Poprzednie częściVigor cz1  Vigor cz2  Vigor cz3  Vigor cz4  

Vigor cz5

Siedząc tak w bezruchu, Vigor wyczuł w oddali zbliżająca się postać . Nie chcąc nikogo wystraszyć , ukrył się za kompletnie zwiniętą rośliną , która przypominała dużą główkę kapusty . Stał się również niewidzialny . Postać zbliżała się do mostu z przeciwnego kierunku. Była mniej więcej tego samego wzrostu co Vigor . W blasku księżyca można było dostrzec ,że jest podobnej budowy ciała co ludzie. Dochodząc do przejścia, postać się zatrzymała . Uważnie zaczęła wpatrywać się w kierunek, z którego przyszedł Vigor. Wpatrywała się w gwiazdy, w drogę, którą podążał , kamień na którym przed chwilą siedział, aż wreszcie spojrzała w zaciemnione miejsce , w którym się ukrywał. Stojąc tak w bezruchu , czekała.

„To nie możliwe żeby mogła mnie zobaczyć” pomyślał Vigor „ Nikt nie może mnie zobaczyć”

- Hale ! – powiedziała postać. Jej głos był donośny ale łagodny .

W tym też momencie , kamienne bloki mostu, zaczęły się obniżać ,aby po chwili całkowicie zniknąć pod powierzchnią wody.

- Harnahassyenminotyij – zawołała postać – Harnah !

Nie było już wątpliwości ,że Vigor został zdemaskowany . Vigor jednak nie widział sensu aby ujawnić swoją pozycję . Postać mogła zwracać się do kogoś zupełnie innego . Ale do kogo ? W pobliżu nie było nikogo innego.

Postać zrobiła kilka kroków do przodu .

Była teraz bardziej widoczna . W blasku księżyca , kolor jej skóry był blado niebieski. Miała długie czarne włosy. Parę oczu , tak jak ludzie. Od ud mniej więcej do wysokości klatki piersiowej była spowita czymś w rodzaju łuski . Ze środka jej pleców na całej długości wystawały drobne kolce .

Jej wewnętrzna energia była bardzo słaba . Prawie niewidoczna . Na pierwszy rzut oka nie stanowiła zagrożenia . Jej postawa z drugiej strony była zupełnie inna. Czegoś brakowało ? Coś czego postać nie chciała ujawnić.

Sprowokowanie konfliktu nie wchodziło w rachubę . Vigor nie przybył tutaj żeby się bić . To właśnie walki próbował unikać . Ze swojego ukrycia przeniósł się o kilkadziesiąt metrów do tyłu wzdłuż drogi, którą przyszedł wcześniej . Stojąc i obserwując z za kikuta zwiniętego drzewa , zastanawiał się co teraz zrobi tajemnicza postać . Ta skierowała swój wzrok ponownie w jego kierunku .

„To zadziwiające, po prostu niesamowite” pomyślał Vigor popadając w chwilową zadumę. „ Rasa , która była w stanie wyczuć najmniejsze poziomy energii . Tak samo jak on. „ - Vigor usłyszał szelest .

Kiedy ponownie zwrócił swoją uwagę na stojąca w oddali postać , zamarł ze zdziwienia. Postać przeszywała nocne niebo w celu zadania ciosu.

- Niesamowite ! –wyszeptał Vigor – Co za szybkość !

Będąc pół metra od Vigora , postać połączyła swoje ręce razem. Ze środka jej ciała , prosto do jej złączonych rąk ,wystrzelił ładunek energii, który zamienił się w długi świetlisty miecz. Rozświetlając scenerię, Vigor zauważył , że postać zmieniła swój wygląd. Stała się o wiele większa. Jej całe ciało było teraz pokryte grubą łuską. Dłonie , trzymające świetlistą broń, miały trzy palce. Twarz oraz czarne oczy zniknęły całkowicie.

Przemieszczając się na bok za pomocą kosmicznej energii, Vigor złapał swojego napastnika w grawitacyjnej bańce. Zawieszony w powietrzu, przypominał rozświetloną od wewnątrz bombkę choinkową . Całkowicie nieruchomy, czekał.

W pewnym momencie jego ciało zadrżało a z jego wnętrza wystrzelił kolejny impuls powiększając świetlisty miecz jeszcze bardziej. Impulsy stawały się coraz częstsze a ciało napastnika coraz większe.

- Nie ! – krzyknął Vigor –Nie możesz ! Nie przebijesz się ! Przestań !

Postać w środku nie dawała za wygraną. Stawała się coraz większa i większa. Jej ciało wypełniało już prawie całkowicie grawitacyjną bańkę. Wygięty o ścianę bańki miecz, zaczął ranić ramię napastnika.

- Nie , nie możesz ! Nie pozwolę ci ! –powiedział stanowczo Vigor.

Stojąc na przeciwko, wyciągnął przed siebie rękę.

- Najwidoczniej nie wiesz jeszcze jak powinno się używać tej energii.

Energia z wnętrza bańki zaczęła płynąć w jego stronę. Vigor wchłaniał ją zmniejszając przy tym rozmiar swojego przeciwnika. Ten jednak nie dawał za wygraną. Impulsy energii, które produkował stawały się coraz częstsze. Migały coraz szybciej i jaśniej , zwiększając swój potencjał. Jego ciało jednak traciło na rozmiarze, pozbywając się przy tym łuski. Impulsy wciąż nabierały szybkości. Nie docierały już jednak tak daleko. Najpierw zniknął świetlisty miecz. Potem droga impulsu zmniejszyła się z dłoni do łokci , ramion, aż wreszcie wróciła do centrum jego ciała.

W pewnym momencie impuls zamienił się w świetlisty punkt. Punkt , który swoim blaskiem powoli obejmował całe wiszące w powietrzu ciało.

Zawiał silny wiatr.

Unieruchomiona postać, która odzyskała swoją twarz , zwróciła wzrok w kierunku gór.

Nastąpił kolejny podmuch wiatru. Tym razem silniejszy niż ten poprzedni.

Oczy Vigora zaczęły przybierać szklano -srebrny kolor.

- To nie możliwe ? pomyślał.

- Tylko kosmiczna energia pozwala mi tak szybko osiągnąć maksymalny punkt nasycenia . Kim ty jesteś ?

Blask grawitacyjnej bańki rozchodził się na setki metrów . Jasne światło rzucało powyginane cienie a podmuchy wiatru były coraz częstsze i coraz silniejsze.

- Dlaczego nie chcesz się poddać ? Nie jestem tutaj żeby cię skrzywdzić ! – krzyknął Vigor.

W tym samym momencie, z okolicy gór dobiegł ich bardzo głośny , wibrujący dźwięk. Niczym sygnał statku wpływającego do portu . Trwał tylko przez kilka chwil. W momencie, w którym ucichł, postać w bańce przestała emitować swoją energię. Noc wróciła na swoje miejsce.

Vigor opuścił bańkę na ziemię, uwalniając istotę z uścisku. Leżąc na leśnej ścieżce , podpierając się na rękach, postać zwróciła swoją twarz w stronę Vigora. Twarz o łagodnych rysach, smukłych policzkach i zmysłowych kobiecych ustach była wykrzywiona teraz w grymasie złości. Jej energia osiągnęła bardzo niski poziom. Ten nieudany atak wyczerpał ją całkowicie.

Stojąc przez kilka chwil w bezruchu Vigor zniknął. Z prędkością kosmicznej energii pojawił się ponad planetą aby pozbyć się nadmiaru energii, którą zakumulował. Srebrzysty promień, który wystrzelił z jego ciała rozświetlił czarny kosmos niczym orbitujące słońce.

Postać leżąca na leśnej ścieżce przysłoniła swoje czarne oczy. Na kilka chwil dzień ponownie zawitał w objęciach nocy. Otumanione drzewa i krzewy zaczęły powoli rozwijać swoje łodygi i gałęzie. Kiedy świetlista wiązka energii zniknęła w otchłaniach przestrzeni kosmicznej, noc ponownie spowiła krajobraz poniżej.

Tak szybko jak zniknął, tak samo szybko , Vigor pojawił się przed leżącą postacią. Ta wystraszona pojawieniem się Vigora , przewróciła się na kolana w geście pokłonu. Zwrócona twarzą do ziemi , mamrotała coś pod nosem w nieznanym języku.

- Nie, nie musisz tego robić – odezwał się Vigor.

- Nie trzeba mi się kłaniać. To raczej ja powinienem się kłaniać. Proszę podnieś się z kolan.

Podchodząc bliżej , położył dłoń na ramieniu swojego przeciwnika aby pomóc mu wstać. W tym też momencie usłyszał niewyraźnie słowa .

- Nie jestem godna twojego wzroku , o wielki Gamie. Nie jestem godna twojego wzroku, o wielki....

Jak poparzony, Vigor szybko odsunął swoją dłoń.

- Mogę cię zrozumieć poprzez dotyk – rzucił zaskoczony – Jesteś kobietą ? – dokończył – ale w jaki sposób ?

Niepewnie, ponownie położył swoją dłoń na jej ramieniu.

- Nie ma powodu , żeby przede mną klęczeć – powiedział – Wstań proszę.

Na dźwięk jego słów jej głowa uniosła się do góry.

- Wielki Gamie, nie jestem godna twojego oblicza, nie jestem....

- Nie jestem żadnym Gamie, nazywam się Vigor – przerwał jej w pół słowa. Jestem podróżnikiem.

- Vigor –powiedziała, powoli podnosząc się z kolan.

- Jedynie Wielki Gamie jest w stanie odeprzeć atak światła, jedynie Wielki Gamie – kontynuując swoją wypowiedź, odeszła od Vigora wskazując góry w oddali. Jej słowa od razu zamieniły się w niezrozumiały potok dźwięków.

- Bez dotyku ,nie będziemy mogli się.... – zaczął Vigor - Po co ja się w ogóle wysilam i tak mnie nie zrozumiesz.

Vigor podniósł ręce i powoli podszedł do swojego niedoszłego napastnika.

- Vigor – położył dłoń na swojej piersi - Vigor- powtórzył, kładąc drugą dłoń na jej przedramieniu.

- Vigor, mam na imię Vigor. A ty ?

- Vigor ? Co to jest Vigor ? – spytała – Imię ?

- Tak . Imię . Tak , mam na imię, Vigor. Tak na mnie wołają, Chciałbym również dodać , że możemy się zrozumieć tylko przez dotyk.

Stojąc teraz bardzo blisko, Vigor mógł dokładnie się jej przyjrzeć. Łuska spowijała górną część jej ciała, zakrywając piersi , plecy oraz część ramion. Jej skóra była koloru niebieskiego. Jej dłonie były tak samo smukłe jak dłonie każdej innej kobiety na ziemi ale miały tylko trzy palce. Ogólnie była smukłej budowy ciała. Jej stopy były podobnego kształtu do ludzkich z tym, że nie miały palców. Zamiast pięciu palców , ta część stopy była połączona w całość.

- Nie tylko przez dotyk - powiedziała .

Odsuwając się od Vigora , wyciągnęła przed siebie prawą dłoń.

Zaciekawiony Vigor, czekał.

Wewnętrzna część jej dłoni rozjaśniła się błękitnym światłem. Stojąc z dłonią wyciągniętą przed siebie , postać czekała.

„ Pierwszy kontakt z cywilizacją poza ziemską” – pomyślał „ Nie licząc wcześniejszego starcia. Co ona chce żebym zrobił ? To nie wygląda mi raczej na uścisk dłoni ?”

Stojąca przed nim postać położyła swoją lewą dłoń na prawnej. Błękitne światło zaczęło przepływać między nimi. Zbliżała i oddała swoje dłonie kilka razy.

Oddalony o kilka metrów Vigor , obserwował.

- Przepływ energii ? Chcesz przekazać mi swoją energię ? Nie wiem czy to jest najlepszy pomysł ? Widziałaś co stało się wcześniej .

Postać potrząsnęła swoją dłonią.

- No tak , przecież nie możesz mnie zrozumieć.

Vigor spojrzał ponownie na jej wyciągniętą dłoń.

- Mam nadzieję , że wiesz co robisz. – powiedział zbliżając swoją dłoń.

 

Przez jego ciało przeszedł dreszcz.

 

Przed oczami stanął mu obraz planety Gal w całej okazałości. Słońce, nieruchomy księżyc, czarne szczyty górskie rozpościerające się po horyzont. Zielone łąki i błękitne oceany. Wszystko było nieruchome. Przy kolejnym dreszczu wizja została wprawiona w ruch. Coś było jednak nie tak.

Vigor widział już wcześniej planetę Gal z kosmosu. Słońce nie poruszało się w tą stronę co wcześniej. Słońce poruszało się do tyłu ! Coraz szybciej i szybciej. To była projekcja czasowa – domyślił się Vigor.

Najpierw powoli, zaczęły znikać zielone powierzchnie lasów i łąk . Rzeki i jeziora wracały do swoich początków aby zaniknąć całkowicie. Morza kurczyły się do rozmiarów sadzawek , pozostawiając za sobą pustynię . Góry, zaczęły się kurczyć wraz z częścią planety. Kawałek po kawałku, planeta malała a wraz z nią liczba jej mieszkańców. W pewnym momencie orbitujące słońce osiadło na powierzchni planety tracąc na swoim blasku.

Kiedy wreszcie planetę spowiła ciemność, do jej powierzchni zaczął zbliżać się księżyc. Jeden za drugim. W sumie na powierzchni osiadło ich aż pięć. Tak samo jak słońce wcześniej ,zaczęły zmniejszać swój rozmiar aby po chwili zniknąć całkowicie. Planeta zaczęła zmieniać swój kształt. Nie była już ogromnych rozmiarów. Z każdą chwilą robiła się coraz mniejsza, coraz bardziej posępna , coraz bardziej bez życia. Jej kształt nie przypominał już okrągłej planety. Była poszarpanym asteroidem , na którym było można dostrzec tylko kilka niewielkich szczytów górskich. Po krótkiej chwili również i one zniknęły. Planeta zniknęła a jej miejsce zajął czarny asteroid. Asteroid pełen głębokich dziur , rowów i jaskiń.

Jedna z tych jaskiń była mocno rozświetlona. Kolorowe światło pulsowało jednostajnym rytmem aż wreszcie ustało.

Ogromny zgrzyt wstrząsnął asteroidem , z którego chwilę później z ogromną prędkością, wystrzelił srebrny obiekt. Obiektem był niewielkich rozmiarów statek , który zygzakiem poruszał się w kierunku pustej przestrzeni kosmicznej. Oddalając się od asteroidu, zygzak zamienił się w linię prostą , poprzedzając gigantyczną eksplozję. Cofające się płomienie i obłoki iskier, odsłoniły scenę walki dwóch statków kosmicznych.

Przez głowę Vigora przeszedł kolejny dreszcz.

Scena walczących statków, zaczęła tracić na ostrości. Robiła się coraz bardziej wyblakła a jego miejsce zajmował obraz znajomej twarzy.

- Mir-an, mam....- powtarzała znajoma twarz.

- Mam na imię Mir-an – powtarzał głos.

Gdy wizja dobiega końca, Vigor jeszcze przez chwilę stał z wyciągniętą przed siebie dłonią. Jej powierzchnia żarzyła się blado fioletowym kolorem.

- Mir-an – powtarzał. – Mam na imię... Vigor budził się z letargu, który przyniosła wizja.

- Mir-an. Mir-an - powtarzał Vigor.

- Kto to jest Mir- an ? Zapytał.

- To ja . Odparła stojąca przed nim postać.

- A ty jesteś Vigor. Przybywasz z odległej niebieskiej planety o jednym słońcu.

Dopiero po chwili Vigor odzyskał w pełni swój wzrok. Zauważył, że stojąca przed nim postać znowu zmieniła swój wygląd.

- Tak , Vigor, ale .... lekko zakręciło mu się w głowie.

- Wow – westchnął - Nie przypominam sobie czegoś takiego od czasów studiów i taniej wódki. Mam nadzieję, że po tym nie ma się kaca. Vigor wziął kilka głębokich wdechów.

- Tak Vigor, ale skąd wiesz o niebieskiej planecie ? Jeszcze o niej nie mówiłem – pytał pochylony.

- Podczas spotkania pokazałam ci naszą planetę a ty z kolei pokazałeś mi swoją. W taki sposób się tutaj witamy.

- Spotkania ? Czy to było to co zrobiliśmy z rękami ? – spytał.

- Uff, następnym razem po prostu mnie zapytaj. – westchnął Vigor. – Nie wiem czy mam ochotę przechodzić przez to jeszcze raz.

- Tak jest tylko za pierwszym razem – odparła Mir-an. Nazywamy to dostosowaniem . Nie wiedziałam, że jeszcze ktoś inny to potrafi.

- Ja też tego nie wiedziałem – odparł Vigor.

- Będziesz miał zawroty głowy ,ale później wszystko ustanie. Tak chciał Mir – powiedziała.

- Mir , co to takiego jest Mir ? Spytał Vigor.

- To jest Mir . Mir- an wskazała dłonią w kierunku czarnych gór.

- To on nakazał mi zaprzestać wałki. To on ocalił moje życie.

Vigor odwrócił się w stronę gór.

- Czy Mir jest waszym przywódcą ? spytał

- Nie , Mir jest twórcą naszej planety. Planety, którą widziałeś w swojej wizji.

Stojąc obrócony plecami do Mir-an, dopiero teraz Vigor zauważył ,że nie są w bezpośrednim kontakcie.

- Hej , ja cię rozumiem ! zawołał.

- W jaki sposób . mogę cię zrozumieć ? spytał.

- To dzięki dostosowaniu. Nawiązaliśmy stały przepływ światła. Język nie jest nam już potrzebny. Będziemy porozumiewać się za pomocą światła.

„ Ty mówisz światła a ja myślę energii „ pomyślał Vigor.

„ Energii „ – pomyślała Mir-an „ A co to takiego energia ? „

Vigor usłyszał ją czysto i wyraźnie. Dźwięk jej słów rozbrzmiewał w jego głowie ciepłym echem.

- No wiesz , energia – powtórzył , obracając się jednocześnie w jej stronę.

- Strumień światła w twojej dłoni. Wcześniej. To jest energia.

„ Mój świetlny atak , jest energią ? „ spytała , bez poruszania ustami.

Vigor zaskoczony, wpatrywał się przez chwilę w jej usta.

- Ala ma kota- powiedział po chwili.

„ Ala ma kota „ pomyślała Mir- an

- Usłyszałem to co sobie pomyślałaś . Usłyszałem twoje myśli. To niesamowite ! odparł podekscytowany Vigor.

„ Co to jest – Ala ma kota- ? „ pomyślała Mir-an.

„ Nic takiego . To czytanka dla pierwszoklasistów. „ pomyślał Vigor.

„ Chciałem sprawdzić czy to naprawdę działa. My naprawdę nie musimy otwierać ust, żeby ze sobą rozmawiać „

„ Tylko w taki sposób porozumiewamy się na Gali. Teraz wszyscy wiedzą , że tu jesteś. Znają twoje intencję i miejsce z którego pochodzisz. Teraz mogę zaprowadzić cię do naszej osady. Nikt nie wyrządzi ci krzywdy. „

„ Nie chciałbym stać się powodem żadnego starcia. Nie szukam zwady. Szukam źródła kosmicznej energii”

- Hale - powiedziała Mir-an , zwrócona w stronę rzeki.

Dźwięk przelewającej się wody, ukazał czarne kamienie mostu.

„ Jesteś gotowy, na spotkanie z mieszkańcami mojej osady ? „ pomyślała Mir-an

„ Nie myślę w sumie o niczym innym „ - odparł w myślach Vigor.

C.D.N.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania