały czasami nawet dwa zestawy skrzydeł . Niektóre nawet trzy ! Wszystko wyglądało tak podobnie ale jednak inaczej. Krzewy, połamane konary, ściółka. Nawet sama ziemia po której stąpał była nieco inna. O wiele bardziej przyjemna do chodzenia. Pomimo tego , że Vigor miał wygodne buty i był swobodnie ubrany. Nie czuł, że chodził po twardej nawierzchni. To tak jakby chodzić po miękkiej poduszce, która utrzymuje cię w doskonałej równowadze bez zapadnia się w nią.

- Podróżując dalej pieszo, Vigor napotkał na swojej drodze, również inne większe zwierzęta, inne rośliny, inne rodzaje drzew. Mijał przecinające się potoki a nawet i małe jeziora. Jedno z takich jezior było szczególnie wyjątkowe. A mianowicie rośliny i coś co przypominało ryby , żyło na jego powierzchni. Nie przesłyszał się pan. Samo jezioro nie było za dużych rozmiarów więc i liczba mieszkających tam zwierząt nie była duża ale za to jakie to były zwierzęta ! Nie które ślizgały się po powierzchni , nie które po niej skakały. Nie które , wyposażone w skrzydła, potrafiły startować z powierzchni jeziora jak bezszelestne szybowce . Cechą wspólną każdego z nich była różnych rozmiarów cześć ciała , która co jakiś czas musiała zanurzyć się w gęstym jak żel jeziorze.

Planeta była pełna cichych i spokojnych miejsc, które do złudzenia przypominały zakątki naszej ziemi. Nawet polskie puszcze. Energia w tym miejscu przepływała tak spokojnie. Była niezwykle czysta. Jak najczystsze jezioro na ziemi a jej smak był niesamowicie orzeźwiający. Elektryzujący. Była pełna życia. Energia zdawała się płynąć od strony gór w jednym kierunku. Nie załamywała się, nie ginęła we wnętrzu planety. Ciągle przed siebie. W tym właśnie kierunku podążał Vigor.

- A mieszkańcy ? pan Jarosław przygryzał swój długopis , przeczesując włosy dłonią.

- To było właśnie najdziwniejsze – odparł Igor.

- Z kosmosu można było wyczuć bez żadnego problemu energię jej mieszkańców. Była bardzo słaba, co mogło wskazywać, że nie są to najsilniejsze istotny. Nawet ludzie na ziemi posiadają większy potencjał. Tutaj na powierzchni ich energia była jeszcze słabsza. Prawdopodobnie za sprawą gór po drugiej stronie planety. Emitując jednostajny poziom energii , skutecznie maskowały poziomy energii wszystkich żyjących istot.

Po kilku godzinach podróży, Vigor dotarł wreszcie do pierwszej zamieszkałej osady. Była bardzo prosta ale nie prymitywna. Jej granica zaczynała się nad brzegiem rzeki, którą można było przejść kamiennym mostem. Nie takim zwyczajnym mostem pod którym mogłyby przepływać statki. Był to rodzaj falochronu w poprzek rzeki. Ułożony z szerokich, dwumetrowych czarnych kamieni, przecinał rzekę na drugi brzeg. Z każdej strony , zaraz przy tym przejściu , usypane były ogromne kopce kamieni. Wyglądały całkiem zwyczajnie ale emitowała od nich energia silniejsza niż wszystko inne dookoła .

Zaczęło robić się zimniej . Vigor spojrzał w niebo , które stawało się ciemniejsze z minuty na minutę . Orbitujące słońce zachodziło już za horyzont, zmieniając za sobą krajobraz nie do poznania . Ziemia zamieniła się w szorstką , porowatą , gdzie nie gdzie szpiczastą powierzchnię . Drzewa jak i inne rośliny , zaczęły zwijać swoje liście i łodygi, zmniejszając swój rozmiar nawet o połowę . Płynąca obok rzeka , niemalże zastygła całkowicie. Nie było słychać szumu wody , wiejącego wiatru , falujących drzew ,odgłosu ptaków. Wszystko niemalże zastygło.

- Cała planeta poszła spać ? -zapytał zaciekawiony pan Jarosław.

 

Autobus numer 113 zatrzymał się przed oknami biura . Stojąc w długim jak okiem sięgnąć korku ,strasznie hałasował.

 

- Nie , nie zupełnie – lekko przyduszonym głosem , odparł Igor.

Obydwoje wpatrywali się w autobus , który produkował coraz więcej spalin . Zapanowała cisza ,przerywana od czasu do czasu sapaniem i prykaniem silnika.

-Nie rozumiem .Dlaczego w 21 wieku , po drogach poruszają się ciągle takie rzęchy ? zagadnął pan Jarosław. – Proszę spojrzeć . Pięciu czy sześciu pasażerów . Jaki to ma sens ? dodał.

- Nie ma. - odparł krótko Igor .

- Ale za to jest tanio . Poza tym , te elektryczne również skądś muszą brać prąd. Fakt ,mniej smogu na drogach to pierwszy krok . Obawiam się jednak ,że tak jak w przypadku surowców kopalnianych ,zatrzymamy się właśnie na tym pierwszym kroku.

 

Autobus z wolna ruszył do przodu , wypluwając za sobą obłoki czarnego dymu. Hałas piszczących hamulców , dało się słyszeć jeszcze przez dłuższą chwilę.

 

-Herbaty ? zapytał Igor .

-Tak poproszę – odparł pan Jarosław.

- Mamy jeszcze chwilkę czasu , więc możemy napić się dobrej herbaty – proponował dalej Igor.

Z dolnej szuflady swojego biurka, wyciągnął tacę, na której stały dwie świeżo zaparzone filiżanki herbaty.

-Mieszanka herbaty cytrynowej z dodatkiem czerwonego grejpfruta– powiedział , przesuwając filiżankę w stronę pana Jarosława. - Bardzo przyjemny zapach i jeszcze bardziej niesamowity smak.

Upijając niewielką ilość pan Jarosław zapytał .

– Herbata jest wyśmienita , ale w jaki sposób pan ją przygotował ? Nie słyszałem nawet jak gotował pan wodę ?

- A widzi pan mam tutaj w swoim biurku wszystko czego mi potrzeba . Nawet bardzo cichą maszynkę do przyrządzania kawy i herbaty. Biurko i całą jego zawartość , zamówiłem prosto z Japonii.

-Drogie ? w oczach pana Jarosława pojawiły się błyszczące świetliki.

- Równe 20 tyś. złotych – odparł Igor.

- Uff – stęknął pan Jarosław –Bardzo droga herbata ! – skwitował.

- Tak , ale za to najwyższej jakości. Zapewniam pana , że nie znajdzie pan takiej samej nigdzie indziej we wszechświecie – odpowiedział Igor.

- A wracając do wszechświata i Planety Gala – kontynuował pan Jarosław odstawiając filiżankę i łapiąc za swój notatnik.

– Gal , planety Gal , przepraszam – szybko sprostował .

- Tak - podłapał Igor - Planeta po zachodzie słońca zapadała w stan hibernacji. Prawie cała energia z ekosystemu na powierzchni wracała do centrum planety . Wszystkie strumienie energii skierowane były w jednym kierunku. Do jądra planety. Stamtąd, energia płynęła na drugą stronę planety . Przepływ energii był powiązany z poruszającym się słońcem . Coś czego Vigor nie zauważył na samym początku.

- A wioska ? Czy to miejsce również zastygło na całą noc ? spytał pan Jarosław.

- Wioska tak , ale nie jej mieszkańcy. Nie było ich zbyt wielu aczkolwiek , wszyscy ,no może z paroma wyjątkami, siedzieli pozamykani w swoich domach. Oni najwidoczniej nie podlegali hibernacji otoczenia . Vigor jednak postanowił poczekać z odwiedzinami do rana. Usiadł na jednym z kamieni przy ścieżce ,która prowadziła do wioski.

Nocne niebo wyglądało bardzo podobnie to tego , które widzimy tutaj na ziemi. Rozświetlone gwiazdami . Przepasane smugami spadających w oddali meteorów. Z rozświetlonym rządem księżyców , które odbijały blask ruchomego słońca ,teraz było ciche i spokojne .

 

C.D.N

Następne częściVigor cz5  

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania